---> aczkolwiek dla osoby która nie oglądała serialu będą one nieistotne
Jaka jest najgorsza rzecz jaką może zrobić twórca w miarę ciekawego serialu(jakim jest podobno "Highlander"), ano może zrobić film będący kontynuacją tego serialu. Serial ma 6 sezonów (z czego 6 jest skrócony do 13 odcinków) i przyznaje nie oglądałem ani jednego odcinka serialu, ale przed obejrzeniem "Źródła" poczytałem to i owo o fabule serialu. To jednak nie wystarczy. Musze chyba przebrnąć przez serial(streszczenie fabuły serialu daje odczuć ze serial jest ciekawy), aby moc w pełni zrozumieć O CO CHODZI W TYM CHOLERNYM FILMIE. Złość mnie ogarnia nie do opisania, bo niejako fan "Nieśmiertelnego" nie potrafię zrozumieć o co chodzi w jego kolejnych częściach. "Highlander: The Source" jest kolejną po "End Game" częścią "Nieśmiertelnego" bazująca na serialu. Już w przypadku "End Game" człowiek łapał się za głowę myśląc sobie co to k***a ma być.
Dobra skupmy się na "The Source": na początku filmu mam przy przedstawienie bohaterów, ukazane jest miejsce akcji itd. co jest irytujące to to ze głowni bohaterowie się znają i o ile znamy Duncana MacLeod z "End Game" to już pozostałych bohaterów za cholerę. A w "The Source" rozmawiaj oni sobie jak starzy znajomi innymi słowy kupy się to nie trzyma(ale zapewne nie dla osób które obejrzały serial). Zaraz potem widzimy kolesia w skórze, wyglądającego jak gladiator, po jego zobaczeniu obrazu się można domyślić ze to będzie "the main boss". Wszystko było by spoko gdyby nie to ze twórcy filmu doszli do wniosku ze widz już się znudził normalnymi fajnymi choreograficznie świetnymi walkami na bron biała i zafundowali nam widowiskowy styl walki a'la "Power Rangers". Nasz "główny zły" porusza się niczym błyskawica - dosłownie typ zasuwa na piechotę, tzn bardzo szybko biega, dzięki temu widz mail sobie pomyśleć: "wow ale ten zły to jest wypasiony kolo: szybki, silny, brzydki i w ogóle cool". Koniec pogrążania filmu, ale uwierzcie jest w nim dużo więcej takich "kwiatków".
Generalnie jestem zdania ze cała mitologia "Highlandera" świetnie nadaje się na film, serial czy co tam jeszcze. I mimo ze "The Source" w porównaniu do 1 części z Christopherem Lambertem jest strasznym(jak by to ująć): gównem? to nie twierdze ze jest filmem złym, to po prostu ja jestem tu niedoinformowana osobą. Wyobraźcie sobie jakby zrobić film na podstawie "Stargate SG-1" który rzuca nas w środek wątku fabularnego z Ori, gdzie fabuła filmu nie wyjaśnia nic, mamy tylko akcje ze drużyna SG-1 walczy z Ori, dużo fajnych efektów specjalnych itd. Osoba która nieoglądając serialu usiadła by do takiego filmu za cholerę by go nie zrozumiała i pomyślała zapewne: "wtf?"
Jaka z tego konkluzja niema co oglądać "Highlander: The Source" bez wcześniejszego obejrzenia serialu.
Użytkownik johnass edytował ten post 28.05.2010 - |17:14|

Logowanie »
Rejestracja








