Po pierwsze-co to wogóle jest?! Co to jest?! :>
Po drugie-po wszechpotężnych Władcach Systemu, pałętających się po całej galaktyce oczywiście musieliśmy dostać już takiego przeciwnika, żebyśmy nie mieli szansy się pozbierać :/
Po trzecie-toż to ręce idzie załamać. SG nigdy nie było przyjazne dla religii, ale tym razem to już wogóle przegięli. :buu:
Po czwarte-niech ktoś rozwali tych Ori, bo mnie wkurzają. :evil:
Po piąte-damned are the Ori! Niech się wyziębią na dnie oceanu! Bul bul! :sam5:
No, to się wykrzyczałem. Ale teraz do rzeczy.
Zacząłem oglądać sezon 9 SG i jestem po prostu przerażony tym, że-wiedząc o przykrym fackie anulowania SG-scenarzyści urwą wątek z Ori i najprawdopodobniej wogóle go nie rozwiążą, tylko zakończą. A to nie wróży dobrze ogólnemu wrażeniu, jakie Ori po sobie pozostawią. Bo na razie to można dojść do takich wniosków:
-ascendaci mogą wssytko
-na scendatów nie ma rady
-łancuch "ascendacji" nie ma chyba końca
-Boga nie ma, hulaj dusza
-wogóle jakikolwiek rozwój jest bez sensu, bo i tak nie dojdziemy do końca
Ogólnie po obejrzeniu paru odcinków jestem przytłoczony tymi wszytkimi rewelacjami. Niby już to wszystko wiedziałem, spoilery czytałem, ale jak przyszło co do czego, to muszę stwierdzić, że SG gdzieś się pogubiło i zatraciło swój poprzedni charakter. To już nie jest miła rozpierduszka między gwiazdami, tylko dziwaczna młócka w niewiadomym celu (pewno trzepania kasiory). Jeśli czym prędzej autorzy nie pokażą ascendacji od podszewki, to ja rzucam w cholerę całe SG-1. Tego się oglądać nie będzie dało. Muszą, po prostu muszą rozpłaszczyć i sprowadzić do gleby ascendatów, bo inaczej to wszystko rozwali serial (jeśli już nie rozwaliło-w końcu go anulowali). Muszą pokazać "młotki" ascendatów, muszą pokazać ich "narzędzia" etc. trzeba pokazać, co się kryje za kulisami, bo jak na razie widownia widzi kupę coperfildowskich sztuczek, ale wcale się jej to nie podoba. Przez widownię oczywiscie rozumiem mnie i podobnie myślących. Jak zresztą widać, trochę nas jest, skoro oglądalność SG poleciała na pysk.
Powiedzmy więc sobie tak: trzeba sprowadzić ascendatów na Ziemię. Trzeba pokazać ich rekwizytornię, trzeba pomóc ich zrozumieć. Ja póki co cały ten bałagan z ascendacja tłumaczę sobie mniej wiecej w ten deseń:
Jest materia, jest energia. My jesteśmy z materii, oni z energii. My musimy się męczyć, by przesunąć szafkę, oni muszą się męczyć, by przesunąć gwiazdę. Mogą dużo, ale nie wszystko. Są ograniczeni, ale w zupełnie inny sposób. Są głupi tak jak my, ale w zupełnie inny spośób. Mają wiedzę, ale nie kompletną. Użyję takiego podobieństwa:
Wyobraźmy sobie, że mamy pusty pokój-to wszechświat. Wyobraźmy sobie, że pośrodku mamy fruwającą galaktykę-a raczej całe ich multum. Teraz sobie wyobraźmy, że jesteśmy nie-ascendatami. Więc siedzimy na którymś z n-tej liczby punkcików. Rozglądamy się dookoła, przyglądamy i stwierdzamy, że wszechświat jest cholernie duży i skomplikowany. Nie widzimy jego struktury, nie możemy więc go zrozumieć. Poza tym widok na całość przesłaniają nam gwiazdy, mgławice i takie tam-wszystko wygląda na mocno bez sensu. Musimy przeskoczyć nieco dalej, by widzieć jego następny kawałek. Wtedy mamy trochę inną perspektywę, odrobinę inny punkt widzenia i w ten sposób poszerzamy swoją wiedzę o otoczeniu. Nasza sytuacja może wydawać się beznadziejna, bo w porównaniu z ogromem wszechświata nasze wysiłki są raczej mizerne i nie doprowadzą nas do zakończenia procesu poznawania w dającym się przewidzieć czasie. Ale tak wcale nie jest-lecz o tym za chwilę.
Teraz wyobraźmy sobie, że wywalamy się z naszej mizernej egzystencji na "wyższy plan", ascendujemy. Nagle się sporo rozrastamy, wisimy w powietrzu ponad galaktykami. Przyglądamy się im i nagle-olśnienie! Wszystko widzimy jak na dłoni-wszystko rozumiemy. Cały świat materii jest dla nas w pełni zrozumiały i nie ma żadnych tajemnic. Jak miło! Aż mi się woda w kolanach zagotowała. Teraz już nic nie stanie mi na preszkodzie do...o cholera. Co jest... coś tu nie gra. O cholera. Nie mogę ruszyć głową. Niech to szlag! No dobra, tylko bez paniki. Może łeb mam nieruchomy, ale po co mam nim ruszać? Widzę cały wszechświat, więcej mi nie trzeba...
Minęły eony. Trochę mi się znudziło. Gapię się na te galaktyki...gapię...
Dobra, machnąłem z nudów reką gdzieś w bok. Oooo... coś poczułem...zaraz...czy to...ściana? Tak, to chyba ściana...Yyych... nie mogę jej za dobrze dosięgnąć, bo się wogóle ruszyć jakoś nie mogę. Nóg, kurde, już nie mam, więc się nie premiszczę. Wiszę jak ta głupia bombka choinkowa, z jedną reką, której palcami raz na pewien czas dotykam jakiejś ściany. A może to nie jest ściana? Nie no, musi być. Pamiętam, że zanim ascendowałem, to jak patrzyłem w moim kierunku (to jest tam, gdzie teraz wiszę), to widziałem ścianę. A przynajmniej tak sądziłem, tylko nie mogłem tego sprawdzić. A teraz-masz ci los, poszedłem o poziom w górę, jestem niedaleko tej cholernej ściany, a nie mogę się przekonać, czy rzecywiście nią jest! Eeech! Frustrujące.
No, ale co tam ściana, skupmy się na wszehcświecie... A, zapomniałem. Nie ma na czym się skupiać, bo już wszystko to znam na pamięć. W razie czego mogę dmuchnąć w te gwiazdeczki, i popatrzeę sobie na to, jak wirują w pustce, tylko co to za frajda, skoro wiem, gdzie polecą? Cholera jasssna... Co bym poradził, gdyby nie to, że razem ze mną za bombki robią moi towarzysze? Co prawda, wszyscy jesteśmy w tej samej durnej sytuacji-możemy się tylko gapić na wszechświat, który dzięki ascendacji całkiem dobrze znamy... o, nie całkiem? Jak to? Co mówisz Fred? Że z twojego punktu widzenia wygląda trochceę inaczej? Naprawdę? Wejź mi go opisz... o, rzecywiście trochę ianczej...czekaj czekaj...A ty, Maniek? Jak u ciebie wygląda wszechświat? Oooo, naprawdę? I ma tam takie ten, tego? No patrzcie państwo... A ja myślałem, że mu tylko wisi na boku taki dzyngel...U ciebie nie wisi, Franiu? No tak, ty patrzysz z drugiej strony...
Minęło trochę czasu. Podyskutowaliśmy o wszechświecie. Jest jeszcze trochę kwesti spornych, ale szybko nam poszło, więc pewno wkrótce rozgryziemy całość raz na zawsze. Gucio jest sceptyczny w tej kwestii, bo machnąl swoim jednym rękawem w góre i w dół, w prawo i lewo, zrobił parę obliczeń względem wszechświata "na dole" i stwierdził, że wszyscy wisimy mniej więcej w podobny sposób. To znaczy, że niby widzimy wszysko, ale pewnoci co do tego nie ma.
Ale co tam Gucio. Fajniejsze rzeczy to ja wymyśliłem. Capnąłem kawałek ciena i zrobiłem z niego taki kijosek. Teraz sobie nim macam ścianę, co jest za mną...O, właśnie mi się ściana skończyła...to chyba jakaś dziura...
Ascendaci w tej teorii są przyssani z swoim punktem widzenia do jednego punktu w przestrzeni. Mają z jednej strony dobrze, bo nasza część-materialna-jest dla nich świetnie widoczna, mogą ją sobie przewracać na boki, badać, ingerować. Ale z drugiej strony nie mogą się po prostu obrócić i zobaczyć, co jest za nimi. A my możemy.
Mamy więc mała ironię losu-oni widza cały nasz wszechświat jak na dłoni, a swojego mogą tylko lekko "pomacać". My musielibyśmy się sporo wysilić, by poznać swój wszechświat, co czyni przedwsięwzięcie cholernie trudnym, ale taki sam problem maja ascendaci. Jak na złość, my możemy w miarę łatwo zerknąć w pustkę, w której wiszą scendaci i wydedukować, co tam jest, niestety nic nam to nie pomorze, bo jest to dla nas wogóle niestotne. Bo co jest ważnego w pustce?
Ascendaci natomiast plują sobie w brodę, bo mają galaktyki jak na wierzchu, ale nie widzą w nich nic intereusjącego. Za to chieliby się obrócić i zerknąć na to, co my nazywamy pustką, ale nie mogą.
W akcie desperacji i rozpaczy pomagaja nieascendatom w wejściu na wyżsyz plan egzystencji, ale przy tym mówią im, by spojrzeli w innym kierunku, niż oni. W ten sposób kolejni ascendaci pojawiają się troch gdzie indziej w pustce. Jeden nawet wylądował gdzieś w koncie pokoju-nikt go nie widzi, ale wszsyscy go słyszą. Mówi, że może wymacać dwie ściany-więc jest w rogu...
A do teog dochodzą jeszcze ci przklęci Ori. Kolesie wogóle w inny sposób wywalili się "na wysokości". Myśleli, że są sprytni, jeśli zachowają część więzów z światem materialnym. W ten sposób, używając swojej wiedzy będą mogli kazać maluczkim spoglądać w tę część pustki, która ich interesuje. Ale się przeliczyli! Ha ha! Bo przez to uzależnili się od materii. Niemoralne palanty! Dobrze wam tak!. I co, dużo wam to pomogło? co tam widzicie, co? Gapicie się w pustkę, lampicie się, gały wybałuszacie... A my możemy sobie ją pomacać! O, tą macką do ścian, cożeśmy ją zbudowali! Co mówisz Heniek? Że oni mogą patrzeć w każdym kierunku? A co im z tego przyjdzie? Piowiedz ty mi? Jak się siedzi na dole, to pustka jest pustką, a wszehcświat jest intereujacy. A jak tu-to na odwót. Przejściówek nie ma, to nie port USB.
Nooo, świetnie. Teraz zaczęli nas walić po głowach swoimi mackami do ścian. A sio! Poszli Won! Mamy tyle samo macek! Spadajcie i dajcie nam badać scianę!
Resztę można sobie dopowiedzieć samemu. To tylko takie uproszczenie, by pojąć sytuację. Każda z stron ma swój cel, kóry dla drugiej jest niezrozumiały. Bo jak wytłumaczyć śmiertelnikowi, że wszechświat jest nudny, a to pustka taka fascynująca? Śmiertelnik odpowie, że na odwrót-pustka to pustka, a wszechświat jest ogromny, nieskończony-i trzeba go zbadać. Jak więc widać-punkt widzenia zależy od punktu...Wiszenia.
Tak ja widzę ascendatów. Potężni dla nas, ale w istocie ograniczeni. Myśleli, że w ten sposób-acendujac-pojmą wszechświat. No cóż, wszechświat zrobił ich w konia. Niby dał się pojąć, ale paradoksalnie nie dało to nic-wciąż pozostaje zagadką.
Użytkownik Zarrow edytował ten post 02.12.2006 - |18:35|

Logowanie »
Rejestracja









