Serdecznie wszystkich przepraszam za to,że nie pisałem nic od Stycznia

W Listopadzie minie rok jak zacząłem cały ten odcinek!!!Boże wybacz mi

Ale chyba nie tęskniliście zbytnio za moimi historyjkami :> No trudno,jednak ja dla własnego ego musze coś napisać !!! Mam masę pomysłów i jak zapowiadziełame to będą najlepsze fanfici w mojej historii.Na początek dokończę tenże epizod
Zaczynamy!!!!!!!!!!!
Kiedy Jack O'neill,Teal'c i Samantha Carter byli uwięzieni w szałasowej wiosce Daniel wraz z Jonasem przemierzali tunele by powrócić do domu.Wszystko działo się tak szybko,że nie było czasu na chwilę namysłu.Daniel szybko uruchomił DHD i wrota się otworzyły.Było to jakieś 1,5 godziny po tym jak znaleźli się na planecie.
Baza SGC:
-Nie zapowiedziana aktywacja z zewnątrz!!!(Walter)
-Sir!!Ktoś dzwoni!!(James Davis)
-Generale to kod SG-1(Walter)
-Ok otworzyć przesłonę(Hammond)
-Sir!!Mamy mały problem!!(Daniel)
-Co się stało??Gdzie Pułkownik O'neill???(Hammond)
-Tego nie wiem,ale mamy chyba większy problem(Daniel)
-Rozumiem...zapraszam do sali odpraw.(Hammond)
Sala Odpraw:3 minuty po przybyciu Jonasa i Daniela.
-Co się stało??(Hammond)
-A więc tak generale.Przeszliśmy przez wrota i rozdzieliliśmy się na 2 podzespoły szukając wyjścia z tajemniczych lochów.Mniejsza z tym...przemierzając tunele napotkaliśmy się na ciała Tollan.Pamięta generał jak nieoczekiwanie znikneli??(Daniel)
-Tak Danielu mów dalej.(Hammond)
-Wracając...myśle,że mamy mały problem...znalazłem taką plakietkę...nie jestem wojskowym,ale z historii wiem,że jest to pagon niemieckiej dywizji z czasów...Hitlera??!!(Daniel)
Generał wziął pagonik od Daniela i nic nie mówiąc usiadł spokojnie w fotelu.Jego mina mówiła wszystko.
-Nie mamy czasu...Sierżancie Davis!!!Niech SG-3,SG-6 przygotowują się do wymarszu!!!(Hammond)
-Za ile idziemy???(Jonas)
-10 minut...czekajcie na mnie w pomieszczeniu wrót.(Hammond)
-Tak jest Generale(Daniel)
Tymczasem w szałasowej wiosce:
-Ty jesteś Adolf Hitler??Nie no podobieństwo widać...a gdzie masz wąsy??Bo chyba przez tyle lat zdążyły już wypaść(Jack)
-Żałosny żołnierzyku...nie urazisz mnie tymi swoimi marnymi wypowiedziami(Hitler)
-Nazywaj to jak chcesz...powiedz mi tylko jedno...jak ty tu przeżyłeś??(Jack)
-Hahaha...amerykanie...Myśleliście,że nie wiedziałem o waszym znalezisku??Zanim doszedłem wo władzy już miałem swoich ludzi w najodległejszych zakątkach świata.To naród niemiecki mnie wychował nie ojciec nie matka..Jeśli zaś chodzi o to koło.Musiałem sprawdzić z jakim znaleziskiem mamy do czynienia.Niestety nie udało mi się wrócić nigdy spowrotem.I tak tu gnije z moich obliczeń jakieś 70 lat(Hitler)
-Jednak jak udało wam się przetrwać...i te dziwne zachowanaia...te oczy???(Carter)
-Przetrwaliśmy dzięki ludziom podobnym do nas.Żyli tu jeszcze przed nami.Przekonali się jednak,że są za sprytni i musieliśmy ich usunąć.Przeżyliśmy tylko dzięki nim..a to co nazywasz dziwnymi odrychami i ciemnymi oczami to jakieś uczulenie.Mama zawsze mi mówiła..co dobre to dobre tylko od mamusi...(Hitler)
-O'neill...O'neill...(Teal'c)
-Carter zagadaj go jeszcze...Teal'c chyba coś skombinował(Jack)
-I co teraz zamierzasz nas zgładzić?Nie wiesz nawet ile możemy ci dać,ile możesz zyskać wracając na Ziemie!(Carter)
-Co jest Teal'c?(Jack)
-Spoglądałem właśnie tam i zauważyłem,że w 4 szałasie od linii drzew noszą komuś pożywienie i wodę.Nie jesteśmy tu chyba jedynymi więźniami(Teal'c)
-Nie myślisz chyba,że to Daniel i Jonas.Nie mogą być chyba lepiej traktowani?Jedzonko,pewnie jeszcze Heineken'ka dostają(Jack)
-Nie obchodzi mnie powrót do domu!Koniec tej marnej pogawędki!Zabić ich!(Hitler)
-Sir co robimy?!(Carter)
Tymczasem w pomieszczeniu wrót:
-Reynold's,gdzie jest generał?(Daniel)
-Szykuje sie,zaraz powinien być...o już jest(Reynold's)
-Generał?Idzie z nami?(Daniel)
-Tak jest.Moi ludzie są w potrzebie,a poza tym czuje,że będe potrzebny.Otworzyć tunel.(Hammond)
SG-3,SG-6,Hammond,Daniel i Jonas wyruszyli na ratunek.Po przejściu przez wrota poszli drogą,którą wybrali się Jack i reszta.Szybko wydostali się z ponurych korytarzy i znaleźli na pięknym zakole.Miejsce przypominało rajską wyspę,niestety bez morza i ryb

Jonas znalazł ślady butów i szybko podzielili się na 3 zespoły,które okrążyły zauważoną wioskę.Jonas zauważył przez lornetkę jak z szałasowego domku zostaje ktoś wyciągnięty.Dobrze się przyjrzał i zauważył tam Jack'a,Carter i Teal'ca.
-Generale!Generale!Szybko!(Jonas)
-Co się stało!(Hammond)
-Lornetka(Jonas)
-To pułkownik O'neill i reszta(Hammond)
-Co robimy?(Daniel)
-Czekajcie,oni ustawiają ich..do egzekucji(Hammond)
-Mam pomysł!Jonas rzuć mi DanP01 z pojego plecaka!(Daniel)
-DanPO1?(Generał)
-Później panu wytłumacze(Daniel)
Daniel ustawił niewielkiego rozmiaru broń.Popatrzył jak w aparat fotograficzny,ustawił miejsce i kazał się wszystkim odsunąć.Strzał z broni spowodował wybuch w jednym z szałasów.Jack z resztą wykorzystał sytuację domyślając się,że to Daniel i Jonas i pobiegł w stronę szałasu wskazanego przez Teal'ca.SG-3 i SG-6 wyleciało z lasu i zaczął się silny ostrzał.Hitler pobiegł wraz ze swoimi ludźmi w kierunku pałacu,zaś reszta żołnierzy,której liczba wskazywała na góra 30 osób(w całej wiosce) wzieła udział w walce z drużynami SGC i w pogoni za Jackiem i resztą.Jack wraz z Teal'ciem podnieśli prymitywną jak dla nich już broń zabitych niemców i ustawili się do zasadzki na śledzących ich szwabów.Carter pobiegła w stronę wskazanego szałasu i usłyszała krzyki..jeszcze żyjących 3 Tollan.
-Tutaj!(Tollan)
-Hey,jestem Sam.Skąd wy tu?(Carter)
-Nie macie czasu!Nas już nie ma co ratować.Jesteśmy jedynymi,którzy w zamian za podtrzymywanie życia tutejszych ludzi dostawali jeść i pić(Tollan)
-To tutaj się ukrywaliście?Gdzie reszta?(Carter)
-Reszty już nie ma.Nie macie czasu!Jednak jak mówił nam Klander miała przyjść tu godna osoba do zabrania klucza do wielkiej zagadki!(Tollan)
-Klucza?Miasta Pradawnych?(Carter)
-Nie macie czasu!Pałac!Tunele pod pałacem!(Tollan)
I strzały szwabów odebrały życie Tollanom,zaś Carter pobiegła do Jacka i Teal'ca i razem pobiegli do pałacu.Sytuacja była nieciekawa.Szwaby wygrywały,jednak pałac nie był aż tak strzeżony na zewnątrz co mogło by im utrudnić wniknięcie do niego.Carter pobiegła do piwnic z Teal'ciem,a Jack pilnował zejścia.Na górze zaś ukrywał się sam Adolfik.Carter z Teal'ciem nie miała zbytnich problemów z odnaleziem magicznego klucza,który leżał na ziemi.Hitler najwidoczniej nie miał zielonego pojęcia z czym ma do czynienia,albo ktoś go po prostu upuścił.Po odnalezieniu klucza wszyscy wybiegli z pałacu i biegli w kierunku wzgórza.Niestety Carter dostała strzała w plecy,który zbiegł się równocześnie z wysadzeniem całego pałacu.Carter upadła uderzając się o kamień.Strzały pozostałych szwabów w miarę upływu czasu stwałay się ustawać,gdyż gineli jeden po drugim.
-Carter!(Jack)
-Pułkowniku(Sam)
-Trzymaj się bierzemy cię!(Jack)
-O'neill!Nie mamy czasu!(Teal'c)
-Mamy,musimy ją tylko zabrać!(Jack)
Strzały dosięgały okolic ciała Jacka,który spojrzał w twarz Carter i zrozumiał,że musi uciekać.Carter nie wybaczyłaby mu tego,że dałby się zabić przez nią.Jack ucałował ją w ręke i powiedział,że jest idiotą i nie powinien jej słuchać.Teal'c osłaniał go i każdym sytrzałem zabijał kolejnego szwaba.Cała ekipa SGC udała się w kierunku tuneli,a wracająca za nim SG-3 była gotowa do odpalenia ładunków,które zdążyli podłożyć w szałasowym mieście.Wszyscy znaleźli się już przy wrotach,lecz Jack pozostał jeszcze chwilę i sam odpalił ładunki mówiąc:jeszcze się spotkamy.
KONIEC!!!!!!!!!!!!