Opis i opinię wstawię na dniach. Rada jest jednak prosta. Masz ochotę na normalną, śmieszną, po bożemu zrobioną komedię - to marsz do kina
Film jakieś tam wady oczywiście ma ale ja się popłakałem ze śmiechu. Zdecydowanie polecam.
.

.

.

.

.
Napisano 28.08.2016 - |23:50|
Opis i opinię wstawię na dniach. Rada jest jednak prosta. Masz ochotę na normalną, śmieszną, po bożemu zrobioną komedię - to marsz do kina
Film jakieś tam wady oczywiście ma ale ja się popłakałem ze śmiechu. Zdecydowanie polecam.
.

.

.

.

.
Napisano 24.09.2016 - |19:46|
Film jest ekranizacją sztuki teatralnej, wystawianej z ogromnym powodzeniem w Polsce przez Teatr Polonia z Krystyną Jandą w roli tytułowej Boskiej. Spektakl był transmitowany przez TVP na żywo w ramach Teatru Telewizji i gorąco polecam porównać obie adaptacje.
Jeśli to zrobicie, od razu będzie jasne, że krytyka filmu pod kątem, że nie przedstawia on fenomenu stworzenia w amerykańskiej popkulturze lat 40. ubiegłego wieku celebrytki o imieniu Florence. To po prostu nie jest temat tej sztuki ani tego filmu. Pewna zdawkowa panorama śmietanki towarzyskiej jest filmie tylko dekoracją do najbardziej normalnie pojmowanej komedii a nie próbą wytłumaczenia, jak mogło dojść do czegoś tak absurdalnego jak apoteoza fałszującej kobiety na elitarnych salonach nowojorskich miłośników muzyki.
Film trzeba zobaczyć. Pierwszy raz od lat praktycznie popłakałem się ze śmiechu w kinie. Mimo natłoku czasem rubasznego i koszarowego dowcipu - aktorzy potrafią ożywić swoje postaci i zmusić widza, by czasem im nawet współczuł i zrozumiał. Ten kontrast jest możliwy tylko dlatego, że zarówno Meryl jak i Grant grają obłędnie.
Hugh gra takiego drania, żeby tu nie kląć ze świecą takich pał szukać, a jednak widz jest dla niego wyrozumiały. Można nieomal uwierzyć, że grana przez niego postać nie słyszy fałszu muzycznego.
Streep dokonała przeistoczenia muzycznego w odgrywaną postać, perfekcyjnie naśladuje śpiew oryginału (próbka pokazana jest na końcu filmu) a w obszarze zachowań jest doskonałą parodią samej siebie. To gra typu: dużo, więcej i natłok ... merylizmów, bo przecież jak mawiano w Rejsie - najbardziej śmieszy to, co już znamy. Streep zatem trzęsie się, wibruje, wzdycha prezentując syntezę każdego humorystycznego gestu, jakiego kiedykolwiek sama dokonała na ekranie. Trzeba mieć wielką klasę i dystans, żeby w taki sposób to zagrać. Bo jest wielką bzdurą opowiadanie, że w tej roli Meryl doskonale naśladuje zachowanie pierwowzoru. To nie jest typ gry jak w filmie o Thatcher. Z prawdziwej Florence jest tu tylko śpiew, reszta to autoparodia samej Meryl. Klasa.
Niesmak wzbudził natomiast we mnie koncept gry akompaniatora - który odegrał parodię Szpilmana z Pianisty Polańskiego. Był śmieszny ... za bardzo. Ale to jakieś moje spostrzeżenie. Wszystkim moim znajomym bardzo się ten sposób na kreację postaci podobał i nie widzieli w tym prześmiewszej parodii z gry kinowego Szpilmana.
Polecam przedstawienie z rolą Jandy i film z Meryl. Zobaczcie obie adaptacje i zrozumiecie, jak się puszcza do widza oko z motywem ... pieska, bo na sali kinowej to chyba tylko ja załapałem. Zobaczycie też, że polski teatr nie ma się czego wstydzić nawet w porównaniu z pierwszą ligą, jaka gra w wersji z Hollywood.
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 24.09.2016 - |19:56|
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych