
Adam Bell odkrywa swojego sobowtóra i obsesyjnie postanawia go odnaleźć. Ma to destrukcyjne skutki znacznie większe niż można by przypuszczać.
Film jest ekranizacją "Podwojenia" noblisty Jose Saramago. Ciekawe, że jeden z recenzentów powieści (Łukasz Grzymisławski, Gazeta Wyborcza) wyraził pogląd:
Wersji Saramago bliżej do greckiego mitu o Alkmenie i jej mężu - królu Teb Amfitrionie, którego postać przybrał Zeus, by ją uwieść i spłodzić Heraklesa. Albo do sfilmowanego dwukrotnie "Utalentowanego pana Ripleya" Patricii Highsmith. Jego "Podwojenie" na film raczej się nie nadaje, choć niewątpliwie jest głosem zabranym w sprawie możliwych skutków klonowania, bardzo medialnie atrakcyjnej. Nie chodzi nawet o to, że Saramago bohaterami czyni ludzi skrajnie nieciekawych, tylko że aranżuje im ich ziemskie piekło w sposób zbyt wyrafinowany formalnie.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1...l#ixzz3nR5asEXH
Na szczęście recenzent powieści po części się mylił. Hiszpańsko-kanadyjska ekranizacja powstała. Ale jest to adaptacja wierna powieści w tym sensie, że aranżuje świat przedstawiony w sposób bardzo wyrafinowany formalnie. Momentami aż zbyt wyrafinowany. Dlatego należy to powiedzieć wprost - film jest tak trudny, że polecić go można jedynie kinomaniakom z porządnym zapleczem doświadczeń filmowych, serialowych i życiowych. Czyli dokładnie takim, którzy zaglądają na to Forum ![]()

Jake Gyllenhaal gra dwie role. Adama - profesora historii oraz Anthoniego - statysty w filmach klasy C. Robi to świetnie. Zawsze jest absolutnie jasne, kto jest na ekranie i nie chodzi tu o kostium czy charakteryzację. Gyllenhaal gra całym sobą: sposobem poruszania się, gestykulacją, mimiką, głosem. Ale nie jest to prostackie rozdwojenie w przejaskrawione przeciwieństwo. Adam i Anthony są zaskakująco inni ale w pewien sposób jednokładni. Jake Gyllenhaal osiąga ten efekt bez fajerwerkowych scen, których w fabule nie ma. Po prostu klasa. Już tylko dla tego popisu aktorskiego warto film zobaczyć.

Pierwszy seans jest nudny. Tak, nudny! nie trudny. Można usnąć. Wszystko się snuje. Jest duszno i momentami surrealistycznie. Historia nie ma bigla. Jakiś nieudacznik próbuje wejść w cudze buty, jak w Taksówkarzu. Ale za dużo się rzeczy nie klei - a inni mówili, że skomplikowany film... I po co te symbole: klucz, pająki, sieć ...
Następuje finałowa scena i widz uświadamia sobie, że nawet jak już wcześniej pewne sprawy podejrzewał, to i tak dał się wmanewrować, bo tu opowiedziane jest zupełnie co innego.
Mam nadzieję, że zachęciłem - bo od tego momentu zaczynam zdradzać fabułę. Inaczej się nie da.
Ten plakat pokazuje istotę problemu w zrozumieniu filmu. Historia bohatera ma cechy naprzemiennie się powtarzające. Reżyser sprytnie zmontował film niechronologicznie (z czego przy pierwszym seansie zaczynamy sobie sprawę zdawać dopiero pod koniec filmu).
Drugi seans (konieczny!) zamiast potwierdzić nasz usnuty w głowie pomysł (co tu było, jak i kiedy) okazuje się, że też nie działa. Bo im więcej szczegółów drugiego planu widzimy - tym bardziej tracimy poczucie, że wszystko jest jasne. W efekcie wpadamy w labirynt umysłu bohatera.
Subiektywne prowadzenie narracji daje wiele możliwości interpretacji (rekonstrukcji obiektywnego opisu zdarzeń i ich chronologii). Powstaje pytanie czy widzimy jeden cykl życia bohatera jako profesora i jeden cykl jego życia jako miłośnika borówek? A może mamy retrospekcje do poprzednich stadiów tej naprzemiennej osobowości - dokładnie tak jak na czerwonym plakacie dystrybucyjnym?

Powyższy azjatycki plakat podkreśla sieć powiązań pomiędzy osobowościami bohatera. Tak! Nie ma żadnego klona ani niepoznanego brata bliźniaka. Co ciekawe wiele osób analizujących film odnosi się do wiedzy spoza obrazu, aby to potwierdzić. Najczęściej cytowany jest reżyser. Tymczasem w filmie jest dowód - pokazany sprytnie, jako tło i szczegół sceny. Kiedy Jake-wykładowca poszukuje w internecie Jaka-aktora znajduje stronę internetową. Jak dobrze się przyjrzymy wśród umiejętności wyszczególnione są tam kategorie prawa jazdy uprawniające do poruszania się samochodem ale i motocyklem.
I to jest właśnie sposób komunikacji reżysera z widzem. Drobne elementy, tropy w labiryncie chorego umysłu bohatera, które mogą naprowadzić do rekonstrukcji prawdziwej chronologii zdarzeń i odróżnienie świata zdarzeń od wyobrażeń i snu bohatera.

Trudność powstaje już na samym początku takiej rekonstrukcji. Adam (wykładowca) i Anthony (aktor) to ta sama postać, ma jak w powyższym plakacie jeden odcisk linii papilarnych i schizofreniczną rozdwojoną jaźń, do której musimy znaleźć klucz interpretacyjny. Ale w świecie obiektywnym, protagonista musiał się urodzić z określonymi danymi osobowymi. Co ma w papierach?
Filmowa matka nigdy nie używa imienia.
W pierwszym odruchu wydaje się oczywiste, że to osobowość Adama-wykładowcy jest pierwotna. Poniżej przytoczę świetną analizę, której podtekstem jest to właśnie meta założenie. Znajduje się tu wyjaśnienie pajęczej symboliki filmu i podany jest sposób (klucz) psychologiczny do interpretacji. Wideoanaliza Chrisa Stuckmanna znajduje się tutaj.
Ale kilka wątków nie jest wyjaśnionych. Skąd wzięła się blizna? Czy zatem można zakładać, że wypadek samochodowy to symboliczne i wyimaginowane zdarzenie powodujący wyparcie ze świadomości osobowość Anthoniego-aktora? Może trzeba bardziej poprzestawiać film i w większym stopniu doszukiwać się w nich echa zdarzeń obiektywnie zaistniałych?
Takie podejście doprowadziło Daniego (scenarzystę i reżysera) do odwrotnej konstatacji niż powyżej. Jego tekst znajduje się tutaj. Oto z urodzenia nasz bohater to Anthony a Adam Bell to jego alter ego. Podobnie jak powyższa ta analiza jest również błyskotliwa i logiczna.
Ale to z kolei prowadzi do hipotezy, że szaleństwo bohatera wzięło się z traumy spowodowanej wypadkiem i nie mamy do czynienia z naprzemiennymi stadiami choroby (symultanicznym przeplataniem się osobowości) tylko jednym epizodem aktorskim i jednym wykładowczym - które są zmieszane w filmie.
Gdzie leży prawda?
Kultura Liberalna opublikowała świetną recenzję Katarzyny Pochmary-Balcer. Zacytuję jej konstatację:
Pomimo całej radości, jaką widz może czerpać z wyszukiwania ukrytych w filmie znaczeń, Villeneuve (reżyser filmu Wróg) jest jednak artystą zbyt świadomym, by pozwalać sobie na łatwe rozwiązania. Nawet jeśli komuś wydaje się, że znalazł klucz do tej mrocznej opowieści – tak jak Adamowi udaje się zdobyć klucz prowadzący do miejsca wspomnianych już erotycznych seansów – za otwartymi z przedwczesną satysfakcją drzwiami natknie się jednak na kolejne, zabarykadowane gęstwiną symboli i ledwie sugerowanych znaczeń.

Film Wróg przypomina narracją Wyspę tajemnic i Memento. W Wyspie tajemnic również zastosowano subiektywną narrację. Widzimy to, co widzi bohater i tak jak on myśli, że to zdarzenie realne, tak i my jesteśmy do tej tezy wszystkimi środkami przekonywani. W Memento jak i potem w Incepcji zastosowano świadome zaburzenia chronologii. Mają one jednak wymiar uporządkowany, swoistą matematyczną precyzję. W Memento jest scena węzłowa dla określenia czasu, gdy w jednym ujęciu bez cięcia dochodzi do zmiany barw filmu. W Incepcji czas spowalnia i pokazane są kolejne markery dające możliwość odniesienia akcji do planu rzeczywistego.
Wróg takiego matematycznego planu zaburzenia chronologii nie ma. Widz wije się w domysłach tak jak bohater. Subiektywizm narracji jest też zaburzony. Kobieta w ciąży sprawdza informacje o Adamie-wykładowcy w internecie, idzie do kampusu a następnie dzwoni. To długa sekwencja bez obecności bohatera na ekranie. W subiektywnym przedstawianiu rzeczywistości filmowej powinien być obecny bohater a tu go nie ma. Być może ta scena jest punktem węzłowym opowieści. Podglądem do rzeczywistości.
Kobieta w ciąży zna bohatera co najmniej od 6 miesięcy - ale jego alter ego (wykładowcy) nie znała i dowiedziała się o tym w szóstym miesiącu ciąży.
Matka z kolei prawi synowi uwagi na temat mieszkania (czyli realnie istniały dwa mieszkania i pokój hotelowy, gdzie się przebierał pomiędzy "przemieszczeniami osobowości" i skąd jeździł do sex clubu). Matka mówi też o szanowanym zawodzie i konieczności porzucenia mrzonek o aktorstwie. I wie, że miewał po dwie kobiety.
Standard wnętrza mieszkania matki i wątek borówek jasno wskazuje, że mieszkanie Antoniego-aktora to wnętrze właściwe (pierwotne). Bohater z pewnością jest po studiach i ma wystarczający status społeczny - może być wykładowcą historii idei (Adam-wykładowca).
Zaproponuję tu własną próbę odtworzenia symboliki pająka.
Adam Bell to nazwisko z aktu urodzenia. Uczelnia nie pozwoli sobie na zatrudnianie pod pseudonimem. Bohater miał w młodości epizody aktorskie i wyrobił sobie pseudonim i stosowne nawet dokumenty. Stąd był możliwy ślub jako Anthony.
Fakt, że żona w ciąży nie wiedziała o tym, że jej maż ma inne nazwisko i jest wykładowcą świadczy o niemrawych a może nawet złych stosunkach z jego matką. Gdy żona ma pretensję, że to znowu ONA dzwoniła, może nie chodzi o kochankę tylko o matkę? Ta na pewno nie pochwalała, jak jej syn jako aktor wyczaił sobie żonkę w tramwaju i następnie wyśledził, gdzie ta pracuje.
Bohater jest pod wpływem matki i nie daje sobie z tym rady. Matka to ta wielka pajęczyca hasająca po mieście. Jej sieć (trakcja tramwajowa) omotała wszystko i jest wszędzie. Pierwszy bunt to aktorstwo i żona - ale w anturażu matczynym (elegancki dom, borówki, żonę poznaje w tramwaju podłączonym do trakcji - sieci).
Wizja zniewolenia przez żonę i lęk przed ojcostwem oraz niezaspokojone żądze erotyczne powodują, że ponownie bohater czuje się omotany przez pajęczycę-żonę (okaz średniej wielkości).
Bohater ma lęki wobec kobiet z jednoczesną żądzą, co symbolizuje kobieta o głowie pająka (okaz ludzkiej wielkości).
W świecie, gdzie kolejny cykl jest heglowską farsą cyklu poprzedniego nasz bohater staje pomiędzy matką a żoną (miejsko-monstrualną a wewnątrzpokojową pajęczycą) co wzbudza w nim sarkastyczny grymas (scena finałowa filmu) zrozumienia potrzasku w jakim (subiektywnie) utknął.
Wybiera więc kolejną ucieczkę - powrót do klubu, w którym kiedyś już był. To scena początkowa filmu. Kobiety się tu masturbują na oczach męskiej gawiedzi (chyba statyści i aktorzy z planu filmowego ze sceny z boyem hotelowym).
Nasz bohater dostrzega swoją klęskę jako mężczyzny. Ten malutki pajączek na tacy podczas występu prostytutki to on sam (tak, w klubie nie ma pająków - to jego wizja). Okazik samczy pająka do rozgniecenia nawet przez prostytutkę kobietę-pająka (najmniejsza z samic owada okazana w filmie).
To uświadomienie klęski (subiektywne uśmiercenie w nim męskości przez władcze kobiety) to jego największa trauma i motor do kolejnej żądzy i zdobyczy. Trauma tak duża, że w rzeczywistości, a może w jego imaginacji, gdy kobieta (kochanka z mieszkania w bloku) zarzuca mu w aucie, że nie jest mężczyzną powoduje, że bohater wpada w pułapkę (symboliczna sieć na szybie rozbitego auta) - a jest to spowodowane utratą przez niego kontroli.
Właśnie - bo najważniejsza w tej rekurencyjnej matni jest próba jakiejś męskiej samokontroli.
******
Świetny film: fabuła, montaż, atmosfera i muzyka. Łamigłówka doskonała, labirynt bez wyjścia, pełny inteligentnej rozrywki dla uważnego widza. Rewelacyjne aktorstwo, które docenia się przy kolejnym seansie. I uczta dla oka i ucha, gdy zobaczy się po latach na ekranie zjawiskową (Blue Velvet, Ze śmiercią jej do twarzy, Dzikość serca, Bez lęku) Izabellę Rossellini, która pojawia się we Wrogu raz na wizji i jeszcze dwa razy tylko głosem - i to wystarczy, by nie mieć wątpliwości, że w pełni dominuje w hierarchii kobiet, które odcisnęły piętno na osobowości bohatera.
Polecam!
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 03.10.2015 - |09:51|

Logowanie »
Rejestracja







