Cooky, nie marudź na męża. Wiedziałaś co brałaś - nawet jak wspominasz owe czasy studenckie to piszesz, że chodziliście "do kina" na cały wieczór. Marudzić dziś to byś mogła jakbyście chodzili "na filmy". Albo chociaż do kina, czasem na film ...

a tak to tylko akces do "Zamiany żon". Hmmm, nie ma programu "Zamiana męża".
Z moich, nadal i dozgonnie kawalerskich, doświadczeń wynika, że w kwestiach serialowo-filmowych, ... oczywiście ..., absolutnie nic nie przebija mężatek z co najmniej jednym, a najlepiej dwójką dzieci. To dziewczyny, które wiedzą czego chcą i są na etapie różnego rodzaju eksperymentowania. W każdej dziedzinie

Można z nimi zaliczyć maratonik filmowy, zaczynając od dramatu wojennego np Listy Iwo Jimy, przejść przez zabawny klasyk horroru Zjedzeni żywcem i zakończyć na jakimś dziwactwie z zakresu sztuki filmowej typu Crash lub jakimś utworem nostalgicznym typu Brenda Star lub Wywiad z wampirem.
Kluczem jest tu porządna kopia z lektorem (berbecie trzeba czasem przywołać do porządku, napoić, przewinąć lub "uśpić" ). I ten "myk" się sprawdza, bo przy wielodzielnej uwadze, a mężatki z dwójka dzieci mają ją jak nikt, można sobie o filmach podyskutować i poanalizować, co tam na ekranie i podjeść, bo one rewelacyjnie gotują.
Mężatki jeszcze bezdzietne, szczególnie te w wieku przedchrystusowym, nawet z wykształceniem wyższym, z moich doświadczeń na różnogatunkowe maratony, a już na fantastykę w szczególności, się raczej nie nadają. Są przyfiksowane do jakiegoś typu filmu, aktorzyny i języka angielskiego i wszystko inne beee. Usłyszałem nawet kiedyś, że film nie po angielsku nie da się oglądać, bo nie wiadomo co mówią a napisy się ciężko czyta, a już film azjatycki - można zapomnieć, bo nawet mimika aktorów jest nieczytelna i wszyscy wyglądają tak samo. Bezdzietne mężatki są jednak reformowalne i można je do kinomanii nawrócić.
Panny, to już tragedia. Można oglądać tylko to, co one wybiorą i też będzie się winnym, jak film nie podpasuje, bo przecież mogłem uprzedzić że to głupie - nastrój pada i nici z rewanżu

Za mało znają życie i prawie wszystko jest dla nich niewiarygodne no chyba że jest akurat powszechnie modne.
Droga Cooky. Jesteś chlubnym wyjątkiem - typem żony pochłaniającej serialową fantastykę, filmowe s-f i wszelkiego innego rodzaju dobre filmy w stopniu większym jak twój chłop. Czyli w powyższej nomenklaturze jesteś dzieciatą mężatką, co świetnie gotuje, masz multidzielną uwagę i lubisz eksperymenty ... bo rutyny masz już po uszy

I najprawdopodobniej można Cię posądzić o filmowo-serialową skłonność do nimfomanii a Twojemu mężowi można tylko pozazdrościć, tak mu się dobrze trafiło! I chłopak jeszcze nie odkrył, jaki rewanż traci z Twojej strony, jakby Cię zaskoczył porządną pozycją filmową
A z moim kumplem - mężem pewnej dzieciatej mężatki-kinomaniaczki, u której niestety nie mam szans na rewanż ... - doszliśmy do powyższych konkluzji na przykładzie filmu Wyspa tajemnic.
Panny tego filmu nie kumają - maja problem, nawet po zakończeniu filmu czy Leoś był czy nie był pacjentem i czy jego partner z agencji był czy nie był psychiatrą. Czyli nie kumają pierwszego dna tej historii.
Bezdzietne mężatki, szybko rozkminiają pierwsze dno tego filmu, ale mają problem z finałem. Zaczynają snuć warianty, że Leosiowi wypatroszą szpikulcem neurony w latarnii, a może nie. Na pytanie czy na wyspie była wichura - nie rozumieją pytania, bo to niby oczywiste, że ...była. Ale jak nie podpytać to można dać się zwieść, że rozkminiły drugie dno filmu.
Dzieciate mężatki pierwsze dno rozkminiają prawie po napisach początkowych a drugie po trzech czwartych filmu i zaczynają zadawać kluczowe pytanie - co w tym filmie wiadomo tak na 100% a to pytanie jest kluczem do trzeciej warstwy filmu. I widzą dziwnie zgrzytliwe wstawki o "chłopakach z agencji", bombie atomowej, widzą nawiązania w mundurach, wygląd bramy wjazdowej itd.
A Ty Cooky podejrzewam, że jako weteranka s-f rozkminiłaś(by) trzecie dno tego filmu i uznałabyś za konieczne i wskazane obejrzenie tego filmu jeszcze raz, celem weryfikacji własnej hipotezy. Panny i bezdzietne mężatki robią wielkie oczy jak im się mówi, że jest to jeden z nielicznych filmów, który można obejrzeć pod rząd dwa razy i zupełnie inne rzeczy się w nim, na czele z rewelacyjną grą aktorów drugiego planu, zauważa.
Słowem, doszliśmy z kumplem do wniosku, że tym filmem można się na finiszu wspomóc, jakby mi przyszło podejmować antykawalerskie decyzje

Wcześniej test - pilot BSG (czy kandydatka nie uśnie) i odcinek SG z przyćpanymi mieszkańcami wioski, którzy reagują tylko na dźwięki (czy bezmyślnie powie, że to udany odcinek).
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 23.05.2012 - |15:38|