Skocz do zawartości

Zdjęcie

John + Elizbeth


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 20.11.2011 - |13:18|

To jest uzupełnienie Niespodzianki :)
Smacznego :D


Regulamin a uczucie

- Kocham cię Elizbeth,
- John, to nie takie proste. My nie możemy być razem.
- Dlaczego? –jej słowa zabolały jak cios w żołądek.
- Jestem twoim przełożonym, jeżeli ktoś się dowie, odeślą nas na Ziemie. Staniesz przed sądem polowym, ja będę musiała zrezygnować z pracy.
- Kochasz mnie? –zapytał.
Popatrzyła na niego. Uśmiechał się, a w jego oczach widziała nadzieję i bezpieczeństwo. Postanowiła poddać się uczuciu, przyszłością zajmą się później.
- Kocham cię John.
Te słowa sprawiły, że jego serce oszalało. Chwycił ją w ramiona i całował do utraty tchu. Tak się to zaczęło, gdzieś pomiędzy atakiem Wraith na Atlantydę, a porwaniem przez nanity. Najpierw były niewinne podchody, komplement, drobne prezenty. Później doszły czułe słówka, trzymanie za ręce, romantyczne kolacje o drugiej w nocy. Wszystko w tajemnicy. To życie w ukryciu, sprawiło że John zrobił się nerwowy a Elizbeth rozkojarzona. Jednak od czego są przyjaciele. Lekarz, naukowiec, satedańczyk i athosianka postanowili wybadać w czym tkwi problem dziwnego zachowania dowódców.
Ronon i Rodney chcieli coś z niego wyciągnąć, w tym celu urządzili sparing. Ronon czekał na niego w sali, Sheppard bez słowa rzucił się na niego. Wielkolud powalił go ciosem w plecy. Wstał od razu i zaatakował ponownie, dostał w brzuch, gdy się skulił, przeciwnik podciął mu nogi. Leżał na macie ciężko dysząc, przyjaciel usiadł obok i zapytał.
- O co chodzi?
- O nic, nie jestem dzisiaj w formie –jęknął.
- Akurat, wiem że coś jest nie tak. Powiedz, albo to z ciebie wytłukę –zażartował Dex.
Sheppard wiedział że jeżeli przyjaciel się uprze, gotów spełnić groźbę.
- Dobra, Rodney wyłaź, nie będę potarzał gdy nie usłyszysz.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem? –zapytał wychodząc z kryjówki.
- Po pierwsze nie przegapił byś takiej okazji do poznania sekretu. Po drugie panele ścienne nie mają stóp i się nie ruszają.
- Mówiłem że cie zobaczy –satedańczyk szturchnął naukowca.
- Powiem wam, ale jeżeli ktoś się o tym dowie, zbiję –determinacja w jego oczach, potwierdzała jego słowa.
Pozostali skinęli, na znak zgody.
- Kocham Elizbeth –wydusił.
Popatrzyli na niego i obaj parsknęli śmiechem.
- Myślałem że ktoś umarł, albo masz dziecko na obcej planecie –zażartował Rodney.
Podzielenie się własnym szczęściem z przyjaciółmi, zdecydowanie poprawiło samopoczucie pułkownika.
***
Carson przyszedł wieczorem do gabinetu Weir.
- Dobry wieczór moja droga, jak się czujesz?
Kobieta była zdziwiona wizytą lekarza i jego pytaniem.
- Czy coś się stało? –chciała zmienić temat.
- Pytam, ponieważ jesteś rozkojarzona i marniejesz w oczach.
- Carson jesteśmy w innej galaktyce, dowodzę dwoma setkami ludzi. Grożą nam ataki ze strony Wraith i Genai, a odkąd znaleźliśmy ZPM i możemy kontaktować się z Ziemią, IOA żąda kwartalnych raportów. Nie sądzisz że to wystarczy? –prawie wykrzyczała mu to w twarz.
Chciała mu powiedzieć, tak bardzo pragnęła podzielić się swoim szczęściem. Wiedziała jednak że to nie możliwe. Lekarz spojrzał na nią i z zaciętego wyrazu jej twarzy, oczytał że to koniec ich rozmowy. Poniósł porażkę. Może chociaż chłopcy sobie poradzili. Następnego dnia, drużyna wyruszała na misję, na P8Q415. Miało ich nie być trzy dni. Wrócili bez żadnych niespodzianek, po odprawie każde udało się do swoich zajęć. Carson wracał do swojej kwatery o wpół do trzeciej rano, komplikacje pooperacyjne i dwunastogodzinny dyżur to za dużo. Skręcił w prawo i zobaczył Johna Shepparda namiętnie całującego Elizbeth. Zatrzymał się i zwyczajnie gapił. Pułkownik skończył pocałunek, powiedział kobiecie dobranoc i ruszył w kierunku swojej kwatery, Weir patrzyła na niego dopóki nie zniknął za zakrętem. Carson widział z jakim uczuciem na siebie patrzyli i już wiedział co trapi jego przyjaciółkę, postanowił że powie jej że wie. Następnego ranka zorganizował spotkanie wszystkich zainteresowanych w, o dziwo, sali treningowej.
- Co się stało? – spytała zaniepokojona dowodząca.
Ona i John stali po przeciwnych stronach sali i udawali że na siebie nie patrzą.
- Mamy poważny problem i nie wyjdziemy stąd dopóki go nie rozwiążecie –powiedział lekarz wskazując ją i pułkownika. Zaskoczenie na ich twarzach szybko zmieniło się w strach. Spojrzeli na siebie.
- O co ci chodzi Carson?- John grał na zwłokę.
- O was – odpowiedział spokojnie.
Kobieta poczerwieniała, Sheppard był wyraźnie zakłopotany.
- Który z was mu powiedział? Wiedziałem że nie można na was polegać –oskarżył Rodneya i Ronona.
Mężczyźni przysięgali że to żaden z nich, John ich nie słuchał. Zacisnął pięści i zrobił krok w stronę Dexa, Beckett nie chcąc przemocy, odezwał się znowu.
- Widziałem was wczoraj i nie wmówisz mi że omawialiście szczegóły misji.
Po tych słowach Elizabeth podeszła do pułkownika.
- John to nasi przyjaciele najwyższy czas im zaufać –powiedziała cicho.
Mężczyzna skinął głową i pocałował ją. Pozostali widząc to, odwrócili wzrok. Pułkownik wziął ukochaną w ramiona i oznajmił.
- Kocham Elizabeth i jestem najszczęśliwszym człowiekiem w tej galaktyce, bo ona odwzajemnia moje uczucia.
Weir nadal tuląc się do niego, uśmiechnęła się promiennie do przyjaciół.
Teyla, która dopiero teraz dowiedziała się o całej sprawie, podeszła do nich.
- Wiedziałam że to się tak skończy, gratuluję wam.
- Wiecie że to nie może wyjść poza naszą szóstkę? IOA by nas natychmiast odesłało, John stanął by przed sądem, a ja prawdopodobnie straciłabym pracę.
- Skarbie, dość tego czarnowidztwa, IOA się nie dowie –uciszył ją pułkownik.
- On ma rację, zresztą i tak nie mają możliwości interwencji. Nie mają ZPM, a statek zdolny podróżować w hiperprzestrzenni, nawet przy pomocy Asgard, wybudują najwcześniej za dwa lata. Poza tym, to i tak nie ma znaczenia bo, my zasadniczo nie podlegamy żadnemu ziemskiemu regulaminowi –McKay zacząl się rozkręcać.
- Rozumiemy Rodney –przerwał mu lekarz.
- Możecie być pewni że wasz sekret jest u nas bezpieczny – zapewnił Carson.
Para poczuła taką ulgę mogąc podzielić się swoim szczęściem z przyjaciółmi.

Użytkownik Palek21 edytował ten post 20.11.2011 - |17:21|

  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#2 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 20.11.2011 - |13:54|

oh jak ja kocham shippery, dziękuję za stworzenie tego :) czekam na dalsze części :) pozdrawiam
  • 1

#3 xetnoinu

xetnoinu

    Sierżant sztabowy

  • VIP
  • 1 185 postów
  • MiastoPraga, a za rzeką Warszawa

Napisano 20.11.2011 - |15:32|

He, he - bardzo fajny sparing i wpadka - tak to się układa czasem, że sekrety odkrywają się przez przypadek :)

Zdecydowanie czekam na dalsze części i ciekawi mnie, kto tu kogo złapał w sidła romansu. Podejrzewam, że nasz żołdak musiał się nieźle nagłowić, bo nawet taka prosta sprawa, jak drobny podarunek dla tak silnej i niezależnej kobiety jaką jest Elka, musiała wydusić z jego umysłu siódme poty ;) I ciekawe na ile to będzie trwały związek i czy ta ich prywata o włos nie doprowadzi kiedyś do na prawdę poważnych reperkusji.
Do pióra!

Pozdrawiam :)

PS. Literóweczki: nas na Ziemi(ę); Sheppard bez słowa rzuciła się na; Wiedziała(m), że to się tak skończy; dwunastogodzinny (łącznie); prawo i zobaczyła Johna
  • 1

Zapraszam http://trek.pl/discord

Wbijajcie :) 

 


#4 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 23.11.2011 - |10:55|

All you need is love...
Sporo mi się wyjaśniło. Przede wszystkim to, że nikogo z załogi nie dziwiło ich jawne spoufalanie się.
Jak widać, przy dobrej organizacji i wśród życzliwych osób jednak można pogodzić regulamin z uczuciami. :)
Pozdrawiam.
  • 0

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych