Skocz do zawartości

Zdjęcie

The Thing (2011)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 johnass

johnass

    odznaczony Generał

  • Moderator
  • 5 203 postów

Napisano 22.09.2011 - |20:47|

Dołączona grafika



Opis:
Film ten stanowić ma prequel kultowego horroru Johna Carpentera z 1982 roku pt. "Coś" i opowiada o norweskiej ekipie, która odkryła wrak statku kosmicznego z obcą formą życia na pokładzie. (www.stopklatka.pl)

Reżyseria: Matthijs van Heijningen Jr.
Scenariusz: Eric Heisserer, Ronald D. Moore
Produkcja: Kanada, USA
Gatunek: Horror, Sci-Fi

Obsada:
Mary Elizabeth Winstead - Kate Lloyd
Joel Edgerton - Sam Carter
Eric Christian Olsen - Adam Goodman
Adewale Akinnuoye-Agbaje - Derek Jameson
Ulrich Thomsen - Dr Sander Halvorson
Kim Bubbs - Juliette
Jonathan Walker - Colin
Carsten Bjørnlund - Karl

Zwiastun:

http://www.youtube.com/watch?v=Txjm94GnrPA



Polska premiera: 16.12.2011 r.

Użytkownik johnass edytował ten post 11.12.2011 - |00:21|


#2 Toudi

Toudi

    Ogr

  • Moderator
  • 5 296 postów
  • MiastoTychy

Napisano 03.12.2011 - |00:18|

Zacznę od smutnego faktu, polski wydawca spaprał sprawę. Życzę mu więcej takich akcji, może zastąpi go ktoś, kto rozumie jakim bezsensem jest wydawanie filmu w kinie, gdy na świecie już jest wersja HD na niebieskich krążkach. Ale póki co to nie pierwsza i pewno nadal nie ostatni taka akcja w naszym kraju.

A wracając do filmu, podchodziłem do niego z lekkim sceptycyzmem, w dobie gry remake goni remake i wręcz robi się remake, remake'a, ;) tworzenie prequela Cosia mogło skończyć się jak większość takich produkcji, czytaj źle.

Ale jestem pozytywnie zaskoczony. Film jest dobry, niczym nie ustępuje filmowi Carpentera. Efekty Cosia dzięki 30 latom rozwoju wyglądają oczywiście znacznie lepiej. Sprytnie rozwiązali problem komputerów, po prostu ich nie ma. ;) A komórki pokazana pod mikroskopem, bez skomplikowanych analiz.

Fabuła nie tylko trzyma się kupy, ale co więcej... Uwaga, dalej spoilery dotyczące finału, ale jeśli zna się The Thing z 1982, to nic zaskakującego nie napiszę!
Spoiler


Klimat tajemniczości, kto z kim przeciw komu równie dobry jak w poprzedniej wersji. Jedynie trochę zbyt szybki rozwój sytuacji, gdy już wiedzieli jak rozpoznać choć część osobników, to wybijali się ciut za szybko.

Ok, to teraz mamy niewyjaśnione losy trzech bohaterów Coś, MacReady i Childs z 82 i Kate Lloyd z tego filmu. Co prawda nie pamiętam jaka odległość dzieliła Amerykanów od Norwegów, ale wspominają tu o rosyjskiej bazie, jakieś 80 km od norweskiej, czyżby już były plany na sequel? (wiem, że są komiksy, książka i gra, ale ciekaw jestem czy pociągną to filmami, bo po tym filmie myślę, że warto.)

Pomysł Kate na sprawdzenie kto jest człowiekiem a kto nie, na swój sposób prosty, ale jednak amerykanie mieli skuteczniejszy. W końcu nie każdy ma coś sztucznego w sobie, by zobaczyć czy mu tego brakuje. A odskakująca krew, to jednak odskakująca krew. ;)

No i odwieczny problem, skąd w bazie na Antarktydzie mają miotacze ognia? Wydaje się, że to jest standardowe wyposażenie takich baz.

Film polecam, każdemu kto się waha, a tym którzy nie widzieli jeszcze Cosia z 82 (są jeszcze tacy?), to wręcz polecam obejrzeć przed starszą wersją, a zaraz potem zobaczyć oryginał.

edit: Zapomniałem, jest pewien szkopuł, Amerykanie w wersji w 82 znajdują taśmy z wykopaliska z wysadzaniem lodowca. Brakuje takiej sceny w tej wersji.

#3 xetnoinu

xetnoinu

    Sierżant sztabowy

  • VIP
  • 1 185 postów
  • MiastoPraga, a za rzeką Warszawa

Napisano 30.12.2011 - |10:39|

Filmweb: Twórcy "Świtu żywych trupów" oraz "Oszukać przeznaczenie 5" wracają na Antarktydę, by przedstawić dramatyczne wydarzenia poprzedzające atak pozaziemskiego monstrum na bazę amerykańskich naukowców.

Po tej (anty)reklamie to już byłem pewny, że to spartolili. Krytyka zapiała, że film idiotycznie politycznie poprawny - z przerysowaną rolą kobiet. Ale się skusiłem, bo Coś to jest coś!

I warto.

Bardzo kulturalnie zrobione kino. Nawiązuje nie tylko do obrazu Carpentera (1982) ale i prawdziwego czarno-białego oryginału z 1951 (scena z nieśmiesznym dowcipkowaniem w samolocie, właśnie obecność kobiet w bazie, dziwne i nieroztropne zachowanie głównego naukowca, uwolnienie się obcego).

Film jest, co wydawało się nieomal niemożliwe, pod koniec zaskakujący i jest kilka celowych niedopowiedzeń-furtek fabularnych - bo ja też miałem wrażenie, że skończy się inaczej niż powinien. Tymczasem można oba filmy obejrzeć ciurkiem. To, co ważne, się zgadza (taśmy też - etapu odkopywania między ujawnieniem się szczeliny a przylotem dodatkowych naukowców po prostu w nowym Cosiu nie pokazano - i skorzystano z tego, że cyfrowa technologia pozwala bardziej mrocznie pojazd pokazać). Normalnie zawsze preferuję w oglądaniu kolejność produkcyjną, bo przedkrętki zazwyczaj gryzą się z oryginałami i pewien stopień zaskoczenia jest zacierany.Tak jest w przypadku Gwiezdnych. Ich nie wolno pierwszy raz oglądać I, II, III,IV, V, VI obowiązkowo należy pierwszy raz zapoznawać się z nimi tak jak je tworzono czyli IV, V, VI, i dopiero I, II, III.

Tutaj można zrobić wyjątek od tej reguły, bo odwalono dobrą robotę. Nowy Coś skutecznie, także od strony wizualnej (plenerów, pracy kamery, wnętrz - nawet detali jak siekiera wbita w drzwi), jest zrobiony tak, jakby kręciła go ekipa Carpentera.

Wyjątkiem jest znacznie słabsza strona muzyczna - ale mistrza Morricone nie sposób podrobić. Ale też i nie było na to szans, bo dzisiaj widz nie zniósłby tempa narracji z lat 80. Nowy Coś znalazł na to złoty środek. Tempa są dwa. Najpierw ospałe, jak u Carpentera, budujące tło normalnego żywota naukowców w bazie - nic się nie dzieje - jest biało i zimno. Potem dehibernacja i tempo śmierci rośnie już wykładniczo.

Maraton tych dwóch obrazów jest niezwykle ciekawy - bo jeszcze bardziej pozwala docenić film z 1982 roku. Także mistrzostwo analogowej ery efektów specjalnych. Oczywiście chodzi mi o to, jak potrafiono bardzo ograniczającą technologię kukiełkowo-animacyjną zmusić, by oddawała genialne zamysły twórców w 1981 roku. Dziś, gdy technologia cyfrowa pozwala na wszystko - owej intelektualno-wizjonerskiej inwencji twórcom filmowym często brakuje.

Nowy Coś, podobnie jak Carpenterowski, zawiera scenę, w której widz dopowiada sobie, jakoby oczywisty, ciąg dalszy, co do postaci głównej. Ale wprost tego nie pokazano - i to też, jako wyraz kultury wobec legendy filmu z 1982 roku, mi się podobało.

Polecam dubeltowy seans nowego Cosia i od razu po nim film Carpentera. Ciekawy jest także kontrast sposobu przedstawienia naukowców od strony czysto ludzkiej - ich nałogów, zainteresowań, podejścia do życia.

I jako trzeci film maratonu - koniecznie! - zobaczcie "Spotkania na krańcach świata" Wernera Herzoga (2007) - genialny dokument o prawdziwych mieszkańcach McMurdo na Antarktydzie. Wtedy zobaczycie jak mistrzowsko Carpenter wyczuł jaki charakter powinny mieć postacie z jego filmu. Wizja Herzoga zaskoczy was - jak obce i nie znane nam jest środowisko naszej własnej planety. Podwodne i podśnieżne ujęcia (jest tego tylko kilka minut ale warto!) przebijają całe zastępy wizji obcych światów z całego arsenału pierwszoligowych filmów s-f w dziejach kina.

Spotkania na krańcach to inteligentny i realistyczny epilog kontekstu w jakim osadzone są filmy ze słowem Coś.

Polecam.

Ocena w systemie gwiazdkowym.

Rzecz -The Thing from Another World (1951) - tylko dla koneserów gatunku, ciekawy i wyróżniający się, ale nie wytrzymuje zestawienia z filmem Carpentera i bez obycia z filmami s-f klasy B i C z tego okresu lepiej od tej pozycji nie zaczynać i zostawić ją na deser. Tworzony jako proste kino rozrywkowe z niższej półki przeszedł próbę czasu awansując do klasyków s-f i horroru tego okresu 4/6.

Coś (1982) 6/6 - wstyd, jeśli ktoś nie widział :)
Coś (2011) 5/6
Spotkania na krańcach świata (2007) 6/6 - nieznana ale moim zdaniem obowiązkowa pozycja dokumentalna dla fanów s-f.

Użytkownik xetnoinu edytował ten post 30.12.2011 - |11:10|

  • 0

Zapraszam http://trek.pl/discord

Wbijajcie :) 

 


#4 Magnes

Magnes

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 195 postów
  • Miastowiocha na Śląsku

Napisano 30.12.2011 - |11:22|

Dzięki za recenzje. Osobiście Coś oryginalnego nie lubię (chociaż to całkiem niezła komedia dla mnie była, najlepszy był granat :D), ale ten może zobaczę.
  • 0
http://magory.net - moja strona

#5 xetnoinu

xetnoinu

    Sierżant sztabowy

  • VIP
  • 1 185 postów
  • MiastoPraga, a za rzeką Warszawa

Napisano 30.12.2011 - |12:27|

Magnes

Ja też kiedyś Cosia z 1982 r. nie lubiłem. Doceniłem go z czasem. Nie ja jeden. Sprzedał się w kinach znacznie poniżej oczekiwań i kasowym sukcesem to on nie był. Pochód sukcesu nastał w erze wideo i DVD.
Kukiełki doceniam dziś, bo wiem jaki efekt chcieli osiągnąć i jak było to technologicznie awykonalne w tamtym okresie. Suspens osiągano zatem dialogami i sytuacjami - na czele z genialną sceną z ową wyskakującą pod gorącym drutem krwią.

Granat - prześmieszny - ale uzasadniony - pokazywał roztargnienie i że ci naukowcy to strasznie dziwaczne oryginały. W bazie amerykańskiej to samo. Jeden słucha muzyczki na złość innemu, co jeden to chla, inny się alienuje, bo i na tym odludziu mu za dużo ludzi, inny ma hopla na punkcie zwierzątek i człowiek dla niego nie ma wartości, a nasz heros nihilista w kwadracie a jednak chce ratować świat. I ta menażeria tych amerykańskich "naukowców" w połączeniu z tą ich kantyną - też była dla mnie jakaś komediowa, surrealistyczna.

I po tym jak zobaczyłem film Herzoga to zrozumiałem, że tam takie oryginały ludzkie bytują. To miejsce jak magnes przyciąga ludzi o takim życiorysie, że kopara opada. I w tym filmie Herzoga jest prawdziwa kantyna i ludzie, którzy wolą obecność zwierząt od ludzi (nie psy ale pingwiny), oszołomów z dziwacznymi zainteresowaniami - no na prawdę polecam Spotkania na krańcach jako swoisty suplement do Cosia z 1982 roku bo galeria ludzi-oryginałów jest tam urzekająca.

I wtedy może się jednak przekonasz, bo dawka realizmu u Carpentera jest znacznie większa niż na pozór się zdaje. No i zakończenie. Nie wprost - nie ma odpowiedzi, jest ludzkie zmęczenie - ale czy to dowód na bycie człowiekiem, czy dowód na inteligencję dostosowania się obcego? A jeżeli w strachu człowiek może zabić innego człowieka z samego faktu podejrzenia go o nosicielstwo - to czy warto o taką ludzkość ginąć, aby ją ochronić. Mimo że film Carpentera to dzieło rozrywkowe i nastawione na efekt widowiska - jednak te ważkie problemy zawiera i te pytania stawia.

Zachęcam do ponownego seansu - może zmienisz zdanie o Cosiu z 1982 r.

Jako ciekawostkę podam, że o włos Carpenter zakończyłby film inaczej, nawet taką scenę nakręcili i puszczali na próbnych seansach z publicznością. MacReady zostaje uratowany i poddany badaniu krwi, które potwierdza, że nadal jest człowiekiem. Brano pod uwagę także wersję, gdzie po pożarze, gdy bohaterowie nam wychłodzili się na śmierć - jakaś psina wybiegła w siną dal. Na szczęście w przebłysku geniuszu reżyser zrezygnował z tych pomysłów i mamy wieloznaczne nierozstrzygające zakończenie.

Kolejna ciekawostką jest fakt, że o braku kobiet zdecydował przypadek. Meteorolog - pierwsza ofiara obcego miała być postacią kobiecą, aktorka się pochorowała i nakręcono sceny jeszcze raz z aktorem mężczyzną. Carpenter udzielił jedynego kobiecego głosu w filmie swojej żonie (jak twórca Treka) - w roli głosu komputera (który jak w Treku jest nieomal myślącą postacią - sam buduje prognozę). W dialogach panował świadomy zakaz używania słów typu obcy, przybysz i jest tylko "coś". A baza norweska - to ruiny dekoracji bazy amerykańskiej po nakręceniu wybuchów. Dla realizmu wszystkie sceny studyjne, które tego wymagały, też były kręcone w temperaturze poniżej zera.

Użytkownik xetnoinu edytował ten post 30.12.2011 - |12:58|

  • 0

Zapraszam http://trek.pl/discord

Wbijajcie :) 

 





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych