Skocz do zawartości

Zdjęcie

Cykl Wojna Starego Człowieka


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 Toudi

Toudi

    Ogr

  • Moderator
  • 5295 postów
  • MiastoTychy

Napisano 28.04.2011 - |05:37|

Ostatnia seria którą chciałbym dziś polecić to Uniwersum Wojny Starego Człowieka. Składa się obecnie z czterech książek:

Old Man's War (2005) - Wojna starego człowieka
The Ghost Brigades (2006) - Brygady Duchów
The Last Colony (2007)
Zoe's Tale (2008)

Cóż tu pisać, trzeba przejść od razu do fabuły. W niedalekiej przyszłości ludzkość rozpoczęła podbój kosmosu, ale ten nie okazał się specjalnie miły. Jest w nim pełno różnych ras i każda chce rozwijać swoje kolonie. Ludzkość również musi walczyć, jeśli nie chce stać się przeszłością.
Jednak Ziemia z przyszłości nie różni się niczym od tej którą znamy, bogaty Zachód, biedny i przeludniony Wschód. Ci którzy już są w kosmosie utrzymują nad Ziemią jakby kwarantannę, kolonistą można stać się tylko na dwa sposoby, albo być biednym i pochodzić z przeludnionego rejonu świata, albo przeżyć piękne życie i w wieku 75 lat zaciągnąć się do Sił Kolonialnych na 2 lata (w stanie wojny z możliwością przedłużenia do 10 lat), a potem można już zostać "zwykłym" kolonistą...

I tak poznajemy Johna Perry'ego (bohatera pierwszej książki), w dniu jego 75 urodzin zgłasza swoją gotowość do przystąpienia do Kolonialnych Sił, zgodnie z umową którą podpisał razem z żoną 10 lat wcześniej (niestety, ona nie doczekała owego poboru). Pewno się teraz zastanawiacie, jak stary, schorowany człowiek, który ma problem ustać ma walczyć? No cóż bardzo prosto, dostaje nowe ciało, genetyczny cud - wzmocnione mięśnie, wzrok, słuch, skóra zielonej barwy zawierająca chlorofil, mogąca częściowo karmić swoje ciało.. a jakby tego było mało, w mózgu umieszczono inteligenty komputer (MózgoGościa). Kiedy już staruszek przeżyje szok posiadania nowego super ciała, wówczas dowiaduje się, że ludzkość jest w stanie wojny i jego kontrakt z automatu przedłużony zostaje na 10 lat...

I teraz nowi rekruci rzucani z frontu na front muszą przetrwać, wygrać i awansować...


No ale nie wszyscy poborowi dożywają zaciągu, a wielka szkoda marnować ich materiał genetyczny, szczególnie że wyhodowanie ciała trochę trwa, a niektórzy z nich umierają tuż przed transferem. Takie klony również dostają swoją szansę odsłużenia swojego dla ojczyzny, tyle że dożywotnio zostają zaciągnięci do Brygad Duchów. Jednostek które jeszcze lepiej wykorzystują możliwości drzemiące w genetycznie zmodyfikowanych ciałach. W drugiej książce śledząc losy Jareda Dirac, poznamy jak wygląda ich szkolenie i typowe misje.

Jared nie jest jednak typowym przypadkiem Brygad, jego ciało nie jest klonem człowieka urodzonego na Ziemi a kolonialnego naukowca Charlesa Boutina, który pracował nad MózgoGościem i zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Naukowcy mieli nadzieję, że uda się do niego przenieść świadomość naukowca, ale coś jednak poszło nie tak i Jared został wcielony do Brygad.

= = = = = = =


To właściwie tyle, jeśli chodzi o najważniejsze założenia pierwszych dwóch książek. Czyta się je oczywiście przyjemnie i co ciekawe moja mama, która fanką SF nie jest przeczytała obie i domaga się więcej książek tego autora. Czyż może być lepsza reklama dla książki, niż ktoś to nie lubi danego gatunku domaga się ich więcej?

Najciekawszy akcentem pierwszej książki (oczywiście poza głównym bohaterem) jest właściwie MózgoGość, ten szok który przeżywają bohaterowie, gdy nagle w ich głowach ożywa program i domaga się imienia... no cóż zszokowany człowiek ciekawe nazwy mu wymyśla i hmm, no to trzeba przeczytać, choć i tak wydaje mi się że autor i tłumacz złagodzili określenia. ;) Ale to pewno zabawne, gdy w towarzystwie prosi się MózgoGościa o coś: "[beeep] pokaż plan."


A przy okazji garść ciekawostek.
Scalzi jest konsultantem przy Stargate Universe i można zobaczyć jak w odcinku 1x18 Subversion, sierżant Graham trzyma egzemplarz Wojny starego człowieka.

I druga ciekawsza wiadomość. Studio Paramount wykupiło prawa do ekranizacji Wojny. Na razie wiele nie wiadomo. Reżyserem ma być Wolfgang Petersen - reżyser Das Boot, a adaptacją powieści na potrzeby scenariusza m a się zająć David Self.

Użytkownik Toudi edytował ten post 29.04.2011 - |18:42|


#2 Obi

Obi

    Moderator

  • Moderator
  • 3264 postów
  • MiastoWawa

Napisano 28.04.2011 - |21:17|

Zapowiada się ciekawie . Chętnie był się zapoznał , możesz mi powiedzieć kto wydał pierwsze 2 części ?
Dołączona grafika
Dołączona grafika

#3 Toudi

Toudi

    Ogr

  • Moderator
  • 5295 postów
  • MiastoTychy

Napisano 29.04.2011 - |16:03|

Wydawnictwo ISA, Brygady Duchów wydali w lipcu zeszłego roku, więc jest szansa, że w te wakacje wydadzą trzecią książkę, choć nigdzie nie umiem znaleźć żadnych informacji.

#4 Toudi

Toudi

    Ogr

  • Moderator
  • 5295 postów
  • MiastoTychy

Napisano 25.08.2011 - |22:53|

Wakacje się kończą, na stronach ISA ani słowa o nowych książkach, a wręcz można znaleźć informacje na necie, że po zmianie kierownictwa w wydawnictwie zmienił się jej profil na gry, a książki odeszły w daleki plan. Nie żeby to wydawnictwo miało dobrą historię w kompletnych wydaniach, ale jednak się jej zdarzały, więc przez jakiś czas liczyłem że i tu się uda... Ale ileż można czekać?

I tak sięgnąłem po oryginalną wersję. Zacząłem od Ostatniej Kolonii (The Last Colony).
Jest to kontynuacja poprzednich książek, Johna Perry - bohater pierwszej książki, urodzony na Ziemi - oraz Jane Sogan - żołnierz Sił Specjalnych, powstała z DNA zmarłej przed poborem żony Perry'ego, Katharine, bohaterka drugiego tomu - są teraz małżeństwem i żyją sobie spokojnie na jednej z kolonii jako normalni ludzie. Towarzyszy im adoptowana córka, Zoe. Zoe to w sumie cała historia, córka zdrajcy Boutina, która ze względu na działania ojca, stała się dosyć ważnym obiektem dla obcej rasy Obin, przez co stale towarzyszy jej dwoje jej przedstawicieli, w charakterze ochroniarzy... No ale oddalam się od głównego wątku. John i Jane są poproszeni by administrować najnowszą ludzką kolonią, ma to być w miarę normalne zadanie, jedyna różnica w tej kolonii to fakt, że koloniści nie pochodzą z Ziemi, ale z 10 najliczniejszym kolonii ludzkich. Kolonia ma pokazać, że ludzie osiągnęli kolejny poziom w podboju kosmosu.
Ale wiele informacji jest zatajonych przed administratorami koloni (jak i przed prawie wszystkimi ludźmi). Np. Fakt lokalizacji planety, jak i cel jej istnienia. W kosmosie 412 ras, które do tej pory prowadziły wojny o każdy świat, który można skolonizować, zawarły sojusz, zwany Konklawe (ludzie do niego nie przystąpili). Sojusz ten zabronił wszystkim niezrzeszonym kolonizacji nowych światów, pod groźbą ich zniszczenia. A ludzie, jak to ludzie, postanowili się nie podporządkowywać, a przy okazji rozbić Konklawe. Pierwsza próba, po przez zawiązanie AntyKonklawe zakończyła się fiaskiem, więc teraz próbują podstępu, ukrywając kolonię, chcą ośmieszyć i rozbić sojusz.

No i to właściwie tyle. Oczywiście każdy bohater odgrywa jakaś rolę, nawet Zoe. Ale. książka jest znacznie słabsza od poprzedniczek. Mam wrażenie że ogrom świat przerósł Scalziego. 412 ras przeciw kilku innym nie daje rady z utrzymaniem porządku. Znaczy się ja rozumiem to pokojowe nastawienia dowódcy, te spory wewnętrzne, ale to zdecydowanie nie tłumaczy słabości Konklawie. Zupełnie jakby Scalzi zaczął od końca, bo pomysł na finał miał dosyć dobry, ale dojście do niego szło mu bardzo topornie.

Zacznijmy od najmniej istotnych rzeczy, od inteligentnej rasy mieszkającej na nowej kolonii, nazwanej Wilkołakami. Byli, zaczęli mieć znaczenie w fabule i nagle puff i nie ma o nich już nic, bo kolonia odzyskała kontakt ze światem i nie ma potrzeby zajmować czytelnika jakimiś błahostkami. Czytelnicy wypomnieli ten fakt Scalziemu i w posłowiu do kolejnej książki się tłumaczył, że miał nadzieję, że czytelnicy zrozumieli co chciał przekazać tym tematem i jak z niego wyszedł [ta, jasne, Wilkołaki po prostu nie mogły już zagrozić grupce kolonistów, więc przestał o nich pisać, ja go nawet rozumiem, to w końcu był tylko temat zastępczy, ale mógł jeszcze o nich coś napisać...], ale ponieważ sporo czytelników nie zrozumiało, więc rozwinął temat w 4 tomie...

Poprzednie tomy, skupiały się na dziwnej wojnie, prowadzonej w dziwny (a przynajmniej dosyć nietypowy) sposób, a co najważniejsze, bardzo nowatorski jak na SF. A przynajmniej aż tylu skrajności na raz się nie łączyło do tej pory. MozgoGościu, którego przezywa się od Dupków, Rasa, która walczy dla rytuału, a nie dla korzyści, gdzie tygodniami czeka się na wyśpiewanie hymnu, a przerwanie go, rozpoczyna przygodę od nowa... to były pomysły, które interesowały czytelnika, bawiły a jednocześnie ciekawiły. Ten tom został ich całkowicie pozbawiony. Nie ma nic, co by choć w odrobinie przypominało dziwaczność tego świata, tych wojen. No dobra, trochę przesadziłem, są ci dwaj Obinowie, Hickory i Dickory, ale jest ich tylko dwóch a interakcje z tą bezosobową dwójką są krótkie i rzadkie.

Właściwie najważniejszą częścią książki, jest fakt o całkowitym kontrolowaniu przepływu informacji przez Rząd Kolonialnych. Ta, bo brak informacji jest zły i trzeba go zwalczyć. Jak to jest, że 5 miliardów ludzi na Ziemi, nie wie nic o niczym, że cala ludność cywilna Kolonii nie ma pojęcia, że zagraża im siła zdolna zdmuchnąć ludzkość z kart historii w oka mgnieniu. Trzeba ich uświadomić, co sobie będą żyli w nieświadomości, prawda? Nie, to nie prawda, ale widać, że autor dążył do takich wniosków.

I cały ten problem nowych kolonizacji. Konklawe nie pozwala niezrzeszonym kolonizować. Ja rozumiem, że walki do niczego nie prowadzą i że przekazywanie planety z jednych rąk w drugie jest bezsensowne. Ale próba kontroli w stylu Konklawe też nie prowadzi do niczego innego, tylko konflikt będzie bardziej zażarty i więcej istniej zgaśnie, co prawie udało się udowodnić ludziom, gdyby nie Perry... Wymuszanie eksploracji zamiast walki, też raczej nic nie da. W końcu, któraś strona znajdzie środki do walki, a w przypadku pokazu siły przez ludzi, nie łudziłbym się, że będą czekać dłużej niż 100 lat, a pewno jeszcze szybciej, zaczną walczyć o nowe ziemie.

No i finał, otwarcie Ziemi na informacje i łudzenie się, że Ziemianie wybiorą pokojową kolonizację jako członkowie Konklawe. Marzenie pięknie i faktem jest, że Unia Kolonialna powinna wcześniej coś zrobić z Ziemią, ale nie mogę uwierzyć, by tak podzielona Ziemia, mogła pokojowo współistnieć w kosmosie. Pomysł Perry'ego w tym wykonaniu może skończyć się wojną i to między ludźmi, tymi oszukiwanymi przeciw tym, którzy walczą niemal od początku podboju kosmosu.


Tak jak pisałem, książka słabsza od poprzedniczek, choć wciąż czyta się przyjemnie. Niestety braki w przemyśleniu niektórych aspektów w fabule rzucają się negatywnie na ocenie. Ale wciąż jest lepiej niż w niejednym filmie, które trafiają obecnie do kin. ;) 4/6

----

Czwarta książka, Zoe's Tale, to tak właściwie powtórka trzeciej, tylko że oczami Zoe. Na razie sobie odpuściłem, ponieważ czytając zaraz po Last Colony miałem same déjà vu. Zobaczę za kilka książek dalej, może nie będę już miał ochoty przeskakiwać i szukać tylko fragmentów, których nie było...


I jeszcze dowiedziałem się, że poza 4 książkami, jest jeszcze opowiadanie mające fabułę w tym świecie, to The Sagan Diary.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych