graffi, jako VIP
pragnę zauważyć jedną, bardzo istotną kwestię:
otóż Dawkins jest w mniejszym lub większym stopniu transhumanistą.
Jako forumowy plebejusz

pragnę zauważyć, że Dawkins transhumanistą nie jest. Trudno posądzać o poglądy transhumanistyczne kogoś, kto jest otwarcie sceptyczny wobec GMO (organizmy modyfikowane genetycznie, jeśli ktoś by nie wiedział).
Powiem tak: samo pojęcie fenotypu rozszerzonego to brama transhuamnistyczna.
(...)
...stanie się oczywiste, że jedno słowo prowadzi do drugiego, jedna myśl do innej myśli. Pewne możliwości otwierają inne możliwości. Kompleksowe rozumienie tego procesu jest nam niedostępne, ale dla mnie jest oczywiste, że pojęcie fenotypu rozszerzonego otwiera niebezpieczne myślenie o człowieku.
Na tej samej zasadzie można znaleźć pewną ilość dowolnych pojęć, które będą pasowały do dowolnych ideologii (analogicznie do zasady "dajcie mi człowieka a ja znajdę na niego paragraf"). Problem z różnego sortu naukami społecznymi polega na tym, że potrafią zasysać "idee" z nauk przyrodniczych, przetwarzać je i wypluwać jako ideologiczne rzygociny - z samego pierwotnego pojęcia niewiele już wtedy zostaje. Nie wiem czemu akurat rozszerzony fenotyp miałby otwierać drogę do niebezpiecznego myślenia o człowieku i świecie. Pomyśl takie same bełty mogą powstać po przetworzeniu
jakiegokolwiek pojęcia. Darwinizm oskarża się o bycie podstawą eugeniki i nazimu. Prymitywizm takiego sądu jest jak dla mnie porażający - tak samo można powiedzieć, że konserwatyzm usprawiedliwia rasizm, albo pojęcie tolerancji nieuchronnie prowadzi do potwora poprawności politycznej. To nie "wina" samych pojęć - to "wina" ludzi, którzy te pojęcia przetwarzają. Zresztą każde pojęcie i każdy znaczący pomysł przynosi i skutki pozytywne i negatywne (wszystko przychodzi w packach) - rozszczepienie jądra atomowego można wykorzystać i do zrobienia atomówki i do wybudowania elektrowni atomowej, inżynieria genetyczna to z jednej strony nowe leki, z drugiej - każdy wie co... A fenotyp rozszerzony? Owszem, może nie pasować ludziom przywiązanym do dychotomii człowiek-przyroda, bo rozbija ją w puch. Doprowadzając tą ideę do ekstremum - nie ma nic co byłoby "nienaturalne" - żadna działalność czołwieka ani innego zwierzęcia (bo inne zwierzęta też mają swoje fenotypy rozszerzone - żeby daleko nie szukać - bobry). Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że ten pomysł doskonale oddaje to co się dzieje w naturze - darwinizm zniszczył barierę oddzielającą człowieka od przyrody - pokazał, że człowiek to tylko jedno ze zwierząt żyjących na Ziemi. Fenotyp rozszerzony to tylko logiczna konsekwencja - skoro jesteśmy takimi samymi organizmami jak rurkoczułkowce, wrotki i krocionogi (tzn. podlegamy takim samym prawom), to nie ma wielkiej różnicy pomiędzy gniazdami ptaków, domkami chruścików i żeremiami bobrów a ludzkimi fabrykami albo łodzią podwodną o napędzie nuklearnym. Tak jak tama zbudowana przez bobry może zalać sporą połać lasu, tak zakład produkujący azbest (dobrze, że już takowych nie ma) ma nieoceniony udział w "zaświnieniu" okolicy. To dwa różne przejawy tego samego zjawiska, które
po prostu istnieje i to, że nie będzie się o nim mówić (ciii... nie mów "rozszerzony fenotyp" bo to przywołuje złego...

) nie spowoduje, że zjawisko to zniknie - per analogiam - mówienie, że Ziemia jest płaska nie spowoduje tego, że faktycznie stanie się płaska. Każde pojęcie może posłużyć jako paliwo dla jakieś zwyrodniałej ideologii, rozszerzony fenotyp nie jest tu wyjątkiem - jak sam zauważyłeś ma dość niezły potencjał (podobnie jak cały ewolucjonizm), trzeba więc uważać. Tyle tylko, że sam fenotyp rozszerzony to nie transhumanizm, to rzeczywistość...
Już spotkałem na necie argumenty uderzające w podobną nutę, twierdzące że np. człowiek poprzez dobór partnera/partnerki dokonuje czynu "eugenicznego" (w ten sposób rozgrzeszał swój pomysł modyfikowania społeczeństwa tak, by było bardziej produktywne).
Tak, piałeś o tym w innym wątku. To jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekoaniu, że jak coś z nauk przyrodniczych przejdzie przez humanistyczną maszynkę do mielenia (nie mówiąc już o internecie) to niewiele z tego zostaje... Wybór partnera/partnerki z punktu widzenia darwinizmu to po prostu dobór płciowy - jeden z elementów doboru naturalnego - z eugeniką ma tyle wspólnego co reszta darwinizmu...
Ktoś zakotwiczony w stałych, twardych wartościach (jak Quendi
) nie podda się temu zjawisku.
U zadeklarownych konserwatystów uderza mnie zdumiewający brak logiki - z jednej strony Quendi pisze, że jest zwolennikiem Matki Natury i cieszy go stwierdzenie, że "rozmnożą się tylko wybrani" (co z punktu widzenia ewolucjonizmu jest oczywiste), z drugiej - to uwielbienie dla zasad... Zasady, moralaność, etc. miały nas przecież jak najbardziej oddalić od okrutnej, barbarzyńskej i wyuzdanej natury. Coś tu skrzypi.
Z własnego doświadczenia wiem, że wiele książek potrafi być rozczarowujących swą treścią i potrafi zrazić mimo, że napisał to rzekomy "guru". Czasem jest to bardziej widoczne, czasem nie.
Zaznaczam, że Dawkins nie jest moim guru. Większość jego książek, które przeczytałem, przeczytałem dobrych kilka (kilkanaście) lat temu. Polscy wydawcy lecą sobie w kulki i większość książek nawet znanych autorów w naszym kraju się nie pokazuje. Czemu akurat Dawkinsa postanowiono wydawać - nie wiem. Może dlatego, że dobrze pisze (w sensie jest sprawny literacko), może ktoś w jednym albo drugim wydawnictwie go lubi, może tłumacze lubią go tłumaczyć, itd. Efekt jest taki, że popularyzacja ewolucjonizmu w Polsce przypadła w udziale głównie Dawkinsowi. A dziesięć lat temu nie tak łatwo było kupić książkę na Amazonie, albo pobrać e-booka z sieci... Sam czasami patrząc na soją półkę z książkami myślę - WTF?

Dawkins dla mnie jest niewiarygodny i taki pozostanie. To zwykły buc z uprzedzeniami wobec religii i wszystko, co robi, jest skoncentrowane na zapewnieniu mu osobistej emocjonalnej gratyfikacji związanej z pojechaniem najbardziej znienawidzonego elementu rzeczywistości. Jest w tym dosyć żałosny i szkodzi to jego karierze, no ale ma na tyle dużo fanów że może się tym nie przejmować.
Widzisz, z Dawkinsem to jest taki problem, że gość jest już od pewnego czasu na emeryturze, ma wyrobioną w pewnych środowiskach "renomę" i całą karierę może mieć tam, gdzie światło nie dochodzi. Kwestionowanie czyjejś wiarygodności na tej zasadzie, że ktoś ma uprzedzenia do religii (albo walczy z religiami), więc nie będę go słuchał, jest śmieszne (w zupełnie nieśmiesznym sensie). Tak samo absurdalne jest np. to jak Quendi pisze o jakimś tam człowieku - "chrześcijanin, libertarianian,... polecam". Jakby samo to, że ktoś jest chrześcijaninem miało sprawić, że jest bardziej wiarygodny niż np. żyd albo ateista. Żałosne.
Kiedyś czytałem książkę Roberta Wrighta "Moralne zwierzę" - psychologia ewolucyjna w wersji pisanej przez konserwatystę - książka niezła, nie czułem się specjalnie nawracany na punkt widzenia autora. Nie przeszkodziło to natomiast jakiemuś debilnemu recenzentowi ze Świata Nauki zjechać książki z góry na dół, bo autor jest konserwatystą. Przypuszczam, że takie zachowanie recenzenta budzi twój sprzeciw, więc uświadom sobie, że w gruncie rzeczy piszesz mniej więcej to samo - "Dawkins jest niewiarygodny, bo walczy z religiami". Dawkins jest tak samo wiarygodny jak wiarygodny jest cały ewolucjonizm. A, żeby czytać o biologii nie musisz wcale popierać jego światopoglądu. Sam go nie popieram i uważam, że Dawkins, podobnie jak inni ateiści wyciągają zbyt daleko idące wnioski z braku dowodów na istnienie Boga. Brak dowodów to brak dowodów, a nie dowód przeciwko...
Co do ewolucji człowieka, to już wole tezy z książki "Homo przypadkiem sapiens" Konrada Fiałkowskiego i Tadeusza Bielickiego które przetwarzają znane motywy-odrzucone jak mi się zdają przez mainstream-na temat ewolucji mózgu człowieka. Podkreślają one przypadkowość ewolucji i "chwytanie okazji" przez nią. Wskazują na jej całkowitą chaotyczność i przez to-wyższość nad planowaniem, które z definicji jest "uprzedzone" (tak przynajmniej ja interpretuję wnioski płynące z ich tez).
Sakramentosie zmartwię cię - to żadne novum - każdy darwinista (w tym Dawkins) podkreśla przypadkowość i chaotyczność. Ludzkiemu mózgowi daleko do "doskonałości" - jak to kiedyś napisał Francis Crick - ewolucja to nie inżynier, ewolucja to majsterkowicz, który weźmie różne elementy, które ma akurat pod ręką i poklei je taśmą klejącą - zadziwiająco trafna analogia. Mózg, jak każdy inny organ, ma za sobą długą ewolucyjną historię ze wszystkimi tego konsekwencjami - mógł rozwijać się tylko na tym co było już dostępne wcześniej, więc wygląda jak wygląda i działa mniej wydajnie, niż gdyby był zaprojektowany.
Ewolucja? OK, może jesteśmy do małpy, ale spójrzcie na ten mózg! Celowo taki powstał, tak chciał dobór naturalny! Inteligencja góra! Jacy my jesteśmy niezwykli! No, you're not, to wszystko to efekt uboczny przystosowania do niszy ekologicznej, inteligencja na tym poziomie jest zbędna. Świadomość jest zbędna.
Niestety z kontestu nie jestem w stanie wyłapać po której stronie tego stwierdzenia się opowiadasz, ale za stwierdzenie, że "tak chciał dobór naturalny" powinno się obcinać ręce. Dobór niczego nie chce, dobór to zespół czynników działający na organizm (a właściwie na geny), nie ma świadomości ani pragnień. Używanie takich przenośni jest niebezpieczne, bo ludzie mają tendencję do antropomorfizacji i łatwo przypisują celowe działania niecelowym procesom. EWOLUCJA NIE MA CELU. DOBÓR NATURALNY NIE MA CELU. To oczywiście wywołuje bunt u ludzi, którzy chcą widzieć we wszystkim jakiś sens i cel. Opór przed ewolucjonizmem ma źródło emocjonalne.
Nie ma nic bardziej przybijającego niż ta konstatacja i Dawkins z swoją wojenką przeciwko kreacjonizmowi może się schować-jest po prostu małą cipcią.
Spoko - w Polsce 33% populacji twierdzi, że ludzie żyli razem z dinozaurami. Dla mnie to jest przygnębiające...
Nie chciałem już się znęcać nad Dawkinsem ale jego wywody są z tego rodzaju "świadomości kształtuje byt" co tak dobrze rozwinąłeś.
Quendi, pogrążasz się. Nie dość, że sam przyznałeś, że żadnej ksiązki (a to de facto temat o książkach, chociaż zwyczajem tego forum mocno chodzi na boki (i dobrze)) Dawkinsa nie czytłeś, to jeszcze wygadujesz farmazony. Przytocz mi proszę jego wypowiedź, którą można w ten sposób interpretować.
Bardzo dobrze ujął to John Stossel, którego lubię oglądać, powiedział że da 1000 $ jeśli ktoś da mu przykład działalności gdzie państwo lepiej radzi sobie od wolnego rynku.
Nagroda na razie leży i czeka.
Tysiąc zielonych - może się schować... Specjalnie dał taką małą nagrodę, żeby nikomu poważnemu nie chciało się ruszyć tyłka z miejsca w którym aktualnie spoczywa. Cwany gość, tyle, że obmierzły asekurant...
Mianowicie: likwidacja świateł na skrzyżowaniu powoduje MNIEJSZE korki, ilość wypadków i jest darmowa, nazywa się to spontaniczny porządek.
To oznacza tylko tyle, że gość ma coś nie tak z mózgiem. BTW, gdzieś już to słyszałem... Empiria rozbija w puch takie mędrkowanie. Przez dobrych kilka lat (odkąd nasilił się ruch samochodów) w takim małym Łańcucie nie szło wyjechać samochodem na obwodnicę z podporządkowanej drogi. Spontaniczny porządek polegał na tym, że kierowcy jadący główną drogą raz na dziesięć minut postanawiali łamać przepisy drogowe i wypuszczać po kilku nieszczęśników, którzy chcieli włączyć się do ruchu. Przez kilka lat nikt nic z tym nie robił, bo w planach było skrzyżowanie bezkolizyjne. Ciągnęło się to w nieskończoność, aż w końcu ktoś wpadł na pomysł postawieni świateł... I nagle zrobił się porządek...
O tak, genialne, zlikwiduj światła przy głównym kolizyjnym wyjeździe u mnie z miasta. Ciekawe jak to wpłynie na twoją tezę... W ogóle, przy wszystkich trzech głównych kolizyjnych wyjazdach. Chciałbym wówczas zobaczyć jak komuś udaje się wyjechać z miasta bez wypadku.
Spontaniczny porządek ustaliłby się wtedy, kiedy populacja kierowców, na skutek wypadków, przerzedziła by się do tego stopnia, że przez skrzyżowanie przejeżdżałby jeden samochód na kilka minut. Po kilku wypadkach mało który kierowca miałby fundusze na leczenie, więc marliby jak muchy. Pocieszające jest to, że niezły interes zbiliby grabarze - biznes musi się kręcić, bo inaczej doprowadza to do STRASZNYCH WYPACZEŃ...
Mówił np. o przełomie w dziejach ewolucji, kiedy inteligencja ludzka przejmuje rolę doboru naturalnego.
Nie, żebym bronił Dawkinsa, ale takie stwierdzenie można interpretować wielorako. W gruncie rzeczy ludzka inteligencja zmniejsza działanie doboru naturalnego od zamierzchłych czasów. Od pierwszego pięściaka albo kościanego noża do wankomycyny i omalizumabu. Pomiędzy lekami i wszystkimi innymi ułatwiaczami życia a genetycznymi modyfikacjami człowieka nie ma różnicy jakościowej, tylko ilościowa. Problemem nie jest więc "zaburzanie" ewolucji, bo to się dzieje przez całą historię ludzkiego gatunku, tylko w ustaleniu punktu odcięcia za który nie należy się już posunąć.
Użytkownik graffi edytował ten post 22.09.2010 - |13:09|
In the grim future of Hello Kitty there is only WAR...