Początkowo rzecz dzieje się w alternatywnym uniwersum, główny bohater (dr fizyki Jack O'Neill) po wypadku w laboratorium trafia przypadkiem na jedną z planet w naszym własnym, ale ciasnym Wszechświecie. A stamtąd do SGC już blisko...
Prosiłbym o opinie
Ostatni dzień?
Mimo, iż zbliżała się już północ, a na dworze było już ciemno, Jack wyszedł z Instytutu w świetnym nastroju. Szybko zbiegł po marmurowych schodach, z cicha pogwizdując pod nosem. Już jutro miała zostać przeprowadzona pierwsza z pięciu prób otrzymania bozonów Higgsa – mitycznej cząsteczki, której istnienie mogło wyjaśnić budowę całego Wszechświata. I on – Jack O’Neill, doktor fizyki na Massachusetts Institute of Technology miał ją przeprowadzić. Jeśli powiedzie mu się – stanie się sławny, może zostanie nawet noblistą. Jeśli mu się nie uda – będzie to jego największa porażka w życiu. Wszystkie jego teorie legną w gruzach, a najważniejsza hipoteza okaże się nieprawdą. On sam stanie się pośmiewiskiem kolegów po fachu, a jego kariera skończy się na posadzie podrzędnego wykładowcy na uczelni w jakiejś zapadniętej dziurze na krańcu Stanów Zjednoczonych.
Niezrażony ewentualnym widmem porażki, Jack zadowolony wrócił do domu. Miał już nieco dość wszystkiego i chciał po prostu odpocząć. Jednak adrenalina i pragnienie zwycięstwa, bliskie chyba każdemu człowiekowi pchało go ciągle do przodu. Gdy wstał następnego dnia, zegarek wskazywał nie wskazywał jeszcze godziny szóstej nad ranem. Próba zaplanowana była dopiero na trzecią po południu, jednak Jack jak zawsze, musiał być w Instytucie dużo wcześniej niż inni. Trzeba było dokonać ekstrakcji próbek, skalibrować czujniki, przygotować jedyny na świecie nadprzewodzący akcelerator o długości czterystu kilometrów do pierwszej próby, dokonać ostatecznego sprawdzenia czystości chemicznej tlenku trytu. Po kilkukilometrowym spacerze z domu do pracy, Jack, ze skurczem w żołądku przebiegł przez dziedziniec i wszedł przez automatycznie rozsuwane drzwi do miejsca, które miało zadecydować o przyszłości jego, jego przyjaciół, a nawet całego cywilizowanego świata. W Instytucie panowała napięta atmosfera, w której jednocześnie wyczuć można było nutę nadziei – przecież jeśli eksperyment powiedzie się... Nikt nie śmiał nawet o tym marzyć, ale...
O godzinie drugiej po południu wszyscy byli już w pełnej gotowości na swoich stanowiskach. Olbrzymi akcelerator, z głośnym pomrukiem przełączał kolejne magnesy w kolejnych próbach rozpędzenia cząsteczek. Gdy zbliżała się godzina trzecia, sam Jack włożył do dwóch przeciwległych komór startowych próbki pierwiastków, które miały zostać wykorzystane w reakcji – jedną były trzy uncje niezwykle rzadkiego na Ziemi metalu zwanego naquadah, drugą było dwieście gram najczystszego uranu.
Naukowiec powrócił do głównego stanowiska. On i dyrektor Instytutu równocześnie przekręcili klucze w mechanizmie zabezpieczającym i uruchamiającym akcelerator. Po plecach Jacka przebiegł zimny dreszcz emocji zmieszanej z niepokojem.
- Pierwsza próba na otrzymanie bozonów Higgsa. Rozpędzamy próbkę numer jeden. Dwieście kilometrów na sekundę, pięćset, osiemset, tysiąc, dwa, trzy... – głos technika nadzorującego akcelerator powoli rozmył się gdzieś w tle. Jack pogrążył się w marzeniach pod wspólnym tytułem „Co by było gdyby...”. Z tego lekkiego otępienia wyrwał go nieco silniejszy głos technika Mike’a Myers’a:
- Zaczynamy rozpędzanie próbki numer dwa. Próbka numer jeden – sto pięćdziesiąt tysięcy kilometrów na sekundę, próbka numer dwa – siedemset kilometrów na sekundę.
Aktywował się specjalny zegar. Powoli z licznika znikały kolejne cyfry. Już za kilkanaście sekund wszystko miało się wyjaśnić.
- Pierwsza próbka - dwieście dziewięćdziesiąt pięć tysięcy, czterysta siedemdziesiąt dwa kilometry na sekundę; próbka numer dwa – dwieście dziewięćdziesiąt pięć tysięcy, czterysta siedemdziesiąt dwa kilometry na sekundę. – podał najnowsze dane Mike
- Przechodzę do sekwencji zderzenia. - zakomunikował prawie niemy z emocji Jack.
W ciągu najbliższych trzech sekund dwie próbki rozpędzone do prędkości bliskiej prędkości światła, zderzą się w największym na świecie akceleratorze liniowym o długości ponad czterystu kilometrów, zasilanym przez całą elektrownię jądrową. Podczas tego zderzenia dokona się unifikacja pól, a kwanty połączą się spójnie z kwarkami i powstaną niewielkie ilości bozonów. Jeśli teoria Jacka była prawdziwa, w zbiorniku tlenku trytu powinien zostać zaobserwowany chociaż jeden maleńki błysk wywołany przez zderzenie bozonów z trytem. Z ekranu zniknęły ostatnie cyfry i licznik wskazał zero.
- Odnotowujemy setki tysięcy zderzeń bozonów Higgsa z tlenkiem trytu! – wykrzyknął w uniesieniu technik.
Jack podniósł z okrzykiem radości ręce, równocześnie strzelił korek z przygotowanego wcześniej szampana. Tłumek ludzi zgromadzonych w małym pomieszczeniu sterowniczym zaczął szaleć z radości. Z sekundy na sekundę Nagroda Nobla zaczęła być jakby bliżej Jacka, dla niego samego była wprost na wyciągnięcie ręki... Nagle akcelerator z głośnym pomrukiem wyłączył się, jak zresztą zasilanie w całym Instytucie i jego najbliższych okolicach. Ludzie zamarli w przerażeniu. A Nagroda Nobla błyskawicznie zmieniła się w kupkę nieczystości.
- Coś czerpie od nas niewyobrażalne ilości energii! Elektrownia zaczyna nie wytrzymywać! Za chwile nastąpi przeciążenie systemu! – wykrzyczał w ogólnym hałasie Myers.
- Zaczyna wzrastać poziom promieniowania w okolicach zbiornika tlenku trytu! Reakcja osiąga niewyobrażalne rozmiary! Miliardy zderzeń na sekundę i rośnie! – krzyknął drugi technik.
- Ewakuować się kto może! O’Neill, jesteś zwolniony! – wykrzyczał dyrektor biegnąc do wyjścia.
Ewakuacja trwała kilkanaście sekund. Gdy wszyscy opuścili salę, pozostał w niej tylko Jack. Spojrzał ostatni raz na dzieło swojego życia. Nagle ujrzał falę białego światła, zbliżającą się z olbrzymią prędkością z drugiego końca akceleratora. Nie było już czasu na ucieczkę. Jack zamknął oczy spodziewając się najgorszego.
Nic bolesnego jednak się nie stało.
Jack otworzył oczy.
Znajdował się gdzieś na łące. Za nim otwarty był błyszczący portal pełen białego światła.
Jack spojrzał w niebo – były tam dwa księżyce, a gwiazdy nie przypominały tych widocznych na Ziemi, gdziekolwiek byśmy się na niej nie znaleźli...
Ciąg dalszy nastąpi...
Użytkownik Promethe edytował ten post 07.12.2004 - |22:50|

Logowanie »
Rejestracja











