Cały ten sezon oglądam z rosnącym niesmakiem. Cali ci Kandorianie i badziewny Zod, Tess jest żeby co odcinek dostać po buzi, Chloe będąca coraz większą parodią, ech.

Ostatni odcinek to już w ogóle było dno i metr mułu. Zombie? Really? Gdyby zrobili to jeszcze puszczając oko do widza a'la fantastyczny Supernatural (czy "Shawn of the Dead") to jeszcze by uszło, ale poszli w stronę agresorów z "28 dni później" i od razu powiem, że Small nie ma talentu aktorskiego ani scenarzystów na takie wyskoki.
Jedynym dobrym (fajnym?) punktem była Tess ciachająca Sealsów kataną (choć ciekawym jest, może mi unknęło, jak oni dostali sie do rezydencji stamtąd gdzie byli

). Oprócz tego mieliśmy Clarka, który w sumie nic nie robił, paranoidalną Chloe wciąż patrzącą na Gaetę wilkiem, emo Olivera (Jordan by go od razu ustawił do pionu

) oraz Lois Lane, prawdopodobnie najpłodniejszą autorkę slashfików z Blurem w roli głównej. Wiem, że CW to stacja dla nastolatków, ale LL ma raczej bliżej niż dalej do trzydziechy, grow the hell up, woman.

Jak to trafnie określił biku "nędza". Brak dobrze zarysowanego, i co najważniejsze dobrze zagranego, "złego" boli i to bardzo.
I wake up in the morning and piss excellence.