Na początek komentarz do tego, że film jest amerykański, patetyczny, Artur za dużo gada, itd., itp. - i bardzo dobrze! To jest człowiek, który ma ideały i w nie wierzy/głosi je. Jeśli ktoś jest tak małostkowy i pusty, że drażni go człowiek mający wizję, to już jego sprawa.
A teraz do filmu - najbardziej realistyczny ze wszystkich ekranizacji mitu o Arturze. Żadnych czarów, Camelotów, Pani z Jeziora, Excalibur to zwykły miecz ojca, Merlin to przywódca Piktów, a Ginewra jego córka
Nie ukrywam, że poszczególni rycerze przypadli mi do gustu - nie są to aniołki, ale w głębi serca są dobrymi ludźmi i znakomitymi kompanami. Nie recytują wierszy czy grają na lutni, ale i tak czuć do nich szacunek. Druga sprawa to Ginewra - kolejna dobra postać. Niezależnie kto co sądzi o Keirze Knightley, to tutaj zagrała postać barwną i przekonującą. No i ten charakter, gdzieś tutaj kołacze się porównanie do Mary Jade, co świetnie obrazuje ta oto wymiana zdań z Lancelotem:
Lancelot: Jest tam pełno wygłodniałych mężczyzn...
Ginewra: Nie martw się, nie pozwolę aby cię zgwałcili
W trailerze była jedna ze scen, kiedy to opowiada Arturowi, co usłyszała od ojca o nim i jego ludziach. Każdy sobie pomyśli, że to już bałochwalcze uwielbienie od pierwszego wejrzenia. Tymczasem w pełnej wersji tej sceny Ginewra tak naprawdę opieprza Artura
Bitwy (są w filmie dwie) zrobione są na poziomie i z klasą. Chociaż czasami aż za bardzo zalatuje AD&D (bitwa na jeziorze - facet z toporem +10). Sasi są fajnym przeciwnikiem, a ich przywódca nie jest kolejnym idiotycznym bad-guy'em ("w końcu ktoś warty zabicia...").
Podsumowując, jest to bardzo ładne umiejscowienie mitu o Arturze w realiach historycznych. Nieważne, czy tak było czy nie, ważne jest to że ktoś na to wpadł i swoją wizję przedstawił z klasą. A to jest najważniejsze.

Logowanie »
Rejestracja









