Legendarny, choć dosyć dziwny odcinek. Z jednej strony starofilmowy bagienny Boruta - czyli bardzo TOSowo, a z drugiej złamano zasadę nieśmiertelności bohaterów z czołówki. W TOS ginęli tylko ci z drugiego i trzeciego planu, zazwyczaj w ostrzegawczym czerwonym stroju. Na dodatek śmierć Tashy pozbawiona była jakiegokolwiek patosu, w sumie nawet głębszego sensu fabularnego - ale tak przecież bywa, a ona miała mundurowe poczucie obowiązku.
Nie warto wnikać jakie były kulisy tej decyzji. Fakt jest taki, że ten odcinek ugruntował fanowską legendę Yar - w sumie bardzo sympatycznej postaci. Presja fanów była tak silna, że w jednym z odcinków jest w dalszym planie migawka przebiegającej Tashy, która macha do widzów na pożegnanie - co podobno można wypatrzeć, pauzując obraz.
Incydentalnie aktorka pojawi się jeszcze w TNG w bardzo ciekawych okolicznościach fabularnych - ku satysfakcji fanów.
To sytuacja nieomal lustrzana z tą z jaką mamy do czynienia w SG-1 z postacią Charlesa Kawalskiego. TNG przetarł szlak, jak w ramach s-f można sensownie przywołać pospiesznie utraconą w fabule postać.
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 07.05.2012 - |23:47|