Lynch obdarzył nas kolejnym genialnym, po Mulholland Drive czy Zagubionej Autostradzie, filmem. Współcześni twórcy próbują z większą lub mniejszą śmiałością przekraczać granice kina - dla Lyncha te granice od dawna po prostu nie istnieją. Kolejny raz zabiera nas w podróż na skraj koszmaru, straszną i piękną zarazem. Duchy, skoki w czasie i zamiany tożsamości to stałe elementy dzieł Davida Lyncha. Kamera wchodzi aktorom wręcz pod skórę, mnożą się niewyjaśnione wątki i dziwne postaci (ludzie-króliki, fantom), a wszystko to okraszone genialną jazzująco-elektroniczną, czasem popową muzyką. Filmy Lyncha jak żadne inne potrafią idealnie oddać atmosferę snu (przynajmniej moich snów
Inland Empire to więcej niż kino. To metakino, psychodeliczny trip i czyste obłąkanie.
Jako ciekawostkę dodam, że film jest kręcony w Łodzi, częściowo w języku polskim, z polskimi aktorami (Karolina Gruszka, Krzysztof Majchrzak, Leon Niemczyk). Atmosfera zimowych łódzkich ulic jest niesamowita!

Logowanie »
Rejestracja








