THE LOST TEAM - ZAGUBIENI
Godzina 11.15 czasu SGC
Od dwunastu minut jednostka O'Reillego dokonywała rozpoznania terenu. Mówiąc szczerze, O'Reilly wolałby już nadzorować wydobycie naquadah przy nowo odkrytych złożach na jednej z planet, niż badać te skorupy w towarzystwie jajogłowego. Zasadniczo były dwa powody kiepskiego humoru pułkownika: pierwszym był fakt, że spędzą dobrych kilka godzin badając ruiny. Oczywiście i tak nic nie znajdą (tego O'Reilly był tak samo pewien jak wejścia do półfinałów swojego ulubionego zespołu), bo dlaczego akurat oni - SG-7 mieliby znaleźć to czego wszystkie zespoły szukają?
Drugi powód złego nastroju, właśnie badał resztki budowli jaka zapewne kiedyś tu stała. Doktor Anthony Dante. Był on uosobieniem tego czego pułkownik nie cierpiał: absolutnego braku dyscypliny. Należał do tego typu ludzi, którzy uwielbiają mieć ostatnie słowo, a w dodatku nieznoszą kiedy wydaje im sie rozkazy. Oczywiście przydziałów się nie wybiera, więc musieli obydwaj zaakceptować swoje towarzystwo. Trzeba przyznać, że Hammond nieźle się bawił, gdy obaj zobaczyli, że razem będą w jednostce - oczywiście przed samym rozpoczęciem misji. tym bardziej, że w międzyczasie doszło do sprzeczki między naukowcem a pułkownikiem.
O'Reilly zaklął cicho i odwrócił się w drugą stronę. Kilkanaście metrów dalej, zabezpieczali teren pozostali członkowie jednostki: kapitan Alice Cox oraz kapral Matt Stewart. Nie miał co do nich żadnych wątpliwości - wypełniali swoją służbę nienagannie. Zresztą, wspólnie odbyli kilka misji w których znaleźli się pod ostrzałem nieprzyjaciela.
- Cox, wszystko w porządku? - zawołał raczej dla formalności
- Teren czysty, sir! - odpowiedziała kapitan
Pułkownik odwrócił się w kierunku doktora.
- Nie wychodź poza obręb ruin - powiedział poprawiając broń - Obejdę teren dookoła, w razie czego - wiesz jak się obsługuje radio?
Cyniczny uśmiech pojawił się na twarzy Dantego.
- Twoje poczucie humoru jest porażające - mruknął i pochylił się nad fragmentem kolumny. O'Reilly puścił to mimo uszu i ruszył na obchód. Właściwie to tylko po to, by się uwolnić od naukowca.
"Cholera, czego my tu szukamy?" - pomyślał sięgając do kieszeni w której miał papierosy. Właściwie to aż za dobrze wiedział czego. Tego co inne zespoły: Zaginionego Miasta.
godzina 11.55 czasu SGC
- Dante, liczę, że coś znalazłeś! - pułkownik wyłonił się niespodziewanie
- Do diabła! Mógłbyś się tak nie skradać!
- Od kiedy to jesteś taki nerwowy? - O'Reilly uśmiechnął się cynicznie
- Od kiedy cię poznałem! - naukowiec zazgrzytał zębami
- Sir, zbadaliśmy cały teren - ze zwiadu wróciła akurat pani kapitan - nie ma śladów bytności Goa'uldów. Cały teren czysty i zabezpieczony.
- Zrozumiałem - O'Reilly poprawił czapkę - No więc, panie doktorze... Jest tutaj coś wartego uwagi?
Ale Dante jakby nie słuchał. Nerwowo zaczął ocierać ręką fragment monumentu przy którym pracował, po czym błyskawicznie zaczął wertować swoje zapiski.
- Sir? - zdumiony Stewart postąpił dwa kroki do przodu - Co się dzieje?...
- Nie mam pojęcia - mruknął O'Reilly - Dante?!
- MAM!! - krzyknął uradowany naukowiec -Mam! To jest tutaj...
- Mów jaśniej, do cholery...
Doktor poprawił nerwowo okulary.
- Te częściowo zatarte inskrypcje są fragmentem jakiegoś poematu, rzekłbym nawet: eposu - mówiąc to, wskazał na ledwie widoczne inskrypcje - Poznaję to po niektórych słowach, zwrotach, wyrażeniach...
Pułkownik spojrzał na Stewarta i Cox baranim wzrokiem. Ale oni również nic z tego nie rozumieli.
- Ale to co najważniejsze to to, że ten fragment - zatoczył koło tak, że nie było właściwie wiadomo o który mu chodzi - jest niemalże w całości identyczny z tablicą znalezioną na Abydos!
- Tę którą doktor Jackson znalazł szukając Oka Ra? - domyśliła się Alice
- Tę samą!
- Nie rozumiem, co to nam daje - wzruszył ramionami Stewart
Naukowiec sapnął.
- Z tego co tutaj widzę, tablica była częścią większej całości - podniósł się doktor - Co więcej, mogę powiedzieć, że ten "epos", może być bezpośrednią wskazówką do odnalezienia Zaginionego Miasta...
Błysk zrozumienia pojawił się w oku O'Reillego.
- Jest pan tego pewien?
- Na tyle pewien, że pokazałbym to doktorowi Jacksonowi.
- To mi wystarczy. Stewart powiadomcie bazę, że potrzebne nam wsparcie.
Kapral posłusznie rozpoczął wybierać sekwencję. W tym momencie kapitan Cox poczuła przeszywający ją dreszcz. Zignorowała by ten fakt, gdyby nie to, że dreszcz przeszedł w drgania.
- Sir - zaniepokojona zwróciła się do O'Reillego - Czuje pan to?...
Doktor również wydał się zaniepokojony.
- To mi się nie podoba...
Nagle utworzył się tunel. Stewart już miał wejść do, gdy nagle i on poczuł drgania. Odwrócił się zdziwiony, i w tym momencie został oślepiony poprzez gwałtowny błysk. Przez moment nic nie widział, a gdy odzyskał wzrok nie był pewien czy to co widzi jest prawdą. Po ruinach, inskrypcjach i SG-7 nie został najmniejszy ślad. Osłupiałym wzrokiem spoglądał próbując pojąć co się stało. Wypełnioną poprzednio, a teraz pustą przestrzeń wypełnił krzyk:
- SIIIIIR!!!...
c.d.n (o ile się spodoba - czekam na opinie!!!
Użytkownik Ogotai edytował ten post 08.07.2004 - |19:40|

Logowanie »
Rejestracja








