Ludzie, nie przesadzajmy z tymi pochwałami. Rozumiem, że wam się odcinek podobał, ale nazywanie jakiejś postaci jedną z najlepiej odegranych w historii kina, TV czy co tam, to gruba przesada.
Odcinek na jeden raz, ale nawet za drugim ogląda się przyjemnie. Jak dla mnie piątka z plusem. Oczywiście są standardowe pierdoły, które psują całość-jak dziwaczna mimika twarzy, ograne teksty i nagłe pojawienie się oficera, którego w ogóle nie znamy,a który oczywiście będzie miał wąty i będzie przeszkadzał. A, no i moment niszczenia tego posterunku-bezcenny. Gościu dostaje torpedą plazmowa, robi takie "Uaaaa!", ekran się rozjaśnia, gruz się sypie, koleś robi drugie "Uaaa!" i zaczyna się trząść, jakby padaczki dostał i trzyma się tej poręczy (czy co to tam było)jakby go wiatr miał zdmuchnąć. I dopiero potem się transmisja urywa. Łał. Co za dramat!
Bardzo fajne podchody i potyczka okrętów. Podobało mi się, jak wyrzucili głowice atomową ze śmieciami. ogólnie klimatem starcie przypominało trochę walki podwodniaków a najlepszym stylu. Tylko dlaczego na okręcie romulańskim gruz się sypał? Z betonu czy jak?
Podzielam opinię, że to jeden z lepszych odcinków TOSa. Bezapelacyjnie 8 mogę wstawić. Byłoby 9 a nawet 10, gdyby nie stałe mankamenty scenariuszowe treka.
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung