Napisano 04.01.2008 - |13:34|
Oj ludzie, ludzie, trochę wyobraźni.
Kwestia wężowatości Goa'uld była już poruszana w innym wątku i można powiedzieć, że wszystko zostało już powiedziane.
Podstawowa sprawa, to taka, że NAJPIERW trzeba obejrzeć film a potem dopiero serial. Błędem wielu osób, zwłaszcza młodszych, jest oglądanie od tak zwanej pupy strony. Wtedy właśnie powstają takie wątpliwości jak te tutaj opisane.
Po kolei:
Film opowiadał historię o Gwiezdnych Wrotach prowadzących do innej planety i co najciekawsze zacytuję z pamięci fragment "na drugim końcu znanego nam Wszechświata", znaczy się za siedmioma górami i za siedmioma lasami. W świecie tym rządził kosmita podający się za boga Ra i tu też z pamięci zacytuję fragment "który napotkał chłopca i wziął jego ciało" a nie zmienił się w niego. Nigdzie nie ma też mowy o tym, że fizycznie do niego wszedł czy coś. Z kontekstu wynika, że chodzi o "wzięcie" w sensie mentalnym, przeniesienie świadomości z ciała kosmity do ciała chłopca. Kosmita zrobił to dlatego, że jego rasa wymierała, ale nie oznacza to, że on sam był ostatni z rasy. Ciało ludzkie łatwo jest regenerować w sarkofagu, więc kosmita musiał funkcjonować w ciele człowieka a nie zmienić jedynie swój fizyczny wygląd na jego podobieństwo, jak tu się sugeruje. Wymieranie jego rasy oznacza jedynie, że ma mało przedstawicieli, a oglądając chociażby w serialu jakie podejście do larw mają Goa'uld można zakładać, że sami za ten stan odpowiadają (odcinek, w którym Władcy Galaktyki w ramach spotkania towarzyskiego zjadają larwy swojego gatunku). Poza tym toczą ciągle ze sobą walki a to wyniszcza populację. Powiedzmy wprost, że Ra nie był ostatnim przedstawicielem swojego gatunku ale to on pierwszy wziął na nosiciela człowieka.
Film przedstawia Ra na malowidłach jako kosmitę pokazanego w tym temacie, ale trzeba zwrócić uwagę, że wtedy nikt nie myślał o serialu. Świadomość kosmity po prostu przeniosła się do ciała chłopca i od tej pory rządził jako bóg Ra. W filmie nie ma też słowa o Goa'uldach. Jest po prostu bliżej niesprecyzowany kosmita, co oznacza, że lud na Abydos guzik wiedział na ich temat prócz tego, co widzieli przodkowie kilka tysięcy lat temu.
W filmie sługami Ra są Horus i Anubis - ludzie, nie Jaffa. Żaden z nich nie ma torby na larwę Goa'uld. To są zwykli ludzie w służbie swojego boga. To jeden ze szczegółów odróżniających film od serialu, co nie oznacza, że Ra nie mógł mieć na służbie ludzi.
Końcowa scena filmu, kiedy Ra obrywa atomówką w twarz ma raczej wydźwięk alegoryczny niż fizyczny. Można powiedzieć, że w chwili śmierci ukazała się jego "prawdziwa natura". Nie można jednak powiedzieć, że pokazał się humanoidalny kosmita siedzący wcześniej w garniturku z człowieka, bo to przeczyłoby temu, co Sharee (tam zwana inaczej) powiedziała Danielowi o pochodzeniu Ra i tym jak stał się ich bogiem. Można też wspomnieć o tym w jakim stylu Amerykanie kręcą hitowe filmy i powiedzieć, że są kretynami jeśli chodzi o sensowność swoich wizji. Wspomniany kosmita na końcu filmu jest po prostu ich idiotycznym pomysłem aby było bardziej widowiskowo. Przez to wprowadzili tylko zamieszanie i sami sobie w filmie zaprzeczyli.
Teraz kwestia serialu.
Nie da się zrobić serialu jeśli w filmie zabito wszystkich ważniejszych Bogów: Ra, Horusa, Anubisa i pewnie jeszcze kilku innych, których nie wymieniono w napisach końcowych. Fabułę serialu trzeba było przystosować do tego aby można było ją później rozwinąć. Okazało się, że Anubis żyje i ma się całkiem dobrze, a to dlatego, że w służbie u Ra był Jaffa bądź człowiek, który jedynie w takiej masce chodził. Prawdziwy Anubis jest Władcą Galaktyki i posiada swoje światy pod kontrolą. W filmie wrota prowadziły na drugi koniec Wszechświata, a w serialu działają w obrębie naszej galaktyki. Nienazwana wtedy planeta Abydos nagle znalazła się blisko naszej własnej, co umożliwiło wybranie jej adresu przez Gwiezdne Wrota. Reszta planet była niedostępna z powodu dryfu gwiazd i zmianę współrzędnych odniesienia. Carter opracowała technikę odpowiedniej interpolacji wyników na podstawie danych z adresami wrót i dryfu gwiazd i to umożliwiło podróże do innych planet. Wrota, które pierwotnie nie zachęcały do przejażdżki z powodu ujmującego zimna po wyjściu z tunelu i nudności, w serialu poprawiono aby codzienne podróże nie były dla zainteresowanych uciążliwe. Wszystko to zrobiono po to, żeby ułatwić stworzenie serialu.
Trzeba było wymyślić co zrobić z fantem, że Ra nie żyje. Dorobiono więc więcej bogów. Kwestię kosmitów przejmujących ciało człowieka zamieniono na wężowate robale wnikające w ciało i takie rozwiązanie jest najlepsze, bo pokrywa się w założeniach z tym, co było w filmie. Tutaj kosmita nie przyjmuje wyglądu człowieka, tylko przejmuje jego ciało. Moim zdaniem jest to najlepsze rozwiązanie problemu Ra z filmu. W jego przypadku można powiedzieć, że postać pod jaką przybył na ziemię, to nic innego jak ciało poprzedniego nosiciela, a wzięcie ciała chłopca, to po prostu przejęcie nad nim kontroli przez symbionta czy też pasożyta, jak to woli. Na dłuższą metę trudno byłoby prowadzić fabułę, w której kosmici mieliby przybierać wygląd człowieka i sprawować nad ludźmi władzę.
Mówiąc krótko. Trzeba przyjąć pewne zmiany w serialu względem filmu. Film nie był pilotem serialu i kiedy go tworzono miał być zamkniętą opowieścią. W filmie nie porusza się wielu kwestii pokazanych w serialu, bo po prostu ich nie było. Fabuła filmu przewidziana na niecałe dwie godziny nie pozwalała upchnąć w nim wszystkich niuansów, które pojawiają sie a serialu. Dopiero po sukcesie kasowym jakim był film zaczęto myśleć o serialu, a tego co po naszych działaniach na Abydos zostało było tak niewiele, że nie można było bezpośrednio zrobić serialu. Całą opowieść trzeba było rozszerzyć systematycznie o nowe elementy, komplikując historię.
Jeżeli ktoś zaczynał oglądanie od serialu a teraz nagle zobaczy film, to wydaje się on bardzo ubogi i pozbawiony całego dorobku SG-1. Film był protoplastą serialu ale nie jego ojcem. To jak odległy przodek, którego ewolucja doprowadziła do powstania SG-1. Ja oglądałem wszystko w takiej kolejności, w jakiej trzeba. Najpierw 10 razy film, a potem dopiero po 3 latach serial SG-1. Zauważyłem oczywiście różnice między filmem a serialem, ale dla mnie to było naturalne, bo fabuła szła do przodu a nie cofała się, jak w przypadku oglądania w złej kolejności.
Proponuję zainteresowanym przyjąć po prostu, że jest tak, jak jest i nie szukać dziury w całym. Przy tego typu rzeczach nie uniknie się nieścisłości.
- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.** sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"