Skocz do zawartości

Zdjęcie

Nasze wspólne opowiadanie 2


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
111 odpowiedzi w tym temacie

#1 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 08.06.2004 - |18:18|

Przeglądając fanfiki w archiwum moja uwagę przyciągną pewien temacik ‘Nasze wspólne opowiadanie’ :) czytając go zbijałam się ze śmiechu dlatego postanowiłam pójść za treścią ostatnich postów

Trzeba kiedyś jeszcze coś takiego napisać. Tylko może bardziej
logicznie i trzymające się kupy

mathix

hehehe...zawsze może być,, nasze wspólne opowiadanie 2" :) 

KonDon

No to zamykam zróbcie sobie nowy, drugi :)

kwiatek

Tak więc piszemy co chcemy byle by za bardzo nie odbiegać od tematu SG (bo to ma być o SG oczywiście) Prosiła bym żeby opowiadanie było ciągłe tzn. nie wracano do wcześniejszych tematów tylko kontynuowano ostatni wątek ten sposób opowiadanie będzie bardziej przejrzyste i zrozumiałe. Długość od możliwości i chęci :P
Tak wiec koniec zbędnego gadania piszemy
Aha jeszcze jak ktoś będzie miał jakieś uwagi to (jeśli nikt tego wcześniej nie zrobił ) założyć nowy temacik i nie pisać ich tu by nie mieszać opowiadania z uwagami. Mnie sie ten początek trochu porymował ale nie musi byc tak z resztą :)


aha piszcie co chcecie tylko prosze niech wczesniej niż po 15 poście nie wyladują pod monopolowym :look:
_________________________________________________________________
Za górami za lasami,
Za siedmioma galaktykami
Na planecie PX... coś tam
Była grupa... Jakoś tam

- Zielono mi – zamruczał O`Niell gdy zobaczył las zielony u stóp wrót rozłożony
- Woda – powiedziała Major maszerując, w strone pobliskiego jeziora
- A za wodą...
- Ooo zaczyna się, co Teal`c?
- Tak
- Ja pójdę z Carter a ty, idź z Danielem Do tych skał
- Ruin pułkownik Jack O`Niell

Użytkownik EsaSol edytował ten post 11.06.2004 - |07:25|

  • 0

#2 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 08.06.2004 - |18:42|

- Cholera, że oni zawsze tak latwo dają się splawić, - powiedziała Sam zblizajac sie do Jacka
- Taki już ich urok, albo są ślepi i naiwni, albo zbyt grzeczni żeby nam wszystko wytykać palcami - odparł Jack
Szli ramie w ramię wzdłuż brzegu kierując sie w strone dużego głazu nad wodą,
- Ladnie tu, może poplywamy? - zaproponowal Jack
- Tu?! Na obcej planecie?! zdziwila sie Sam
- Czemu nie?
- Nie mamy strojów kąpielowych...
- A po co?
- Ręczników...
- Po co? Wysuszymy się na tamtym głazie! W końcu słonko świeci!
Sam wyszczerzyła się i przewrocila oczami z niedowierzaniem....

W tym samym czasie Daniel i Teal'c dotarli do skał, znaczy się ruin.
Daniel z miną 3 latka, który własnie dostał nową zabawke zaczął grzebać między kamieniami. Teal'c ze znudzoną miną usiadł na kamieniu i oparł się na staffie.
Bynajmniej nie myslal o pilnowaniu Daniela, jego mysli krążyły wokół pewnej amazonki...

Ten dzień wydawał się być sielanką, ale w innej części planety:

- Panie, czwórka obcyh przed chwilą przeszła przez Gwiezdne Wrota, a dwójka z nich znajduje sie niebezpiecznie blisko zbiornika z substancja AT647...

Użytkownik Thomass edytował ten post 08.06.2004 - |18:48|

  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#3 Obi

Obi

    Moderator

  • Moderator
  • 3 264 postów
  • MiastoWawa

Napisano 08.06.2004 - |18:50|

- panie, czworka obcyh przedchwila przeszla przez Gwiezdne Wrota, a dwojka z nich znajduje sie niebezpiecznie blisko zbiornika z substancja at647...

- Detho , wysłać Arssan . Niech obserwują , jesli nastąpi kontak obcych z substancją at647 - To ich sprowadzić . Pozostałą dwójkę obserwować .
-Tak , panie - odpowiedział sługa nisko się kłaniając .
Po kilku chwilach od tej rozmowy , bezgłosnie aktywowały się wrota i przez nie przeszło 6 Arssan .
Dołączona grafika
Dołączona grafika

#4 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 10.06.2004 - |17:41|

Tymczasem u Teal'ca i Daniela...
- Nigdy wcześniej nie widziałem takiego pisma! - Krzyknął w euforii doktor Jackson. - Nieco przypomina staroegipskie hieroglify z domieszką pisma majów i lekkim aromatem pisma goa'uldów. - Teal'c! Wyobrażasz sobie co to oznacza?
- In deed. - Odrzekł jaffa.
- Daj aparat.
Jaffa wyjął cyfrowy aparat wysokiej klasy i podał go archeologowi. Daniel spojrzał na ekran LCD, po czym krzyknął:
- Nie! Nie! Nie! Taak to nie mamy o czym rozmawiać. Z takim światłem to ja dziękuję. Teal'c jeden reflektor tutaj, drugi z góry. - Jaffa wyjął dwa reflektory i umieścił je na stojakach. - I zasłoń to słońce, bo psuje mi kompozycję. Luudzie. Pracować w takich warunkach... Powinienem zarabiać co najmniej dwa razy więcej.
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#5 VinIc

VinIc

    Starszy szeregowy

  • VIP
  • 147 postów

Napisano 10.06.2004 - |20:54|

Teal'c wiedział, że Daniel czasem przesadza w związku z nowymi znaleziskami. Wiedział również, że marne pieniądze są z pracy dla SGC lecz jaka zabawa.
Ustawiając reflektory, za swymi plecami usłyszał czyjś głos. Powiadomił Daniela i razem szybko ukryli się za pobliskim murem. Po chwili zobaczyli garstkę obcych, którzy z pośpiechem zmierzali w kierunku miejsca pobytu Sam i Jacka.
Teal'c wział swoją broń, podobnie zrobił Daniel i ruszyli za przybyszami.
-Szkoda, że musimy zostawiać tutaj cały nasz sprzęt, jeszcze ktoś go znajdzie...
-Niestety musimy iść Daniel'u Jaksonie - odpowiedział Jaffa i ruszyli...
  • 0

#6 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 10.06.2004 - |21:58|

Jack jak zaproponował tak postanowil zrobić. Odrzucił plecak i zaczął sciągać mundur. W ślad za nim poszła Sam. Gdy Jack siłował się ze zdjęciem spodni, jakimś cudem noga utkwiła mu w nogawce, spojrzał w strone Sam. Stała tam trzymając ręce na biodrach, ubrana w bielizne z katalogu Victoria's Secret, a słońce opierało się na jej skórze a bryza rozwiewała włosy. Jak tylko Jack to spostrzegł, szarpnął ciut zbyt mocno za spodnie tracąc równowage i zaliczjąc przysłowiową glebe.
W tym momencie usłyszał radosny głos Sam:
- Dziękuje pułkowniku, to mi naprawde schlebia. - Jakby mógł ją widzieć zobaczyłby że jej twarz rozpromieniła się uśmiechem.
Jak tylko Jack pozbierał się z ziemi i z szoku jaki wywarł na nim widok jego zastęprzczyni zaczął:
- Carter? Zawsze na misje pozaziemską ubierasz koronki?
- Wie pan pułkowniku, nowoczesna kobieta powinna być zawsze gotowa, a poza tym te koronki są wyjątkowo wygodne. - Powiedziała mijając go i udała się w strone wody z gracją łabędzicy.
- Hej, hej! Że jak?! Jack pozbierał się już na nogi ruszył za nią...

Przez chwile brodzili w wodzie ale szybko ruszyli dalej od brzegu by popływać, woda była ciepła i przyjemna.

Pływali dobrą chwile gdy poczuli silny dreszcz, zanim zdązyli się zastanowić co to było usłyszeli słowa wykrzykiwane w nieznanym języku. Grupka obcych stała na brzegu, dwójka z nich przetrząsała ich rzeczy i pakowała do jakiś skrzyń, reszta mierzyła do nich z jakiejś broni, a prawdopodobnie ich przywódca robił przyzywające ich gesty.

- Carter, co robimy? - Zapytał Jack dziwnie wysokim głosem, jeszcze nie wiedział co ale coś go najwyraźniej uwierało.
- Nie wiem, chyba powinniśmy wyjść z wody i podejść dno nich. - Odpowiedziała Sam dziwnie niskim głosem...
Jak jeden mąż ruszyli kraulem w strone brzegu...

Gdy Jack wychodził z wody jego krok był dziwnie chwiejny, nie wiedział co ale coś było nie tak... coś mu przeszkadzało...
Dwójka obcych ruszyła do niego i zaczeła krepować mu ręce za plecami, kolejna para ruszyła najwyraźniej do jego towarzyszki. Gdy obcy zakuli mu ręce w jakiegoś typu kajdany i zmusili do pochylenia się Jack spostrzegł... miał na sobie koronki, i najwyraźniej mu urosły piersi! Gdy tylko podniósł głowę chcąc spojrzeć w strone Carter, zrozumiał, znowu mu się to przydażyło...
- Carter? - odezwał się w strone osoby która nią najwyraźniej była.
- Tak Sir? - odpowiedziała ta osoba najwyraźniej tak samo zaskoczona jak on.
- Czemu twoje stringi wżynają się w mój tyłek?!
- Sir. Technicznie rzecz biorąc to jest mój tyłek.
- Że jak!?
- To jezioro najwyraźniej musi mieć właściwości podobne jak maszyna Machella. Pamięta pan jak zamienił się ciałami z Teal'ciem? Nam najwidoczniej przydażyło się to samo.
- Że co?! Carter odkręć to!
Niezdążył/ła mu odpowiedzieć gdyż obcy szarpneli ich zaczeli ciągnąć w strone wrót...
  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#7 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 11.06.2004 - |07:51|

Daniel i Teal'c nie wiedzieli co spotkało ich przyjaciół, więc cały czas pozostawali w ukryciu. Zza niskiego, poniszczonego murku obserwowali obcych. Przypominali oni ludzi, ale ich cera była gładsza, a skóra zdecydowanie bielsza. Wszyscy mieli ogolone, gładkie głowy i identyczne oczy, z wielkimi czarnymi tęczówkami. Wszyscy byli ubrani w takie same jasnoniebieskie mundury, z wysoko postawionymi kołnierzykami.

Daniel zauważył, że jeden z kosmitów trzymał w ręku jakieś urządzenie. Kosmita z dziwnym urządzeniem obrócił się w kierunku murku i wskazał go palcem. Archeologa przeszył zimny dreszcz. Wiedział, że obcy pokazuje na nich.
- Chodź spróbujemy się zaprzyjaźnić, chociaż oni nie wyglądają zbyt przyjaźnie. - Powiedział doktor Jackson.
Obu członków SG-1 wyłoniło się zza murku i ruszyło w kierunku kosmitów. Daniel był oczywiście przygotowany na wypadek kontaktu z obcą cywilizacją.
- Mhhm paluszkie. - Powiedział archeolog podając obcemu paczkę słonych paluszków.
Kosmita, jednak nie wyciągnął po nie ręki.
- Jak nie paluszki to może baton? Teal'c daj baton.
Jaffa posłusznie wydobył z kieszeni Snickersa i podał go Danielowi.
- Mhmm. Snickers. Zakręcony. Krejzi Pinat. Dobry. - Ale i to nie poskutkowało.
Daniel częstował przybyszów syntetycznymi smakołykami XXI wieku, aż zza wzgórza wyłonili się prawie nadzy Jack i Sam. Byli prowadzeni przez przedstawicieli tej samej rasy, z którą właśnie rozmawiał. Archeolog chciał podbiec do pojmanych przyjaciół, ale jeden z kosmitów zastąpił mu drogę.
- Teal'c jest robota. - Powiedział cicho doktor Jackson.

Jaffa ruszył na kosmitę, wyskoczył i uderzył go staffem w locie. Inni obcy natychmiast ruszyli do walki. Teal'c podciął kilku i upadli oni na ziemię. Dwóm następnym rozkwasił nosy wirującym staffem. Innego uderzył bronią między nogi. Jeden zdążył wyjąć broń. Z tym uporał się błyskawicznie Daniel, rozwalając obcemu głowę pojedyńczym strzałem z Beretty. Trzech obcych poderwało się na nogi. Teal'c rzucił staffa do góry i pozwolił, aby dwóch złapało go za ręce. Trzeciego kopnął wspierając się na trzymających go napastnikach, którzy zaraz potem wylądowali na ziemi. Jaffa złapał swoją broń i uderzył nią chwilę wcześniej kopniętego przeciwnika.

Wszyscy obcy leżeli ledwo żywi na ziemi.
- No i co! No i co! - Krzyczał Daniel kopiąc jednego z nich. - Kto jest debeściak!? Powtórzcie swojemu szefowi, niech nie zadziera z Danielem Jacksonem.
Jeden z kosmitów spróbował się podnieść, jednak zaraz upadł kopnięty przez archeologa.
- Danielu, chyba mamy problem. - Teal'c wskazał na nadbiegających zza wzgórza wrogów. Tym razem było ich o wielu więcej i wszyscy mieli wyciągniętą broń...

Użytkownik mathix edytował ten post 11.06.2004 - |09:18|

  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#8 M.M

M.M

    Starszy sierżant

  • VIP
  • 808 postów
  • MiastoKraków

Napisano 11.06.2004 - |12:06|

Cała drużyna zaczęła się niespokojnie rozglądać w poszukiwaniu broni. Część obcych oprócz wymierzonych w nich broni, trzymała w drugiej ręce jakieś urządzenia. Daniel rozpoznał w nich ten same przedmioty jakimi wykrył ich tamten obcy. Przypominało mu to tricoder ze Star Treka. Teal’c zaczął powoli podnosić staffa. Jeden z obcych natychmiast strzelił. Strzał przypominał flash z aparatu. Teal’c natychmiast upadł. Reszta SG-1 nerwowo się poruszyła. Posypały się kolejne strzały. Obcy podeszli i „tricoderami” zaczęli badać leżących. Cała SG-1 była nieprzytomna, lecz żyła. Postrzelony przez Jacksona obcy także jeszczeżył. Przybysze upewniwszy się co do stanu nieprzytomnych, podnieśli ich i skierowali się do Wrót. Część obcych została, by pozbierać rzeczy SG-1.
  • 0

#9 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 11.06.2004 - |13:00|

Obcy niestety nie docenili tężyzny fizycznej ziemian. Gdy prawie wszyscy obcy znikli we wrotach SG1 zaczęło się budzić. Został przy nich ostatni patrol który miał ich zanieść do wrót.
Teal'c wrócił do siebie pierwszy. Nie myśląc dużo powalił niemal bezszelesnie przeciwników. Naszczęście, obcy nie skrępowali rąk Jaffa i Danielowi.
Jack i Sam lezeli na ziemi zdezorientowani. Daniel szybko podniusł leżace na ziemi dwa zaty i podał jeden Tealc'owi.
- Ciekawa garderoba - wyszczerzył się Daniel jak tylko spojrzał na parę naszych pływaków.
- Daniel! Nie błaznuj! Rozkuj nas natychmiast! - Wrzasnęła Sam, tonem jaki zawsze używa Jack. Daniel nie wiele sie zastanawiając zaczął ją rozkuwać, Teal'c poszedł za przykładem i rozkuł Jacka.
- Pułkowniku, musimy przedrzeć się do wrót! - Krzyknął Jack.
- Nie damy, rady ot tak! Teal'c daj mi jakąś broń! Idziemy przez las, ruszamy! Carter, ty i Teal'c osłaniajcie tyły, Daniel za mną! - Wydawała komendy Sam, Daniel był troche skonsternowany, ale nie było czasu na zadawanie pytań.
Ruszyli prędko do lasu. Po drodze Teal'c zdołał znaleść swój staff, teraz czuł się pewniej. Jack co nie podobne do niego podniusł kilka sztuk broni obcyh. Jak tylko dotarli do lasu podążyli dużym kołem w stronę wrót.
W lesie do uszu Daniela dobiegła naprawdę dziwna konwersacja Jacka i Sam.
- Carter! Musiałaś na akcje ubierać stringi?! - Powiedziała Sam
- Sir! One są naprawdę wygodne. A poza tym nie podobają się panu? - Odparł Jack.
- Podobają, ale w tym momencie wrzynają się w moj tyłek. Chociarz nie powiem, ta sytuacja ma swoje plusy! - powiedziała Sam chwytając sie za piersi.
- Pułkowniku! - szturchnął ją Jack.
- Dobra już dobra, zmywajmy się stad! - Zaczeła się kajać Sam.
Przy wrotach stało czterech obcych. Sam wyszarpenęła Danielowi zata i dając znaki Teal'cowi szybko zdjeli nieprzyjaciół. Jack nie czekając na niczyje przyzwolenie zaczął wybierać koordynaty ziemi. Wrota szybko rozbyłysnęły błękitnym blaskiem. Nawet Daniel pomimo swojego odwiecznego roztargnienia wiedział że musi wystukać kod SG1 by się nie rozbili na przesłonie. Gdy tylko to zrobił cała czwórka przeszła przez lśniący horyzon zdarzeń by pojawić się w SGC.

Tymczasem w innej części planety...
- Panie, czwórka obcych zdołała nam się wymknąć. Własnie uciekli przez wrota.
- Nic nie szkodzi, jeśli tylko masz adres.
- Mam panie, ale jest jeszcze coś...
- Mów Detho.
- Ci obcy zanim przeszli przez wrota wysłali jakiś sygnał.
- Zdołałeś go zapisac?
- Oczywiście panie.

Jak tylko SG1 przeszło przez wrota Hammond pojawił się w sali wrót.
Strażnicy nie mogąc sie powstrzymać ślinili się na widok Sam.

- Pułkowniku może mi pan wyjaśnić wasz przedwczesny powrot i niezwykłe stroje?! - Bulwersował się Hammond!
- Generale my... - zaczęła Sam.
- Majorze pytałem pułkownika.
- Ale Generale... to jest pułkownik... - Odezwał się Jack.
W tym momencie Sam oscentacyjnie poprawiała sobie stringi.
- Generale już to panu wytłumacze... albo... niech lepiej zrobi to Carter... ale może najpierw się przebierzmy... - odparła Sam.

Użytkownik Thomass edytował ten post 11.06.2004 - |13:06|

  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#10 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 11.06.2004 - |14:05|

Cała sytuacja wydawała się Jackowi nawet całkiem przyjemna, z tym, że przecież nie mogła trwać wiecznie. Zaraz po tym jak pułkownik z panią major doprowadzili się do porządku, zostali wezwani do pokoju odpraw.
- Czy możecie mi wytłumaczyć o co chodzi? - Spytał generał Hammond, jednak nikt nie kwapił się do odpowiedzi. - Jack?
- Właściwie, sir nie wiemy do końca o co chodzi. - Odpowiedziała Samantha.
- Wygląda na to, że zamieniliśmy się ciałami, czy jak kto woli umysłami. Prawdopodobnie płyn, który znajdował się w jeziorze miał jakieś właściwości przewodzące, ale z pewnością mogę stwierdzić, że nie był jedynym czynnikiem, który doprowadził do zamiany. - Generał oniemiał słysząc takie słowa z ust pułkownika.
- Znaczy się ja i Sam zamieniliśmy się umysłami. - Dodała Sam.
- Czy możecie mi wytłumaczyć jak do tego doszło?
Przemiłą konwersację przerwał dźwięk z głośników:
"Nieprzewidziana aktywacja z zewnątrz. Powtarzam. Nieprzewidziana aktywacja z zewnątrz."
Wszyscy zbiegli na dół, do pomieszczenia sterowniczego.

Gdy wrota aktywowały się, nagle padło zasilanie w całej bazie, a przesłona samoczynnie się otworzyła. Po chwili ze świecącego horyzontu zdarzeń wyłoniła się postać małego ludzika.
- Cześć ziomale! Jak leci? - Spytał Thor.
- Thor, sztywniaku to naprawdę ty? - Spytała Sam.
- Mam wakacje. Koniec z oficjalnym tonem. Miałem nadzieję, że się zabawimy. Wyrwiemy kilka panienek. - Kosmita puścił oczko do Samanty.
- Widzisz Thor mamy mały problem...
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#11 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 11.06.2004 - |22:55|

- E tam wy zawsze macie jakieś problemy dajcie sobie siana i chodźmy się zabawić - marudził Thor
- Stary zastopuj nigdzie nie wyjdę w tym ciele powiedział Jack – wszyscy faceci będą się do mnie przywalać, a ja nie kocham inaczej, po zatym dopóki stringi Carter nie przestaną mi się wżynać w jej tyłek nigdzie się nie ruszę!
- Samantho Carter przecież jesteś kobietą? – zdziwił się thor i co nie lubisz jak cię faceci wyrywają?
- Lubię,- powiedziała Sam-, ale pod warunkiem, że jestem w swoim ciele a nie w ciele faceta w dodatku mojego dowódcy.
- Że jak?- Wybełkotał thor
- Że tak Stary mieliśmy mały wypadek i zamieniliśmy się ciałami – opowiedział Jack
- Jaki wypadek? – zainteresował Thor
- A taki mały malutki z poważnymi konsekwencjami – bełkotał coś pod nosem Jack
- Ale to nie była moja wina! – wypaliła Carter – to był pomysł pułkownika!
- A kto się na niego zgodził nie przymuszałem pani do tego majorze!
- Ej, ej dzieci nie kłócić mi się tu trzeba to jakoś rozwiązać - powiedział generał – a tymczasem powinniśmy trochę odpocząć wracać do sowich kwater i rano chce mieć pełny raport z tego, co się stało na planecie zrozumiano poruczniku, majorze
- Tak – odpowiedzieli jednocześnie
- Dobrze – a zwracając się do jednego z żołnierzy– proszę natychmiast przygotować kwaterę dla naszego gościa.

Jack szedł korytarzem wesoło sobie pogwizdując (to nic, że ludzie się dziwnie patrzyli na pogwizdująca Sam) z ręcznikiem na ramieniu i szamponem w ręce staną przed drzwiami łazienki już miał naciskać na klamkę, gdy nagle zwrócił mu na coś uwagę czyjś głos
- Hm to jest męska łazienka pułkowniku ja tu, wchodze pan do damskiej – powiedziała Sam wślizgując się po między niego a drzwi – pańska jest po drugiej stronie korytarza – wskazała mu ręka odpowiadanie drzwi
- Ja tam nie pójdę !
- Czemu?
- Bo Janet zagroziła ze jak pojawię się w damskiej łazience to mi osobiście zaaplikuje pierwszy zastrzyk po powrocie do naszych ciał gruba krzywa igła
- Boi się pan zastrzyków! :> , tam jest damska łazienka, aha i niech pan użyje tego – podała mu kosmetyczkę wyciągnęła z niej butelkę – to jest balsam proszę tym natrzeć moje ciało zaraz po kąpieli tylko proszę się nim nie bawić :angry: – powiedziała z groźna miną i wyjęła z kosmetyczki maszynkę i krem – to jest krem do depilacji musze dziś ogolić nogi tylko proszę mi ich nie po zacinać żebym nie miała ran, w kosmetyczce są jeszcze krem pod oczy to ten w tej małej tupcie, proszę nie walić go niewiadomo ile tylko troszeczkę dalej to jest...
- Carter czy nie mogłabyś sobie tego raz odpuścić?
- Nie to bardzo ważne inaczej będę miała zmarszczki i podkrążone oczy a woda jest tu tak paskudna ze zaraz, jeśli się nie zabalsamuje to wyskakują mi jakieś syfy na całym ciele, ten pomarańczowy to krem, którym posmaruje pan twarz prócz tych miejsc gdzie smarował pan kremem pod oczy a ten zielony do dekoltu. - Sam odwrócił się na pięcie i weszła do łazienki, Jack jeszcze przez chwile stał na korytarzu z otwartą kosmetyczka i balsamem w ręku, po czym postanowił zaryzykować przecież on Pułkownik Jack O’Niell oficer Armii Stanów zjednoczonych nie będzie się bał jakiegoś tam zastrzyku, wszedł do łazienki i starał się nie patrzeć na będące już tam panie, co było dość trudne, ale przecież nie narobi obory Carter. Więcej jednak kłopotu miał z zastosowaniem specyfików z kosmetyczki (musi jej odkupić maszynkę i krem do depilacji, kem pod oczy i jakoś wyjaśnić tą duża zadrę na prawym udzie :look: )
- Rano Carter na pewno wymyśli jak nas z powrotem zamienić –mamrotał do siebie pod nosem wracając do kwatery.
  • 0

#12 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 12.06.2004 - |09:43|

Jack obudził się pod wpływem wody wylewającej się na jego głowę.
- Jack! Wstawaj. - Krzyczał Thor, popychając go swoją muskularną ręką.
- Mamusiu jeszcze troszeczkę. - Odpowiedział zaspany O'Neill.
- Na imprezę mamy iść. Nie pamiętasz?
- Co?
- Powiedziałeś, że zabierzesz mnie na ziemską imprezę jak będę na Tauri, a ja mam teraz wolne.
- Zwariowałeś? Przecież jest druga rano.
- Mówiłeś, że najlepsze imprezy są właśnie o tej porze.
- Nigdzie się nie pokażę w tym ciele.
Thor przeleciał wzrokiem po nowej postaci O'Neilla.
- Mi to ciało nawet odpowiada. Dałbyś się pobawić?
- Nieee! Zapomnij, ty stary zboczeńcu.
- Proszę.
- Teal'c!!! Dawaj Zata!
- Dobrze, już dobrze. Ale chodźmy na imprezę.
Po chwili drzwi do kwatery O'Neilla otwarły się z hukiem, a do pomieszczenia wbiegł Teal'c z gotowym do strzału Zat'n'ktelem.
- Wzywałeś mnie O'Neill?
- Tak. Obudź Carter i Daniela. Jedziemy na imprezę.
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#13 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 12.06.2004 - |12:45|

Mimo iż był środek nocy, Daniel i Teal'c dyskutowali w stołówce.
- Jak sądzisz Danielu Jacksonie, co się przydażyło Pułokownikowi i Major Carter? - Zapytał Teal'c ze straszną powagą w głosie.
- Widzisz Teal'c, chyba wkońcu się doigrali. Od dawna mówiłem że jak się dalej będą zachowywać jak napalone nastolatki to się doigrają...
- Indeed...
- Ciekawe jak rozwiązać tą sytuacje.
- Może urządzenie Machella byłoby pomocne?
- Tak, też o tym myślałem... Ale szczerze mówiąc nie mam ochoty im o tym mówić. Sam i tak prędzej czy później na to wpadnie, a tymczasem będą mieli nauczke, no i oczywiście my też możemy się zabawić ich kosztem...
Teal'c podniósł brew domagając się wyjaśnień...
- Popatrz Teal'c, na przykład dziś Sam odegrała się na pułkowniku wręczając mu kosmetyczke i polecając użyć jej zawartości. No i jeszcze to że miał ogolić nogi jej ciała... To było genialne...
- Zaiste to było szatańskie...
- Teraz pewno Sam spędza bezsenną noc zastanawiając się co Jack robi z jej ciałem... i czy nie ma z tego zbyt dużo zabawy...

W tym momencie w rdzwiach stołówki pojawił się Jack, znaczy się Sam w jego ciele.
- Cześć chłopaki. Moge się dosiąść?
- Jasne Jack! Znaczy się Sam...
- Haha, bardzo śmieszne... Już nigdy nie dam się na nic namówić pułkownikowi... Czy wy sobie zdajecie sprawe co on teraz może robić z moim ciałem...
Daniel i Teal'c parsknęli śmiechem... Co prawda to było niepodobne do Jaffa ale najwyrazniej obaj własnie spróbowali sobie wyobrazić...
- Wiesz co Sam, jak wrócisz do swojego ciała to moge ci zagwarantować że będziesz miała jędrniejsze piersi.- Wykrztusił Daniel w salwach smiechu...
- Że jak?! - Wykrzyknęła już cała czerwona Sam.
- Bo widzisz, o ile znam Jacka a znam go dobrze, to jest typowym facetem, więc skoro ma teraz piersi to się nimi będzie bawił puki nie padnie... - Daniel pokładał się ze śmiechu.
- Ja mu dam! - Wykrzyknęła Sam i niemal biegiem ruszyła w strone kwatery pułkownika niemal tanarując w drzwiach małego szarego ludka.
- Własnie o tym ci mówiłem. - Przez łzy śmiechu powiedział Daniel do Teal'ca.

W rekordowym czasie Sam znalazła się pod kwaterą pułkownika. Weszła do niej niemal z drzwiami.
- Prosze się nie bawić moimi piersiami! - Wrzasneła ze wściekłością, twarz miała czerwoną jak burak.
  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#14 M.M

M.M

    Starszy sierżant

  • VIP
  • 808 postów
  • MiastoKraków

Napisano 12.06.2004 - |12:50|

Kiedy już wszyscy zebrali się u O,Nilla, a raczej u Carter, sam zaprotestowała:
- Sir, nigdzie z wami nie pojadę w tym ciele.
- Dlaczego majorze?
- Bo... bo nie i już.
- Ale co się dzieje. Nigdy nie chciałaś sprawdzić jak to jest być facetem?
- Już się przekonałam. Jak tylko widzę jakąś kobietę, to... eee... zaczyna mi się robić ciasno- dokończył O’Nill, a raczej Carter w jego ciele.
- Spokojnie odpowiedział Thor. Skontaktowałem się z Azgardem. Jak jeden z naszych statków znajdzie wolną chwilkę, przywiezie tu urządzenie, które wszystko naprawi.
- Macie urządzenie, które może nas odmienić?- spytali jednocześnie Carter i O;’Nill.
- Nie wiem- odpowiedział Thor- Do tej pory ta technologia byłą nam niepotrzebna, więc kazałem ją wykonać. Może już jest gotowa.
- My taką mamy, ale ci w laboratorium ją zepsuli- powiedziała smutno Carter w ciele swojego przełożonego.
- Wiesz Carter- Odezwała się Samantha- Zawsze marzyłem o takiej sytuacji. Te nowe możliwości. Może je wypróbujemy zanim przyleci tu statek Azgardu.
- No nie za bardzo pułkowniku. Za czekam na statek tutaj.
Thor, którego już zaczynała nużyć ta rozmowa odezwał się:
- Słuchajcie, jak nie chcecie zabrać mnie na imprezę, to wracam do siebie. Tylko, że mój statek już tu nie przyleci.
- No dobra to lepiej już chodźmy- zawołali jednocześnie wystraszeni Sam i Jack.
Jak też powiedzieli tak też zrobili.
  • 0

#15 M.M

M.M

    Starszy sierżant

  • VIP
  • 808 postów
  • MiastoKraków

Napisano 16.06.2004 - |10:01|

W przypadku J&S będę ich nazywał zgodnie z osobowością, a nie wyglądem fizycznym.
------------------------------------

Cała grupa skierowała się do wyjścia. Wszyscy uśmiechali się pod nosem na myśl o wspólnym wypadzie. Jechali już windą na wyższy poziom, kiedy Jack nagle zawołał:
- Thor, ale ty nie możesz z nami iść. Twój wygląd może spowodować małe zamieszanie.
- Nie obawiaj się O,Nill. O wszystkim pomyślałem. Mam ze sobą przenośny emiter holograficzny, który mnie upodobni do ludzi.
Po tych słowach Thor uruchomił małe urządzenie, które miał przypięte do ciała. Z małego szarego ludzika zmienił się w przystojnego mężczyznę. Nowy Thor nadal miał ok. 1,3 m wzrostu, teraz jednak nikt nie rozpoznał by w nim Azgardeczyka.
- No no zawołąła Sam. Prawdziwy z ciebie przystojniak.
- Dziękuje Carter- odrzekł Thor.
Jack się na chwilę zamyślił. Po chwili wyraził swoje wątpliwości:
- A jak się zepsuje?
- Nie zepsuje się. Chyba, że zostanie fizycznie uszkodzone, ale będę uważał.
- No a jak zostanie uszkodzone?- nie rezygnował Jack.
- W takim razie zastosuję inne urządzenie, które wymazuje pamięć. Jest bardzo podobne do tego Urządzenia z filmu „Faceci w czerni”.
- W takim razie nic nie powinno się stać. Jedzmy- zakomenderował Jack.
Wszyscy wyszli z windy, skierowali się na parking. Wsiedli do samochodów i opuścili teren bazy. Skierowali się do miasta. Przyświecały im wspólne cele: relaks, dobra zabawa i złamanie kilka niewieścich serc.
  • 0

#16 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 16.06.2004 - |13:45|

- W takim razie gdzie idziemy? - Zapytał Daniel nadal nie wierząc że idzie z nimi.
- Jak to gdzie? Do O'Malley's! - Powiedzieli jednoczesnie Sam i Jack.
- Nie uważacie że to nie roztropne? - zapytał Teal'c
- Czemu? - znowu chórem...
- Ostatni raz jak tam byliście to skończyło się bujką i jakimś zakazem... - kontynuował Teal'c
- To prawda nie powinniście się tam pokazywać. - Przytaknął Daniel
- Nie zapominaj Danielu Jacksonie że to dotyczy także ciebie... - Teal'c uświadomił Daniela
- Fakt... - Przyznal z przykrością Daniel.
- O czym wy mowicie? - Domagał się odpowiedzi Thor.
- Widzisz Thor... pare lat temu Tok'ra dali nam do przetestowania pewne urządzenia.... ale mniejsza z tym... po takim czasie to tylko Carter ma tam zakaz gry w billarda... - Tlumaczył Jack
- Poprawka, moje ciało ma zakaz :D a teraz pan jest w nie wystrojony... - Cieszyła się na myśl o partyjce billarda Sam - A właśnie Thor, musimy ci wymyslec jeszcze jakieś imię, Thor jest troche zbyt egzotyczne...
- Jakieś sugestie majorze? - Zaciekawił się tą propozycją Thor
- Może, Alex? - Zaproponowała Sam
- Niech bedzie - wtrącił się Jack - Czyli Thor to Alex, Teal'c to Murray, Sam to ja czyli Jack, ja jestem Sam... Wiesz co Daniel? Jesteś za normalny...
- Co za nowość... - Odpowiedział znudzonym głosem Daniel...

Po chwili byli już u O'Malley-a i popijali piwko... Gdy już byli bo kilku piwkach, gwar zabawy przeszył głos dzwonka komórki Daniela...
- Słucham? - Odebrał Daniel...
- Witaj Daniel, tu Janet, jesteś z pułkownikiem i major? - Dopytywała się Janet
- Może...
- Gdzie jesteście, musze to wiedzieć...
- Słuchaj jak chcesz dołączyć do nas to prosze bardzo, ale...
- Daniel to jest poważna sprawa, jak tylko opusciliście baze, sciągnięto mnie do ambulatorium, wlasnie mam przed oczami wyniki badań krwi Sam i Jacka, u Sam czyli w ciele Jacka niebezpiecznie podniusł się poziom testosteronu, a u Jacka w ciele Sam poziom estrogenu... - rozwodziła sie Janet
- yyy... to znaczy?
- Jak, to znacz?! Hormony dosłownie zalewają im mózgi, taki poziom jest typowy dla okresu dojrzewania! Bedą zachowywać się jak napalone nastolatki...
- I... - Dopytywał się ze znudzeniem Daniel spoglądając na parkiet gdzie wlasnie Jack i Sam dziwnie poufale obściskiwali się w tańcu...
- Że co?! Mów gdzie jesteście, i pilnuj uch żeby czegoś glupie...
- Dobrze Janet. - Daniel niemal nie przytomny od napojenia ekstraktem z chmielu przerwal polączenie i wrócił do jakiejś rozmowy z Teal'cem, szczerze mówiąc nie pamiętał na jaki temat się toczyła...
  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#17 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 16.06.2004 - |21:15|

Tymczasem Thor bawił się w najlepsze.
- Cześć mała! - 130 centymetrowy ludzik podszedł do długonogiej blondynki.
- Hę? - Odpowiedziała ze zdziwieniem dziewczyna.
- Czuj się wyrwana na wieczór.
Kosmita zadarł głowę do góry, odsłaniając wielkie brązowe oczy, oczy którym nie mogła się oprzeć żadna przedstawicielka płci pięknej.
- Ohh tak. - Odpowiedziała blondynka. - Jak ci na imię, przystojniaku.
- Jestem Alex, ale możesz mówić na mnie Thor.
- Ohh Thor.
- Zatańczymy?
- Z tobą zawsze.
- Poczekaj, tylko niech zmienią muzykę, bo przy tym nie idzie tańczyć.
Asgardczyk podszedł do prowadzącego imprezę DJ-a.
- Mam tu coś lepszego. Prawdziwy hit. Znane na całą galaktykę!
- Pokaż to.
Thor wysunął spod swojej skejciarskiej bluzy płytkę cd. Widniał na niej nadrukowany napis "Hits of Galaxy - Ich troje". Było też kilka napisów w języku Asgardu. DJ wziął płytę od kosmity i przyjrzał się uważnie napisowi.
- "Ic troe" - odczytał z trudem.
- Czyta się "Ich troje" - poprawił go Thor.
- Nie ważne. Nie znam, ale skoro ci tak zależy to włączę.
Człowiek wsunął płytkę do napędu i po chwili z głośników rozbrzmiała dziwna, kosmiczna muzyka.
Kilku gości było oburzonych nową "muzyką", jednak większości się podobała.

- Co to ma być? - Powiedział Jack, odrywając na chwilę głowę od Samanty.
- Daj mu spokój niech się zabawi.
- Skopię mu zaraz tyłek, tego słuchać nie idzie.
- A czy musimy słuchać?
- Wiesz, jeszcze nigdy nie tańczyłem z facetem, powiedział Jack. Ale zaraz... ja tańczę z tobą, nie ze sobą? Co jest?
- Wygląda na to, że efekt nie był trwały.
- Dajmy temu teraz spokój. Powiedział O'Neill, przytulając się mocniej do swojej podwładnej.

W drugim końcu sali, działo się coś, czego nikt nie mógł się nigdy spodziewać po niskim, niepozornym obcym. Thor rozkręcał całą imprezę. Kiedy skończył taniec ze swoją nową znajomą, podczas którego solidnie obślinił jej brzuch, zabrał się do czegoś innego. DJ, po raz kolejny zmienił muzykę, a kosmita zaczął tańczyć break dance'a na środku sali. Wpierw obracał się na głowie, potem wykonał kilka z pozoru niemożliwych ruchów swoimi palcami, a na koniec obracał się na wyciągniętym języku, skrupulatnie polerując całą podłogę.

Po wykonaniu tych ewolucji, wziął mikrofon i powiedział:
- A teraz posłuchajcie mojego rapu. Ty wielki - wskazał na Teal'ca - wyzywam cię na bitwę. Przyjmujesz wyzwanie?
Teal'c na dźwięk słowa bitwa, wstał od stołu.
- Świetnie. Rozkręć to [beeep] DJ.
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#18 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 18.06.2004 - |01:01|

Daniel widząc że stracił kompana do rozmowy i piwa postanowil się rozejrzeć za jakąś atrakcyjną przedstawicielką płci pięknej. Jego wzrok niemal natychmiast przykuła niewiasta o kręconych włosach. Niewiele myśląc poprawił okulary, poczochrał włosy, napił się łyk piwa na odwage poczym ruszył w strone baru gdzie tajemnicza niewiasta się znajdowała. Mniej więcej w połowie drogi uswiadomił sobie że po takiej ilosci piwa jego oddech mogłby powalić smoka, ale przezorny zawsze ubezpieczony, wyciągnął z kieszeni miętusa i troche chwiejnym krokiem ruszył obranym już kursem.
Daniel będąc utalentowanym lingwistom i znawcą ludzkich charakterów przygotował swój "najlepszy" tekst na podryw. Przysiadł się obok tajemniczej niewiasty, która w tym czasie podziwiała walke na rymy pomiędzy "Yo Murrayem" zwanym "Yo Tealc'iem" i "Yo Alexa" zwnaego "Yo Thorem".
- Cześć! Co pijesz? - Zagadnął Daniel, taak, to był jego najlepszy tekst...
Gdyby ktoś z boku obserwował tą scenke zauważyłby, że twarz tajemniczej damy z radosnego wyrazu rozbawienia na widok Dużego i Małego rapera, nagle przybrała wojowniczy wyraz, jej oczy niemal zabłysły, a wszystko to było spowodowane niesamowitym tekstem podrywu jaki już tego wieczoru slyszala conajmniej od tuzina pijanych facetów. Naszczęscie nazsej pani został jeden odruch po blizszym spotkaniu z mały węzem, tik ręką, inaczej na głowie Daniela niefortunnego podrywacza wylądowałaby reszta jej drinka.
Gdy niewiasta się odwróciła Daniel zauważył jej dziwny gest ręką, jej twarz miała wyraz pogardy. Ale taka sytuacja trwała dosłownie ułamek sekundy, jak tylko spojrzała na swą niedoszłą ofiare jej rysy złagodniały. Wtedy Daniele zadał sobie w myślach pytanie, "czy to możliwe...?".
- Daniel! - Niemal wykrzyknęła tajemnicza dama, rzucając się naszemu archeologowi na szyje. - Jak miło cie widzieć.
Trybiki w głowie Daniela troche musiały się nieźle nagrzać, zanim dotarło do niego co się stało. To była Sarah, jego miłość z dawnych lat, i jeszcze tak niedawno postrach galaktyki znany pod imieniem Ozyrys!
- Witaj Sarah! Nie spodziewałem się tu ciebie spotkać!
- Szczerze mówiąc jestem tu przez przypadek, moja współlokatorka jest tu barmanką i zadzwoniła do mnie mówiąc że jest tu przezabawny liliput rozkręcający impreze i że to musze zobaczyc..
- To zabawne, ten mały liliput to twój dawny znajomy...
- Doprawdy? Ten duży przypomina mi co prawda troche twojego przyjaciela, Teal'ca ale ten mały...?
- Ułatwie ci, mały, szary, miał taki fajny duży statek który został wysadzony, poźniej on wlazil do komputera...
- Chyba nie mówisz że to Thor...
- Dokładnie, to on!
- Ale, ale jak to możliwe?
- Ma urlop i chciał się zabawić....
- Aha.
- Wiesz co Sarah, oni zaraz wrócą do naszeo stolika, może zrobimy mu dowcip?
- Co masz na myśli Danielu?
- Nic wielkiego, jak siądą to podejdź bardzo pewnym krokiem z pogardliwą miną, metr przed Thorem wyciągnij ręke i odezwij się słowani "ty mały szary..."
- Hymm, nie obrazi sie? Wkońcu mieliśmy już spotkanie...
- Skądże, on już tyle wypił że jutro nic nie bedzie pamietał, a poza ty z niego równy gość.
- No dobrze. Dla ciebie wszystko Danielu.
Jak prosił Daniel tak Sarah uczyniła. Przybrała arogancką poze, idąc specjalnie bardziej zarzucała biodrami, jej krok był pewny i zdecydowany. Idąc tak przez bar zrobiła nie małą furore. Kilku facetów widząc ją tak odwracało głowy że niemal pospadali z krzeseł, inni oblewali się piwem a jeszcze inni tylko się ślinili... Takie zamieszanie nie uszło uwadze Thora... Gdy tylko zobaczył kto się do niego zbliża, jego holograficzna twarz pobladła, serce w jego wątłej asgardzkiej klatce piersiowej zaczeło dziwnie szybko bić. Wtedy Sarah była już prawie przy nim, podniosła rękę i odezwała się:
- Ty, mały, szary, człowieczku... - Thorowi przemknęło przed oczami całe jego długie asgardzkie życie, holograficzna twarz jeszcze bardziej pobladła, a adidaski pospadały z nóg, nawet skejciarskie spodnie dziwnie nisko upadły...
- ... byłeś naprawde w deche! - dokończyła Sarah, obdarzając go najpiękniejszym uśmiechem jaki jego asgardzkie oczy kiedykolwiek widziały. Sarah widząc że najprawdopodobniej przyprawiła asgardzczyka o zawał jakiego asgardzkiego organu (niekoniecznie serca...) uścisnęła go i pomogła usiąść.
Wtedy z za jej pleców wyłonił się Daniel.
- Hej chłopaki, pamiętacie Sarah?
Thor nic nie odpowiedział, najwyraźniej nadal był w szoku za to Teal'c był jak zwykle gadatliwy.
- Indeed... Miło cie znowu widzieć.
- Gdzie Sami i Jack? - Zapytał Daniel.
Teal'c skinął głową wskazując kierunek, a Thor swą wątłą nadal drżącą ręką wskazał pare namiętnie całującą się przy przejściu do części hotelowej...
- Ah... - inteligentnie przyznał - Janet coś wspominała że mogą się dziwnie zachowywać... Ale Thor chyba Sartah cie nie wystraszyła?
- Mnie... ? - drżącym głosem dziwił się Thor - Mnie, skądże, miło cie widzieć. - po czym mały ludek sięgnął po piwo i zaczął pić chyba największy łyk w jego życiu, podczas tego wyczynu coprawda połowe rozlał bo tak się nadal trząsł ale co z tego...
Po chwili znowu był sobą i kręcił piruety na języku. Niestety w tym czasie Jack i Sam gdzieś zniknęli...
  • 0
Nienawidze poniedzałku...

#19 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 18.06.2004 - |16:13|

- Danielu Jacksonie, sztachniemy sie? - Teal'c zamaszystym ruchem wyciagnal fajki. Daniel z lekka sie skrzywil.
- Wiesz, ze nie pale... - ale Teal'c tak przyjaznie sie usmiechal... - no, moze jednego...
Sarah rowniez sie poczestowala. Kilka minut pozniej w miejscu gdzie stali unosil sie gesty dym przez ktory probowal sie przebic Thor.
- Jol! Danielu, kopsnij no szluga! - Thor puscil przyjaznie oko Danielowi
- No co ty, nigdy jeszcze nie jarales tego, bedziesz mial odj... azd na maxa - usmiechnal sie poblazliwie Daniel wydmuchujac z luboscia szaro-bury dym z pluc
Thor wzial sie pod boki. Nie lubil gdy sie go tak traktowalo. Lewa reka juz siegal do pasa gdzie mial swoja Asgardzka spluwe (kaliber 45) gdy nagle...
- Rany boskie!!!! - wrzasnal - Replikatory po mnie laza!!!
- No tak, wiedzialem, ze to sie musi tak skonczyc...- westchnal Daniel
- W istocie - mruknal Teal'c i przydeptal peta. Nastepnie wzial zamach i glebnal Thora w morde - Ocknij sie! Nic po tobie nie lazi!
No, to nie byla do konca prawda. Po ciele Thora bladzila reka jednej z kobiet ktora probowal poderwac. Jak to zwykle bywa, szukala portfela. Nagle reka znalazla sie nizej niz powinna i Thor usmiechnal sie blogo. Nim ktokolwiek zdazyl sie zorientowac, druga reka tracila urzadzenie maskujace. Trzask, blysk i inne efekty specjalne, po czym Thor-czlowiek zmienil sie w Thora-ufoka.
- Teal,c mamy problem - pobladl Daniel - Zabierz go stad, ja poszukam Sam i Jacka... tzn. Jacka i Sam... No!
Szybko pobiegl na korytarz. Kierowany instynktem (tak, bywalo sie tu nieraz...) z impetem wpadl do jednego z pokoi na zapleczu. Najpierw czknal, nastepnie zatoczyl sie a potem glebnal na podloge. To co bowiem ujrzal, wprawilo go w oslupienie....

Użytkownik Ogotai edytował ten post 18.06.2004 - |16:25|

  • 0

#20 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 18.06.2004 - |16:55|

Przed archeologiem stał Apophis. Miał teraz sztuczną rękę, palce u nogi i szczękę.
- Wróciłem. - Daniel nie był w stanie nic odpowiedzieć. - Nim mój statek zderzył się z planetą, replikatory przebiły się przez osłaniające mnie pole siłowe. Teraz jestem w połowie goa'uldem, a w połowie replikatorem. Przybyłem tu aby was zniszczyć.
Po chwili na końcu korytarza pojawili się wierni ulepszeni jaffa Apophisa.
- Brać go. - Rozkazał goa'uld.
- Wiele się zmieniło od czasu naszego ostatniego spotkania. - Powiedział chłodno Daniel.

Jeden z jaffa spróbował chwycić archeologa za gardło, jednak ten złamał mu palce błyskawicznym ruchem. Krzyczący z bólu wojownik upadł na ziemię. Następnych dwóch próbowało trafić Jacksona pięściami. Daniel sprawiając wrażenie znajdującego się w transie sparował oba ciosy.
- Hmm. Upgrades. - Powiedział cicho archeolog, po czym uchylił się przed dwoma kopnięciami.
Daniel chwycił rękę jednego z przeciwników i rzucił nim w Apophisa, który jednak błyskawicznie odskoczył przed lecącym podwładnym. Ostatni z walczących z Jacksonem jaffa został wbity w ścianę potwornym kopnięciem.
- More. - Rozkazał goa'uld.
Zza pelców Apophisa wybiegło jeszcze dziesięciu wiernych mu wojowników. Daniel bił każdego z nich po kolei i uderzał nimi o ściany wąskiego korytarza. W końcu jednak kilku jaffa podniosło się i przybiło do ziemi walecznego archeologa.
- Dajcie go tutaj.
Czterech trzymających Jacksona wojowników podprowadziło go do swojego pana. Goa'uld podniósł rękę, w którą miał wszczepione Ribbon Device. Czerwona kulka rozbłysła pomarańczowym światłem i Daniel stracił przytomność.
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych