Obcy niestety nie docenili tężyzny fizycznej ziemian. Gdy prawie wszyscy obcy znikli we wrotach SG1 zaczęło się budzić. Został przy nich ostatni patrol który miał ich zanieść do wrót.
Teal'c wrócił do siebie pierwszy. Nie myśląc dużo powalił niemal bezszelesnie przeciwników. Naszczęście, obcy nie skrępowali rąk Jaffa i Danielowi.
Jack i Sam lezeli na ziemi zdezorientowani. Daniel szybko podniusł leżace na ziemi dwa zaty i podał jeden Tealc'owi.
- Ciekawa garderoba - wyszczerzył się Daniel jak tylko spojrzał na parę naszych pływaków.
- Daniel! Nie błaznuj! Rozkuj nas natychmiast! - Wrzasnęła Sam, tonem jaki zawsze używa Jack. Daniel nie wiele sie zastanawiając zaczął ją rozkuwać, Teal'c poszedł za przykładem i rozkuł Jacka.
- Pułkowniku, musimy przedrzeć się do wrót! - Krzyknął Jack.
- Nie damy, rady ot tak! Teal'c daj mi jakąś broń! Idziemy przez las, ruszamy! Carter, ty i Teal'c osłaniajcie tyły, Daniel za mną! - Wydawała komendy Sam, Daniel był troche skonsternowany, ale nie było czasu na zadawanie pytań.
Ruszyli prędko do lasu. Po drodze Teal'c zdołał znaleść swój staff, teraz czuł się pewniej. Jack co nie podobne do niego podniusł kilka sztuk broni obcyh. Jak tylko dotarli do lasu podążyli dużym kołem w stronę wrót.
W lesie do uszu Daniela dobiegła naprawdę dziwna konwersacja Jacka i Sam.
- Carter! Musiałaś na akcje ubierać stringi?! - Powiedziała Sam
- Sir! One są naprawdę wygodne. A poza tym nie podobają się panu? - Odparł Jack.
- Podobają, ale w tym momencie wrzynają się w moj tyłek. Chociarz nie powiem, ta sytuacja ma swoje plusy! - powiedziała Sam chwytając sie za piersi.
- Pułkowniku! - szturchnął ją Jack.
- Dobra już dobra, zmywajmy się stad! - Zaczeła się kajać Sam.
Przy wrotach stało czterech obcych. Sam wyszarpenęła Danielowi zata i dając znaki Teal'cowi szybko zdjeli nieprzyjaciół. Jack nie czekając na niczyje przyzwolenie zaczął wybierać koordynaty ziemi. Wrota szybko rozbyłysnęły błękitnym blaskiem. Nawet Daniel pomimo swojego odwiecznego roztargnienia wiedział że musi wystukać kod SG1 by się nie rozbili na przesłonie. Gdy tylko to zrobił cała czwórka przeszła przez lśniący horyzon zdarzeń by pojawić się w SGC.
Tymczasem w innej części planety...
- Panie, czwórka obcych zdołała nam się wymknąć. Własnie uciekli przez wrota.
- Nic nie szkodzi, jeśli tylko masz adres.
- Mam panie, ale jest jeszcze coś...
- Mów Detho.
- Ci obcy zanim przeszli przez wrota wysłali jakiś sygnał.
- Zdołałeś go zapisac?
- Oczywiście panie.
Jak tylko SG1 przeszło przez wrota Hammond pojawił się w sali wrót.
Strażnicy nie mogąc sie powstrzymać ślinili się na widok Sam.
- Pułkowniku może mi pan wyjaśnić wasz przedwczesny powrot i niezwykłe stroje?! - Bulwersował się Hammond!
- Generale my... - zaczęła Sam.
- Majorze pytałem pułkownika.
- Ale Generale... to jest pułkownik... - Odezwał się Jack.
W tym momencie Sam oscentacyjnie poprawiała sobie stringi.
- Generale już to panu wytłumacze... albo... niech lepiej zrobi to Carter... ale może najpierw się przebierzmy... - odparła Sam.
Użytkownik Thomass edytował ten post 11.06.2004 - |13:06|