Może nie wszystkim się to spodoba, ale Eastwood ograniczył działania czysto wojenne do minimum, co zmieniło całkowicie odbiór tego filmu. W przeciwieństwie do wielu filmów wojennych ostatnich lat, "Listy..." wyszły poza konwencję filmu wojennego przedstawiajacego zmagania żołnierzy podczas II wojny światowej. Film stał się przez to dramatem, i to bardzo dobrym dramatem, z wyraźnie zarysowanymi wątkami psychologicznymi. W przeciwieństwie do "Sztandaru Chwały", drugi film Eastwooda jest bardziej dojrzały, bardziej głęboki, nostalgiczny i poruszający. Nie chce dokładnie porownywać obu tych filmów, gdyż nie taki był cel tej recenzji, ale sądzę, że Eastwood rewelacyjnie wyszedł z tym projektem o Iwo Jimie, gdyż oba filmy są warte obejrzenia, i oba udały się Eastwoodowi rewelacyjnie
A co mi się podobało? Ano prawie wszystko
1. Rewelacyjnie wręcz ukazana sylwetka gen. Kuribayashi :clap: Od samego początku filmu widać, że jest zdeterminowany aby obronić wyspę jak tylko długo się da. Nie ulega przy tym presji swoich podwładnych, którzy dość doktrynalnie podchodzą do swoich obowiazków, ślepo wierząc w ideologię wielkiej i silnej Japonii kreowanej przez wojsko i koła przemysłowe Japonii czasów II wojny światowej. Generał będac w USA poznał Amerykanów, dzięki czemu trochę inaczej patrzy na przeciwnika. Podbnie było z podpułkownikiem Nishi. Obaj mają o wiele większy szacunek dla Amerykanów, niż reszta żołnierzy japońskich. Nie uważają ich za "wcielonego diabła" i "barbarzyńców" tak jak to wpajają oficerowie polityczni zwykłym żołnierzom. Znamienny był tutaj list matki do syna, marines leczonego w jaskiniach przeczytany przez Nishiego. Super scenka, bez dwoch zdań. Pobyt Kuribayashiego w USA bardzo agrabnie przedstawiono nam w krotkich retrospekcjach, dzięki którym mogliśmy lepiej pojąć znaczenie pistoletu generała.
2. Drugi główny bohater, czyli prosty chłopak ze wsi, piekarz, majacy kochającą żonę i spodziewajacy się potomka - Saigo. Mimo iż nie tak charyzmatyczny jak generał, to jednak podobnie jak on, wzbudzający sympatię od pierwszych minut filmu. Facet został największym farcierzem wśród japońskich żołnierzy broniących wyspy
3. Muzyka i jeszcze raz muzyka. Bardzo dobrze oddaje klimat filmu, nie jest to jednak typowa muzyka wojenna. Nie jest to typ muzyki podgrzewajacej do boju, charakterystycznej dla filmów wojennych. Tutaj mamy do czynienia z muzyką nastrojową, dość spokojną, ale nie usypiajacą czy niewyraźną.
4. Spodobało mi się wykorzystanie kilku scen ze "Sztandaru Chwały" (m.in. widok floty, pierwszy atak japoński na plaży, akcja z miotaczem ognia przeciwko stanowisku obronnym). Mimo iż nie są one jakoś szczególnie ważne dla fabuły, to jednak dają poczucie zachowania więzi z poprzednim filmem, jakoby spinając oba filmy klamrą.
5. Bardzo dobrze przedstawiono potraktowanie przez dowództwo Iwo Jimy. Z jednej strony piękne hasła o "świętej japońskiej ziemi", o wielkim znaczeniu Iwo Jimy dla ojczyzny (vide potraktowanie Saigo na początku filmu przez oficera czy też transmija ze sztabu i piosenka dla generała) a z drugiej brak jakichkolwiek posiłków, wsparcia lotniczego czy dostaw zapasów. Wyspę spisano na straty w dowództwie, ale nikt nie pofatygował się o tym powiadomić generała i jego żołnierzy. Mimo to, gen. Kuribayashi zdecydował się stworzyć szczegółowy plan obrony, i walczyć o wyspę aż do samego końca ku chwale Japonii.
6. Brawa dla Eastwooda za obiektywne potraktowanie Japończyków w tym filmie. Dotychczas w wielu filmach amerykańskich ukazywano Japończyków podczas II wojny światowej jako szlaleńców, ogarniętych manią podboju, i co rusza popełniających samobójstwa. Tutaj Eastwood pokazał klasę, gdyż nie pokazał Japońskich żołnierzy w tak złym świetle. Owszem, są ślepi ideowcy, ale są też inne typy postaci. Mamy całą różnorodność ciekawych postaci. Jest inteligentny gen. Kuribayashi, jest charyzmatyczny i uwielbiany przez podwładncyh podpułkownik Nishi, jest staroświecki, lekko wystraszony, znudzony i chory Admirał Ohsugi, jst prosty piekarz chcący wrócić do rodziny Saigo, jest tajemniczy oficer polityczny Shimizu, który okazuje się dobrym i współczującym człowiekiem, za co został wyrzucony z Kempeitai (czyli tajnej policji wojskowej), jest również nienawidzący Amerykanów, niesłuchający głosu rozsądku jak i starszych stopniem porucznik Ito.
Podsumowując, gorąco polecam wszystkim ten film. Eastwood wykonał kawał dobrej roboty i za to należą mu się brawa :clap:
Użytkownik Halavar edytował ten post 12.05.2007 - |09:52|

Logowanie »
Rejestracja







