Cały odcinek można jak dla mnie streścić jednym słowem: ŻAŁOSNE.
Przez wiekszość czasu zastanawiałem się czy to naprawde Stargate, czy może hmm przedawkowałem coś nieświadomie, przejadłem sie na wigilii i mam jakieś omamy (bo logicznośc i ciągłośc zdarzeń w tym odcinku jest na poziome jakiegoś sennego bredzenia). Ostatecznie jednak nic sie ze mną nie stało za to jestem dośc mocno przekonany że scenarzyści pisząc ten odcinek byli po kilkunastu głęęębszych. Od 4 sezony tradycją Stargate jest że jeden odcinek w sezonie ma być bardziej komediowy niż SF. Tym raziem ta komediowośc została zrealizowana na poziomie typowej amerykańskiej chały, brakowało mi tylko chóralnych śmiechów w tle. Nie ma sensu komentować róznych wpadek logicznych, obstając przy hipotezie o kilku głebszych - trudno komentować to co człowiek wymysla po pijaku. Jezeli jeszcze sa początek był w miare smieszny, to dalsza czesc historii jest jedną wielką FARSĄ !!
Nie myślałem nigdy że zobacze gorszy odcinek Stargate niż Space Race - niestety przeceniłem scenarzystów. Pocieszam sie że teraz może być TYLKO LEPIEJ.
Ocena: 0.

Logowanie »
Rejestracja










