O ile zdjęcia i ogólne pomysły na fabułę ok, to już wykonanie a szczególnie właśnie logika akcji pozostawiają wiele do życzenia.
Okazuje się że wyparowało 40000 litrów wody, ok shit happens. Co robią nasi załoganci?
Otóż ubierają dwóch pacjentów w skafandry i wysyłają w nieznane żeby "uzupełnić zapasy".
Ile tych zapasów może dwóch faciów w skafandrach dostarczyć zanim im się powietrze skończy?
Jak widać po efektach dwie palety po tonie lodu każda, czyli 2000 litrów. I to tylko dlatego że Elli wyciągnął z jakiejś komórki latające sanie. Gdyby nie sanie (a o nich na początku nie wiedzieli) to przynieśli by pewnie z 200 litrów. Trochę idiotyczne założenia jak na akcję ratunkową.
Następna rzecz - dowódca całej wyprawy udaje się na poszukiwanie wody na jakieś wypizdowo. Rwa fa, przecież on ma dowodzić i opiekować się całą wyprawą, a nie szwędać się po jakiś lodowiskach. Ale nie, nasz bohater przekazuje dowodzenie sanitariuszce i bohatersko zapindala szukać lodu.
A jak go już znajduje i przydarza się wypadek to co nasz _dowódca_ robi? Olewa fakt że całe stado ludzi czeka na marne bo marne ale jednak uzupełnienie zapasów i zajmuje się wyciąganiem z lodu jednego kolesia. Nawet widząc że nie da rady wyciągnąć porucznika, nie dyga z saniami pełnymi cennego lodu do wrót coby ratować załogę, tylko "myśli". Dowódca jego mać.
Kolejne kuriozum - schwarcharakter wojak który praktycznie się zbuntował w poprzednim odcinku, okazuje się również złodziejem cennych zapasów. I cóż czyni dowódca w warunkach praktycznie bojowych, bo w takich znalazła się nasza społeczność? Zamiast wyrzucić fajfusa recydywistę przez śluzę na oczach wszystkich zgromadzonych, wypuszcza gościa z aresztu z wielce groźną miną mówiąc "nie rób tego więcej niegrzeczny chłopczyku". No chyba se jaja robią.
Następne - nasz piaskowy dżin jak się wku... zdenerwuje znaczy, to potrafi się wydostawać z zamkniętego hermetycznie pomieszczenia (śluzy) - ok dziny różne rzeczy podobno potrafią.
Ale wystarczy że pojawi się ładna blondynka a wku..., znaczy zdenerwowanemu, dżinowi wku..., znaczy zdenerwowanie, przechodzi i daje się zamknąć do beczki po ogórkach małosolnych i dopiero jak go wypieprzą przez wrota to się orientuje ze chyba go zrobili w jajco i beczułkę z hukiem opuszcza. Zresztą bez szczególnej urazy do rasy ludzkiej, nawet pomachał na do widzenia swojemu kumplowi co mu dał wodę jak go poprzednio suszyło. Very strange.
Nie mówię że SGU jest beznadziejny. Jest po prostu strasznie niespójny. Z zapowiedzi wynikało że ma być bardziej "psychologicznie" i "życiowo" niż w poprzednich seriach SG: dylematy bohaterów, cierpienia młodego Wertera i takie tam inne - i przebłyski tego założenia w scenariuszu widać. A jednocześnie domieszano do tego typową przygodówkę w stylu zabili go i uciekł. I ta mieszanka w/g mnie przynajmniej do tej pory nie wyszła serialowi na dobre.
Pozdrowienia

Logowanie »
Rejestracja









