Skocz do zawartości

Zdjęcie

Atlantis - Zrób to sam


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
123 odpowiedzi w tym temacie

#41 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 13.02.2008 - |19:21|

Zastosowaliby EM? Ha ha ha. A pardon nie mogłem się powstrzymać. zawsze podobne opinie wywołują we mnie napad śmiechu. Tyle w nich nabzdyczenia i przekonania o tym, że jeśli coś osiągnęliśmy coś tak a tak, to innej drogi nie ma, a to co mamy jest najlepsze. Generalnie twoja argumentacja wydaje się poprawna, ale mam nieodparte wrażenie, że pomimo tego jest lekko subiektywna. To coś jak zachwyt biologów i naukowców z pola medycyny nad ewolucją życia na Ziemi-jeszcze jakieś 5 lat temu powtarzano, że jedynym budulcem życia może być węgiel, białko, a nośnikiem informacji o budowie organizmu żywego-DNA. To się nazywa wymuszoną konstrukcją myślową-narzuconą przez sposób, w jaki poznajemy świat i przyswajamy wiedzę. Pozornie więc masz rację, zakładając że wychodząc z podobnych warunków technologia powinna rozwijać się podobnie i w tym samym kierunku. W praktyce jednak pomijasz taką ilość czynników, że to nie gadki o kulturze należałoby uznać za mambo-jumbo, ale właśnie twój wywód. Poza tym usilnie próbujesz zepchnąć rozmowę na zupełnie inne tory, postawiając znak równości między obiektem A a obiektem B, które mają rozwijać naukę. Tymczasem ja akcentowałem różnice psychologiczne wynikające z odmiennej budowy mózgu. Bo tak naprawdę to, czy EM jest czy nie jest wygodne do przesyłania informacji to rzecz subiektywna tak naprawdę. To, że mamy takie przeświadczenie jest oparte na naszym obecnym stanie wiedzy i możliwości a także jest wypadkową przyczyn historycznych.
Inny przykład-paradoks żółwia i Achillesa, wysunięty przez jakiegoś odmóżdżonego pajaca z starożytnej Grecji-że niby Achilles nigdy nie dogoni żółwia, bo ten w tym czasie pokona kolejny odcineczek drogi. Błąd w tym rozumowaniu jest oczywisty-nie uwzględniono faktycznej prędkości, czyli warotści powstałej przez podzielenie odległości przez czas. A nie wzięto tego pod uwagę, bo w nauce starożytnej grecji w tamtym okresie nie wolno było dzielić lub mnożyć dwóch różnych wielkości. Uznawano to za taki sam matematyczny pewnik jak to, że dzielenie lub mnożenie przez zero jest bez sensu.


Niedocenianie wpływu kultury na rozwój-no cóż, to ja mogę tylko ręce rozłożyć. To tak jak z religią-ludzie uparcie próbują ja widzieć jako coś innego, niezależnego, a tymczasem religia to nic innego jak kultura, a nie jakiś kosmiczny desant z Marsa. Jeśli orientuejsz se w biologii pobieżnie, powineneś wiedzieć, że rozwój osobniczy człowieka to modelowy przykład przystoswania "w biegu" do zastanych warunków. Natura stworzyła człowieka, model zero, z jakimś tam oprogramownaiem, biosem, hardware-i cały ten zestaw może przystoswywać się w elastyczny sposób do śrdowiska, w jakim przychodzi mu żyć. Ostatnie badania dowodzą, że ma to wpływ również na mózg, który adaptuje się, rozwija i dziąła trochę inaczej u każdej z kultur. Zrobiono takie badanie-porownano amerykanów i chinczyków. Dano im jakieś obrazki do patrzenia i zadania do wykonania i wsadzono pod tomograf. Wynik był "zaskakujący' bo wyszło na to, że mózg usańca działa inaczej niż mózg chińczyka, bo różne rejony mózgu były różnie pobudzane. I zaręczam, że nie jest to wynik odmienności genetycznej.

Kwestia podobieństw środowisk, budowy biologicznej i sensorium-to nie gwarantuje takich samych wyników. Małpa ma podobną do nas budowę i sensorium, a nawet ognia rozpalić nie umie. Co to w ogóle z argument? Nawet gdyby mały zaczęły coś tam klecić to głowę daję, że oprócz prostych narzędzi i rozwiazań nie będą rozwijać technologii tak samo, jak my.

Przykałd z SG-Asgard myślą w zupełnie inny sposób, niż ludzie. Choć nie obca im zapewne jest zasada odrzutu i wiedza, jak wytworzyć proch, nie wpadli na to, że można by zbudować broń palną.

Tak samo jest z moimi przykładami-jeśli chodzi o ludzi, to powoływałem sie raczej na kulturę, język etc. jako przyczynę odmienności w rozwoju. Miało to pokazać, że w obrębie tego samego gatunku możliwe są różne drogi rozwoju. Akurat nasza w ten sposób uzyskana "próbka" jest zanieczyszczona, mamy bias w wynikach-bo na Ziemi drogi cywilzacji przecinały się od początku. Poza tym nie mamy możliwości porównania dwóch wysoko rozwinętych cywilzacji technicznych ludzi, by stwierdzić, czy możliwe są zupełnie inne drogi rozwoju w obrębie tego samego gatunku. Jedyny przykład, jakim dysponujemy, to wyspy Rapa Nui i od biedy cywilzajce Ameryki Południowej, ale one wszystkie babrały się w średniowieczu, a więc w rzeczach prostych, które z swojej natury nie oferują mnogiej ilości rozwiązań, tak jak to jest w przypadku urządzeń bardziej skomplikowanych.

Ale oczywiście masz rację-jeśli chodzi o ludzi. Ale prosiłbym o nie rozciąganie tego rozumowania na obcy gatunek, który na Ziemi nie powstał, a od człowieka dzieli go jakieś parę milionów lat ewolucji.

Jeszcze tylko jedna rzecz. W Star Treku też wyciągnięto na wierzch podobną rzecz, która miała usprawiedliwiać mnogość humanoidalnych gatunków myślących o tych samych gabarytach i zbliżonych proporcjach (oszczędnośc charakteryzacji i i efektów): otóż argumenty były te same. Że w podobnychw warunkach, z podobnych srodowisk bal bla bla i tak dalej. Sek w tym, ze to jest totalną bzdurą. Mozżmy startować z tego samego poziomu, a wylądować zupełnie gdzieś indziej. To tylko nasze, subiektywne złudzenie, błąd poznawczy, iż nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić innego modelu rozwoju. Bo istoty myślące mają to do siebie, ze nie musza działac rajconalnie. Dlatego w tych samych warunkach mogą powstać dwie zupełnie inne cywilzacje, co zresztą zdarzyło sie na Ziemi.

I ostatnia kwestia-"postmodernistyczne mambo-jumbo o wpływie kultury i poglądów badaczy na odkrywane prawa przyrody". No cóż. Chyba właśnie ta twoja opinia jest dowodem na słuszność tezy, że jednak sposób myślenia "zakaóca" proce spoznawczy. Bo, jak mniemam, jesteś ścisłowcem i odpowiednio do tego obrałeś scieżke kształcenia. W efekcie uznajesz za pewnik, że robiąc powtarzalne eksperymenty osiągasz postęp w wiedzy, udowadnajac lub obalajac teorie. A prawa przyrody sa niezmienne i takie same, są wiec prawdą. Tymczasem powyższe "postmodernistyczne mumbo-jumbo" nie mówi o tym, że w zależnosci od kultury osiągamy inne wyniki, tylko ze w inny spsoób do tych wyników dochodzimy i interpretujemy, a to powoduje, że się różnimy. I nie jest to mumbo-jumbo, tylko czysta prawda jak grawitacja. Wejźmy na przykład dwa zespoły badawcze, mające takie same możliwości-surowce, fundusze, zaplecze, wykształcenie. I daamy im zadanie. Czy rozwiażą je w takim samym czasie? Nie. Ktoś będzie szybszy, czyjeś rozwiąznaie będzie lepsze w ten czy inny sposób. To chyba obala twoje podejscie do kwestii. Bo nawet jeśli sklonowalibyśmy członków zespołu badawczego, ba-skolonwali tylko jednego człowieka i w ten spsoób złożyli zespól badawczy to gwarnatuje, że sposób dojscia do celu, realizacja oraz wynik byłyby inne. Bo zawsze jeden z klonów może oblać sie kawą i w ten sposób wpaść na genialny pomysł. Albo jedne wpadnie na drugiego, potłuką się i już bedą myśleć w inny sposób, niż ci z drugiego zespołu, co nie mieli sprzeczek.

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 13.02.2008 - |19:37|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#42 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 13.02.2008 - |21:06|

Ostatnie badania dowodzą, że ma to wpływ również na mózg, który adaptuje się, rozwija i dziąła trochę inaczej u każdej z kultur. Zrobiono takie badanie-porownano amerykanów i chinczyków. Dano im jakieś obrazki do patrzenia i zadania do wykonania i wsadzono pod tomograf. Wynik był "zaskakujący' bo wyszło na to, że mózg usańca działa inaczej niż mózg chińczyka, bo różne rejony mózgu były różnie pobudzane. I zaręczam, że nie jest to wynik odmienności genetycznej.


ok, ale zarówno w Chinach i USA przedmioty spadają z mniej więcej tym samym przyspieszeniem czy to się Chińczykom podoba czy nie; nie słyszałem również, żeby chińscy naukowcy zaszokowali amerykańskich czy europejskich naukowców teorią, na którą wpływa miała ich kultura i przez to była szokująco odmienna; o ile się nie mylę to raczej pracują przy tych "zachodnich wzorcach myślenia", co więcej twórczo je rozwijając;

Małpa ma podobną do nas budowę i sensorium, a nawet ognia rozpalić nie umie. Co to w ogóle z argument? Nawet gdyby mały zaczęły coś tam klecić to głowę daję, że oprócz prostych narzędzi i rozwiazań nie będą rozwijać technologii tak samo, jak my.


a są inteligentne?; możemy teoretycznie porównywać 2 inteligentne gatunki, a gatunek z inteligencją i bez raczej nie; możemy się spierać o definicję słowa "inteligencja", ale ja małpy jako inteligetne nie klasyfikuje;

Przykałd z SG-Asgard myślą w zupełnie inny sposób, niż ludzie. Choć nie obca im zapewne jest zasada odrzutu i wiedza, jak wytworzyć proch, nie wpadli na to, że można by zbudować broń palną.


skoro dyskusja wokół Pradawnych i ich odmienności od ludzi, to przykłady z SG bywają obusieczne; przykład: Pradawni zrobili wiele rzeczy, które każą mi kwestionować ich nadludzką inteligencję, a czasami sam fakt jej istnienia;


To tylko nasze, subiektywne złudzenie, błąd poznawczy, iż nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić innego modelu rozwoju. Bo istoty myślące mają to do siebie, ze nie musza działac rajconalnie.


ależ zwodniczy jest powyższy fragment Twojego posta; cała dyskusja opiera na założeniu racjonalności; jeśli nie założymy tego wstępnie to nie możemy nic powiedzieć o losach czy ścieżkach rozwoju takowej cywilizacji; NIC; w takim razie ograniczmy się, z natury rzeczy, do klasy racjonalnych;


I nie jest to mumbo-jumbo, tylko czysta prawda jak grawitacja. Wejźmy na przykład dwa zespoły badawcze, mające takie same możliwości-surowce, fundusze, zaplecze, wykształcenie. I daamy im zadanie. Czy rozwiażą je w takim samym czasie? Nie. Ktoś będzie szybszy, czyjeś rozwiąznaie będzie lepsze w ten czy inny sposób. To chyba obala twoje podejscie do kwestii. Bo nawet jeśli sklonowalibyśmy członków zespołu badawczego, ba-skolonwali tylko jednego człowieka i w ten spsoób złożyli zespól badawczy to gwarnatuje, że sposób dojscia do celu, realizacja oraz wynik byłyby inne. Bo zawsze jeden z klonów może oblać sie kawą i w ten sposób wpaść na genialny pomysł. Albo jedne wpadnie na drugiego, potłuką się i już bedą myśleć w inny sposób, niż ci z drugiego zespołu, co nie mieli sprzeczek.


żeby ograniczyć wpływ szpiegostwa Rusków posłużę się przykładem bomby H, a nie A;
no więc różne rozwiązania, różne zespoły, różne kultury, z których wywodzą się naukowcy a obie bomby opierają się na fuzji deuteru z trytem; zadziwiające;

mówiąc mambo-jumbo miałem na myśli te lewackie elementy krzyczące o patriarchalnej, białej nauce, która nie zawiera wystarczająco elementów wielokulturowości czy też feminizmu; jak słyszę np. o seksistowskiej naturze nauki to mnie skręca :rolleyes:;
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#43 Lucas_Alfa

Lucas_Alfa

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 027 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 14.02.2008 - |11:12|

Ciekawie przerzucacie się "racjami"

Sakramentos:
Paradoks Achillesa i żółwia, bo tak to się nazywa, nie jest wcale taki głupi jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Jest to dowód na to, że rzeczywistość jest całkowicie nielogiczna ha ha. :P. Żartowałem. Samo rozumowanie Zenona z Elei na ten temat jest logicznie poprawne. Paradoksy są swego rodzaju siłą napędową nauki. Kiedy naukowiec natknie się na wykluczające się założenia szuka obejścia problemu. Dzięki temu powstają nowe rozwiązania i dziedziny nauki. Dzięki Zenona z Elei powstała cała gałąź matematyki pozwalająca ominąć paradoks dzielenia przez zero lub przez nieskończoność. Stworzono nowe pojęcie granicy i dążenia do niej. Gdyby nie to, pewnie matematyka utknęłaby w miejscu.

Skonstruowanie komputera kwantowego wydawało się niemożliwe, bo podczas dokonywania kwantowych obliczeń układ taki generuje energię cieplną, która znowu oddziaływuje na układ a zasadna nieoznaczoności Heisenberga robi swoje. Przez pewien czas nie wiedziano, co z tym fantem zrobić, bo wydawał się on nie do obejścia. Obecnie mieliśmy już kilka układów kwantowych, na których wykonywano obliczenia. Paradoksy są potrzebne żeby napędzać naukę.

Inwe:
Zgodzę się z tym, że najprawdopodobniej odpowiednio rozwinięta cywilizacja prędzej czy później zacznie używać fal radiowych do komunikacji, bo ich właściwości są wartościami ściśle fizycznymi i można je dogłębnie zbadać i przewidzieć. Oczywiście mogą nie wpaść na to, że można modulować falę nośną głosem i wynajdą tylko transmisję cyfrową :) (też modulowaną, ale nie "analogowo").
Co innego jednak budowa komputera, który jest już po części urządzeniem logicznym. Kwestia podejścia do jego budowy może być bardzo różna. Nie wiemy czy nowoczesna technologia Pradawnych od samego początku była oparta na kryształach i całej tej otoczce naukowego bełkotu, czy też zaczynali jak my, od prądu elektrycznego, przełączników, komputerów binarnych itp, dokonując w pewnym momencie przeskoku technologicznego dzięki przełomowemu odkryciu.

Dyskusyjny, przynajmniej dla mnie, jest argument, że to budowa mózgu determinuje sposób myślenia. Ja raczej obstawałbym przy tym, że to, jak myślimy, to kwestia oprogramowania a nie sprzętu. A oprogramowanie zdobywa się poprzez doświadczenia życiowe. Aborygen jeszcze 100 lat temu do szczęścia potrzebował tylko wody i trochę jedzenia. Nie tworzył technologii, bo nie widział takiej potrzeby. Byle potrafił kopać w ziemi żeby znaleźć robaki. Nie jestem socjologiem, ale wydaje się, że musi zaistnieć jakiś impuls żeby człowiek zaczął szukać nowych rozwiązań porzucając stare. Jedni ten impuls zauważą, inni przegapią. Może jest tak, że Ludzie wciąż kręcą się koło tego przełomu, który pozwolił Pradawnym przyspieszyć rozwój ich nauki, tylko nie potrafią tego miejsca znaleźć. Jeżeli wiedza Pradawnych nie powstawała linearnie, tylko dużymi skokami, to możemy mieć nadzieję, że takie same skoki pozwolą nam ich dogonić, choć rozwiązania wykorzystane przez nas niekoniecznie muszą przypominać te Pradawnych. Oczywiście jeżeli założymy, że ich technologia nie opiera się ściśle na podstawowych prawach przyrody, które miał by determinować konstrukcję technologii.
  • 0
Dołączona grafika

- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.
*


* sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"

#44 michal_zxc

michal_zxc

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 382 postów

Napisano 14.02.2008 - |11:16|

Zgadzam się z tym że, kamienie spadają na ziemie tak samo w Chinach jak i w Polsce. W przypadku biologicznych różnic oczywiście będziemy mieć inne rozwiązania, ale bazujące na tych samych prawach. Istoty nieposiadające palców pewnie nie stworzyły by klawiatury podobnej do naszej. W mieście balonów żyjące w górnych warstwach atmosfery możliwe, że większość korytarzy było by pionowych a nie poziomych. Analogicznie u istot pozbawionych wzroku, ale posługujących się echolokacją nie zobaczylibyśmy zbyt dużej ilości świecących rzeczy w mieście, a interfejsy by "grały" zamiast wyświetlać obraz.

Pomimo to, budowa biologiczna mogła by "dać" różne "praktyczne" rozwiązania które zlikwidowały by potrzebę tworzenia pewnych rzeczy , które myśmy przerobili (co nie znaczy że nie umieli by tego stworzyć). Np istota która od "powstania" jest "energetyczna" i widzi w wielu wymiarach i naturalnie może tworzyć tunele podprzestrzenie -> Takie naturalne zdolności zmniejszają potrzebę budowania samochodów, bryczek, powozów (i innych środków lokomocji przez które myśmy przeszli), gdy podróże między planetami są tak proste jak dla nas chodzenie na nogach. Miasta takich istot mogło by wcale niemieć "zwykłych korytarzy", człowiek bez "mikro hipernapędu" nie był by wstanie przejść z pokoju do pokoju (żadnych drzwi, okien tylko 6 ścian).
Gdybyśmy byli 20 razy słabsi fizycznie, to pewnie odczuwalibyśmy większą potrzebę by tworzyć "rzeczy" lżejsze. Pewnie wcale byśmy się nie zainteresowali stalą do produkcji mieczy, bo takiego miecza nikt by nie uniósł (więc eksperymentowalibyśmy dalej, aż do znalezienia lżejszego metalu).
Azgard`czycy mogli niemieć broni palnej, bo np odrzut wystrzału mógłby ich przewrócić/rzucić o ścianę. Analogicznie u nas nikt nie myślał o "mobilnej armacie, trzymanej w rekach". Ps statki Azgard`u powinny mieć niżej sufit, dostosowany do ich wzrostu i ludzie powinni musieć chodzić na czworaka:P

Użytkownik michal_zxc edytował ten post 14.02.2008 - |12:31|

  • 0

"Nie możesz kontrolować co się dokładnie zdarzy, jest tyle rzeczy do ogarnięcia, ale intencje pomagają obrać kierunek. Jeśli masz dobre intencje to masz większe szanse że wszystko skończy się dobrze" Trance Gemini - Andromeda
The Secret <- Polecam


#45 lord_hellfire

lord_hellfire

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 97 postów

Napisano 14.02.2008 - |14:01|

Chyba zaczynamy tutaj odchodzić od głównego tematu dyskusji.

Dla mnie kłopot z SGA polega na tym iż wszystkie statki działają zbyt standartowo. Mają osłony jak z filmów Sci-Fi z lat 30-tych, drony to po prostu nowsze sidewindery, a satelita obronny kojarzy mi się z projektem "gwiezdne wojny" (nie mylić z filmem gwiedne wojny) Każda rasa działa tak samo - aby wybudować potężniejszy statek budują większy statek. Po co?

Pomyślmy o czymś takim, statek niewiele większy od skoczka, o zmiennej geometrii płatowca tak aby się mieścił we wrotach, strzelający jakimś ledwie co widocznym promieniem. To by nie wybuchało, ale stopniowo odcinało kawałki wrogich statków. Pomyślcie jaką miną miałby McKay widząc jak takie maleństwo przecina na pół hive ship, a po chwili dodaje że nie ma zielonego pojącia czym to strzela. Nawet nie trzeba by czegokolwiek wyjaśniać, wystarczyłoby ciągle powtarzać że nie wiedzą jak to działą, jak to skopiować ani co z tym zrobić. Pomyślcie jaka byłaby nasza reakcja jak po kilku odcinkach udało by się odczytać że to był prototyp nr 4 z sześciu wyprodukowanych, a jeszcze później jak się dowiemy że wraith mają jeden z nich i kombinują jak go przeprogramować aby móc z niego korzystać.

A tak to zaraz doczekamy się broni energetycznej w wersji 7,3 Osłon 5,1 i ZPM Mk2.
  • 0

#46 Lucas_Alfa

Lucas_Alfa

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 027 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 14.02.2008 - |15:30|

Już gdzieś to pisałem, że nie widzę żadnego powodu w tym, żeby potężny statek musiał być wielki, a tak wygląda cała klasyfikacja statków w Stargate. Al'kesh to taki mały bombowiec, Hat'ak, to nie wiem, niszczyciel, statek Anubisa to już Nemezis. To samo z okrętami ORI i Pradawnych. Czym większe, tym potężniejsze. A ja bym chciał takiego przecinaka, co to lata zwinnie jak skoczek i rozwala wszystko jak latające miasto.

W Star Treku zdarzało się dość często, że mniejsze statki innych rac, czy nawet należące do Federacji były mocniejsze, lepiej uzbrojone. A w Stargate nic z tego.
  • 0
Dołączona grafika

- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.
*


* sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"

#47 silent_

silent_

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 149 postów

Napisano 14.02.2008 - |21:25|

to że każdy statek ma swoją podprzestrzeń to raczej nie prawda, był odcinek SG1 kiedy wysadzili prototyp O'Neilla zaraz po ścigających go w tej samej podprzestrzeni replikatorów
  • 0

#48 baloo

baloo

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 350 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 14.02.2008 - |22:29|

W przypadku hiperprzestrzeni nastąpiła zmiana koncepcji. W SG-1 z jednego okienka wyskakiwało kilka Hataków. Jako, że wiele okienek wygląda efektowniej wybrano ten pomysł.

Natomiast, co zrobić aby Pradawni, byli pradawni.
Mam pomysł na osobista sferę. Cóż to takiego ta sfera?
Ogólnie jest ona do wszystkiego, jest osobista, dla każdego i zainstalowana na stałe w organiźmie. Bajery, to pole ochronne, kamuflarz, przechodzenie w fazie, samo-transporter- czyli wszysko czego dusza zapragnie, no i hiperdrive.
Oprócz tego byłby to personalny Matrix, bank danych, urządzenia pomiarowe, regeneracja organizmu ach jeszcze dylatacja czasu.
Urządzenie absolute dające właścicielowi nieograniczone możliwości i swego rodzaju nieśmiertelnośc.
Krótko: wsio co ma do zaoferowania SG w komórce.

Można też pójść drogą zmian własnego organizmu, manipulacja DNA, implanty, ale Pradawni bardziej kojarzą mi się z "twardogłowym" podejściem, czyli my jesteśmy doskonali, to świat należy zmieniać.

Mając przed soba takiego osobnika wiem, że to Pradawny. W sumie wystarczyłoby gdyby byli podobni do Time Lordów.
  • 0

#49 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 15.02.2008 - |10:56|

No dobrze, kończąc tą dyskusje o torach myślenia i technologii: dałem się złapać w pułapkę inwego, przyznaje. Na samym początku bowiem zaznaczyłem, że zasada do której się odwołuję ma pewne ograniczenia, a wynikają one z praw natury. To znayyz, że statku nie da sie inaczej zbudować, niż robiąc "czułenko", co by się woda nie wlewała, tudzież zrobić tratwę. Bo to są bardzo proste zjawiska wykorzystywane w prosty sposób. Ale jak słusznie zauważył Lucas, komputery to już inna rzecz. Wiąże się ona bezpośrednio z logiką umysłu, który go buduje. A robi to tak, by odpowiadał mu i tyle. Co do nieliniowego rozwoju-taki przykład: jakaś cywilizacja odkryła proch, i zrobiła sobie fajerwerki. Następnie wpadli na pomysł, że to może pomóc im wzbić się w powietrze, zaczęli eksperymenty i z czasem skonstruowali lotnie rakietową. Oczywiście pierwsze próby były klęską, ale powoli ziarnko do ziarnka i udało im się zrobić pierwszy lot takiej maszyny, napędzanej "rakietowo'. Trochę trwało, zanim paliwa zostały udoskonalone na tyle, by dać przez dłuższy czas odpowiednią siłę ciągu, ale w końcu po latach prób, zrobiono pierwsze maszyny latajace, korzystające z prawa odrzutu. W ten sposób, po na przykład czterech pokoleniach takiego rozwoju w powszechnym użyciu były bardzo zwrotne i szybkie maszyny napędzane paliwem rakietowym-bez śmigieł, a po pewnym czasie-bez skrzydeł. Teraz natomiast ta cywlizacja weszła w kontakt z nami i rozdziawiła gęby z zdumienia, ze my najpierw mieliśmy jakieś tam śmigła. O coś takiego mi chodzi.

Co do Asgard i broni palnej-ekhm, cywilizacja która opanowała loty szybsze niż światło, czas i grawitacje nie poradziłaby sobie z odrzutem? Wolne żarty. To nie o to tu chodzi.

Ale zostawmy to.
Odnośnie statków w SG to jednak nie do końca macie rację-okręty Asgardu są małe w porównaniu z orishipami, tak samo BC, a słabe nie są. Ori i goa'uld maja po prostu podobna taktyke zastraszania i wzbudzania szacunku, bojaźni. U ori chodzi o efekt, a goa'uld maja jeszcze ograniczenia techniczne, przez co w ich wykonaniu "większe=lepsze". Wraith natomiast siedzą w HSach, bo tam bezpieczniej-nie od dzisiaj wiadomo, ze rozmiar daje możliwość lepszej pasywnej ochrony. No i jest raźniej ;)

Natomiast faktycznie, Pradawnym takie coś winno zwisać. Po pierwsze, oni mają wrota, więc nie muszą mieć całej floty okrętów. Bo po co? Wbija się adres się skacze na planete. A w razie czego, to sie używa skoczka, jeśli wrota są na orbicie.

No właśnie, skoczki. Widzimy w serialu tylko jeden ich rodzaj. A przecież to lekko dziwne. Taki skoczek to raczej wersja "uniwersalna" zwiadowcza. A gdzie są pojazdy transportowe, bojowe? poza tym skoro już ustaliliśmy, czym byłaby dla nas "Aurora marzeń" wypadałoby podobne technologie zastosować do różnych modeli skoczków. Te bojowe powinny nawet bez osłon być diablo wytrzymałe na wraży ogień, absorbując i emitując go z powrotem w nieszkodliwej (albo mniej szkodliwej) formie-na przykład cieplnej. Broń natomiast-dobrze by było, aby bojowe wersje raczej korzystały z czegoś "odnawialnego" a nie z dron. Na przykład jakiś sprytny emiter energetyczny, który strzelałby wrednymi odnawialnymi pociskami. Odpalamy, takie coś dolatuje do celu i zamiast walnąć w kadlub, powodując eksplozje, przyczepia się i wżera powoli pochłaniając coraz większe połacie pancerza, póki nie skończy mu sie energia. Tak samo z osłonami. Dzialaoby to tak, że taki strzal używalby energii oslon lub pancerza do wzmocnienia siebie, a osłabienia w ten sposób pasywnej ochrony. Mając bazową siłe 1, po chwili dysponowałby już dwukrotnością tego-w zależności od tego, co za materiał by konsumował. Odpowiedź na taką broń? Regeneracyjny pancerz, taki jak u Wraith. I to pancerz "słabszy" niż u innych ras, o mniejszej ilości energii wiązań (o słabszych wiązaniach) którą można "skonsumować". Bo im słabszy materiał "konsumowany", tym szybciej pocisk wyparuje i tym mniejsze szkody zada. I macie wyjaśnienie, dlaczego sprzęt Wraith jest taki kruchy w starciu z naszymi rakietkami.

Co do materiału na pancerz skoczka-zawsze mnie denerwowało, że skoczek przecieka pod wodą. Wydawało mi się to głupie, chociaż rozumiałem, dlaczego tak może być i było to wytłumaczenie logiczne, to jednak nie przystawało mi do Pradawnych. Tak więc ponownie zaprzęgamy tutaj odpowiednie materiały, które są tym wytrzymalsze i trudniejsze do zniszczenia, im większy nacisk na nie wywieramy i im mocniej w nie walimy z dział. No i wszystko jest szczelne, nawet pod ciśnieniem. Taka puszka nie do zgniecenia. Jak ktoś chce, może wlecieć w pseudo-metaliczne jądro Jowisza i sprawdzić, czy producent nie kłamie (ciekawy pomysł na odcinek notabene).
Poza tym wypadałoby nieco zmienić design wewnątrz i nieco na zewnątrz. Główna różnica to taka, że skoczek wg. mnie nie powinen mieć żadnych szyb widocznych z zewnątrz. Wolałbym, by materiał stawał się transparentny tam, gdzie życzy sobie tego operator maszyny-bez ograniczeń. Mógłby sprawić, że cały pojazd zamieniłby się w "szklankę" albo ograniczyć ten efekt tylko do przyjmowania fal widma elektromagnetycznego-coś a'la weneckie lustro.

Skoczek bojowy powinien mieć też dwa inne bajery. Pierwszy to absolutna zmienna geometria-można zmieniać jego kształt właściwie do woli, materiał z którego jest wykonany jest inteligentny i pamięta wiele kształtów. Tak więc można zrobić z niego aerodynamiczny pocisk, na ten przykład. No i najważniejsza rzecz-można nim sterować zdalnie myślą z pokładu większego i lepiej chronionego statku. Zasięg takiego sterowania-duży, pewnie podobny do tego, jaki pokrywają sensory Atlantis, a więc jakaś ćwiartka galaktyki zapewne. I można sterować więcej niż jednym na raz. Wyobraźcie sobie, siada taki Pradawny na foteliku w Atlantis i rozkazuje jednocześnie pięciu flotom takich stateczków, każdy po jakieś sto jednostek, każde zgrupowanie w innym fragmencie galaktyki. Miodzio.

Ponieważ mamy materiał, który pochłania energie i może ją emitować z powrotem, problemem nie będzie pasywna ochrona skoczka. Po prostu rozładowujemy w właściwym punkcie i momencie ta energie, która łukiem razi wraży pocisk czy żołnierza, powodując zniszczenie, paraliż itp. Nazwijmy to "bronią lukową"-coś jak wyładowanie elektryczne na życzenie. Można by w ten sposób zestrzeliwać także drony.

A, no właśnie, drony. Jedna myśl mi taka wpadła od głowy. Mam wrażenie, że ich koncepcja nieco się zmieniła od SG-1 7x22. Czy zauważyliście, że drony już z taką łatwoscią nie przenikają przez materie? Może to wina ludzkich operatorów, może braku energii, ale mi to doskwiera, bo umniejsza ich potęge. W 7x22 wydawało się, że drony przelatują przez statki Anubisa i je w ten spoóob niszczą. Dopiero w środku wybuchają. W SGA tego nie widać, a szkoda. Zamiast poświęcać dronę w efektownym wybuchu czy nie lepiej przedziurawić o dwa-trzy skoczki wraith więcej? I tak będą niezdolne do walki. Nie, może lepiej-jedna drona i dwadzieścia killsów. Inna rzec, że wtedy należy wymyślić "odpowiedź wraith" na taką technologię. Może większą wytrzymałość na uszkodzenia? To znaczy, że należałoby trafić bezpośrednio w kabinę pilota może? A nawet wtedy by to nie gwarantowało sukcesu, jeśli skoczek zachowałby zdolność lotu, bo zawsze można przejąć nad nim telepatycznie kontrolę z HSa (jako że jest żywy)? Ale do technologii Wraith jeszcze dojdziemy ;)

Natomiast co do pomysłu baloo-hmmm, jakoś mi coś takiego do Pradawnych nie pasuje. Po pierwsze-oni się sami błyskawicznie potrafią wyleczyć. Mają na zawołanie telepatie, telekinezę i co tam jeszcze. Wbudowane na samym starcie. Po drugie-to nie ich styl. Pradawni są od zmyślnych urządzonek, tak zgadza się, ale raczej siedzą i je wymyślają, myślą na wielka skale, zajmują się ascendacją, innymi rzeczywistościami, tropią problemy matematyczne, ale nie budują "all-in-one" urządzenia.

I ostatnia rzecz-wygląd Aurory. Jestem nim po prostu zdegustowany. Wygląda bowiem, jakby ją wyciągnięto z złomowiska. Nie odpowiada w żaden sposób koncepcji Pradawnych, jaką tutaj kreślimy. Jest do kitu. W porównaniu z okrętami Ori prezentuje się kiepsko i dosyć standardowo. Przydałoby sie coś z polotem,coś interesującego. A nie latające składowisko rur.

I tak na koniec, bo z powodu dyskusji z inwe zapomniałem o tej sprawie:

W jednym z odcinków SG-1 Carter "zniknęła" całą Ziemię tak, że ORI mogli tylko spadać na bambus. Planeta znalazła się w innej fazie i nic w normalnej fazie nie oddziaływało z nami. Pomyślcie teraz o zamontowaniu takiego systemu na jednym BC-304. Statek byłby praktycznie niezniszczalny i tylko pech mógłby pozwolić go zniszczyć.

To raczej nie ma prawa pojawić się na Atlantis, nie na taką skalę. Urządzenie Merlina powstało po jego powrocie z wyższego planu egzystencji. To urządzonko było wielkości laptopa, a moc w praktyce nieograniczoną-mogło ukryć zarówno kubek, jak i całą planetę. Ale nie chciałbym Pradawnym dawać wszystkich technologii na najwyższym poziomie, bez przesady. Chciałbym też zostawić pewne pomysły dla innych ras, żeby tez miały fajne "zabawki". Ale to kwestia, którą chcę poruszyć dopiero za pewny czas ( a wiec wprowadzenie istotnych różnic w rozwoju technologicznym różnych ras tak, by były jeszcze bardziej charakterystyczne). Na przykład chciałbym, by Asgard byli masterami w hiepernapędach, osłonach i transporterach. W związku z tym na samym Atlantis odkurzyłbym pierścienie i też je tam dał, a te "windy skokowe" byłyby ostatnim krzykiem mody i byłoby ich tylko kilka.

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 15.02.2008 - |11:22|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#50 Lucas_Alfa

Lucas_Alfa

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 027 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 15.02.2008 - |12:23|

Baloo:
Twoja koncepcja "cyber-Pradawnych" jakoś kojarzy mi się z Borg. Oni też mają mnóstwo różnych pluginów. Chociaż pomysł mógłby być ciekawy, gdyby te pluginy w pewnym momencie zaczęły by źle funkcjonować. W sumie to pomysł na odcinek z wrednym Pradawnym, któremu poprzestawiały się kabelki.

Sakrametos:
W kwestii znikającego BC-304 myślę, że dałoby się to zrobić bez większego problemu. Carter udało się to raz, udałoby się i drugi, zwłaszcza, że ma teraz do pomocy McKey'a i Zelenkę. W gruncie rzeczy byłoby to nasz pomysł a nie Pradawnych, więc nie oddalibyśmy in dużych zasług. Niech Ludzie też coś mają swojego fajnego. Pradawni, czy raczej jeden z nich, to wymyślił, ale do całkiem innego zastosowania. Nasz pomysł jest oryginalny i jest wynikiem naszej pracy, nie Pradawnych. Myślę, że zastosowanie takiego sprzętu na jednym z BC-304 byłoby całkiem fajnym pomysłem. Jeżeli wolisz można wprowadzić jakieś ograniczenie w czasie ciągłej pracy maskowania, powiedzmy tak jak Wraith muszą robić przystanki podczas lotu, tak nasze urządzenie potrzebowałoby czasu na odpoczynek. Wówczas walka nie byłaby jednostronną rzezią a przemyślaną strategią ataku i obrony z możliwością potencjalnych komplikacji podczas użytkowania urządzenia.

Jedno, co mi nie pasuje w Skoczkach od samego początku, to to, że zdają się być większe wewnątrz niż na zewnątrz. Biorąc nawet pod uwagę chowane gondole silników, po ich złożeniu z tyłu w ładowni powinno być znacznie mniej miejsca, chyba że założymy, że ściana skoczka w miejscy, gdzie chowają się gondole jest cienka jak bibułka. Może to tylko moje złudzenia, ale ze skoczkami jest chyba coś nie tak.
Kolejna sprawa to drony na pokładzie skoczków. Wiemy jaką wielkość ma drona, widzieliśmy to w pierwszym odcinku kiedy stał koło niej technik przed tym zanim wyskoczyła i kiedy upada koło generała O'Neilla. Jest dość spora. Pytanie techniczne. Ile dron zmieści się w ścianach skoczka, które nie są wcale takie grube, a gdzie indziej upchać dron się nie da? Z serialu wynika, że więcej niż sie spodziewamy. W sumie drony są trochę glutowate, może są sprasowane w podłodze :)
Jak dla mnie skoczki to statki o charakterze badawczym, do przemieszczania się z miejsca na miejsce jak samochodem. Ich zastosowanie bojowe jest raczej żadne. Brakuje mi Pradawnego odpowiednika dartów Wraith.
  • 0
Dołączona grafika

- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.
*


* sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"

#51 michal_zxc

michal_zxc

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 382 postów

Napisano 15.02.2008 - |12:31|

Co do Asgard i broni palnej-ekhm, cywilizacja która opanowała loty szybsze niż światło, czas i grawitacje nie poradziłaby sobie z odrzutem? Wolne żarty. To nie o to tu chodzi.

Teraz by sobie poradzili na pewno... Ale nie gdy byli na takim poziomie jak my, gdy wynaleźliśmy broń palną, nawet pewnie nie myśleli o takiej broni i po prostu ją ominęli (z tego właśnie powodu, że odrzut wystrzału rzucał by ich po ścianach:P).
Myśmy tez ominęli wiele "potencjalnych" broni i do nich nie wracamy. Gdy myślimy czym "moglibyśmy" przebić pancerz czołgu to próbujemy nowych rozwiązań, zanim zdecydujemy się na katapultę wystrzeliwująca głazy 10m na 10m (która "ominęliśmy" bo nie byliśmy wstanie wydajnie transportować tak wielkich głazów - analogicznie Azgard ominął broń palną). Co nie znaczy, że nie może istnieć cywilizacja której przedstawiciele z łatwością podnoszą takie kamyczki i zniszczyli by nam statek strzelając z wielkiej procy, w nas , głazem wielkości księżyca:P (Wtedy my byśmy byli jak Azgard z nasza wyrafinowaną technologią, a oni jak Ludzie ze swoją proca która mogą używać dzięki większej sile fizycznej:P - a my nawet nie rozważamy takiej broni:P [Mimo, że mając technologie Azgardu i ZPM pewnie bylibyśmy teraz wstanie taką proce stworzyć] )

Użytkownik michal_zxc edytował ten post 15.02.2008 - |12:43|

  • 0

"Nie możesz kontrolować co się dokładnie zdarzy, jest tyle rzeczy do ogarnięcia, ale intencje pomagają obrać kierunek. Jeśli masz dobre intencje to masz większe szanse że wszystko skończy się dobrze" Trance Gemini - Andromeda
The Secret <- Polecam


#52 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 15.02.2008 - |12:47|

michal_zxc: Asgard 30 tysięcy lat temu wyglądali jak ludzie-te same gabaryty. Tu nie chodzi o ich fizyczną niezdolność do posługiwania się taką bronią, ale o fakt, że myślą inaczej i nie widzieli w tym pomyśle potencjału.

Lucas_Alfa: masz rację, to logiczne zastosowanie tej technologii. Ale zapominasz, że jest bardzo dobre wytłumaczenie, dlaczego tego nie zrobiono: dysponujemy tylko jednym takim urządzeniem i musi ono byc na Ziemi, by jej bronić przed niespodziewanym atakiem.

Co do personalizacji naszych okrętów i ich zdolności przez takie przydatne znajdźki, to to jest dobry pomysł, bardzo dobry i go popieram, ale jak mówiłem-nie do wykonania, bo Ziemia pozostaje bez obrony. Natomiast w moim odczuciu czymś takim powinna dysponować któraś z ras sojuszu. Bo to wygląda tak-Asgard są dobrzy w osłonach, hiernapędzie i teleportacji, pradawni mają Wrota i kupe uber-alles pomysłów w każdej dziedzinie, Nox potrafią się ukrywać, a na przykład Furlingowie stosowaliby przefazowanie.
  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#53 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 16.02.2008 - |06:53|

I ostatnia rzecz-wygląd Aurory. Jestem nim po prostu zdegustowany. Wygląda bowiem, jakby ją wyciągnięto z złomowiska. Nie odpowiada w żaden sposób koncepcji Pradawnych, jaką tutaj kreślimy. Jest do kitu. W porównaniu z okrętami Ori prezentuje się kiepsko i dosyć standardowo. Przydałoby sie coś z polotem,coś interesującego. A nie latające składowisko rur.


a może by tak zrobić Aurorę więcej wymiarową??; zbudowaną tak by istniała jednocześnie w innych wymiarach; część istniałaby w naszych wymiarach, część w tych z "merlinowskich" z SG-1; wtedy wyglądałaby coś jak, obracający się tesserakt;
LINK

Użytkownik inwe edytował ten post 16.02.2008 - |06:54|

  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#54 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 16.02.2008 - |11:08|

To intrygujący pomysł. Ja się głowiłem nad jakimiś pierścieniami, obracającymi się jak astrolabium jako formę napędu, a tu inwe wyskakuje z fajnym bajerkiem. Tylko że to musiałby być nie-standardowy okręt Pradawnych, raczej jakaś uber-alles zabawka. Mimo wszystko chciałbym, by ich "normalne" okręty były bardziej "namacalne". Poza tym taki tessarakt to raczej pomysł na pojazd ascendatów, a nie "niższaków" ;)

Ale coś mi wpadło do głowy apropos tego-fajnie byłoby, gdyby na Atlantis znaleziono właśnie maszynkę wyglądająca jak tessarakt, która byłaby wrotami do rzeczywistości o innej liczbie wymiarów przestrzennych i wyskoczyłby z tego jakiś plazmowaty pajac o czterech wymiarach przestrzennych...jak tu dorwać coś takiego? Ot, pomysł na odcinek.
  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#55 Lucas_Alfa

Lucas_Alfa

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 027 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 16.02.2008 - |11:18|

No tak. Jak ja chciałem schować całego BC-304 w innym wymiarze, to było zbyt fajne żeby ludzie to mieli, a nawet zbyt fajne żeby dawać to Pradawnym. Jak inwe chce "tylko" rozbudować statek o inne wymiary to jest super. Ja się tak nie bawię :P.

Ciekawe jak spece od efektów przedstawiliby taki statek. W przypadku tesseraktu dość łatwo t zrobić, ale jak przekształcać taki obły obiekt jak Aurora? To by było wyzwanie. Poza tym, jak scenarzyści poradziliby sobie z objęciem swoimi wąskimi umysłami samej idei wielowymiarowego statku. Odcinek mógł by być ciekawy.
  • 0
Dołączona grafika

- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.
*


* sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"

#56 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 16.02.2008 - |12:54|

Raczej zabugowany na maksa :P

Natomiast ja nie powiedziałem że twój pomysł jest do kitu, po prostu to już lekka przesada. Tak samo pomysł inwego-to pasuje bardziej do ascendatów. Ale oba pomysły są bardzo ciekawe i dobrze je mieć na podorędziu (poza tym ja chce się podlizać inwemu, żeby go zmiękczyć. Przed następną płomienną dyskusję ;) ) bo przecież jasne jest, że nie możemy dać Pradawnym wszystkiego-z czegoś będzie trzeba zrezygnować. Wrzucamy tutaj pomysły, a każdy sam sobie wyrobi zdanie, jak powinien wyglądać modelowy Pradawny i jego zabawki.

Ja po prostu mam swoja wizję i o niej informuję. Dla mnie Pradawni są "materialni", mają zabawki w każdej dziedzinie i są prze-masterami w nauce. Tessarakt jest ciekawy jako jakaś znajdźka, tak samo jak przeusnięcie w fazę, ale okręt-tak jak mówiłem, nie pasuje zbytnio do tego, jak widzę Pradawnych. Takie bajery zostawmy ascendatom.
  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#57 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 18.02.2008 - |14:06|

(poza tym ja chce się podlizać inwemu, żeby go zmiękczyć. Przed następną płomienną dyskusję wink.gif )


czy to nie Churchill powiedział "Jeśli chcesz kogoś zabić, odrobina uprzejmości niczemu nie przeszkadza"?; B)

No tak. Jak ja chciałem schować całego BC-304 w innym wymiarze, to było zbyt fajne żeby ludzie to mieli, a nawet zbyt fajne żeby dawać to Pradawnym. Jak inwe chce "tylko" rozbudować statek o inne wymiary to jest super. Ja się tak nie bawię tongue.gif.


Sakramentos nie jest w stanie, po prostu, powiedzieć mi nie; B)



no, ale do rzeczy;

zauważyłem, że większość dyskusji obraca się wokół technologii życia codziennego, statków i broni; pominięty został niezwykle ważny obszar techniki, jakim jest technika medyczna; Lem, kiedyś stwierdził, że w zależności od podejścia społeczeństwa owa technika może iść w dwie strony:

I.zachowanie stanu organizmu(czyli leczenie chorób, ran etc.);
II.to co pkt. I+zwiększanie możliwości ludzkiego organizmu:
1.naturalnie:
a)drogą powolnych zmian autoewolucyjnych;
b)jak najszybszych zmian np. inżynierię całego naszego DNA;
2. pkt. II.1+to co lepsze od naturalnego(przypuśćmy, że np zastąpimy szkielet czymś lżejszym i
wytrzymalszym);

pytanie czy istota z II.2 jest wciąż człowiekiem czy nie pozostaje otwarte;

wydaje mi się, że Pradawni poszli raczej w stronę II.1a, ale to co mnie najbardziej by interesowało to właśnie nowe techniki diagnostyczne i terapeutyczne; na razie nic nie przychodzi mi do głowy, ale chciałem po prostu zasygnalizować problem;
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#58 Lucas_Alfa

Lucas_Alfa

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 027 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 18.02.2008 - |14:46|

Pradawni, jak wiemy, próbowali także pójść na skróty, patrz punkt II.1b. Zbudowali maszynę do "przyspieszania" ewolucji ludzi i umożliwienia ascendencji. Najwyraźniej jakoś im to nie wyszło. Znacznie lepiej poradził sobie z tym Anubis tworząc szybko dojrzewającego klona, który o mało nie ascendował. Przeszkodziło mu tylko SG-1.

Osobiście nie mam nic przeciwko wymianie elementów składowych człowieka, bo nie zawsze wszystko da się naprawić. Czasem może zajść potrzeba całkowitej wymiany na odpowiednik mechaniczny lub biologiczny.

Pytania o naturę człowieczeństwa poruszało już wielu pisarzy S-F w tym Asimov w Pozytronowym człowieku. Pytanie, w którym miejscu jesteśmy jeszcze człowiekiem a w którym już maszyną jest bardzo płynna. Nie da się jasno postawić granicy. Pytania takie można stawiać jeśli wymieniamy swoje organy na sztuczne, ale czy jeśli wymieniamy swoje organy na organy wyhodowane w laboratorium w sposób biologiczny, to wciąż jesteśmy tą samą osobą? W jakiej części jesteśmy sobą a w jakiej kimś innym czy też tworem sztucznym.
Wielu filozofów obawia się, że w wyniku teleportacji człowiek umiera i powstaje jako kopia. Doskonała, ale jednak kopia i wysuwa obawy co do tego, czy osoba taka nadal będzie ludzka, czy teleportacja przenosi wszystkie informacje o organizmie, nawet te, które świadczą o naszym człowieczeństwie, jakkolwiek je rozumieć.

Takie pytania zawsze będą się pojawiać i zawsze będą budzić kontrowersje, bo czy można człowiekowi odmówić wszczepienia mechanicznego serca aby mógł żyć, czy wątroby, czy płuc? Ile, jako społeczeństwo, jesteśmy w stanie znieść u innych aby móc ich jeszcze uznać za ludzi. Czy stopniowa wymiana wszystkich narządów odbiera człowiekowi człowieczeństwo?


W trakcie rozwoju fabuły Atlantis można dojść do wniosku, że Pradawni stawiali raczej na to żeby nie chorować niż żeby się leczyć. W Atlantydzie, jak na tak dużą placówkę, urządzeń diagnostycznych Pradawnych jakoś nie jest za wiele. Wydawałoby się, że tak rozwinięta technologicznie rasa powinna mieć znacznie rozwiniętą medycynę. Wydaje się jednak, że oni po prostu nie chorowali. Osteoporoza, to pewnie pojęcie, którego nie znali. Złamania pewnie leczyli na zasadzie doraźnej pomocy lekarskiej albo poprzez połknięcie odpowiedniej tabletki, jak aspiryny, albo nawet goiło się samo w szybkim tempie. Pradawni prawdopodobnie nie znali takiej medycyny, jaką my uprawiamy, albo porzucili ja dawno temu na rzecz profilaktyki.
  • 0
Dołączona grafika

- I straszna FOTA, co śmierdzi ziemiom wpatła do tłumaczy, krzyczonc UAaaaaa!
Ale że poniewarz wszystkie bajki dobże sie kończom, nie opowiem, co się stało potem.
*


* sparafrazowane słowa Czesia - oryginał "Włatcy Móch"

#59 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 18.02.2008 - |15:01|

Pradawni, jak wiemy, próbowali także pójść na skróty, patrz punkt II.1b. Zbudowali maszynę do "przyspieszania" ewolucji ludzi i umożliwienia ascendencji. Najwyraźniej jakoś im to nie wyszło. Znacznie lepiej poradził sobie z tym Anubis tworząc szybko dojrzewającego klona, który o mało nie ascendował. Przeszkodziło mu tylko SG-1.


wydaje mi się, że to był środek ostateczny w obliczu zagrożenia; IMHO jeśli Pradawnym nie zagrażałoby nic ze strony plagi czy Wraith w ogóle nie stosowaliby takowego urządzenia;

W trakcie rozwoju fabuły Atlantis można dojść do wniosku, że Pradawni stawiali raczej na to żeby nie chorować niż żeby się leczyć. W Atlantydzie, jak na tak dużą placówkę, urządzeń diagnostycznych Pradawnych jakoś nie jest za wiele. Wydawałoby się, że tak rozwinięta technologicznie rasa powinna mieć znacznie rozwiniętą medycynę. Wydaje się jednak, że oni po prostu nie chorowali. Osteoporoza, to pewnie pojęcie, którego nie znali. Złamania pewnie leczyli na zasadzie doraźnej pomocy lekarskiej albo poprzez połknięcie odpowiedniej tabletki, jak aspiryny, albo nawet goiło się samo w szybkim tempie. Pradawni prawdopodobnie nie znali takiej medycyny, jaką my uprawiamy, albo porzucili ja dawno temu na rzecz profilaktyki.


oczywiście zgodzę się z dużą częścią tego co mówisz, zwłaszcza że wygląda na to, że posiadali moce lecznicze oprócz telekinezy etc.(vide SG-1 6x03);

były jednak takie choroby, jak tajemnicza plaga, której nie byli w stanie wyleczyć magiczną pigułką czy czymś podobnym; podejrzewam, że prowadzili przynajmniej w okresie występowania plagi intensywne badania medyczne, a tu niezwykle przydatne są techniki diagnostyczne; nawet jeżeli nie można byłoby wyprodukować leku to może coś na kształt szczepionki czy czegoś takiego;

wiemy, że na Atlantis prowadzono badania nad ascendencją(vide odcinek z energetyczną istotą na Atlantis); jestem w stanie się założyć, że równolegle prowadzono badania nad fizjologiczną stroną ludzkiej ascendencji(i tu również przydają się narzędzia diagnostyczne);

poza badaniami naukowymi czy też zwalczaniem tak rzadkich chorób jak plaga, innym powodem rozwoju tej strony techniki są wypadki; np. niezwykle ciężki wypadek podczas badania jakiejś nowej planety/zjawiska; nie jesteśmy ofiarę w stanie wyleczyć zdolnościami ascendencyjnej natury(związanej z darem leczenia) czy też magiczną pigułką; wrzucamy kolesia do stazy i na pełnym gazie wracamy do Atlantis, gdzie mają dobrze wyposażony oddział ostrego dyżuru :);
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#60 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 21.02.2008 - |17:29|

Jeśli chodzi o medycynę, to popieram Lucasa i nie zamierzam bardziej przylizywać się inwemu ;) Zapewne wiedza medyczna Pradawnych jest równie wielka, jak w innych dziedzinach. Jednak ich rozwój ewolucyjny spowodował, że z większością chorób i zagrożeń natury medycznej radzą sobie sami. Nie muszą mieć żadnych wszczepów, nanobotów, itp. cudeniek-ich ciała same się reperują kiedy jest to wymagane. Myślę, że to rozwiązuje większość kwestii i pasuje do wizerunku Pradawnych. Nadto przypominam, że wynaleźli oni bajerki takie jak tel'chak device (czy jak to sie nazywało) czy sarkofagi (oparte na tej technologii). W razie czego więc po prostu ich używali. Jeśli chodzi o cięższe przypadki, to zapewne wystarczały moce uzdrawiające towarzyszy-nakładali ręce, coś błyskało i było po sprawie.

Podejrzewam, że Pradawni nie mieli lekarzy-zapewne byli tacy, co interesowali się zagadnieniami biologicznymi (i raczej nie robili żadnej specjalizacji). Więc w razie czego zapewne mogli służyć pomocą i na kolanie nakreślić plany modyfikacji urządzenia leczącego. Być może powodowało to, że kiedy występowały jakieś nietypowe zagrożenia Pradawni byli przez pierwsze chwile bezradni, ale w końcu zawsze radzili sobie z problemami. W końcu choć Plaga wybiła całe życie w Drodze Mlecznej, nawet zarażeni Pradawni nie umierali-byli w stanie opanować bakcyle w sowim ciele (inna rzecz, że zarażali w ten sposób otoczenie).

Tak więc ogólnie uważam, że nie jest to problemem. Pradawny sam był urządzeniem leczącym i diagnostycznym, zapewne wszyscy mieli zdolności lecznicze i mieli przeszkolenie w tym kierunku (chociaż widzieliśmy, że Rodney instynktownie był w stanie uleczyć Zelenke, gdy został "zupgreadowany" do wersji 2.0). Nadto jestem pewien, że każdy z nich miał podstawowe informacje o biologii swojej i innych organizmów tak więc konieczność posiadania specjalistycznego sprzętu medycznego czy lekarzy została wyeliminowana. W razie czego doraźnie reagowano i tyle.

Poza tym na Atlantis jest pokazane urządzenie diagnostyczne Pradawnych, zwane po prostu "skanerem". Uważam, że wystarczy je zmodyfikować wyglądem do naszego modelu Pradawnych i będzie po sprawie. W mieście natomiast nie pokazano sarkofagów, gdyż scenarzyści są głupi. Boją się, że będą w tedy zmuszeni ratować każdego zmarłego i zlikwiduje to element napięcia (tak jakbyśmy nie wiedzieli, że i tak wszyscy przeżyją, a kto umarł to powróci).

Apropos tego tematu wypadałoby coś rzec o tym, jak wyglądałaby nauka u Pradawnych. Moim zdaniem mieli takie mózgi i uczyli się tak szybko, że swobodnie mogli znać się na wszystkim. Przyjmowali uniwersalna edukację, a potem poświęcali się jakimś badaniom na własną rękę, poszerzając wiedzę. Gdy im się to znudziło lub znaleźli inny temat, porzucali stare zajęcie i robili przekwalifikowanie w trymiga. Nie musieli łączyć się w wielkie zespoły badawcze, bo jednocześnie byli i specjalistami w każdej dziedzinie i mieli generalne, ogólne spojrzenie na całość wiedzy. Dlatego nie musieli współpracować ze sobą nad każdym wynalazkiem. Byli uniwersalni, elastyczni, szybko uczący się, myśleli wielotorowo i mieli podzielność uwagi. Tak więc jednocześnie mogli roztrząsać kwestię programu, który działa bez komputera, zagadnienie istnienia Boga oraz sposób na przyspieszenie pracy kolektora antymaterii. Mając takie możliwości i mózgowe musieli tryskać pomysłami-wyobraźcie sobie, że macie wiedzę inżynieryjną z każdej dziedziny-wtedy siłą rzeczy widzicie połączenia między gałęziami wiedzy i przez to nowe możliwości. Ujemnym efektem takiego sposobu myślenia i pracy było zapewne to, że następowała atomizacja społeczeństwa, robienie badań na wyścigi, może utrzymywanie wszystkiego w tajemnicy, po to by rywal nie odkrył czegoś prędzej lub by nie podkradł nowego pomysłu. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej-zapewne powodowało mnóstwo problemów, o których chyba pisać nie muszę. Zapewne też to, że tryskali pomysłami powodowało, że szybko się nudzili i przechodzili dalej, zapewne 99% wynalazków nigdy nie wychodziła poza fazę projektową, względnie prototypu. Na wdrożenie tego wszystkiego nie było czasu, albo nie widziano takiej potrzeby. Po prostu wiedziano, że można coś zrobić tak i tak, przyjmowano to do wiadomości i brano o to poprawkę w dalszych badaniach. Można to więc porównać do takiej sytuacji, że żyjemy dalej na poziomie średniowiecza, ale mamy wiedzę taką, jak teraz. Można by więc powiedzieć, że Pradawni to nasza odwrotność-zwycięstwo umysłu nad otoczeniem i poniekąd tłumaczy pęd do ascendacji. Takie rozwiązanie też pozwala ominąć pułapkę konieczności pokazywania tego rozwoju w formie wynalazków i technicznych znajdźiek.
Jeśli Pradawni już coś budowali nowego, to raczej z musu niż dlatego, bo stało się o możliwe. Na przykład nie mogli prowadzić dalej badań, dysponując takimi komputerami, albo wymagany był eksperyment, lub po prostu nowe urządzenie było konieczne do przejścia do nowej fazy lub zbudowania kolejnego urządzenia. Tak więc w społeczeństwie Pradawnych to nie człowiek był przygnieciony swoimi wytworami i nie mógł za nimi nadążyć, ale na odwrót.

Ostatnia kwestia-myślałem nad tymi nieszczęsnymi statkami pradawnych trochę. Starałem sie znaleźć jakąś nową, ciekawą formę dla nich, pasującą do tego, co tu opracowujemy i będącą czymś nowym i świeżym. Ogólnie muszę przyznać, że nie było to łatwe, ostatecznie jednak chyba mi się udało.
Otóż na początku wywalamy te wszystkie złomowate narośla na okręcie. Zostawiamy w miarę czystą powierzchnię. Następnie z podłużnego modelu opartego luźno na prostopadłościanie robimy coś bardziej regularnego i szerszego. Taką, dajmy an to, sześciokątną flądrę, którą potem wydłużamy nieco i dodajemy kilka elementów, co by przód odróżnić od tyłu. W efekcie okręt ma na przykład 100 metrów szerokości i 180 długości, 30 wysokości w najwyższym punkcie.
Ale to nieważne. Najistotniejszym elementem jest tutaj napęd.
W każdym okręcie w SG mamy wyraźnie zaznaczone miejsce, gdzie są silniki-coś tam się świeci. Wyjątkiem są tylko statki goa'uld i chwała im za to. Mój pomysł opiera się na wyeliminowaniu elementu odrzutu i związanych z tym kłopotów oraz korzyści na rzecz napędu grawitacyjnego z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Działanie tego jest proste-nie mamy żadnego silnika, który coś wyrzucać do tyłu (albo coś takiego sugeruje) i dzięki temu lecimy do przodu. Po prostu lecimy, bo tak ;) w dowolnym wybranym kierunku. Nie mamy silników manewrowych, po prostu zmieniamy natychmiast kierunek lotu i bez bezwładności zmierzamy do celu. Nie mamy żadnych widowiskowych łuków, po prostu obracamy się i lecimy gdzieś indziej. Stu procentowa manewrowość, jak w systemie żyroskopowym (sens tej metafory zaraz poznacie).
Wygląd tego napędu natomiast jest chyba ucieleśnieniem pradawności, powiem nieskromnie-przynajmniej ja tak to widzę. Lubimy, jak coś się rusza, tak? lubimy kręcące się kółka, tak? No to teraz w wcześniej zrobionym kadłubie mniej więcej na środku wycinamy dziurę,w której instalujemy pierścień. I ten pierścień to główny element naszego napędu. To jest-dwa pierścienie. Pierwszy jest bezpośrednio wmontowany w kadłub, drugi natomiast jest jakby odwrotnym biegunem napędu. Dla postronnego obserwatora wygląda to tak, że pierścień ruchomy w środku zmienia pozycję i zgodnie z tą pozycją porusza się kadłub okrętu. Tymczasem w środku pierścienia mamy uniwersalny potencjał grawitacyjny (technobubble się zaczyna ;) ), którego kierunek zmieniamy. Jego środek to geometryczny środek "ruchomego' pierścienia i to tak naprawdę nie ten pierścień, ale statek się porusza obracając się dookoła niego.
W ten sposób wybieramy kierunek lotu, sam napęd natomiast to coś dla maniaków świecenia-drugi element "ruchomego" pierścienia, który jest jego świecącym odpowiednikiem, tylko że jest w pewnym punkcie przerwany-dlatego można stwierdzić, w która stronę pomknie nasz okręcik po skończonym przesunięciu pierścienia. Po prostu zmienia się punkt, w którym pierścień ten sie nie świeci. Mówiąc prosto: obrócenie pierścienia w trzech wymiarach wskazuje płaszczyznę ruchu, świecący sie szczerbaty pierścień zainstalowany na nim-kierunek lotu.
Gdyby ktoś miał problemy w zrozumieniu, to proszę wyobrazić sobie dwa pierścienie, jeden w drugim. Ich boki, te skierowane do siebie (pierścień a do pierścienia B) mają inne potencjały magnetyczne-w zależności od tego, gdzie chcemy skierować pierścień sprawiamy, że na przykład dolna cześć wewnętrznego pierścienia przyjmuje taki sam biegun, ściągając zewnętrzny pierścień w tą stronę.
Poprzez takie podejście do napędu nie ma takiej sytuacji, że płaszczyzna okrętu jest zgodna z płaszczyzną jego ruchu-to są rzeczy niezależne. Kierunek ruchu wskazują pierścienie.

I Voila, okręt pradawnych gotowy. Można zainstalować jeszcze hieprnapęd i po sprawie.

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 21.02.2008 - |18:18|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych