Sezon załamka, pełen takich bugów, że ręce opadają, a ostatni odcinek to już w ogóle bez komentarza
- Peter się zachowywał w stosunku do Adama jakby w ogóle nie miał mózgu [Peter, nie Adam] i ciekawe, że nie słyszał jego myśli
- Zakopanie Adama w dodatku na cmentarzu - ktoś usłyszy krzyki. jak nie usłyszy, to za 20lat i tak go wykopia. A Adam w sumie może gołymi łapami bić w trumnę aż pęknie - jak Uma Thurman w "Kill Billu" - ma czas a skóra na knykciach mu się odnowi
- wkurzające rodzeństwo które sobie łaziło, labiedziło, dziewucha się co chwile denerwowała i płakała czarnymi łzami i tak co odcinek - zieeeeeew
- czemu Copycat nie potraktowała gangu brusem li, skoro widzieliśmy wcześniej, że oglądała, więc powinna umieć co nieco karate, a ona czekała aż przyjdą i ją złapią
- jakim prawem Matt się opiekuje Molly? tak ją wziął z ulicy i ma? przecież nie jest ani jej rodzina ani rodziną zastępczą, bo kto by dał samotnemu facetowi, policjantowi w trakcie rozwodu, mała dziewczynkę pod opiekę?
a Molly też niezła twardzielka, ciągle się dzieją jakieś kataklizmy wokół niej a ona zamiast wpaść w katatonię albo dostać świra, zachowuje się jakby nigdy nic [pomijając paniczny strach przed "boogeymanem"]
- irytuje mnie nadużywanie opcji "wskrzeszanie", rąbnijmy bohaterowi a jak będzie potrzebny, to się go zrezurektuje
- kretyńska śmierć męża Niki, nie mógł zginąć w pożarze? tak serio da się w LA zastrzelić faceta w sumie za nic na schodach w zatloczonym klubie? ochroniarze się nie zirytują, że krwią nabrudzone?
- Sylar się dobrze zapowiadał ale teraz jest śmiertelnie nudny
coś mi sie jeszcze po głowie tłukło, ale nie pamiętam teraz
ogólnie jak w pierwszym sezonie jadłam paznokcie tak drugi mnie wymęczył i boję się zacząć trzeci ;]