Dark Lord-no dobra, mogę się zgodzić, że to zapychacz. Ale za to jaki
Moim zdaniem odcinek bardzo dobrze zrobiony. Nie zgadzam iez ocenami poniżej 6,5

Bo spójrzmy na to tak: ograny pomysł. juz to widzieliśmy. Można sie było tego spdoziewąc. A jednak mnie parę razy zaskoczyli (iratus wyłażący z Teyli...kurde, dosłownie jak z "aliena' czy innego "to"). W pewnym momencie, gdy podłączyli Shepparda i McKeya do tego urządzenia, to byłem przekonany (po śmerci Rodneya), że zaraz sie okaże, ze to wszystko się kręci w środku głowy Shepparda, ale jednak nie i za to plus.
Niektórzy narzekają, że SGA maniakalnie przypomina o SG-1 i ich osiągneciach...Ale niech tylko scenarzyści by spróbowali tego NIE powiedzieć, zaraz posypałyby sie gromy. Sami chcieliście nawiązań do SG-1, więc macie. Poza tym nie wszyscy oglądający Atlantis oglądają SG-1 i nie wszyscy mogą pamiętać jeden odcinek z pierwszego sezonu. Naprawdę, wierzcie mi.
Podobało mi się klika elementów, przede wszystkim zaś niepewność, czy to co widzę, to jest realne. Spodziewałem sie dziwnych rzeczy za każdym rogiem. Podobała mi się też gra Shepparda jako tego złego. Widać, ze rola szaleńców bardziej mu pasuje, niż normalnych ludzi.
Humor to już klasa sama w sobie, niepowtarzalne gagi sytuacyjne, kóre wypalić mogą tylko w Stargate. Scenarzyści nie mogli sie powstrzymać, by nie puścić oka do widzów kosztem sceny na oceanie. Pojawienie się klowna po prostu rozbrajające. Taka poważna scena, a oni walą tam jakiegoś...pajaca.
Teyla wreszcie wykrzesała z siebie coś więcej niż banał, czego nie widziałem w jej wykonaniu od baaardzo dawna, praktycznie od końca 2 sezonu. W przeciwieństwie do większości uważam, że Carter coraz lepiej wypada w swojej roli (a i ten mundur mi już nie przeszkadza. Za dużo się SG-1 naoglądaliście

). Z jednej strony jest to nadal stara Samantha, ale z drugiej-widać, ze ewoluuje w stronę dowódcy. I to, ze sama nie rozgryzała naukowo zagadnienia jest moim zdaniem na miejscu.Od tego są Zelenka i Rodney. Nie widziałem tutaj powodu, by musiała wkraczać do akcji, skoro to nie jej job jest.
Bardzo podobało mi się także "sprzętowe" nawiązanie do SG-1, czyli do Gamekeepera. Przez chwile myślałem, że użyją tego urządzenia do zmieniania wspomnień w jakiś nietypowy sposób, sam zapomniałem o tym starym symulatorze. BTW-to była jego najnowsza wersja, wyrzucili z niej całe to krzesło i resztę. A wiec ziemia ma jednak jakiś progres.
No i całkiem niezłe zakończenie. Nie mówię już o tym łągodnym "zejściu", gdy wszyscy zbierają się przy jednym stole z powodu bezsenności, choć to też było fajne. Wrażenie zrobiło na mnie zapalenie sie setek kryształów na tej ciemnej planecie. Brrr, powiedziałbym.
Ogólnie odcinek bardzo dobry, naprawdę mi sie podobał. Nie był to, jak się popularnie mówi "najlepszy zapychacz roku",ale świetnie może na takiego startować. Każda z postaci miała swoja rolę i każda odegrała swoją część, nie było tak, że ktoś nic nie robił albo nie pokazał sie wogóle w odcinku. Nawet Lorne był. Co więcej, role postaci były przemyślane a ich reakcje realne. Jak dla mnie to to, plus efekty specjalne(rekino-wieloryb zżerający łódkę-bezcenne!) konkluzje i klimat odcinka były świetne. Wstawiłbym 10, gdyby pomysł nie był już kiedyś przerabiany, choć w inny sposób, ale jednak to psuje nieco wrażenie. W końcu co innego jest wałkować podróże w czasie czy rzeczywistości alternatywne, a co innego powtarzać właściwie ten sam pomysł, tylko w innej formie. Mimo to-wysoko cenie ten odcinek. Jest jeszcze tylko jeden mankament-otóż nie było nawet najmniejszego wyjaśnienia mechanizmu, w jaki sposób ten kryształek żywił się strachem, a ni czy na pewno o to mu chodziło, w ogóle nic. Tylko jakieś słabe przypuszczenie, zero dowodów i kwestia została martwa. Szkoda.
8,5 z tych dwóch względów.
Tak na zakończenie: precz z określeniem "Zapychacz". Won, jazda, sio. Następnego , który go użyje po prostu wystrzelę w kosmos i niech idzie do Sokara
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 20.10.2007 - |23:22|
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung