Tak niestety jest praktycznie w kazdym serialu/filmie - dobro musi zwyciezac i takie tam, dlatego producenci naginaja wszystko do swoich, a raczej widzow potrzeb, nie ma co liczyc na calkowita konsekwencje, bo w koncu to przemysl komercyjny...Czyli obowiązuje tzw wizja artystyczna...
Technologia
#21
Napisano 24.08.2003 - |18:04|
#22
Napisano 24.08.2003 - |18:18|
...po szczepieniu na żółtaczkę nie ma możliwości choroby (po odpowiednim szczepieniu)...Jak byś widział natężenie tej energii? Jakiś regulator? Chyba tyle, że postrzelony z dwóch zatów naraz czuje się gorzej, jeśli się jeszcze czujeWpływ pradu na organizm człowieka każdy też inaczej odczuje. Jeden bardziej, inny mniej. Zależy to od masy ciała, grubości naskóraka, wytrzymałości serca itp. I najwieksze znaczenie ma tu natężenie prądu.
Ze strzałem z Zat'a pewnie jest podobnie, i liczy sie natężenie tej energii..
Pozdrawiam
#23
Napisano 24.08.2003 - |21:07|
...po szczepieniu na żółtaczkę nie ma możliwości choroby (po odpowiednim szczepieniu)...
1. Szczepienie trzeba co jakis czas powtarzac.
2. po odpowiednim szczepieniu
ale to troche nie na temat.
Moze to jest jak z wodka: Flaszke mozna obalic, ale jezeli obali sie zaraz druga, to murowany koniec filmu. A jezeli zrobi sie przerwe ... A Aris Boch moze ma mocna glowe
#24
Napisano 24.08.2003 - |21:40|
-------------------
Dobra dziewczynki - odezwał się po raz perwszy pilot B1 - czas rozwalć rzeczy i ranić ludzi. Niech pruje!
- Bomby za burtę.... - powiedział oficer broni ofensywnej i z tymi słowami wypuścił na ziemie kawałek piekła
Operator systemów ofensywnych B1 sięgnął do przycisku odpalenia i zrzucił na ziemie kawałek piekła...
#25
Napisano 24.08.2003 - |21:56|
Więc skoro zaty działają na bazie uderzen elektrycznych, to jej serce nie miałoby prawa dalej funkcjonować
Jezeli zaty działają na bazie uderzen elektrycznych to wysiada uklad nerwowy. Nie zapominajmy, ze w ciele Sam byla wtedy istota, ktora doskonale potrafila funkcjonowac poza nim, zatem mogla byc w stanie doprowadzac do serca impulsy powodujace jego skurcze i rozkurcze.
#26
Napisano 24.08.2003 - |22:24|
-------------------
Dobra dziewczynki - odezwał się po raz perwszy pilot B1 - czas rozwalć rzeczy i ranić ludzi. Niech pruje!
- Bomby za burtę.... - powiedział oficer broni ofensywnej i z tymi słowami wypuścił na ziemie kawałek piekła
Operator systemów ofensywnych B1 sięgnął do przycisku odpalenia i zrzucił na ziemie kawałek piekła...
#27
Napisano 24.08.2003 - |23:15|
No to napewno ma zwiazek z energią.
1. Dotknij 220 V to Cie niezle kopnie
2. Tak przy 1000V to już po tobie
3. A przy 15KV to nie będzie co zbierać.
To nie do końca tak jest bo to prąd zabija nie napiecie. Przy sprzyjajacych warunkach można przeżyć nawet porażenie 10kV. Znam taki przypadek.
Za to jeżeli dostarczysz odpowiedni prąd to i napięcie 3V może zabić.
Wszystko zależy jeszcze od tego czy to jest prąd stały czy zmienny (ten drugi jest bardziej przeżywalny)
Co do Zata to to raczej nie jest ładunek czysto elektryczny bo leci prosto w dowolnym kierunku. Ładunek elektryczny może przepływać tylko wtedy gdy istnieje różnica potencjałów i zawsze podąża najkrótszą drogą (jak piorun) czyli niemożliwe byłoby nietrafienie z zata, co jak widzieliśmy jest możliwe.
Można teoretycznie ładunek elektryczny skierować w dowolnym kierunku ale trzeba do otoczyć silnym polem magnetycznym (coś jak pioruny kuliste) i to narazie mocno nas przerasta więc nie ma co się zbytnio zastanawiać
#28
Napisano 25.08.2003 - |00:04|
Paralizatory dostępne powszechnie mają 200-300kV, i oczywiście tylko kilka miliamperów. Podobno efekt mija ( w najgorszym przypadku) po 15 minutach. Niestety nie próbowałemTo nie do końca tak jest bo to prąd zabija nie napiecie. Przy sprzyjajacych warunkach można przeżyć nawet porażenie 10kV. Znam taki przypadek.
Za to jeżeli dostarczysz odpowiedni prąd to i napięcie 3V może zabić.
Ten ładunek jest wyrażnie kierowany. Tak jakby strumień "czegoś" otaczał jakiś promień spiralnie ( ze skokiem dużo większym od średnicy, więc wygląda prawie prosto).Co do Zata to to raczej nie jest ładunek czysto elektryczny bo leci prosto w dowolnym kierunku. Ładunek elektryczny może przepływać tylko wtedy gdy istnieje różnica potencjałów i zawsze podąża najkrótszą drogą (jak piorun) czyli niemożliwe byłoby nietrafienie z zata, co jak widzieliśmy jest możliwe.
Pozdrawiam
#29
Napisano 25.08.2003 - |07:52|
Oczywiści porażenie zależy od prądu przepływającego przez ciało.Ten ładunek jest wyrażnie kierowany. Tak jakby strumień "czegoś" otaczał jakiś promień spiralnie ( ze skokiem dużo większym od średnicy, więc wygląda prawie prosto).
Ma w tym udział połączenie z drugim biegunem (ziemią).
Jak jesteś odizolowany to i 15 KV nawet nie poczujesz.
Człowiek który dostanie z Zata w powietrzu( np. podczas skoku) nawet by nie zaaragował na ładunek, więc może konstruktorzy zatów zabezpieczyli się przed takim wypadkiem i promień wewętrzny to ładunek dodatni a ten otaczający go to ujemny tym sposobem gdzie byś nie był dostajesz odpowiednią porcje energii.
To by mogło chyba być wyjaśnienie kierunkowości promienia.
#30
Napisano 25.08.2003 - |09:23|
Bo larwa Jaffa ma naquada we krwi (czy gdzie tam) a może i sam Jaffa tak ma (co prawda nie wiem jak, bo larwę ma w brzuchu a nie w głowie) - widzieliście jak na nich ten promień z zata długo się przemieszcza?- oczywiście w przypadku pozostałości po wężyku w ciele byłego nosiciela jest mniej ale to i tak dziwne, że Sam i Jack (a właśnie - czy Teal'c dostał kiedyś z zata???) powinni podnosić się znacznie później niż to robią. Zapytacie pewnie co ma naquada we krwi do Jacka? Ano ma!! Jack miał wężyka i powinno mu zostać naquada we krwi (wtedy wyczuwałby Sam!! -Hmm dziwne jest tez to ze np jak jakis czloneg SG1 dostanie raz z zata to tylko pada na ziemi i zwija sie z bolu a jak jakis Jaffa dostanie to juz lezy nieprzytomny...
Użytkownik zbzikowana edytował ten post 25.08.2003 - |09:49|
#31
Napisano 25.08.2003 - |11:05|
Wspomniana przez ciebie broń - Intary - jest bronią szkoleniową. Używali jej później w odcinku 5×13. Chociaż rzeczywiście, do ogłuszania przeciwnika nadawałaby się idealnie.czemu nie uzywaja amunicji do P90 i MP5 takiej jak znalezli w broni w 3x09 (oboz podszywajacy sie pod SG) ktora ogluszala tylko biegaja z tymi gowniaczymi zatami...
Tylko że do dezintegracji już nie
Użytkownik Mirax edytował ten post 25.08.2003 - |11:05|
#32
Napisano 25.08.2003 - |11:09|
Zdaje się że symbiont Jacka zamarzł zanim się połączył z nosicielem. Z fabuły wyraźnie wynika, że Jack nie ma naqadah ani markera proteinowego Goa'uldów we krwi.Zapytacie pewnie co ma naquada we krwi do Jacka? Ano ma!! Jack miał wężyka i powinno mu zostać naquada we krwi (wtedy wyczuwałby Sam!! -
![]()
![]()
) - kolejny błąd producentów (chyba nigdzie, na obydwu forach, nie było o tym mowy).
Pozdrawiam
#33
Napisano 25.08.2003 - |11:22|
Niby tak, ale co on zrobił - wyszedł z niego? Niemożliwe, bo Jack już by nie żył. A więc musiał zostać w nim - więc ciało musiało coś zrobić z symbiontem - czyli rozożyć go, wchłonąć czy tam co. I gdzie tu sens i logika. Producenci prawdopodobnie uznali, że zamarzł, ale mi to nie pasi.Zdaje się że symbiont Jacka zamarzł zanim się połączył z nosicielem. Z fabuły wyraźnie wynika, że Jack nie ma naqadah ani markera proteinowego Goa'uldów we krwi.Zapytacie pewnie co ma naquada we krwi do Jacka? Ano ma!! Jack miał wężyka i powinno mu zostać naquada we krwi (wtedy wyczuwałby Sam!! -
![]()
![]()
) - kolejny błąd producentów (chyba nigdzie, na obydwu forach, nie było o tym mowy).
Pozdrawiam
P.S. Owszem - wynika (nie mówiłam, że nie), ale tak być nie powinno.
Użytkownik zbzikowana edytował ten post 25.08.2003 - |11:23|
#34
Napisano 25.08.2003 - |11:32|
Sam również uratowała się dzięki śmierci symbionta ( był wrażliwy na antybiotyk). Było wtedy wyraźnie powiedziane, że został rozłożony i wchłonięty. Zostaje pytanie co z naqadah. Musimy przyjąć, że zostało wydalone. Jak to biologicznie możliwe, nie wiem.Niby tak, ale co on zrobił - wyszedł z niego? Niemożliwe, bo Jack już by nie żył. A więc musiał zostać w nim - więc ciało musiało coś zrobić z symbiontem - czyli rozożyć go, wchłonąć czy tam co. I gdzie tu sens i logika. Producenci prawdopodobnie uznali, że zamarzł, ale mi to nie pasi.
P.S. Owszem - wynika (nie mówiłam, że nie), ale tak być nie powinno.
Pozdrawiam
#35
Napisano 25.08.2003 - |11:42|
#36
Napisano 25.08.2003 - |11:55|
Odeszliśmy sporo od tematu technologiiTak, ale Jolinar uratowała Sam, bo była Tok'ra a nie Goa'uld. Jack miał Goa'ulda a ten na pewno nie uratowałby nosiciela. Co do naquada - powinno zostać we krwi jak u Sam. Moim zdaniem to po prostu kolejne niedopatrzenie producentów (ale dużo poważniejsze niż zwykle).
Nie miałem na myśli Jolinar, tylko Goa'ulda wszczepionego Sam w "Nightwalkers". Był on wrażliwy na specjalny antybiotyk wcześniej przez Sam wstrzyknięty. Umarł po kilku minutach. Było to w 6x05 ( na pewno pamiętasz), daleko po przejściach z Jolinar. Mozna przyjąć że stało się jak u Jacka. Sam miała już naquadah więc chociaż symbiont nie połączył się, mogła udawać Goa'ulda.
Pozdrawiam
#37
Napisano 25.08.2003 - |11:56|
Goa'uld, który miał O'Neill nie zdążył się z nim połączyć, zaraz po wejściu w niego O'Neill zostal zamrożony i Goa'uld zginął. Możliwe, żę na początku Goa'uld przejmuje władze nam nosicielem a potem dopiero w 100% łączy się z nim.Tak, ale Jolinar uratowała Sam, bo była Tok'ra a nie Goa'uld. Jack miał Goa'ulda a ten na pewno nie uratowałby nosiciela. Co do naquada - powinno zostać we krwi jak u Sam. Moim zdaniem to po prostu kolejne niedopatrzenie producentów (ale dużo poważniejsze niż zwykle).
#38
Napisano 25.08.2003 - |12:10|
Odeszliśmy sporo od tematu technologiiTak, ale Jolinar uratowała Sam, bo była Tok'ra a nie Goa'uld. Jack miał Goa'ulda a ten na pewno nie uratowałby nosiciela. Co do naquada - powinno zostać we krwi jak u Sam. Moim zdaniem to po prostu kolejne niedopatrzenie producentów (ale dużo poważniejsze niż zwykle).
Nie miałem na myśli Jolinar, tylko Goa'ulda wszczepionego Sam w "Nightwalkers". Był on wrażliwy na specjalny antybiotyk wcześniej przez Sam wstrzyknięty. Umarł po kilku minutach. Było to w 6x05 ( na pewno pamiętasz), daleko po przejściach z Jolinar. Mozna przyjąć że stało się jak u Jacka. Sam miała już naquadah więc chociaż symbiont nie połączył się, mogła udawać Goa'ulda.
Pozdrawiam
Cholerna skleroza. Sorry. Masz rację, ale on umarł i zapewne się rozłożył - Sam ma więc więcej naquada we krwi. Ale na tej zasadzie Jack też powinien mieć naquada we krwi.
Tak, ale Jolinar uratowała Sam, bo była Tok'ra a nie Goa'uld. Jack miał Goa'ulda a ten na pewno nie uratowałby nosiciela. Co do naquada - powinno zostać we krwi jak u Sam. Moim zdaniem to po prostu kolejne niedopatrzenie producentów (ale dużo poważniejsze niż zwykle).
Goa'uld, który miał O'Neill nie zdążył się z nim połączyć, zaraz po wejściu w niego O'Neill zostal zamrożony i Goa'uld zginął. Możliwe, żę na początku Goa'uld przejmuje władze nam nosicielem a potem dopiero w 100% łączy się z nim.
Symbiont się może i z nim nie połączył, ale co z nim? Jak umarł to nie mógł wyjść z O'Neilla, więc musiał się rozłożyć. Więc znów pytam - gdzie tu sens i logika?
P.S. Fakt - odeszliśmy od tematu technologi.
Użytkownik zbzikowana edytował ten post 25.08.2003 - |12:13|
#39
Napisano 25.08.2003 - |14:23|
Pierwsza flaszka znieczula - stopień sponiewnirania osobników zależy od wielu czynników, m.in. nawet od chwilowego samopoczucia.Moze to jest jak z wodka: Flaszke mozna obalic, ale jezeli obali sie zaraz druga, to murowany koniec filmu. A jezeli zrobi sie przerwe ... A Aris Boch moze ma mocna glowe
.
druga zabija - promile (nie dotyczy Polaków i Rosjan)
trzecia - ?
Chyba, że zamiast wódki będzie siara (wino marki wino) - wtedy kwas może roztworzyć (rozpuścić) ciało
Simon
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja







