Skocz do zawartości

Zdjęcie

Nasze wspólne opowiadanie 2


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
111 odpowiedzi w tym temacie

#21 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 18.06.2004 - |17:42|

Tymczasem w glownej sali.
- Musimy cos zrobic - mruknal Teal'c rozpaczliwie zaslaniajac Thora - zaraz sie zorientuja
- Ok - odpowiedziala Sarah - ja to zalatwie
I zaczela sie powoli rozbierac w takt muzyki. Urzadzila taki show, ze nie tylko Teal'c ale nawet Thor wlepial w nia slepia sliniac sie przy tym.
- Dalej mala! Pokaz co tam masz! - zawolal Thor po czym zagwizdal na palcach - Oh yyyess bejb...
Ale w tym momencie Teal'c oprzytamnial i wyciagnal Thora na korytarz za uszy.
"Dobry pomysl" - pomyslal. "Udalo sie wyciagnac szaraka i odwrocic ich uwage. Bosh, jakie ona ma cialo..."
Szybko otrzasnal sie z grzesznych mysli i z impetem wpadl do pokoju do ktorego onegdaj wtargnal Daniel. Nagle ujrzal swego dawnego bossa znecajacego sie nad Jacksonem. Na jego widok oczy Apophisa zablysly z radosci.
- Shol'va! Nie spodziewalem sie ciebie! - na twarzy Goa'ulda pojawil sie usmiech - Nareszcie dostaniesz to na co zasluzyles!
Szczena Teal'ca opadla. Thor natomiast myslal, ze Apophis to dj i wlasnie zamawial u niego piosenke.
- Z dedykacja dla Thora i paczki... - wybelkotal
- Aah... Komandor Thor... Nie sadzilem, ze ten dzien nadejdzie... - podniecil sie Apophis i sprzedal kopa Naczelnemu Dowodcy Floty. WowczasTteal'c spostrzegl, ze na glebie lezy Daniel i jeczy. "Nasza jedyna nadzieja w Jacku i Sam" pomyslal "Nie ma zatem zadnej nadziei... hm,ciekawe co dzisiaj idzie w TV?"
  • 0

#22 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 18.06.2004 - |22:21|

Nagle ni stąd ni zowąd znaleźli się wszyscy na statku Azgartu, a razem z nimi jakaś młoda dziewczyna i inny mały szary ludek który powiedział:
- Ta dziewczyna wysłała mi maila w którym napisała , że macie kłopoty z tym trupem Aphopisem, podobno wyczytała to gdzieś na jakiejś stronie internetowej i zażądała za ujawnienie waszych pozycji darmowego transportu z Tarnobrzega do Krakowa i z powrotem
- Dzięki mała - powiedział Thor
- Niema sprawy.
- A jak właściwie ma na imię nasza wybawczyni? - zainteresował się Daniel któremu Teal`c właśnie pomógł wstać.
- Po kiego grzyba wam moje dane, nie mam najmniejszej ochoty by NID się interesowało mną albo tymi co to opowiadanko piszą! – oburzyła się tajemnicza nieznajoma.
- No nie bądź taka, daj się przekonać... - nalegał Daniel
- Nie! - powiedziała krótko acz stanowczo - Ale mówią mi w pewnych kręgach Esa.
- Esa...? Ładnie – uśmiechnął się Daniel – A tak na marginesie gdzie jest reszta, to znaczy Sam i Jack?
- Ja wiem ale nie powiem, chyba że... – Zaciekawiła obecnych Esa.
- Esa, chyba że co? - zapytał Teal`c starając się wyglądać groźnie, co jednak na niej nie zrobiło żadnego wrażenia.
- Mały szary, jak ci na imię? – zapytała ignorując miny Teal’ca
- Indu. – odpowiedział nowo przybyły Asgardczyk
- Indu wiesz skąd mnie zabrałeś?
- Tak
- Na biurku stoi komputer, jak wrócę z Krakowa to ma chodzić jak złoto i nie zawieszać się! Poza tym zainstalujesz mi to co z Krakowa przyniosę. Wtedy wam powiem gdzie jest Sam i Jack albo dam stronkę internetową to sobie sami zobaczycie
- Jak sobie życzysz... - powiedział Indu i teleportował dziewczynę do Krakowa wprost do pewnego ogrodu w dzielnicy Krowodrza. Następnie teleportował jej kompa i zaczął w nim grzebać razem Thorem.
- Damy jej to jako bonus. Jej admin się nie połapie, będzie miała 4 razy szybszy transfer z netem bo ten ma lipny.- powiedział Indu.
Dziewczyna wróciła po jakichś dwóch godzinach wyraźnie uhahana z jakimiś płytkami cd.
- Zainstalujecie jeszcze to chłopcy. - uśmiechnęła się podając kosmitom płytki - a potem odeślecie pięć merów dalej na południe i dwa wyżej niż mnie. Oki?
- Twój komputer jest gotów, uprościliśmy w nim dużo i zreorganizowaliśmy tego jak mu tam Windowsa. Jest odporny na każdego wirusa i nie zedrzesz go wcześniej niż resztę sprzętu.
- Dzięki. Dobra teraz moja część umowy. Sam i Jack są yyyyyyyyy czytajcie sobie na http://forum.gwrota.com/ tam w dziale „FanFic” jest temat „Nasze wspólne opowiadanie 2”, a teraz skoro ja komp jesteśmy gotowi prośże mnie odstawić do domu. Życzę ciekawej lektury..
- Dlaczego mam przeczucie, że jeszcze się spotkamy?? – Myślał na głos Daniel, patrząc jak Sarah dalej się ubiera po striptizie w barze...
Dziewczyna została teleportowana do siebie a oni zajęli się stonką internetową i opowiadaniem...
  • 0

#23 mathix

mathix

    Sierżant

  • VIP
  • 686 postów
  • MiastoGdańsk

Napisano 19.06.2004 - |06:05|

Jack i Sam robili to czego robić nie powinni, w pobliskim hotelu, dokąd wymknęli się korzystając z chwili zamieszania, stworzonej przez Thora. Tymczasem Apophis zachowywał się jak typowy ziemski terrorysta. Rozkazał swoim chłopcom obstawić wszystkie drzwi i zadzwonić po telewizję. Jednak reporterzy miejscowej stacji wcale nie mieli zamiaru się pojawiać, dlatego goa'uld zadzwonił do CNN, a potem na policję. Po dziesięciu minutach przybył pierwszy patrol. Policjanci byli przekonani, że to głupi żart, więc spokojnie weszli do środka, gdzie zostali obezwładnieni przez ulepszonych jaffa Apophisa. Jeden z podwładnych goa'ulda wyszedł na zewnątrz budynku i strzelił z wielkiego Staffa w radiowóz. Pojazd natychmiast stanął w płomieniach.

Goa'uld podszedł do trzęsących się ze strachu funkcjonariuszy policji.
- Zadzwonicie teraz po wsparcie. - Wskazał na krótkofalówkę jednego z policjantów.
Człowiek posłusznie wykonał polecenie.

W tym samym czasie Thor. Próbował trafić kursorem myszy w napis FanFic, widniejący na ekranie komputera.
- Dawno nie miałem do czynienia z tak prymitywną technologią.
- Tylko nie prymitywną. - Oburzył się Daniel, gdyż to był jego sprzęt. - Dałem za niego 1500 dolarów. Pokaż ja to zrobię.
Doktor Jackson kilkoma szybkimi ruchami otworzył odpowiedni link, ale zamiast obiecanej informacji na temat Jacka i Sam, wyświetliła się strona pornograficzna.
- Nie rozumiem co się dzieje. - Powiedział zdziwiony Daniel.
- Mi to się podoba. - Odpowiedział Thor, chwytając myszkę.

Przed barem, w którym znajdował się Apophis, znajdowała się już brygada antyterrorystyczna i dziennikarze CNN.
- Bardzo dobrze. - Powiedział Apophis, po otrzymaniu o tym wiadomości od swojego sługi. - Trzeba im teraz przekazać wiadomość.
Goa'uld aktywował pole ochronne i wyszedł z budynku. Bob Timson, będący policyjnym negocjatorem spróbował spokojnie nawiązać rozmowę.
- Jakie są twoje warunki?
- Chcę, aby cała wasza planeta uznała mnie za swojego boga.
- To będzie trochę trudne, ale postaram się zrobić co w mojej mocy. Wypuść zakładników, jago oznakę twojej nieograniczonej dobroci. - Powiedział Bob, widząc, że ma najpewniej do czynienia ze świrem.
- Ja nie jestem dobry! Będziecie cierpieć w mękach!!
- Dobrze, ale musisz dać nam jeszcze trochę czasu.
- Nieee!!! - Krzyknął goa'uld, po czym używając Ribbon Device, przewrócił jeden z samochodów. Pojazd przygniótł znajdujących się za nim antyterrorystów.
Dowódca jednostki dał znak do otwarcia ognia. Kule z różnego rodzaju broni odbijały się od pola siłowego goa'ulda. Który zaczął się powoli wycofywać z powrotem do baru.
- Wezwać wojsko. Nie wiem z czym mamy do czynienia, ale to najwyraźniej przerasta nasze siły. - Nakazał dowódca antytrrorystów.
  • 0
There are 10 types of people in this world.
Those who understand binary and those who don't.


#24 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 19.06.2004 - |11:06|

- Rozejsc sie! - stanowczy glos byl skireowany do ekipy antyterrorystycznej - Przejmujemy negocjacje!
- Ze co?! - warknal wsciekly dowodca - Kto smie...?
Natychmiast zamilkl jak zobaczyl kto to powiedzial. Plakietka na dziwnym uniformie mezczyzny mowila sama za sieie. Byli to przedstawiciele H.O.G.W.A.R.T znani z radykalnych metod eliminacji przeciwnika.
- To z czym macie do czynienia, przerasta was - powiedzial mlody czlowiek w okularach i wzial megafon od dowodzacego
- Apophisie! - krzyknal - Ty i ja mamy niedokonczone interesy...
I tyle zdazyl powiedziec, bo salwa ze staffow w ulamku sekundy zamienila wszystkich w pyl.
-NIEEE!!! - krzyknal w tym samym momencie Daniel - Nie, Thor! zasliniles mi klawiature i teraz jej nie doczyszcze!
Teal'c rozwiazal problem radykalnie - wyjal wtyczke z kontaktu.
- Ty @#$!$*&^@ #%$#&^* @^@!!! - zaklal siarczyscie po Asgardzku Thor po czym pociagnal "Galaktyczny megagrzmot" z piersiowki.
- Co on powiedzial? - podniosl brew Teal'c
- Lepiej zebys nie wiedzial - usmiechnal sie Daniel po czym powiedzial do Thora - Daj lyka
Szarak usluznie sie podzieli swoim kosmicznym (zeby nie powiedziec: niebianskim) trunkiem majacym te ceche, ze rozjasnia umysl.
- Musimy cos wymyslec, Danielu - Teal'c podrapal sie po lysinie a nastepnie wpakowal palec do nosa
- Hmm... - powiedzial Daniel
- Hmm... - powiedzial Thor
- Hmm... - powiedziala Sarah
- Hmm...- powiedzial obcy glos
  • 0

#25 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 19.06.2004 - |16:58|

- Co kto tu jest?- odwricił sie nagle Daniel
- to znowu ja wpadałam podziekowac Azgard za szypszy trasfer i tleporter w porcie podczerwieni z tego, co widze wciąż nie możecie wejść na te stronkę z opowiadaniem...
- skąd wież Eso?- zdiwił sie Indu
- jak to skąd z opowiadania już napisali ciąg dalszy no dobra ułateiw wam Sam i Jack są w pobliskim hotelu i robią to czego nie powinni robić, wiec jak nie chcecie zostać wujkami to sie lepiej pośpieszcie, a i Thor zanim zabierzeż sie z tąd może zrobisz pożądek z tym bałaganem który po sobie zostawiliście co?
- jakim bałaganem ?- zdiwił sie Thor
- jak to jakim Aphpohos i spułka rujnują mój ulubiony lokal i omało co nie powybijali ludzi z H.O.G.W.A.R.T- u,- powiedziałą z kwaśna minką
- co chcą wybić ludzi z H.O.G.W.A.R.T- u nie Hary !!!!- kszykneła Sarah
- no więć zróbcie coś z tym facetem! - powiedziała i znikneła
- oki gdzie mam zostawić te graty z ładowni? - dopytywał sie Indu
-Indu graty ? - Teal`c podniusł brewi wyją palec z nosa
-no to użądzenie do zamiany osobowość.... Thor co ty robisz?
- właśnie teleportowałem je do bazy tam sie nim dobrze zajmną i dopiołem do niego karteczke "Technicy bez nadzoru ze strony major Carter nie dotykać " na wypadek by ich łapki za bliosko tego nie były
Tymczasem na ziemi
Po salwie ze staffów nie wiele już zostało z radiowozów i policjantów. Ponieważ Aphophis chciał by było to emitowane na żywo jedynymi nie tkniętytmi wozami zostały wozy telewizyjne. Z pod sterty kurzu blach i rozbitych szyb wyłonił się młody człowiek w okularach, z jego ust wydobyły sie jakieś nie zrozumiałe syczące wyrazy, gdy spojrzał na świat przez zbite szkiełka swoich okularów.
- zbiłeś mi okulary ty @#&^%*()$# Aphophisie- powiedziawszy to podniusł do góry jakis patyk i...
  • 0

#26 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 21.06.2004 - |18:51|

Nasze wspólne opowiadanie
księga 25: dyplomatyka i łowy

Natenczas Apophis chwycił u boku przypięty
swój Staff nowiutki, błyszczący i piekny
obiema rękoma za miotacz zacisnął
wzdął policzki w banie, oczami zabłysnął
zasunał zacz powieki, wciągnął w głąb pół brzucha
i Staff zaczął strzelać niczym wojskowa bazuka
Umilkli wszyscy, Daniel, Teal'c zadziwieni
mocą i szybkością fałszywego boga pieni.
Apophis cały kunszt, którym niegdyś w galaktyce słynął,
jeszcze raz przed oczyma ziemijan rozwinął.
Gdy strzelał, rozlegał się okrzyk cichutki
unicestwianych istnień ludzkich to były skutki.
Jęk głośniejszy skądś doszedł - to Harry'ego wołanie
A za chwile ton twardszy jak grzmot: to strzelanie!

Tu przerwał, lecz Staff trzymał; wszystkim się zdawało
że Apophis wciąż strzela, bo wciąż uciekano...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 24.06.2004 - |13:10|

  • 0

#27 M.M

M.M

    Starszy sierżant

  • VIP
  • 808 postów
  • MiastoKraków

Napisano 29.06.2004 - |13:48|

W ogólnym popłochu nikt nie zauważył niebieskiego błysku. Nie zarejestrowały go także kamery telewizyjne. W ogóle niczego nie zarejestrowały. Tak mogło by się wydawać.
Spokój trwał kilka sekund, po upływie których co śmielsi, zaczęli wyglądać ze swoich kryjówek.
Tym czasem na statku Thora.
- Zmiana planów- powiedział jeden z małych ludzików.
- Jakich planów- zaczął się dopytywać zdumiony Daniel. Nie mógł oderwać oczu od Apophisa i jego Jaffa. Goa’uld i jego wojownicy wściekle strzelali w jakąś niewidzialną ścianę.
- Brakuje Jacka i Sam- odezwał się Teal,c- Trzeba ich znaleźć.
- Są na statku. Zostali przeniesieni do innego pomieszczenia, by mogli się przygotować na spotkanie. Sprowadziłem też z powrotem na statek urządzenie do zmiany połączeń synaptycznych.
- Myślisz o wszystkim Thor- powiedział z podziwem Daniel nadal obserwując Apophisa, który teraz strasznie wywijał rękami. Daniel nie mógł oprzeć się wrażeniu, że zaraz mu odpadną.
- Nie obawiaj się Danielu, nie wydostaną się z stamtąd- odezwał się Indu, który trzymał w rękach urządzenie do zmiany połączeń synaptycznych- Idę do Jacka i Sam. Powinni być już gotowi. Na pewno chcą jak najszybciej wrócić do swoich ciał- po czym skierował się do najbliższych drzwi.
Daniel na dal obserwował Apphisa próbującego przebić się rękami przez pole siłowe. Powoli podszedł do niego. Obaj mężczyźni stali naprzeciwko siebie. Goa’uld ciągle tłukł rękami w niewidzialną ścianę. Nagle Daniel podniósł ręce do nosa i zaczął machać palcami. Jednocześnie wystawił język. Apophis na chwilę oniemiał z wrażenia, lecz od razu zaczął walić w pole ze zdwojonym wysiłkiem.
- Co się tutaj dzieje- zapytał Jack. Nikt nie miał wątpliwości, że to on we własnym ciele. Obok niego stała Sam i Indu. Sam i Jack wydawali się być lekko zmieszani.
- Wyjeżdżamy na ryby- zawołał radośnie Thor- Znam taką planetę, gdzie są wspaniałe okazy. Wielkości Orki- Wołał radośnie Thor obserwując, jak oczy Jacka robią się coraz większe z niedowierzania.
- Wielkości Orki?- powtórzył Jack.
- Sir, te zwierzęta mają kilka metrów długości.
- Wiem Sam. Jak chcesz łapać takie ryby?
- O, do tego służy specjalna przynęta- zawołał figlarnie Thor. Poczym spojrzał w kierunku Apophisa i jego Jaffa.
Wszyscy spojrzeli za nim. Obok Apophisa stał Daniel, który teraz ciągnął się rękami za uszy. Po odgłosie jaki wydawał, wszyscy domyślili się, że pokazuje Apophisowi język.
- Gdzie jest ta przynęta- spytał Jack.
- Zobaczysz. Chodźcie za mną.
Nagle pojawił się kolejny niebieski błysk. Daniel opuścił ręce. Nie miał już komu dokuczać. Zrezygnowany powrócił do towarzystwa.
Thor powiódł wszystkich krętymi zakamarkami swojego statku. Powoli wspiął się w górę i przecisnął przez otwarty właz. Reszta szybko dołączyła do niego. Stali na statku. Wokół nich rozciągał się niesamowity widok. Olbrzymi statek znajdował się pośrodku jakiegoś morza. Woda wokół była tak przeźroczysta, że widać było na głębokość kilku metrów. Niewielkie fale lekko kołysały jego kadłubem. Po niebie płynęły łagodne chmury. Zdumieni ludzie wydali radosne okrzyki.
- Nie wiedziałam, że twój statek potrafi pływać.
- To nic nadzwyczajnego. W razie potrzeby mogą też pływać pod wodą- odpowiedział Thor.
- To bardzo fajnie, ale jak będziemy łowić te... Orki?- Dopytywał się Jack
- Ryby- sprostował Thor- Nazywamy je Guldożery. Indu zaraz sprowadzi sprzęt.
Niemal jak na zawołanie pojawił się kolejny błysk. Po chwili wszyscy ujrzeli małego Azgardczyka, okrągłe akwarium, w którym pływały larwy Goa’uld i jakieś dziwne kije.
- To są wędki- powiedział Indu, widząc zdziwiony wzrok ludzi- Są bardzo mocne i lekkie. Mają też wspomaganie grawitacyjne, więc dacie radę utrzymać Guldożery.
Wzrok ludzi skierował się na akwarium. Pływało tam 18 larw.
- Domyślam się, że to jest przynęta.
- Tak O’Nill, urządzimy zawody. Kto przegra, to urządza następną imprezę u siebie. Przegrywa ten, kto złowi najmniejszą rybę. Każdy ma trzy szanse. Do konkursu można wystawić tylko jedną rybę.
- Thor jeszcze nigdy w to nie przegrał. Ryby złowione przez niego zawsze były największe- dokończył Indu.
Ludzie nie wiedzieli co powiedzieć. Z oszołomienia pierwszy otrząsnął się Jack.
- Świetnie. Ja się zgadzam, tylko nie wiem jak się zakłada przynęty na wasze wędki.
- Nie przejmuj się. Obserwujcie mnie i Indu. Jest w tym równie dobry jak ja- Odpowiedział Thor.
Po czym skierował się w kierunku akwarium. Jedna z larw była dojrzała. Cały czas z niepokojem przysłuchiwała się rozmowie. Teraz wynurzyła się lekko z wody i spojrzała prosto w czarne oczy Thora. Goa’uld otworzył usta i ostrzegawczo zaskrzeczał. Szara ręka powoli wyciągnęła się w jego kierunku. Wielkie czarne oczy wydawały się być niewzruszone.
  • 0

#28 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 06.07.2004 - |08:58|

O'Neill postąpił podobnie. Już miał chwycić larwę, gdy nagle...
- Co ty do cholery wyprawiasz, JacK? - wzburzony głos mógł należeć tylko do jednej osoby - Hammonda. Jack mrugnął oczami i popatrzył na Goa'ulda.
- Jack, pytam co ty wyprawiasz? - przemówił głosem Hammonda Goa'uld
- Ki diabeł... - mruknął O'Neill - Thor, ten Goa'uld do mnie...
Urwał w połowie, bowiem zamiast Thora, Indu, oceanu i okrętu ujrzał, że jest w SGC. Odwrócił się i z przerażeniem stwierdził, że trzyma za gardło Hammonda.Natychmiast go puścił.
- Sir, ja nie wiem... - zaczął
Generał przez chwilę łapał powietrze.
- Ale ja wiem, Jack - sapnął - Znowu ćpałeś!
Oczy O'Neilla zrobiły się wielkie.
- Sir, ja nigdy...
- Zawołać dr Frasier! - krzyknął generał do słuchawki. Diagnoza lekarska była jednoznaczna: Jack brał.
- Synu - Hammond położył rękę na ramieniu O'Neilla - muszę odstawić cię na odwyk...
- Z całym szacunkiem, sir - odezwała się Sam - ale musimy odnaleźć zaginione miasto...
Generał pokręcił głową.
- Przykro mi, ale zdrowie moich podwładnych jest najważniesze. No, Jack, zbieraj się. Ambulans czeka na zewnątrz. Jest trochę zimno, więc załóż ten kaftanik...
Do O'Neilla zaczęło się zbliżać troje ludzi z białym kaftanem. Jack przełknął ślinę...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 06.07.2004 - |08:59|

  • 0

#29 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 06.07.2004 - |18:29|

- Chłopaki może się jakoś dogadamy – wymamrotał O`Niell – no wiecie ja pójdę z wami, ale bez kaftana, bo.... w białym jest mi jakoś tak nie do twarzy jak ja będę wyglądał w tym kolorze? – mówił cofając się do tyłu aż utkną na biurku Dr . Freizer – chłopaki... Generale ten kaftan naprawdę nie jest potrzebny!
- Jack wierz mi jest- powiedział generał
- Nie Generale, pani doktor je jestem taki spokojny bardzo spokojny.....- tym czasem Janet wbiła mu w ramie igłę podając środek nasenny, – co jest? – zdążył jeszcze zapytać
- Jak to, co? nie chciałeś kaftana to, to powinno załatwić sprawę- powiedziała Janet, a pułkownik zasną by ponownie zostać obudzonym
- Janet.... ja nie chce na odwyk ja naprawdę nie biorę – powiedział podrywając się z łóżka w Ambulatorium
- Pułkowniku, o jakim odwyku pan mówi chyba od wody na innych planetach, bo to się źle dla pana kończy, najpierw zamiana z Sam teraz o mało nie został pan nosicielem Goa-uld, ta mania łowienie ryb pana kiedyś wykończy – skrzywiła się dr. Freizer
- Co czym pani mówi przecież?...- zdziwił się O`Niell
- Jedna z larw była dorosła i o mało nie wzięłaby pana no nosiciela sir – usłyszał głos, Carter,- ale Daniel był na tyle przytomny ze strzelił do pana z zata
- Aha
- A teraz proszę grzecznie się przespać, bo po tych wojażach pański organizm tego potrzebuje- powiedziała stanowczo Janet

Jack rozejrzał się dokładnie do o koła siebie, upewniwszy się, że niegdzie nie było widać ludzi w białych kitlach z kaftanem opadł spokojnie na poduszki i starał się zasnąć.
- Przyniosę panu grę i zapasowe baterie- usłyszał jeszcze Sam odchodzący do gabinetu z Janet


- Mówiłam ci już ze musze natrzeć uszu Thorowi i Indu – powiedziała Janet jak tylko Sam znalazła się w jej gabinecie
- Nie a za co?
- Jak to, za co? Zachciało mu się łowić ryby na przynętę z goa-uld, przecież to mogło się skończyć tragicznie dla każdego z waz.
- Tak. Idę po tą jego grę, bo jak się obudzi to nie będzie chciał tu siedzieć – powiedziała w drzwiach Sam
- Tak a ja musze zrobić mu jeszcze kilka testów

Tym czasem w sali kontroli
- Nie przewidziany sygnał z zewnątrz – powiedział operator
- Zamknąć przesłonę – powiedział Gen. Hamond, który właśnie zszedł na dół....
  • 0

#30 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 06.07.2004 - |20:33|

- Sir, mamy odczyt wzrostu mocy! - krzyknęła Sam - Coś jest nie tak!
Rzeczywiście, pomimo zamknięcia przesłony, w pomieszczeniu zaczęło robić się gorąco.
- Co masz? - zaniepokoił się Daniel
- Spójrz na fluktuacje... - Sam pokazała na ekran - Zrobiłam właśnie FFT sygnału i nałożyłam na nie okno Hamminga. Uwzględniłam N/2 próbek sygnału i obliczyłam moduł transformaty i przesunięcie fazowe. Zlogarytmowałam wynik, wrzuciłam na ekran, a następnie zrobiłam STFT i dokonałam transformaty Wignera-Ville'a, jednoznacznie wskazująca na...
- Uff... co tu tak gorąco? - techniczny bełkot Carter przerwał O'Neill. Wszyscy spojrzeli na niego z wdzięcznością. Poza Sam - ona miała sztylety w oczach.
- Jack, natychmiast wracaj do ambulatorium! - mruknął Hammond
- Sir, nic mi nie jest...
Nagle powierzchnia przesłony się rozgrzała do czerwoności. Wszyscy spojrzeli po sobie; już raz mieli do czynienia z podobnym przypadkiem. Wtedy gdy Sokar ich zaatakował.
- Jak się rozłączy, wybierzemy jakiś adres - pocieszył Daniel - Chyba jeszcze mamy ten program do szybkiego dialowania?...
Sam pokręciła przecząco głową.
- Pułkownik bawił się kiedyś z Teal'cem kto szybciej wybierze kod. Teal'c był na Chulak, a pułkownik w sterowni...
- Czemu nic o tym nie wiedziałem? - zdziwił się Hammond
O'Neill tylko się uśmiechnął.
- No i jak Teal'c wygrał trzy razy z rzędu, pułkownik... ze złości sformatował dysk...
- Yyyy... to nie do końca tak... - zaczął się tłumaczyć Jack
- Poza tym - przerwała Sam - Raczej nie doczekamy rozłączenia. Wzrost energii jest zbyt duży...
W tym momencie coś zafalowało na przesłonie. Czerwony kolor uformował się w coś jakby twarz...
  • 1

#31 M.M

M.M

    Starszy sierżant

  • VIP
  • 808 postów
  • MiastoKraków

Napisano 07.07.2004 - |09:55|

- Ludzie z Tau’ri! Mam wam do ogłoszenia wielką nowinę. Za kilka dni zaszczycę was swoją obecnością, a wy złożycie mi pokłon.
Po tych słowach czerwona twarz znikła, a połączenie zostało przerwane.
- Szybko wybrać dowolny adres- rozkazał Hammond- Sam, możesz jeszcze raz napisać ten program do szybkiego wybierania adresu?
- Oczywiście sir, ale to trochę potrwa.
- Dobrze, bierz się do roboty. Sprowadźcie tu kogoś ze sprzętem do chłodzenia.
W między czasie technicy zdołali nawiązać połączenie z drugimi Wrotami.
- Z kim się połączyliśmy?
- To niezamieszkana planeta- odpowiedział technik.
Po upływie ok. pół godziny, tunel się wyłączył.
- Wybrać ponownie adres- rozkazał Hammond.
- Ktoś otwiera Wrota z zewnątrz- zameldował technik.
- Mamy jakieś zespoły na misjach?
- Tak. Trzy, ale jeszcze nie powinni wracać.
- Dokończyć wybieranie adresu- polecił Hammond.
Kiedy kończył się wybierać szósty symbol, Wrota się otworzyły i pojawiła się znajoma czerwona twarz.
- Ludzie z Tau’ri. Nie uciekniecie przede mną. Przygotujcie się na moje przybycie. Mam wam do powiedzenia coś ważnego.
- Kim jesteś- zawołał Hammond.

Tym czasem po drugiej stronie tunelu Tok’Ra robią sobie jaja. Przy pomocy broni biologicznej o krótkim czasie działania, udało im się opanować stację kosmiczną Goa’uld i dwa Ha’ taki przycumowane do niej. Była to ta sama stacja, na której kiedyś chcieli zabić wszystkich Władców przy pomocy Daniela. O zwycięstwie chcieli powiadomić swoich sojuszników z Tau’ri. Najpierw urządzili sobie wielką imprezę, z kilkoma pifkami. Potem postanowili trochę nastraszyć swoich sojuszników. Rozglądając się po stacji i Ha’takach, natrafili na magazyn broni Goa’uld. Przy pomocy potężnego akceleratora do pokonywania barier chroniących Wrota, postanowili ogłosić o swoim sukcesie.
Sama stacja jest potężnie uzbrojona, a dwa statki wojenne stanowią dodatkową ochronę. Na stacji znajdują się także Gwiezdne Wrota.

Użytkownik M.M edytował ten post 07.07.2004 - |10:06|

  • 0

#32 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 09.07.2004 - |11:07|

- Dosyć tego - mruknął Hammond - Mamy jaką atomówkę na składzie?
- Myślę, że się ostała jakaś, sir - zasalutował stojący obok sierżant
- Dobrze. Przygotować ją. Majorze - generał zwrócił się do Carter - Musimy utrzymać tunel otwarty z naszej strony tak długo, jak się da.
- Sir, chyba nie chce pan zrobić tego co myślę... - zaniepokoił się Daniel
- Właśnie to zamierzam zrobić.
- Ale przecież to też istotki żyjące! Nie możemytak...
Strzał z zata uciszył Jacksona.
- Ktoś jeszcze będzie mi tu pyskował? - Hammond zakręcił zatem i wetknął za pas. W tym momencie technicy wtoczyli atomówkę do pomieszczenia wrót.
- Przygotować się... Majorze, jak sprawy stoją?
Carter głupkowato się uśmiechnęła.
- Sir, nie rozumiem...
- No, możesz aktywować wrota, czy nie?! Czaisz bazę?
- A, o to chodzi... Już.
Po chwili wrota były otwarte. Technicy zaczęli wprowadzać atomówkę do tunelu.
- Cześć Sam, co ciekawego robicie? - do sali wkroczył Jacob z pustą flachą (gwoli ścisłości: był to denaturat)
- Jakiś [beeep] nam grozi - sapnął Hammond - Ale nie znami te numery. Właśnie posyłamy mu atomicę, hehe.
- To super. Czy kontaktowali się z wami Tok'ra? - Jacob obrócił flachę w ręce - Udało im się zdobyć jakąś stację. Przypuszczam, że ostro popili przy tym...
W tym momencie atomówka weszła w korytarz. W tym samym momencie Jacob looknął na screena błyskającego obok.I w tym samym momencie dojrzał adres gdzie zaraz będzie masakra.
- NIEEEEEE!!!.... - zawył jak ranny zwierz - Nieeee!

A po chwili dodał z pijackim uśmieszkiem:
- Alkohol mi się skończył.
  • 0

#33 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 14.07.2004 - |20:44|

Sam pochyliła się do ucha ojca i szepnęła
- Idź do mesy jak za kontuarem jest taka gruba kucharka idź do niej i spytaj czy jest zimna niebieska galaretka w płynie, ale nie daj sobie wcisnąć placków ziemniaczanych ze słoja, bo to ruski bimber straszne świństwo nawet selmak w swoi długim żywotku nie pił podobnego a kosztuje tyle co moja cała pensja
- Ruski bimber..... hm chyba masz racje wątpię czy będzie dobry
- Nom a tak dostaniesz litr czystego spirytu
- To już lepiej –powiedział i chwiejnym kroczkiem udał się do mesy
- Majorze, dokąd idzie pani ojciec?- zapytał Hamond gdy tylko selmak znikną za drzwiami
- A słyszał ze ruskie dobry bimber robią
- Mam nadzieje, że selnak to wytrzyma
- Generale skąd pan woził adres, na który posłaliśmy atomówkę
- Z tego adresu mieliśmy te przebrzydła czerwona twarz
- No tak, ale z skąd pan to woził?
- Nie zawracaj [beeep] Carter, jak by, co jestem u siebie, ale nie przeszkadzać przez najbliższe 2 godziny mam, bowiem zamiar przeprowadzić ważną rozmowę z numerem 3 na mojej liście telefonów :D
- Nr1 to wnuczka 2 to prezydent a 3? - zapytała podejżliwie Carter :>
- 0700 880 ... nucąc pod nosem generał wbiegł jak odmłodniały na schodki.

Carter nie mając niczego lepszego do roboty zadzwoniła do O`Niella
- O`Niell za 30 minut masz być w mojej kwaterze z dwiema zimnymi galaretkami tylko uważaj by ci mój ojciec nie przyfilował jak do mnie idziesz – powiedziała i zanim się ten zdążył odezwać odłożyła słuchawkę. Udała się do Ambulatorium zastanawiając się czy Janet nadal ma ten pakunek, który jej kiedyś dała na przechowanie dziś wydał jej się bardzo, ale to bardzo potrzebny „ trzeba teraz skombinować jeszcze jakiś dobry do rzutu podkoszulek”. Sam wzięła pakunek od Janet i udała się do swojej kwatery, „mam nadzieje ze chłopcy powstrzymają się od brodatych myśli” pomyślała po drodze. Dwadzieścia minut później ktoś zapukał do drzwi jej kwatery....
  • 0

#34 hathor

hathor

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 89 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 14.07.2004 - |21:15|

A był to Hamond...
-Carter, masz może wolny telefon?- zapytał generał
- Tak, ale...- nagle ucieła Sam
- Dobrze Carter, bez jaj, mi odcieli już ten numer bo ciągle dzwonie,a jak ty jestes umowiona z półkownikiem to poczekaj na niego przed stołówką i weź go na świerze powietrze porozmawiać...
Zmieszana nieco pani kapitan wyszła ze swojej kwatery ubrana w obcisły podkoszulek i spódniczke, elegancką spódniczke...Po drodze do stołówki zatrzymała ją Janet:
- Ale się odstawiłaś Sam- stwierdziła jej najlepsza przyjaciólka
- A wiesz...może wyjde gdzieś z Jackiem- zawstydzona Sam
- A nie zauważyłaś przypadkiem, że ten podkoszulek nie pasuje do tej eleganckiej spódnicy
- No i co z tego? Jack ma szczescie, że dla niego ubrałam spódnice, a to juz ze ona nie pasuje do ''góry'' mojego stroju to szczegół.. :rolleyes: A gdzie ty się wybierasz?
Janet miała nadzieję, ze Sam juz jej o to nie spyta ale z wielką powaga odpowiedziała jej...
- Ide do Daniela, miał mi coś pokazać...
- Co tak wszyscy gdzies do kogoś chodza...wiesz...Janet, nie podejrzewałam cie o to...od kiedy ty się archeologią interesujesz?
- Od tego czasu kiedy ty kręcisz z Jackiem.
- Nie wiedziałam, że chcesz mi odebrac Danielka...-powiedziala bardzo zła Sam.
- Ja tylko ci ''oddaje'' za Jacka.-wściekła Janet
Po tej bardzo ciekawej rozmowie dziewczyny poszły bardzo złe każda w swoją strone....
  • 0
Grzechem jest nie grzeszyć...

#35 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 15.07.2004 - |10:50|

Tymczasem w swojej kwaterze Daniel ślęczał nad jakimś starym tekstem. Wodził lupą tu i tam i nagle przypadkiem looknął na drzwi. Widok "rybiego oka" Daniela był naprawdę komiczny.
-Yyyy... Janet, to ty? - Jacksonowi opadła szczena (razem z lupą) na widok pani doktor. Rzeczywiście, było na co popatrzeć - Frasier była ubrana w długą czarną suknię, włosy miała spiętę, oczy umalowane - no i zdecydowanie użyła najdroższych perfum na jakie było ją stać.
- Hej, tygrysie - mruknęła rozkosznie przeciągając się.
"Gosh... Ona jest boska..." pomyślał Daniel. Janet tymczasem rzuciła zalotne spojrzenie, po czym przymknęła drzwi.
- Zajęty jesteś? - zapytała niewinnie
- Yyy... właśnie badałem starożytny manuskrypt...
- Hmm... Pobadamy go razem? - zbliżyła się powoli. Daniel poczuł, że nogi mu się uginają.
- Właściwie... to ja... Yyy... - zająknął się i cofnął rozpaczliwie - Dlaczego jesteś tak ubrana?
- Nie podobam ci się? - Janet znów rzuciła mu to spojrzenie i zbliżyła się.
- Ależ nie... Wyglądasz zdecydowanie... - Daniel szukał rozpaczliwie jakiegoś neutralnego określenia - Ładnie - wykrztusił w końcu. Niestety, na Janet to podziałało, podeszła bliżej i objęła rękoma Jacksona za szyję.
- Wiesz, myślałam ostatnio o tobie - wyciągnęła rękę i zdjęła mu okulary - O nas...
- Yyy... O nas? To znaczy SG-1?... - zająknął się Daniel
Frasier zaśmiała się.
- Nie głuptasku. O nas. O mnie i o tobie.
- Yyyy...
Janet pochyliła się by pocałować Daniela, ale w tym momencie otworzyły się drzwi. Stał w nich Jacob.
- Eeee.... - wybełkotał i przez chwilę stał zastanawiając się po co tu przyszedł - Yyyy...
Zapadła chwila milczenia. Nagle Jacob sobie przypomniał.
- Nie wiecie gdzie tutaj mają ten bimber?
- W stołówce? - nieśmiało podpowiedział Daniel próbując się wyśliznąć z objęć pani doktor. Ta jednak trzymała go mocno.
- Aaa... No tak... - zatoczył się ojciec Sam - To ja nie przeszkadzam.
- Jacob!... - krzyknął Daniel ale było za późno. Drzwi się znów zamknęły.
- Na czym skończyliśmy tygrysie? - usłyszał szept w ciemności.
"Ratunku!..." zdążył pomyśleć...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 15.07.2004 - |10:51|

  • 0

#36 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 15.07.2004 - |13:55|

Jack zaopatrzony w dwie galaretki – patrz dwie butelki czystego spirytusu- szedł żwawym krokiem w stronę kwatery Carter już był przed jej drzwiami już miał naciskać na klamkę i wparować do pokoju z dzikim okrzykiem „wchodzę” –jak to zrobił swego czasu na jakimś egzaminie, – gdy nagle usłyszał zza drzwi dziwne odgłosy. Coś jak by sapanie, cos jakby czułe słówka wypowiadane przez podstarzałego już mężczyznę do młodej kobiety pół szeptem i głos młodej kobiety wzdychającej i chichoczącej jakby pod wpływem pieszczot zmysłowego kochanka (Jack nagle poczuł ze robi my się ciasno w spodnich)
„ trójkącik – pomyślał- ale dlaczego z jakimś starym pierdzielem? Nie mogła wybrać na przykład tej nowej pielęgniarki porucznik Tomson hmmm- skrzywił się Jack- noi dwie flaszki na troje?" Nacisną na klamkę i wszedł do pokoju a tam.....

Użytkownik EsaSol edytował ten post 15.07.2004 - |13:57|

  • 0

#37 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 15.07.2004 - |19:08|

- Sir, pan do mnie? - O'Neill rozejrzał się zdziwiony. W pomieszczeniu była tylko Sam. Oczy pułkownika biegały po wystroju doszukując sie najmniejszego śladu bytności tego "trzeciego". Na próżno.
- Pułkowniku, pan przyszedł do mnie? - powtórzyła pytanie Sam wstając z miękkiego fotela.
- Co pani tu robi? - zapytał z lekką nutą niepokoju - Przecież przed chwilą widziałem panią na korytarzu...
Sam uśmiechnęła sie filuternie.
- Oh, pułkowniku... Tyle już dziwów widzieliśmy, nie powinien być pan zatem zaskoczony...
- No, w sumie racja. Kij z tym. A propos, czy ktoś tu był przed chwilą u pani?
- Nnie. A czemu pan pyta?
W tym momencie oczy Jacka spoczęły na szafce w rogu. Bez słowa podszedł, przez chwilę popatrzył na drzwiczki po czym gwałtownie szarpnął otwierając je nie zważając na okrzyk pani major.
- No tak, Carter, i wszystko jasne - wycedził przez zęby. Sam spuściła zawstydzona oczy - Generale, co pan u diabła tu robi?
Z szafy wygramolił się Hammond. W jednej ręce trzymał nadgryziony torcik bezowy a w drugiej pół tortu czekoladowego. Jack odwrócił się i dopiero teraz dostrzegł w kącikach ust Carter ślady czekolady.
- Jack, pozwól, że ci wyjaśnię... - wymamrotał generał
- Zdaje się, że wszystko rozumiem. Teraz już wiem dlaczego ostatnio w bufecie brakowało deseru!
- Pułkowniku, to moja wina... - smętnie powiedziała Carter - Zawsze ten najlepszy deser jest wyjadany przez oficerów z poziomu 23. A ja i generał uwielbiamy torciki bezowe...
Hammond przełknął właśnie jedzony kawałek tortu i przytaknął
- Są paluszki lizać! Mlask!
O'Neill westchnął. Wiedział, że z nimi nie wygra.
- Daj pan spróbować - sięgnął w końcu po kawałek tortu bezowego. Po chwili z pokoju było słychać jęki trzech osób...

Tymczasem w kwaterze Daniela...
- Oh, Daniel! - głos dr Frasier
- Oh, Hathor!... - głos Daniela
- Hathor?! - zerwała się Janet - Jaka Hathor?!
- Yyh... - zająknął się Daniel - Tak mi się powiedziało...
W tym momencie dostał po twarzy.
- A ja myślałam, że jesteś inny!...Ty ty.. Zwierzu! - Janet wybiegła z jego pokoju z płaczem.
- Janet! Stój!...
Było jednak za późno. Daniel westchnął i zamknął drzwi. Ale nagle ktoś zapukał.
- Wiedziałem, że zmienisz zda... - urwał w pół słowa. Bowiem słowo ciałem się stało. W drzwiach stała kobieta jego życia (która z kolei?) - Hathor.
- Tęskniłeś? - zapytała niewinnie i zamknęła drzwi. Włosy na głowie Daniela się zjeżyły...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 15.07.2004 - |20:03|

  • 0

#38 hathor

hathor

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 89 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 15.07.2004 - |20:59|

- ..ale ja nie jestem przygotowany Hathor- powiedział zdesperowany Daniel
-...no to ja ciebie nie czaje...raz mnie chcesz raz nie...- powiedziała zła Hathor
- ...ale ja jestem w pracy...- biedny Daniel próbował sie wytłumaczyc
-...ja tez jestem w pracy, myslisz, że to tak łatwo dostac sie do waszej bazy?...a moj kochany, zapomnialam ci cos powiedziec...przeprowadzilam sie na Ziemie....na stale- Hathor sie usmiechnela
- no to niedobrze- szepnał w strachu Daniel
- co powiedziałes?!- oczka Hathor sie zaswiecily :o
- miałem na mysli ze to wspaniale...- biedny Daniel co on powie generałowi :P
- to swietnie...bede czekac na ciebie w twoim pałacu...- wyszeptała mu to do ucha i udała sie w strone drzwi, a gdy wychodziła powiedziala tylko swoim jakże fajowym głosem- Pa- B)
Po odejściu Hathor przestraszony doktorek zaczał sam do siebie gadac:
- I co ja teraz kurde zrobie...baba mi sie do domu zwali...musze jakos ja zabic...kurcze to trudne bedzie...ona tak na mnie działa...i kurde jaki ja mam pałac?! :unsure:
Po pewnym okresie desperacji Danielek uszłyszal...
- Aktywacja wrót..chlip...wszyscy..chlip...na stanowiska
- Znowu ten aktywacz sie upil -pomysłam doktorek
W drodze do pomieszczenia wrót Jackson spotkal Sam i ....
Czy mu sie zdawało czy to naprawde byl .........Generał? :look: Chyba Daniel sie nie pomylil!!! Generał i Sam sie usmiechali do siebie....
- ale romansik- znowu te złe mysli egiptologa :lol:
  • 0
Grzechem jest nie grzeszyć...

#39 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 16.07.2004 - |13:08|

Tymczasem w pomieszczeniu wrót wszyscy nerwowo czekali. Zapalały się kolejno szewrony.
- Sir, odbieram sygnał... to kod Bra'taca!- krzyknął operator
- Otworzyć przesłonę - powiedział Hammond schodząc do pomieszczenia
- Mistrzu Bra'tac - wyciągnął ku niemu prawicę - Cóż to cię do nas sprowadza?
Bra'tac posmutniał.
- Mam złe wieści - powiedział w końcu - Goa'uld Detho przekonał Władców Systemów do ataku na Tau'ri...
- Ile mamy czasu? - zawołała Sam
- Obawiam się, że niewiele... Mniej niż kilka godzin.
[tutaj najazd kamery na zaskoczone twarze załogi SGC]

Tymczasem w innym zakątku naszej planety (jakże pięknym!) - będąc ścisłym, chodzi tutaj o południe pewnego kraju, który niedawno został przyjęty do Tajnego Programu Wspierania Finansowego Operacji Gwiezdne Wrota - oficjalnie znanego jako UE (nikt jednak nie wie czemu...)

Użytkownik Ogotai edytował ten post 16.07.2004 - |13:14|

  • 0

#40 Castor Krieg

Castor Krieg

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 092 postów
  • MiastoBerlin

Napisano 16.07.2004 - |13:56|

-Tak więc Bracie Tucu, tfu, Brat'taku, jaka jest sytuacja? - dopytywała się Sam
-Czapa siostro, czapa, wężyki lecą wszystkim czym mają, wyciągneli nawet przeterminowane Hat'taki, nic tylko siedzieć i czekać na śmierć - w tym momencie staremu ramolowi głos się załamał
-Czekać na śmierć? Co to, to nie - krzykneli zdecydowanie generał i Sam
-Samiczka, tfu, Carter, będziemy potrzebować pomocy wszystkich amerykńskich superbohaterów. Dzwoń po Spidera i Batmana, ja złapię Superchłopca, Danielu - ty załatw Drużynę A, a Teal'c niech sprowadzi tutaj raperów - ich wrzaski bedą naszą ostateczną bronią...

Po 30 minutach wszyscy spotkali się w sali odpraw SGC...
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych