Ej! A gdzie scenka w której Jack korzysta z zaproszenia?!
Jest tu

wiem, wiem, wiem strasznie długo nie zamieszczałem tego końca no ale to straszne pisać cos drugi raz

ale teraz juz jest

dopieszczone choć pewnie nie doskonałe (ciagle) mam nadzieje ze wam sie spodoba życze miłej lektury

________________________________________________________
- Twoja mama wiedziała, co robi nakłaniając mnie bym nauczył się tobą zajmować- powiedział kiedyś do syna podczas spaceru w kilka tygodni po odejściu Anny.
- Daniel? - Usłyszał nagle za sobą kobiecy głos, odwrócił się, więc w kierunku osoby.
- Sarah? Ozyrys? - Powiedział głosem pełnym zdumienia.
- Sarah nie Ozyrys, jego już nie ma elfy go usunęły jestem wolna- uśmiechnęła się.
- Tak- Daniela nie opuszczało zdumienie - to ty wolna.
- Jakie śliczne dziecko twoje?
- Tak to mój syn.
- Ale to nie dziecko Sharre.
- Nie... ożeniłem się po raz drugi.
- Śliczne dziecko- powtórzyła.
- Tak i takie kochane.
W tej chwili podszedł do nich jakiś mężczyzna.
- Doktorze Jakson zostawiłem na werandzie pańskiego domku torby by mógł pan spakować rzeczy swoje i dziecka, najdalej w przyszłym tygodniu w dniu, który wy nazywacie czwartek SG1 zostanie odesłana na Tauri.
- Co takiego? - Głos Daniela wyrażał jeszcze większe zdumienie niż wcześniej.
- Tak pan, pański syn i przyjaciele wracacie do domu mundury zostaną wam oddane w środę... dobrze mówię przed czwartkiem jest środa u was ...ach te wasze nazwy dni ciągle mi się mylą - uśmiechną się.
- Tak przed czwartkiem jest środa -dopowiedział mu Daniel.
- To jednak dobrze pamiętałem, do zobaczenia Doktorze Jakson, do zobaczenia pani Sarah - mężczyzna odszedł.
Anna została odstawiona na planetę, z której miała zacząć misje. Znalazła tam statek pewnej rasy z innej części kosmosu, nie znanej Goa-uld. Był uszkodzony, ale zdolny do lotu na tyle by rozbić się na planecie, na której niebawem ma przebywać Ozyrys a może i też Anubis. Wystartowała i poleciała w stronę wyznaczonej planety. Nie pomylono się statek nie dotrzymał lotu Anna miała tylko nadzieje, że lądowanie nie będzie zbyt twarde. Goa-uld już tam byli. Lodowanie może nie było twarde, ale i tak straciła przytomność obudziła się dopiero, gdy rozeszły się wieka sarkofagu, w którym została umieszczona na rozkaz Ozyrysa, który zainteresował się nią, bo nie znał technologii, według jakiej był zbudowany jej pojazd. Anna przeszła przez ogromna pustą salę i weszła a korytarz na końcu, którego zobaczyła Ozyrysa krzątającego się pomiędzy jaffa, poszła, więc w tamtą stronę, zauważyła też, że maja oni na czole znak Anubisa. Jeden z nich ją zauważył i powiadomił o tym Ozyrysa Anna tym czasem
była już w sali gdzie się wszyscy znajdowali.
- Kim jesteś? - Zapytał Ozyrys.
- A ty, kim? - Nie odpowiedziała.
- Twoim nowym Bogiem Ozyrysem.
- Co!? - Uśmiechnęła się, -ale numer, czyli teraz mam mówić do ciebie ciociu Ozyrys wujku?
- Co ty?.. -Ozyrys już wyciągną rękę by użyć ribbon device, ale Anna zauważyła to i chwyciła jego rękę jaffa przystąpili do nich.
- Ciociu nie wiem ile siedziałam w tym przeklętym więzieniu rasy cienia, ale to nie powód by podnosić na mnie rękę.- Powiedziała całkiem poważnie.
- Co jakim prawem umówisz do mnie ciociu?
- Jak to, jakim? W końcu jesteś kobietą i nie będę do ciebie mówić wujku tak jak kiedyś.
- Nie życzę sobie by ktoś się tak do mnie zwracał.
- Czyli Kierret nie mogłaby powiedzieć do ciebie mamo?
- Kierret?- Ozyrys spuścił z tonu
- Tak ciociu nie to ja twoja ulubiona kuzynka Etreja. - Powiedziała błyskając oczami, - jeżeli oczywiście jesteś Ozyrysem?
- Etreja..... to nie możliwe a gdzie reszta?- Zapytała, ale odpowiedzi nie usłyszała, bo właśnie do sali wszedł z swoją świtą Anubis.
- Co tu się dzieje?- Spytał zauważywszy wielkie poruszenie na sali
- Ona twierdzi ze jest Etreją twoją córką Anubisie - powiedział Ozyrys.
- Etreja? - Anubis spojrzał na Annę.
- Nie twierdze tylko nią jestem - na te słowa Anna wykonała powitalny gest, jakim zawsze witała się Etreja z ojcem, którego nikt z żyjących obecnie osób nie mógł znać, poczym klękła przed nim mówiąc.
- Tęskniłam z a tobą ojcze przymnij mnie proszę do grona twoich sług- wymówiła te słowa w dawno zapomnianym dialekcie, goa-uld, pochylając głowę.
Z jakiegoś powodu Anubis zaufał jej może, dlatego że tak łudząco przypominała jego dziecko. Etreja nie miała wiele do roboty w pałacu, Anubisa, dlatego już w ciągu tygodnia udało jej się wprowadzić kilkadziesiąt elfów w szeregi jego służby. Odkryła też, że wśród Jaffa jest wielu rebeliantów, już po kilku tygodniach cała służba była wymieniona na elfy, postanowiono teraz zrobić coś poważniejszego. Pewnego dnia, gdy Anna była w pałacu tylko ze służbą i Ozyrysem zwabiła go do ustronnego pomieszczenia pod pretekstem rozmowy. W pomieszczeniu już było kilku elfów oraz sobowtór nosicielki Ozyrysa, gdy weszli do środka Ozyrys nie był zachwycony gdyż ledwie drzwi się za nimi zamknęły osoby będące w pomieszczeniu podeszły do niego i zaczęły go dotykać. Anna- Etreja stała z boku i patrzyła na to wszystko, Ozyrys rzucał się, dlaczego wszyscy go dotykają kazał przestać, ale nikt go nie słuchał. Sobowtór Sarah podszedł do niego i położył mu obie dłonie na głowie tak, że jej kciuki spoczęły na jego czole a reszta palców na tylnej części jego czaszki, zaczął kopiować umysł symbionta, nie była to sprawa prosta a poza tym musiała się sprężyć w bardzo krótkim czasie i w jeszcze krótszym nauczyć się korzystać z zdobytej wiedzy tak by nikt nie poznał, że nim nie jest. Ponieważ Ozyrys zaczął się bronić utrudniając prace sobowtórowi Anna zareagowała. Podeszła do niego od tyłu i położyła mu ręce na ramionach zaczęła działać na niego go swoją mocą. Tego było za dużo dla Ozytysa upadł na kolana, ogarnęło go przerażenie a ciało odmówiło posłuszeństwa. Po skończonej operacji zabrano Ozrysa na statek Elfów, który znajdował się na orbicie planety.
- Flora nie mówiła, że jesteś aż tak silna - powiedziała do Anny, nowa Ozyrys.
- Moja moc wzrosła po porodzie ponad dziesięciokrotnie i nadal rośnie.
- Czyli będzie ci potrzebne mniej osób do likwidacji Anubisa?
- Być może.
Tymczasem na PiesCel grupa SG1 przygotowywała się do opuszczania planety.
- Proszę w tej skrzyni są prawie wszystkie wasze rzeczy oprócz broni, tą otrzymacie jak znajdziecie się w SGC.- Powiedziała dyżurna przy magazynie stawiając przed nimi wspomnianą skrzynię. O`Niell i Teal`c wzięli ją a Sam pokwitowała odbiór.
- Pułkowniku już jutro wracamy do domu jak się pan z tym czuje?- Zapytała zaciekawiona Sam
- Ni jak
- Czemu?- Dopytywała się dalej
- Jak to? Nie zdążyłem skorzystać z pani zaproszenia, a teraz to będzie raczej niemożliwe.- Zażartował
- Czyli mam rozumieć, że nie zaprosi mnie już więcej pan na ryby do swojego domku nad jeziorem- powiedziała udając zawiedzioną. Podziałało to na O`Niella jak zimny prysznic, postawił skrzynie odwrócił się do niej i patrząc jej głęboko w oczy powiedział
- A pojedzie pani ze mną na ryby??
- Jak dostane ładne zaproszenie?
- Dostanie pani na pewno.- Uśmiechną się wziął skrzynie i poszli dalej. Daniel i Teal`c nic nie mówili jeden i drugi był tak zaspany ze ledwie kontaktowali, w tej chwili marzyli tylko o pójściu spać. Postawiono skrzynie na ganku domu Teal`ca i rozpakowano ją, każdy wziął swoje rzeczy i udali się do siebie. W drodze powrotnej do swoich domków Sam powiedziała cicho do Jacka, tak, aby Daniel nie usłyszał
- Mamy jeszcze jedna noc, ojciec ma dziś dyżur na stołówce, wraca późno wieczorem, masz okazję mnie zaprosić - poczym wbiegła po schodach na ganek, swojego domku i znikła w jego drzwiach.
Późnym wieczorem ktoś zapukał do okna Carter. Otworzyła okno, o był Jack a właściwe najpierw zobaczyła bukiet polnych kwiatków a potem dopiero jego głowę
- Szanowna pani major doktor Samantho Carter czy wybierze się pani zemną w pierwszy wolny dzień na ryby – powiedział całkiem poważnie O`Niell - Ociec skończył dyżur wcześniej i siedzi na tarasie
- Dlatego jestem tu a nie od głównego wejścia - powiedział próbując się uśmiechnąć- jeszcze sobie coś pomyśli.
- Masz pomysły- powiedziała odbierając od niego kwiatki, wstawiła je do słoika, bo jedyny wazon, jaki miała został już spakowany
- Spakowana gotowa do powrotu - zapytał trochę niepewnie siedząc na parapecie.
- Tak zabieramy stąd więcej rzeczy nisz przywieźliśmy.... szkoda, że Tok`ra nie wracają
- Tak, ale oni chyba muszą poczekać do absolutnego końca- powiedział, stając na podłodze i opierając się o parapet.
- Wygląda na to, że my już im nie przeszkodzimy.
- Tak Anna podobno jest już na półmetku.
- Tak... - Powiedziała układając kwiaty w słoiku odwrócona do niego plecami.
Zapadła cisza, żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć obojgu było strasznie głupio. Sam odwróciła się, stali teraz twarzą w twarz nadal nic nie mówiąc. Na pierwszy gest zdecydował się Jack. Trochę nie pewnie dotkną dłonią jej policzka a ona wtuliła się w nią jak dziecko w poduszkę, chwila ta wydawała im się wiecznością a pocałunek, który tak niespodziewanie złączył ich usta był woda dla spragnionego. Nawet, gdy pocałunek się skończył stali wciąż wtuleni w siebie, obejmując się mocno jakby bojąc się by ta druga osoba nie uciekła gdzieś, nie rozpłynęła się jak mgła, nie znikła z wiatrem. Trwali tak dość długo nasycając się swoją bliskością, policzek przy policzku, serce przy sercu. Dziś było wyjątkowo upalnie, więc oboje mieli na sobie ubrania z cienkiego lekkiego materiału, Sam blado niebieską, prawie białą jedwabną prostą dopasowaną w pasie błękitną szarfą sukienkę na ramiączkach, a Jack spodnie na gumkę w kolorze bladej khaki i zapinaną na zatrzaski koszule w jeszcze jaśniejszym odcieniu. Jack błądził delikatnie palcami po jej plecach, zatrzaski bezszelestnie ustąpiły pod niewielkim naciskiem jej palców. Jeszcze raz spojrzeli sobie w oczy miękkie i lekkie ubrania ześliznęły się bezszelestnie się z ich gładkich ciał, podrażniając i tak wyczulone na każdy najlżejszy nawet dotyk nerwy. Byli bezwolni, pragnęli tylko więcej, więcej i więcej bliskości drugiej osoby jej pocałunków pieszczot dotyku, nie interesowało ich nic wokoło teraz liczyli się tylko oni nikt i nic więcej. Rano obudził ich dopiero drugi gong na śniadanie, które jednak postanowili sobie odpuścić i pojawić się dopiero na obiedzie. Jack obudził się pierwszy "cholipka, dlaczego ona ma tak wąskie łóżko" pomyślał zaraz po przebudzeniu. Chciał się przekręcić by lepiej się ułożyć, ale w tym momencie obudził Sam.
Spojrzała na niego i przeciągnęła się jak kocica pocałował.
- Dzień dobry - powiedział Jack.
- Dzień dobry- odpowiedziała mu.
- Czemu my nie pomyśleliśmy o tym wcześniej? - Zapytał próbując zażartować.
- Zamknij się - odpowiedziała mu stanowczo i pocałowała go.
Na obiedzie zjawili się spóźnieni, ale bardzo głodni i zadowoleni. Godzinę później byli już na statku lecącym w stronę ziemi a w kolejne pięć godzin później wszyscy wraz z bagażami znaleźli się w sali odpraw w SGC. Ich rzeczy zostały poukładane wokół ścian a broń na stole, na szczęście w sali nie było wtedy nikogo. Dziwne hałasy i płacz dziecka zwabiły generała Hammonda do sali odpraw wraz z kilkoma ochroniarzami.
- Pułkownik O`Neill?- Zapytał zdziwiony
- Tak wiem powinienem być w mundurze, ale tam jest teraz tak przeraźliwie gorąco ze w czarnym po prostu nie da się wytrzymać, poza tym te ciuchy pomimo swojej prostoty i jasności podobają mi się i to bardzo- odpowiedział mu Jack.
- Wy tutaj, spodziewaliśmy się waz za kilka tygodni a nawet dalej.
- Wypuścili nas za dobre sprawowanie - powiedziała z zawadiackim uśmiechem Jack
- Aha mów tak dalej Jack...- Odezwał się do niego Daniel
- Daniel pytał ci tu o cos ktoś?
- Nie, ale ja nie powiem, kogo Anna musiała północy z aresztu wyciągać.
- A za co??
- Za nic takiego, panie generale, nie zresztą ważne - powiedział do generała a zwracając się do Daniela z piorunującym go wzrokiem – wystarczy na dziś.
-Czekam na dokładne raporty z tego, co tam się wydarzyło i jak się tam znaleźliście.
- Sir to będzie książka.
- To sobie poczytam, a teraz proszę, procedura jak po normalnym powrocie z misji waszymi rzeczami zajmie się ktoś inny.
Kilka tygodni później.
Anubis wezwał Annę- Etreje do siebie na statek, na którym teraz przebywał. Anna zorientowała się tam szybko, że cos jest nie tak, w pobliżu nie było żadnego elfskiego statku a zaraz po wejściu na statek jej służba została zabrana innym korytarzem przez lojalnych Anubisowi żołnierzy. Ona sama poprowadzona do niego okrężna drogą tak, że jak zjawiła się ma miejscu zobaczyła coś, co ja zszokowało. Ludzie Anubisa byli uzbrojeni w jakąś dziwną broń, na podłodze leżeli zakuci w kajdany, służący Etrei, elfy, które wprowadziła, jednak już nie w postaci ludzkiej, ale elfskiej i najprawdopodobniej byli martwi. Kawałek dalej jeden obok drugiego klęczeli trzej członkowie grupy SG1.
- Co tu się dzieje? - Zapytała.
- Twoi służący to byli zdrajcy należeli do rasy, która powinna wyginąć wiele lat temu- odpowiedział jej, Anubis
- Jakiej rasy?
- Przecież wiesz, ty też do nich należysz
- Co...? -Tylko tyle zdążyła powiedzieć, gdy jeden z żołnierzy, strzelił do niej.
- Rasa cienia zawsze była odporna na strzały, z zata czy stafa, więc stworzyłem cos lepszego, co was na pewno zabije, jednak ciebie za udawanie mojego dziecka zabije osobiście.
- Ojcze, o czym ty mówisz - powiedziała podnosząc się na nogi i próbując jeszcze udawać.
- Jeszcze jeden strzał i zginiesz jak ci tutaj a razem z tobą twoje ziar no - powiedział - i nie mów do mnie ojcze, nie jesteś moim dzieckiem!!!! - zagrzmiał.
Anna wiedział ze już nie ma się, co dalej ukrywać
- Tak masz racje nie jestem twoim dzieckiem- powiedział otaczając się białą poświatą
- Zginiesz za to, ale najpierw popatrzysz jak giną ci nędzni ludzie.
- Nic im nie zrobisz, słyszysz, nic- powiedziała tworząc poświatę wokół nich - absolutnie nic.
- Będziesz patrzeć jak kroją ich na kawałki i nic nie zrobisz nie masz na tyle siły by utrzymywać moich żołnierzy z dala od siebie i jednocześnie od nich- w tym momencie jeden z żołnierzy przystąpił do skrępowanego Jacka. Nie bądź taki pewny swego - powiedział a biała poświata rozeszła się niczym fala po pomieszczeniu rzucając z ogromną siłą żołnierzy Anubisa po ścianach. Momentalnie Anna wygenerował druga, która przedostała się razem z żołnierzami przez ściany. Anubis chciał skierować swoja, energię przeciwko ludziom, ale Anna stanęła mu na drodze zasłaniając ich polem siłowym. Zaatakował ją, a ona przypomniała sobie dzień podpisania pokoju z Inchokami, jej nienawiść do Anubisa gwałtownie wzrosła i uderzyła na niego ze zdwojoną siłą. Ich moc objawiła się ludziom jako dwie smugi światła, Anny, biała oślepiająca a Anubisa, ciemna szara. W pewnym momencie oboje przestali panować nad wyzwalaną z siebie energią, statek wypełniło białe oślepiające światło a potem nastała ciemność.
Sam obudziła się jako pierwsza, znajdowali się nadal w tej samej sali tylko już nie na środku tylko pod ścianą sprawdziła stan współ towarzyszy wszyscy byli nie przytomni, ale nie miała siły ich cucić nie czuła się zbyt dobrza, ale podeszła a właściwie podczołgała się do leżącej dalej Anny.
Anna była przytomna, ale bardzo słaba, a Anubis zniszczony.
- Jak się czujesz? - Spytała Sam jak tylko znalazła się przy niej
- Statki Elfów będą tu niedługo, dla mnie jednak jest już za późno, moje ziarno rwie się na wolność...
- Czy ty chcesz mi powiedzieć ze umierasz?
- Tak.... słuchaj powiedz Danielowi, że bardzo kocham jego i naszego syna i że ma znaleźć mu dobrą matkę...
- Czekaj mówiłaś ze statki elfów zaraz tu będą wiec nie marnuj sił oni na pewno coś poradzą
- Nie nic nie poradzą, zaszarżowałam z energią straciłam kontrole i cała energia, jaką miałam... Sam powiesz to Danielowi prawda?
- Sama mu to powiesz.
- Nie, spójrz widzisz to jest ziarno życia- powiedziała patrząc na niewielki punkcik światła wyłaniający się z jej ciała - jak wyjdzie z pomieszczenia ciało umrze.
- Co ty pieprzysz? Zobaczysz za kilka dni będziemy się z tego śmiać i świętować twoje zwycięstwo nad Anubisem
- Nie Sam, na prawdę kocham was wszystkich mam nadzieje, że wybaczycie mi to małe kłamstewko, ale chciałam być szczęśliwa i udało mi się, mam... miałam wspaniałego męża, dziecko, prace.
- Masz Ann masz i nie wiem, o jakim kłamstewku mówisz.
- Mówię o Ewie Senz zresztą... Daniel wie, powiedz mu ze go kocham ... - Ziarno wędrując w górę opuściło pomieszczenie uleciało w przestrzeń.
- Anna -Sam starał się nią potrząsnąć by ocucić, ale nie dała rady nawet się podnieść znów straciła przytomność.
Obudziła się dopiero po kilku godzinach, wtedy reszta była już dawno przytomna, pierwsze, co usłyszała to Jacka wydzierającego się na jakiegoś elfa.
- Jak to? Wy zabieracie je ciało nie ma mowy jej dom jest na ziemi i my ją zabierzemy!!!- Prawie krzyczał mocno wkurzony pułkownik.
- Ona jest elfem
- Jest moim podwładnym, na ziemi na nią ją lub jej ciało czeka mąż syn i rodzice
- Ona jest elfem i zostanie pochowana między elfami tak jak wszyscy, co tu zginęli.
- Srali muszki będzie wiosna my ja zabieramy!!!.
- Pułkowniku nie mam uprawnień by panu wydać ciało.
- Nic mnie to nie obchodzi słyszysz będzie miała pogrzeb na ziemi!!!! - O`Niell był już totalnie wkurzony.
- Moglibyście się tak nie wydzierać niektórym tu głowa pęka - wtrąciła się Sam.
- Sam jak się czujesz - Jack podszedł do niej i pomógł jej wstać
- Co się stało, czemu się tak wydzierasz? - Zapytała.
- Nie chcą nam oddać ciała Anny
- Co? Dlaczego?
- Już tłumaczyłem pani przełożonemu, że Anna powinna zostać pochowana między elfami.
- Zgadzam się z pułkownikiem, na Annę czeka mąż, dziecko i rodzice ona musi wrócić na tauri.
- Nie mam uprawnień by wydąć państwu ciało.
- A kto ma?- Zapytała w końcu Sam
- Flora, jak dobrze, że jesteś - odezwał się nagle Jack
- Cześć Jack, nie sądziłam ze tak ucieszy cię mój widok, zwykle miałeś kwaśną minę jak się zbliżałam - powiedziała Flora podchodząc się do nich.
- Tak wiem, ale z tobą zawsze jakoś łatwiej mi się było dogadać niż z innym Elfem z obozu.
- Dobra, co się stało?- Zapytała.
- Nie chcą nam wydąć ciała Anny by pochować ją na ziemi.
- Anna by chciał spocząć na ziemi jestem tego pewna, dlatego zabierzemy tylko bransoletę i pukiel włosów, tyle wystarczy do symbolicznego grobowca, jaki zostanie jej wystawiony.
- Bransoletę? - Zapytał Jack.
- Tak wy macie nieśmiertelniki na łańcuszku a my na ręce w postaci niewidocznej gołym oknem bransolety Anna dostała taki już w kilka dni po tym ja się znalazła na PiesCell.
- Aha..... czyli możemy zabrać ciało Anny? - Dopytywał się dalej
- Tak oczywiście- odpowiedziała mu spokojnie Flora
- Pani Floro- zaczął spokojnie Elf - czy nie lepiej by było gdyby pani Anna spoczęła na Elfskiej ziemi
- Beta wyleciała w powietrze, ostatnie wieści donoszą, że program autodestrukcji włączył jeden z Tauri niejaki Major Kithow - mówiła jak zwykle tak spokojnie, że ten spokój powoli zaczął irytować wszystkich obecnych wokół niej - nie można jej, więc pochować na Elfskiej ziemi, bo ona nie istnieje.
- Dobra, my jesteśmy tu już wystarczającą ilość czasu, Tela`c znikł poszukamy go, zabierzemy ciało i chcielibyśmy do bazy wracać - rozmowie przysłuchiwał się lekarz, który wcześniej przebadał resztę drużyny wiec wtrącił się teraz do rozmowy.
- Bardzo przepraszam, ale wolałabym najpierw przebadać panią Carter, znaleźliśmy ja najbliżej Anny, więc wolałabym się upewnić czy wszystko na pewno w porządku.
- Dobra Carter idź z panią doktor a ja poszukam zguby ciekawe gdzie się podział - powiedział do niej O`Niell
- Szukają po statku waszych rzeczy pewnie są gdzieś w okolicach ładowni- poinstruowała go Flora
- Aha dobra to ja tam idę ich poszukać- poczym oddalił się od pań.
Jack spotkał zgubę już zaraz po wyjściu, miał w rękach ich rzeczy. Ciało Anny przygotowano do zabrania przez SG1. Gdy mieli już wchodzi do wrót Flora dał Sam list.
- Masz i daj go Danielowi – powiedziała,- ale nie wcześniej niż po pogrzebie.
Gdy już znaleźli się w sali wrót w SGC ich oczom ukazał się dziwny widok, dwie postacie jakby Anna i Daniel tyle ze wyżsi, poza tym Daniel był w jakimś dziwnym mundurze a na ramionach miał pagony pułkownika, po za nimi w sali było mnóstwo ochrony z wycelowaną w dwójkę bronią. Jack niosący ciało Anny właśnie schodził z trapu, gdy kobieta podeszła do niego i złapawszy Annę za rękę dokładnie ją obejrzała.
- Gdzie jest bransoleta, gdzie nieśmiertelnik, co z nim zrobiliście??- Zapytała przerażonym szeptem.
- Elfy go zabrały - odpowiedział jej O`Niell - do symbolicznego grobowca
- To nie prawda... kłamiesz człowieku...kłamiesz - szepnęła, w tym czasie mężczyzna sprawdził cos na panelu przytwierdzonym do jego ręki, po czym gwałtownie szarpną ja do siebie mówiąc
- Sol musimy wracać
- Nie Abel nie jeszcze musimy się znaleźć na Elfo w tym czasie musze, wiedzieć, co się stało z jej nieśmiertelnikiem
- Nie mamy czasu, poza tym nie wolno nam tak się bawić czasem.
- Jeszcze trochę Abel proszę
- Nie- powiedział stanowczo. Jedną ręką trzymał ja a drugą nacisnął coś na panelu i oboje znikli w strugach zielonego światła, na twarzy kobiet malował się ból a po policzkach spływały łzy.
Reakcja Daniela i rodziców Anny była do przewidzenia, w rezultacie to Jack i Sam zajęli się organizacja pogrzebu. Rodzice Anny nie mieli pojęcia, nad czym pracowała ich córka, więc trzeba było zorganizować dwie uroczystości jedna dla członków SGC, która odbyła się w sali wrót a druga dla rodziny i znajomych na wojskowym cmentarzu.
Anna została pożegnana z wszystkimi wojskowymi honorami sam prezydent przybył na ten pogrzeb. Uznano ją za bohaterkę i awansowano do stopnia kapitana oraz odznaczono krzyżem walecznym.
Po pogrzebie Sam dała Danielowi list od Flory. Przeczytał go jeszcze tego samego wieczora.
-Danieli kim była Ewa Senz ? Zapytała po pogrzebie sam – wiem, że może nie powinnam pytać, ale Anna przepraszała za cos, co jest z nią związane
-Anna i Ewa to jedna osoba po prostu Anna jest drugą szansą Ewy
-Anna zmieniła nazwisko?
-nie Anna była Ewa na planecie, na której nakręcono Stargeate SG1 załamanie czasoprzestrzenne ja tu przyniosło, przez cały życie tu taj Anna ukrywała tę prawdę przed wszystkimi zasłaniają się dziecięca amnezja
-kim była Ewa
-Była kompletnym przeciwieństwem Anny, - w tym momencie Daniel opowiedział je po kurtce historie Ewy i początek życia Anny.
-Wiec Grimach miał racje, co do niej- Sam powiedziała zamyślona
-Tak nie mylił się... wież że Anna to znaczy Ewa była fanką tego serialu,
-Tak ?
Danielu zapewne zastanawiasz się, dlaczego tak naprawdę Anna zdecydowała się na tę misję. Otóż ma to związek z przeszłością, Elfów z naszą domniemaną zagładą. Jak już się zdążyłeś się zorientować Anna była elfką, narodziła się bowiem z elwskiego ziarna życia.
Rasa elfów został stworzona w szczególny sposób, nasze ziarna życia generują cała naszą moc, w skutek, czego jest bardzo silne i może samodzielnie przetrwać czasem nawet tysiące lat a potem narodzić nowe ciało.
Trzy tysiące lat temu poznaliśmy rasę Inhoków rozpoczęliśmy z nimi ścisłą współpracę, po kilku latach okazało się, że zaczynają nas wykorzystywać, zwróciliśmy im na to uwagę a w kilka dni później Inhockie statki rozpoczęły bombardowanie naszych miast. Byliśmy kompletnie zaskoczeni całą sytuacją jednak nasze siły zbrojne szybko zareagowały. Właśnie wtedy rozpoczęła się trwającą 10 lat wojna. Inchokowie byli silni, wyparli nas do podziemnych miast tam trwaliśmy 8 lat nie dając za wygraną. Po 10 latach wojny Inchokowie zaproponowali pokój. Warunki ustalono przez interfejs, ale do podpisania stawili się osobiście wszyscy władcy wraz ze swoimi następcami. Podczas podpisywania traktatu kompleks, w którym się to odbywało został opanowany przez goa-uld. Byli oni w zmowie z Inchokami właściwie to oni nasłali na nas te rasę. Całe wydarzenie było pokazywane na żywo, wszyscy mogli obserwować jak Anubis morduje naszych władców. W kilkadziesiąt miesięcy później do podziemnych miast wpuszczono gaz zabijając bilardy elfów wiedząc jednoczenie, że kiedyś się odrodzimy. Nasza ochrona nie dawała sobie rady z atakiem połączonych sił Goa-uld i Inchoków, Anna już w tedy zgodziła się na ten plan po śmierci królów opieraliśmy się jeszcze trochę ponad rok przez ten czas Anna była nosicielką Etrei, dziecka Anubisa.
Między elfami i członkami rodu królów a konkretnie między ich ziarnami jest taka zależność, że jak zginą wszyscy z rodu królów i ziarna zostaną zniszczone to nikt się nie odrodzi żaden elf. Wiem zapytasz zapewne czy Anubis tez o tym nie wiedział, odpowiem ci, że wiedział, broń, z jakiej zgładził on królów zniszczyła też ich ziarna. Jednak na spotkanie przybyli Królowie z następcami. Królów było 3 i następcami miały być ich jedyne dzieci jednak Królowa Rotter miął dwójkę, drugiej córki nie zabrał ze sobą wiec jej ziarno nie zostało zniszczone. Anubis o niej nie wiedział. A ona jak wszyscy widziała śmierć swojej matki. Danielu to Anna była tą dziewczyną. W zasadzie to tylko dzięki niej elfy mogły się odrodzić. Teraz była naszą jedyną szansą na pokonanie Anubisa.
Dowiedziałam się, że byłeś na wyższym stopniu egzystęcji i powróciłeś do stanu ludzkiego, wiesz ty przeszedłeś przez moment, w którym ziarno życia przejmuje cała moc osoby. Może twoja moc nie jest duża, ale po twojej śmierci ziarno przetrwa by narodzić się po latach. Pamiętaj wiec, jeśli wy naprawdę się kochacie to nawet po wiekach będziecie razem a tymczasem Anna by chciała dobrej matki dla waszego syna, dlatego gdy skończysz czytać ten list zabiorę to uczucie z twojego serca, choć nie z ziarna, jeśli tam jest. Pamiętaj...nawet po wiekach...
Margrabina Flora RensKilka dni później około godziny 21 zbudziło Jacka głośne walenie do drzwi. Zwlókł się wiec z kanapy, na której zdrzemną się oglądając jakiś film i otworzył zaspany, drzwi w tej chwili rozespania mu zaraz przeszło, bo został ostro potraktowany jakąś dużą kopertą.
- Sam?...- Zdążył jeszcze powiedzieć do wpakowującej się do jego domu kobiety
- Zastanawiałam się, dlaczego niema cię dziś w pracy nikt tego nie wiedział, a o dziwo generał był dość nie uchwytny. Wracam wiec do domu z zamiarem zadzwonienia do ciebie i wyjmuje pocztę ze skrzynki a tam ta oto koperta a w środku....!!!
- Sam ja...-Chciał się tłumaczyć, ale mu przerwano.
- Jak mogłeś mi nie powiedzieć, że planujesz przejść na emeryturę jak? Pytam się, dlaczego dowiaduje się o tym ostatnia?!?! Jack?!?!
- Bo wiedziałem, że byś zaczęła mnie przekonywać do zmiany decyzji.
- I masz rację, dlaczego odchodzisz tylko nie pieprz mi, że jesteś zmęczony, bo w to na pewno nie uwiężę.- Gdy to mówiła on podszedł do szafki i wyją cos z niej, po czym podszedł do niej. Gdy już skończyła wziął jej prawą rękę delikatnie ucałował i wsuną jej na palec pierścionek, poczym powiedział.
- Nie mam ochoty dłużej na ciebie czekać, słyszysz, nie mam ochoty.
- Jack...- Teraz to ona nie zdążyła powiedzieć, bo ten zamkną jej usta pocałunkiem.
- Cicho kocham cię - i całowali się dalej, A efekt tego był taki ze Sam o mały włos nie spóźniła się następnego dnia do Bazy. W kilka tygodni później pobrali się.
- Szkoda, że Janet nie będzie moja druhną. - Powiedział Sam do Jacka podczas wybierania zaproszeń.
- Tak szkoda, że jej i Anny już z nami nie ma. -Przytakną jej.
KONIEC
Użytkownik EsaSol edytował ten post 13.08.2004 - |14:20|