+ Stargate: SG-1 i Stargate: Atlantis od nowa +
(...) A włąsnie jak to pisze to nasuneła mi się taka refleksja. Dlaczego Organizacja nazywasie Tok'Ra?? Czy dla tego ze w tym czasie kiedy powstawała Ra był najwarzniejszym władca systemu?? (...)
Wątpię

. Bardziej prawdopodne jest to, że Tok'ra znaczy w języku Goa'uldów ruch oporu (czy coś w tym stylu), bo tak przetłumaczył te słowa wypowiedzianie przez Teal'ca Daniel, który usłyszał je po raz pierwszy.
(...) Poza tym, zrozumiałem już połowę nazwy tego forum, ciekawe jeszcze czym będzie ten Orion (bez spoilerów proszę) 
Muszę cię rozczarować, ale nazwa Orion nie padła ani razu w serialu Stargate: SG-1 (za to padła w Atlantis, ale to przecież nie miejsce, by o tym mówić). Dlatego nie masz się co martwić, że ktoś ci rzuci niepotrzebny spoiler

.
Hm, wahałam się między 9 a 10, ale na 10 było mi troszkę za mało, więc z czystym sumieniem dałam
9.
Bezsprzecznie najważniejszą rzeczą w tym odcinku było pojawienie się Tok'ra. Dowiedzieliśmy się, że jest to odłam Goa'uldów, którzy swą władzą dążą do wyższych celów, ciała swych nosicieli pobierają za ich zgodą, są w stanie oddać życie dla człowieka i walczą przeciw Goa'uldom całym sercem. Same superlatwy! No i poznaliśmy Jolinar z Malkshur, której imię jako wspomnienie będzie się jeszcze przewijało w wielu odcinkach nt. Tok'ra (gdyż ich wątek ten oczywiście będzie dalej rozwijany

). Później dowiemy się też, że Sam odziedziczyła po swojej Tok'ra pewne zdolności (nie jest to spoiler, gdyż ktoś uważny, jak ja, potrafił wywnioskować co to za zdolności po odcinku Thor's Hammer, gdzie także mieliśmy doczynienia z byłą nosicielką - Kendrą, bez znajomości dalszych odcinków).
Twórcy serialu poruszyli tu ciekawy temat Ashraków, czyli łowców, idealnych zabójców Władców Systemu. Niestety, porzucili ten wątek po tymże odcinku i potem o nich kompletnie zapomnieli (a szkoda). No i to ich fajne urządzonko na rękę... Przydałoby się takie w życiu, żeby hipnotyzowało ludzi, a w razie potrzeby zabijało

. Sposoby Ashraka na dotarcie do Jolinar, jego przebiegłość i spryt rzeczywiście były godne mistrza skrytobójców. Ale wracając do Jolinar, to trochę denerwowała mnie jej początkowa oschłość, później jednak trochę na szczęście się otworzyła i powiedziała pięknym językiem, kim jest. Zaimponowało mi jej oddanie życia za Sam. Carter chyba też to zaimponowało, a raczej wzruszyło, że Goa'uld poświęcił się dla niej. Od razu widać, jak bardzo pospolite glizdy różnią się od Tok'ra.
Zaciekawiło mnie natomiast pytanie Jolinar, które zadała Danielowi: "- Czy zależy ci na losie Sam tak samo jak O'Neillowi i Teal'cowi? To dlaczego przychodzisz dopiero teraz?". No właśnie - dlaczego? Czy może rzeczywiście wytworzyły się już w SG-1 jakieś trwalsze więzi typu "ciebie lubię bardziej, a ciebie mniej"? Jednak oprócz tego jednego odcinka, gdzie postawione zostało to pytanie, nie zawahałam się ani razu, by stwierdzić, że SG-1 po prostu się kocha

i jest w stanie oddać życie za wszystkich z drużyny, bez wyjątku. Jeszcze odnośnie Tok'ra, dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o Goa'uldach, poznaliśmy drugi sposób dostawania się ich do pnia mózgu - poprzez gardło oraz powiedziano nam, że opuszczenie przez glizdę ciała nosiciela bez zabicia jego jest możliwe, choć trudne.
Tak więc dużo było tu nowinek i informacji, poznaliśmy nowego bohatera - Jolinar, nową rasę - Tok'ra, nowego wroga - Ashraka (nie bacząc na to, że ani Jolinar ani Ashrak nie pojawią nam się już w następnych odcinkach). Dużo było tu akcji, humoru (Teal'c strzelający zatem w Daniela i potem ich krótka rozmowa

), scenariusz nie zgrzytał, fabuła była spójna i ciekawa, napięcie towarzyszyło nam od momentu pierwszego zaświecenia się oczu Sam na Nasya'i aż do jej walki o przetrwanie na łożu szpitalnym. Tak więc odcinek był zapchany nowościami, a jednak były one przedstawione bardzo ładnie i przystępnie. 10 daję wybranym, ale na bardzo mocną 9 odcinek ten napewno zasłużył.