Ha!
No więc tak: nastawiłem się że skoro pierwsza część mi sie podobała, to druga będzie mi sie podobać mniej, bo wiadomo że drugie części są gorsze od pierwszych...
Z drugiej strony docierały do mnie zza wschodniej granicy wybuchy hurra-entuzjazmu i informacje o zbiorowych szturmach na post-sowieckie kina. Tak więc, co nie często mi sie zdarza, zabrałem się do oglądania filmu z zainteresowaniem!
Zacznę od uwagi ogólnej. Na prawdę uważam, że skoro tego filmu dotąd w Polsce nie ma to dystrybutorami w Polsce są głupcy. Albo - jeśli dystrybutorzy uważają że film będzie w Polsce finansową klapą to w takim razie, przepraszam, ale polscy widzowie są głupcami i może faktycznie lepiej niech poświęcą swój czas na "M-jak miłość".
Odnośnie filmu: treść jest kontynuacją części pierwszej, tym razem nasz główny boharer ("jasny" - Anton) zostaje przez "ciemnych" wrobiony w morderstwo.
O ile w części pierwszej trochę mnie irytowały generowane komputerowo efekty specjalne (pisałem, że mogło ich nie być a film by na tym nie stracił), to w częśći drugiej już te efekty mi nie przeszkadzały. Odwrotnie, miałem po prostu dobrą zabawę!
Treści filmu opowiadać nie będę, bo film jest za dobry, aby psuć komukolwiek przyjemność oglądania. Nakreślę jedynie parę uwag zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych bowiem nalezy dodac iz film ten jednak nie jest tak zupelnie bez skazy....
Po pierwsze, reżyser co raz mruga do nas okiem w stylu hmmm... mnie ten humor przypomina najlepsze filmy Juliusza Machulskiego... Tylko że nie jestem pewien czy 'kod' bedzie do konca czytelny dla Polakow bombardowanych od rana do nocy kinem amerykanskim, nie rosyjskim.
W kazdym razie, jest tam (jak i w poprzedniej czesci) sporo odniesien do rosyjskiej wspolczesnosci i rosyjskiej rzeczywistosci (nawet do ostatnio granych rosyjskich hitow kinowych

).
I dla mnie to bomba!
Teraz bedzie krytyczniej: "Dzienna Straz" jest nierowna. Film trwa ponad 2 godziny i przez pierwsze 40 minut myslalem ze usne.
Ale - ten film zawiera tez sceny, ktore rzucaja widza na kolana! Np scena wyznania milosci w obcym ciele (kapitalny pomysl rezyserski, i jak zagrany! /dzielni wojacy z SG1 mogliby lekcje gry aktorskiej brac u Rosjan/), czy scena ekspresowej jazdy samochodem po sciane budynku.
Przy pierwszej czesci nie bylem calkiem pewny ale teraz juz wiem, rezyser Timur Bekmambetow to jest facet z fantazja tak ogromną jak od kolumny Zygmunta do Arizony!
Realizowany pomysl walki sil mroku z silami swiatla nowy nie jest, ale w wykonaniu Bekmambetowa jest to po prostu bardzo dobre kino. I mam :censored: politykierow z co niektorych partii politycznych w Polsce, ktorzy straszą nas Rosjanami od rana do nocy. Moze mi sie nie podobac Putin, ale rosyjskie kino bylo, jest i mam nadzieje bedzie takie jak widzimy ostatnio - swietne!
Użytkownik Ogrodnik edytował ten post 11.03.2006 - |05:52|