"Mam marzenie ..." to cytat najważniejszego duchownego w dziejach Stanów Zjednoczonych, który zna każdy. Ale stanąć na słynnych schodach, skupić na sobie uwagę miliardów na całym globie - okazuje się czasem za mało. Inercja struktur i ludzi trwa. Południe nadal segreguje, poniża, odmawia praw. Walka trwa.
Film hagiograficzny w dobrym stylu. Cechuje go równowaga misji edukacyjnej, polityczno-historycznej fabularyzowanej fikcji i próby mikrosoczewkowania wykluczonej społeczności, jak to się teraz mówi, afroamerykańskiej.
Martin Luther King nabiera tu cech ludzkich, z lekka odbrązowiony, ma skazy, słabości - jest nie promotorem ale katalizatorem procesu społecznego, jaki miał miejsce w latach 60. Obraz Selma zdaje się jednak pokazywać, że ów proces miejsce ma nadal. To walka o przepisanie dyskursu polityki historycznej - rolę światłych białych zbawicieli w tym, co się wtedy wydarzyło i dlaczego w tym dokładnie czasie miało miejsce.
Najciekawszym elementem filmu jest stąd relacja pastora i prezydenta oraz miejsce Kinga pośród wielu aktywistów ruchu antysegregacyjnego w Stanach.
Nie będę dalej tego opisywał, bo rewelacyjny tekst, przykład kongenialnie napisanej recenzji, znajduje się w Kulturze Liberalnej - koniecznie przeczytajcie.
Film jest pouczający także w kontekście tego, co dzieje się w Polsce obecnie. Kwestie roli protestu, mechanizmu presji na polityków, ważności istnienia procedur niezależnych - sądu, wreszcie roli prezydenta jako strażnika konstytucji i istotnego elementu porządku parlamentarno-gabinetowego. Film Selma podaje smutną konstatację, że ofiary w świetle jupiterów są konieczne. To element wewnętrznego dramatu Kinga, który to wie, ale jako duchowny i wierzący człowiek, nie może się z tym pogodzić. Gdy procedury państwa prawa zawodzą lub nie istnieją a znaczna część społeczeństwa jest pasywna i niezaangażowana - bierny opór aktywistów o sprawę jest trudniejszy. Historia tzw. Wielkiej Solidarności, Wałęsy, Gandhiego, Mandeli pokazują, że są momenty w dziejach, gdzie się udało i postaci te, tak jak King, stały się katalizatorami wielkich ruchów i zmian społecznych.
Poniżej plakaty. Od bardzo udanych, nawiązujących do afiszy z epoki, poprzez plakaty fanowskie i azjatyckie po ostatni, będący przykładem miernej typówki z amerykańskiej okładki dvd.
A tu, nie myli Was wzrok, to Oprah.





...








Użytkownik xetnoinu edytował ten post 27.08.2016 - |07:09|

Logowanie »
Rejestracja







