Skocz do zawartości

Zdjęcie

The Another Gene - Odmienny Gen


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
32 odpowiedzi w tym temacie

#1 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 20.09.2009 - |18:21|

Długo się nie odzywałam na forum, ale postanowiłam w końcu coś więcej pogadać zacznę z grubej rury. Chciałabym Wam pokazać moje opowiadonko SG :D . Mam nadzieję, że się spodoba, zwłaszcza, że ma już kilka... dziesiąt(od niedawna, bo cały czas historia się jeszcze tworzy) stronek. Dziś mała porcja, taki krótki zarys tego, co przed Wami. Jak się podoba, pisać chętnie wrzucę kolejne fragi, bo wg niektórych akcja jest nawet... za wartka(!)

Zmiana: Gen Staroytnych odkryto wcześniej, przed sezonem 5
Czas akcji: jedna z nieujawnionych misji SG 1 w trakcie sezonu 5
Piszę dla przyjemności, nie dla kasy, lecz za wykorzystanie pomysła do celów jej zarabiania, oczywiście będę wołać i uprzejmie się upominać!

A teraz moi mili, zapraszam do lektury:

The Another Gene *** Odmienny gen


Cheyenne Mountain Complex. Sala odpraw.

- To, na czym będzie polegała ta misja?- Spytał wesoło pułkownik O’neill, przeciągając się na krześle. SG 1 już od dłuższego czasu nie otrzymało misji, na której działo by się cokolwiek ciekawego. Przynajmniej dla pułkownika. Od dwóch miesięcy zawsze trafiał im przydział na badanie samych nadzwyczaj nudnych planet, na których jedynie dr Jackson mógł poczuć się szczęśliwy. Na każdej były ruiny z jakimś nieznanym im dotychczas obcym pismem.
- Polecicie do Polski- odparł spokojnie gen. Hammond.
- Do Polski?! Ale, po co?- Takiej reakcji dowodzący bazą spodziewał się jedynie po dowódcy drużyny, a nie po major Carter i Danielu. Teal’c zareagował jedynie zdziwieniem.
- Tak, do Polski. Dostaliśmy od tamtejszych władz bardzo ciekawe informacje na temat pewnej dziewczyny. Ma wyjątkowe zdolności szybkiego uczenia się, ponadto podejrzewamy, że posiada gen Starożytnych. Ponadto, niedawno na dziewczynę napadnięto. Z jej zeznań wynika, iż napastnicy posługiwali się dziwną bronią, podobną do malutkiego węża, strzelającego impulsami elektrycznymi…
- Zat'y - skwitowała pani major.
- Najprawdopodobniej. Oczywiście, dziewczynie nikt nie uwierzył w tę wersję.
- To w takim razie jak ta informacja trafiła do polskich władz?- Spytał Daniel.
- Sprawę zwietrzył polski wywiad wojskowy, stwierdzając, że taka broń może być przydatna. Zaczęli sprawę badać, skąd ta broń. Kilku najlepszych polskich agentów zginęło. Przez porażenie prądem. To zainteresowało z kolei nasze służby i w ten sposób doszło do wymiany informacji. Polski prezydent i premier wiedzą już o Wrotach, natomiast my o dziewczynie.
- Dobrze. Ale skąd pewność, że ona posiada ten gen?
- Właśnie to macie ustalić, a jeśli dziewczyna się zgodzi na podpisanie klauzuli, sprowadzić ją do Cheyenne.
- Polski rząd nie ma nic przeciwko?
- Nie. Prezydent rozmawiał już ze swoim polskim odpowiednikiem. Tu są dane dziewczyny- gen. Hammond podsunął członkom drużyny po teczce.- I jeszcze jedno. Ze względów bezpieczeństwa, w misji nie będzie uczestniczył Teal’c.
- Co takiego?- Jack był oburzony.
- To jest decyzja z góry, pułkowniku. Nawet ja musiałem się jej podporządkować.
- Rozumiem- mruknął O’neill wyraźnie niezadowolony, patrząc ze współczuciem na przyjaciela.
- W porządku, pułkowniku. Mogę zostać- uspokoił go Jaffa.
- Dobrze. Podsumowując, macie zbadać skąd broń Goaul’d w Polsce oraz nawiązać kontakt z dziewczyną. Samolot odlatuje za godzinę.


CDN. kiedy pojawią się komentarze o ficku (mam nadzieję, że przychylne, ale krytykę też przyjmę)

Użytkownik Megi edytował ten post 20.09.2009 - |18:23|

  • 0

#2 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 21.09.2009 - |09:07|

Jako że znam ciąg dalszy polecam wszystkim i pochwalam:)
  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#3 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 24.09.2009 - |21:50|

Kraków, lotnisko

- Z danych wynika, że ta dziewczyna to jeszcze studentka – zaczęła major, gdy tylko znaleźli się w samochodzie, który miał ich zawieźć do szpitala, w którym leżała napadnięta – Nazywa się Magdalena Nie…dzwiecka. Nie wiem jak się czyta tą kreskę nad ‘z’. Studiuje kulturoznawstwo.
- No to może pójść jak po grudzie- wtrącił O’neill, odchylając głowę do tyłu.
- Niby, czemu? – Spytał dr Jackson, któremu już podobała się perspektywa spotkania, kogoś o podobnych zainteresowaniach.
- No, bo zajmuję się czymś historiopodobnym- rzucił wymowne spojrzenie w kierunku archeologa – Kolejny wrzód na tył…
- Do czego pijesz, co? Ja tam sądzę, że będzie ciekawa i podpisze klauzulę- przerwał mu znowu Daniel.
- A ja tam mam złe przeczucia, a wiesz jak to się kończy, gdy je mam – Jack zrobił kwaśną minę i wyjrzał przez okno na polski krajobraz.
Na zewnątrz migały ostatnie drzewa, wjeżdżali do miasta. Minęli pierwsze bloki, następne były dopiero budowane. Pogoda była paskudna. Deszcz mocno zacinał. Zazwyczaj Jack nie przejmował się takimi bzdurami, ale dzisiaj było wyjątkowo inaczej. Przytłaczało go to. Może, dlatego, że chciał misji na innej planecie, dając kopa kolejnym oddziałom wroga? Tęsknił za tym, pomagało mu to zapomnieć o śmierci syna, Charliego. Co prawda wyleczył się już z depresji, ale ból po stracie ciągle powracał niczym bumerang. Zamknął oczy i zanurzył się we wspomnieniach: jak grali w baseball albo jak uczył go trzymać wędkę, gdy wyjeżdżali nad jezioro w Minessocie.
- Sir, wszystko ok?- Carter patrzyła w tej chwili na niego tymi swoimi, niebieskimi oczami.
Kochał, gdy ona mówiła to swoje formalistyczne „sir” i nie tylko. Gdyby nie ten głupi regulamin, mogliby być razem. Na ogół nienawidził wszystkiego, co wiązało się zapamiętywaniem, trudnym słowami, ale ten feralny punkt wojskowego regulaminu SGC znał na pamięć. Do dziś pamiętał, gdy razem z Teal’c’em utknął w dziesięciogodzinnej pętli czasowej i mógł robić, co chciał, nie przejmując się konsekwencjami. Zawsze uśmiechał się do momentu, kiedy wkładał rezygnację w ręce Hammonda, a chwilę później całował gorąco kompletnie zdezorientowaną Samanthę.
- Tak, Carter. Nawet bardzo- odpowiedział po chwili, uśmiechając się do niej.
Odwzajemniła uśmiech. Nie tylko należała do grona najlepszych żołnierzy, co największych umysłów w dziedzinie Wrót i obcych technologii. Do tego była niewątpliwie piękną kobietą. Czuła, że pułkownik nie mówi prawdy, ale też nie chciała naciskać. Nie mogłaby. Sam darzyła swojego przełożonego uczuciem, daleko wybiegającym poza granicę zwykłej przyjaźni. Nie miała jednak pojęcia, czy Jack odwzajemnia jej uczucia. Nieraz marzyła, że tak, ale to wydawało jej się niemożliwe. Jack imponował jej opanowaniem i poczuciem humoru, nawet wtedy, gdy sytuacja zdawała się być bez wyjścia. I niezwykłą odwagą. Swoje uczucie kryła pod pancerzem pracy i formalnych zwrotów. To była jej jedyna broń przed „zdemaskowaniem”. Wspólne imprezy czy bankiety były dla niej jak piekło. Teraz również wyjrzała przez okno samochodu. Tęskniła do ojca, generała, który ze względu na chorobę musiał skorzystać z pomocy obcych, Tok’ra, dzięki czemu mógł przeżyć, kosztem utraty kontaktu z synem.
Tymczasem dr Jackson widząc, że Sam i Jack pogrążeni są we własnych myślach, zajrzał kolejny raz do dokumentów na temat dziewczyny. Bardzo ciekawiło go jak zareaguje na informacje, czym są naprawdę egipskie piramidy. W końcu jego teoria, jak się później okazało prawdziwa teoria, że to lądowiska dla statków kosmicznych, została szeroko wyśmiana w światku archeologów i kulturoznawców. Dopiero wojsko „doceniło” jego pracę na ten temat. Daniel doskonale pamiętał tamten dzień. Lało tak samo jak dzisiaj, a on właśnie wychodził z uczelni po kolejnej, nieudanej próbie udowodnienia swoich racji. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to wydarzenie wywróci całe jego dotychczasowe życie do góry nogami. Od tamtej pory nie miał już nigdy problemów finansowych, a niektórych przygód pozazdrościłby mu niejeden sławny archeolog. Należał obecnie do najlepszej jednostki w bazie, zdobył szacunek u pułkownika, co jako dla cywila i w dodatku naukowca było szczególnie trudne, to potwierdził swoją teorię i poznał całe tuziny nowych cywilizacji, o których nawet nie śnił.

***

Wojskowy Szpital Kliniczny w Krakowie

„Białe więzienie” – tak o swym położeniu myślała jedna z pacjentek szpitala. Krótko ścięta szatynka, mimo że czuła się już całkiem dobrze ciągle nie dostawała wypisu. Pielęgniarki i lekarz prowadzący sprawnie uchylali się od odpowiedzi. Na początku myślała, że wykryto u niej jakąś chorobę, ale szybko zmieniła zdanie. Zainteresował się nią, a raczej ludźmi, którzy ją napadli, wywiad. Chodziło im o broń, użytą do zajścia. Nie podobało jej się to. Może i lubiła filmy szpiegowskie, ale wiedziała, że bliższa współpraca może się dla niej źle skończyć. Wystarczy, że przestanie być potrzebna i… nie chciała nawet o tym myśleć.
Tymczasem leżała w biało-kremowym, szpitalnym łóżku, czytając jedno z kolorowych pism. Właśnie miała zacząć czytać o swoim ulubionym aktorze, gdy do pokoju weszła pielęgniarka i dwóch obcych mężczyzn. Jeden z nich, wyglądał na starszego, jego włosy zdążyła już przyprószyć siwizna. Jednak nie wydało się studentce, aby był w kiepskiej formie, wręcz przeciwnie. Z poprzednich „dziwnych odwiedzin” podobnych typów wnioskowała, że to pewnie jakiś oficer. Natomiast drugi mężczyzna, wyraźnie młodszy z ciemnymi włosami, nosił okulary i wyglądał na stereotypowego naukowca.
- To pułkownik Jack O’neill i doktor Daniel Jackson z Amerykańskich Sił Powietrznych. Chcieli z Tobą porozmawiać- oznajmiła siostra i zostawiła zdziwioną dziewczynę sam na sam z gośćmi.
- A-me-ry-kań-skich? Sił Powietrznych? No dobra, oficjalnie to jest, co najmniej dziwne - powiedziała Magda, patrząc to na pułkownika to na doktora, którzy zdążyli się już rozsiąść na sąsiednich łóżkach.
- I’m very sorry, but my English is quaite bad, so...- zaczęła nawijać kiepską angielszyczyzną. Ten język był jej piętą achillesową na studiach. Ale nie zdążyła dokończyć.
- Twój angielski jest świetny. A i wystarczy jak będziesz mi mówiła Jack - wtrącił pułkownik, uśmiechając się przyjaźnie. I to czystym polskim! Bez jakiegokolwiek cienia amerykańskiego akcentu!
- Powoli, mówicie po pol-sku?
- Tak - odpowiedział dr Jackson - Dzięki translatorom. Z resztą dość często używanym.
- Aaa… taki trick. No, ale niestety nie będę mogła pomóc. Wszystko już powiedziałam policji. Przykro mi - dziewczyna wzruszyła lekko ramionami.
Pułkownik i doktor wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Ale nam nie do końca chodzi o tamten napad – zaczął dr Jackson.
- Jak to?
- Cóż. Więcej szczegółów dowiesz się, gdy podpiszesz to - powiedział Daniel i podsunął jej kartkę. Magda spojrzała na nią i zamknęła oczy. Teraz to się już naprawdę wpakowała w niezłe tarapaty. Przed nią leżała klauzula poufności.
- Yyy…a od kiedy Siły Powietrzne są tajnymi służbami? – Zagadała.
- No, praktycznie rzecz biorąc już dość długo… - zamyślił się pułkownik.
- Mniejsza z tym, i tak nie podpisze tego.
- No, nie mów, że nie chcesz wiedzieć, dlaczego tu przyszliśmy! – Jack przekrzywił głowę na bok.
- Nie. Nie chcę.
- Ale dlaczego?
- Z prostego powodu puł.. Jack. Wystarczy, że przestanę być potrzebna i… - Magda przejechała sobie palcem po szyi w wymownym geście.
- Nie przestaniesz być – studentka zrobiła zdziwiona minę na słowa, wypowiedziane przez doktora. – Jack, jak jej nie powiemy ogólnie o genie to nici z wypełnienia misji.
- Daniel!- Wrzasnął pułkownik.
- Zaraz, jakim genie mówisz?- Studentka patrzyła z coraz to większym zdziwieniem na Jacksona.
- Podejrzewamy, że masz bardzo rzadki gen, pozwalający na uruchamianie pewnych urządzeń.
- Ale skąd wiecie?
- Nie wiemy, podejrzewamy. Aby, to stwierdzić na 100% musimy przeprowadzić badania u nas, w USA. Te urządzenia są nam wyjątkowo potrzebne. Zależy nam na tym i na Tobie.
- Dobra, jeszcze raz: to skąd te podejrzenia?
- Z wyników Twoich badań – do sali weszła wysoka, krótko ścięta blondynka.
- O! Sam! Może Ty ją przekonasz? My z Danielem nie dajemy rady – powiedział na jej widok pułkownik.
- Witaj, jestem major Samantha Carter, ale czemu nie chcesz z nami pojechać? – Uśmiechnęła się do Magdy kobieta.
- No, nie wiem. Z resztą, O.K. załóżmy, że się zgodzę i pojadę z Wami do tej Ameryki i co? Przecież ja studiuje, mam tu rodzinę i… nie tylko.
- Jeśli chodzi o uczelnię, nie martw się. Załatwimy Ci dziekankę albo jakąś wymianę międzynarodową – stwierdziła Sam.
- No dobra, a moja rodzina? Znajomi, przyjaciele?
- Powiesz im tą oficjalną wersję. Proste – wymyślił Daniel.
- Nie, nie. Ja to muszę sama przemyśleć. Dacie mi czas?
- Jasne - rzucił Jack i wszyscy wyszli. Magda została sama rozmyślając nad tym czy wziąć długopis do ręki i zaryzykować…
  • 0

#4 dagamara

dagamara

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 11.10.2009 - |14:55|

Czekam na ciąg dalszy (nawet dlatego się zalogowałam:))
  • 0

#5 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 12.10.2009 - |20:46|

No widzę, że ktoś te moje wypociny jednak czyta. No to zapraszam na kolejną odsłonę:

Dwa dni później, Planty

Ostatnie ciepłe promienie zachodzącego wiosennego słońca wesoło muskały twarze spacerujących, także Magdy, która właśnie wracała z zajęć i postanowiła skorzystać z pięknej pogody i odreagować ostatnie przeżycia. Dużo się wydarzyło. To była jej pierwsza chwila relaksu od wyjścia ze szpitala. Przez pobyt tam narobiła sobie trochę zaległości i teraz musi wszystko nadrabiać. W dodatku dowiedziała się, że jutro jej grupa ma kolokwium z angielskiego. Nic dobrego to nie wróżyło, ale doskonale wiedziała, że jeśli nie uporządkuje myśli i spraw w głowie to będzie jeszcze gorzej. Teraz jednak rozkoszowała się trwającą chwilą. Śpiewające ptaszki, młode pączki na drzewach, ciepłe promienie słońca i ta cisza… CISZA?! Cisza na Plantach? Magda zaczęła się trochę nerwowo rozglądać, zastanawiając się, gdzie podziali się inni przechodnie. Nie zauważyła jednak nic podejrzanego. Ruszyła więc dalej. Po chwili za nią rozległ się cichy trzask łamanej gałązki. Odwróciła do niej z tej samej broni. Zza drzewa mierzył do niej z „wężyka” jeden z goryli, którzy nie tak dawno ją napadli. Nacisnął spust i…
- PADNIJ!!! – Zza drzewa obok dziewczyny wyskoczył pułkownik, powalając dziewczynę na ziemię i ochraniając ją od strzału.
- Puł…
- Cicho. Carter, zdejmij go – powiedział i przyłożył jej palec do ust – za to drzewo. Szybko.
Pobiegli do najbliższego drzewa, a za innego major strzeliła serią z „wężyka” do napastnika, który znikł.
- No, teraz skończ, jeśli chcesz – pułkownik uśmiechnął się do studentki.
- Skąd…
- … wiedzieliśmy? Zdecydowałem się na obserwację ciebie. Znam aż za dobrze tych gości - Magda spojrzała pytająco na O’ neilla – zabierali mi zabawki w piaskownicy.
Studentka spróbowała wyobrazić sobie małego Jacka i roześmiała się.
- I dlatego ich tak nie lubisz? – Spytała.
- To oficjalna wersja. A właśnie myślałaś o klauzuli?
- Ups… przepraszam, ale przez ten szpital mam trochę zaległości i nie za bardzo miałam, kiedy – zarumieniła się delikatnie.
- No, ale widzisz oni nie odpuszczają – powiedział zbliżający się do nich dr Jackson.
- Ale przecież on zniknął.
- Przyślą następnego – wtrąciła się major, która też doszła do nich.
- To ich jest więcej?
- Niestety – zakończył pułkownik.
Magda spuściła głowę. Praktycznie nie miała wyboru. Jeżeli tych gości jest więcej, to nie wyrobi. Ale jeśli to blef?
- Magda, spójrz mi w oczy, może i znamy się dopiero dwa dni nie masz podstaw by mi ufać, ale… - Jack urwał, nigdy nie był dobry w tych klockach – od twojej decyzji, może zależeć o wiele więcej niż myślisz. Możliwe, że nawet więcej niż ja myślę.
Dziewczyna posłuchała go. Spojrzała w intensywnie brązowe oczy pułkownika, a co najważniejsze szczerze. Takie miała przeczucie. Niby, w takich chwilach to przeczucie nigdy jej nie zawodziło, ale… teraz miała przed sobą oficera amerykańskiego wojska. Musieli go ćwiczyć. Jednak odkąd tylko sięgała pamięcią, zawsze to wyczuwała i to trafnie.
- Sama nie wiem – szepnęła, ciągle nie była zdecydowana, nawet po tym, co stało się dosłownie przed chwilą.
- Magda, oni nie odpuszczają nigdy. Przyślą wkrótce kogoś następnego. Nie opędzisz się od tych wielbicieli.
- Ale… jak nie będę wam potrze…
- Będziesz. I wiesz, co? Nie wiem, skąd mi się to bierze. Nie rozumiem tego, ale… polubiłem cię. A moją przyjaźń jest zdobyć wyjątkowo trudno. Jak nie wierzysz spytać Jacksona. I tak się składa, że ja moich przyjaciół nie krzywdzę i nie pozwalam, aby ich krzywdzono. Jasne? Więc, jeśli podpiszesz ten papierek, pojedziesz z nami, pomożesz i nagle staniesz się nie potrzebna to poruszę wszystkie kontakty, żeby nic ci nie zrobili. No, chyba, że puścisz parę. Łapiesz?
Magda uważnie wysłuchała pułkownika. Tym razem była pewna, że mówi serio. A skoro tak… to może jednak warto się zgodzić.
- Łapię, łapię. I ja też nie mam pojęcia, dlaczego, ale ufam pa.. Ci, Jack - zmieniła wersje widząc wyraz twarzy pułkownika – No, to co? Lecę z wami.
- A klauzula? – Przypomniał Daniel.
- Nie mam jej przy sobie. Ale jak wrócę do domu złożę na niej podpis.
- O. K. To, co jutro z rana odlot? – Spytał Jack, przeciągając się.
- Nie! Ja mam jutro kolosa wieczorem! Nie chcę mieć większych zaległości – Magda skrzywiła się na propozycję.
- Ej, chyba nie jesteś kujonką?
- Nie jestem, tylko… - dziewczyna spuściła i pokręciła głową – doktorze Jackson może im to pan wytłumaczyć?- Spojrzała błagalnym wzrokiem na Daniela.
- Jack, jeden dzień nie zrobi tak wielkiej różnicy, a ona może sobie narobić sporych zaległości. Na takich studiach o to naprawdę łatwo.
- Dobra. Pojutrze o 8.00 pod terminalem odlotów. Z podpisaną klauzulą, jasne?
- Jak słońce.

***

Dwa dni później, Kraków, lotnisko

Za pięć ósma Magda wysiadła z miejskiego autobusu naprzeciwko terminalu odlotów. Zarzuciła ogromny plecak na plecy, torbę podręczną na ramię i ruszyła pod terminal, rozglądając się dyskretnie za pułkownikiem i jego ekipą. Na razie nie było ich nigdzie widać, więc stanęła pod wejściem i czekała. Zrobiła głęboki wdech. Denerwowała się. Za chwilę po raz pierwszy wsiądzie do samolotu i znajdzie się w zupełnie innym świecie. Wiosenne słońce wesoło łaskotało jej twarz, a ciepły wietrzyk rozwiewał delikatnie włosy. Mijały kolejne minuty, a drużyna wciąż się nie pojawiała.
Było już pięć po ósmej. Magdę zaczynało to powoli dziwić i niepokoić. W wojsku takie spóźnienia? Nagle z kieszeni rozległ się jej ukochany utwór ulubionego zespołu i zarazem dzwonek komórki.
- Słucham?
- Magda? Coś się stało? Gdzie jesteś? Czekamy na ciebie – z telefonu rozległ się lekko zdenerwowany głos Daniela.
- A ja na was. Jestem pod terminalem – odpowiedziała.
- No, my też. – Magda podniosła lewą brew i rozejrzała się jeszcze raz po okolicy– Nie widzę was. Zaraz… a z której strony jesteście?
- Od płyty.
- Co?! O ślicznie. Ja myślałam, że będziecie czekać od ulicy. Już do was idę.
- Wyjdziemy ci naprzeciw. Kieruj się do bramki numer 1.
- O.K. – odpowiedziała i nacisnęła czerwoną słuchawkę.
Weszła na teren lotniska. Codzienny tutejszy hałas był naprawdę ogłuszający. Pożegnalne rozmowy, łzy, objęcia. Tłum. Średniego wzrostu szatynka łatwo wtopiła się w niego, przeciskając się do wskazanej przez doktora bramki. Gdy w końcu do niej dotarła i położyła torbę do kontroli bagażowej, odetchnęła głęboko. Po drugiej stronie zobaczyła Jacka, Sam i Daniela. Pomachała do nich i chciała już załatwiać tradycyjne formalności, gdy celniczka zapytała:
- Pani z nimi? – i wskazała ręką na Amerykanów, a w tym momencie Jack uśmiechnął się i puścił do niej oko. Magda odwzajemniła uśmiech. Dobrze wiedziała, że „maczał” w tym palce.
- Tak. Z nimi – uśmiechając się chytrze.
- To proszę podać paszport.
- Proszę – odpowiedziała studentka i poddała dokument.
- Zgadza się – celniczka oddała paszport i przepuściła dziewczynę. Magda natychmiast podbiegła się przywitać z zespołem.
- Miło was widzieć. Tylko skąd pomysł by czekać na mnie od strony płyty? – wzrok dziewczyny zatrzymał się na Jacku.
- No, ja się zawsze tak umawiam – przewrócił oczami pułkownik i rozłożył ręce.
- W końcu służymy w lotnictwie – pospieszyła mu z pomocą Sam i trąciła dziewczynę łokciem.
- No tak, racja.
Po kilku minutach wyszli na płytę lotniska, a przed nimi stał jeden z amerykańskich samolotów rządowych, VC-25.
- Ej, no bez przesady! – rzuciła studentka, widząc że towarzysze kierują się właśnie do niego.
- A ty myślałaś, że co? Mówiłem, że nam zależy. Idziesz czy nie? – odpowiedział pułkownik, odwracając się. Przez chwilę szedł do tyłu i nie zauważył małej szczeliny w asfalcie, nagle stracił równowagę i… po chwili leżał już na ziemi, powodując niemałą salwę śmiechu u reszty – Kurczę…
- Nie wiesz, że polskie drogi słyną z dziur? – powiedziała Magda.
- Nieee… , ale już wiem. Chodźmy do samolotu.
Magda weszła do samolotu i usadowiła się w jednym z wygodnych foteli. Teraz, gdy już miała podpisaną klauzulę była bardzo ciekawa, w co się wpakowała, tak na serio. Teraz patrzyła po całej drużynie z zniecierpliwieniem, aż ktoś jej to wyjaśni.
- To kto mi wyjaśni o co chodzi z tym genem?
- Dawno, dawno temu… - zaczął Jack, ale Daniel mu przerwał:
- W 1928 roku ekspedycja archeologiczna znajduje w Gizie kamienne tablice w całości pokryte hieroglifami i ogromny pierścień z metalu, który nie występuję na Ziemi. Ten pierścień to Gwiezdne Wrota. Jest urządzenie umożliwiające podróże między planetarne, które skonstruowali Starożytni, bardzo wysoko zaawansowana technologicznie rasa obcych, których wytraciła jakaś tajemnicza, groźna choroba. Jednak Wrota nie są jedynym dziedzictwem po Starożytnych. Nie dawno na Antarktydzie odkryto całą masę urządzeń stworzonych przez nich. Niestety nie wszyscy są w stanie uruchomić te urządzenia. Potrzeba do tego specjalnego genu, Genu Starożytnych.
- I ja taki gen mam?
- Najprawdopodobniej. Pułkownik też go posiada – wtrąciła major Carter.
- To skoro pułkownik go ma to dlaczego on nie może pomóc? Czemu ja?
- Ponieważ, dr Freiser, nasz lekarz stwierdziła, że twój gen nieco różni się od genu… - major Carter urwała na chwilę, ale za chwilę dodała - chociażby pułkownika.
- I co z tego?
- Niedawno odkryto na Antarktydzie urządzenie, którego nikt nie potrafił uruchomić. Nawet pułkownik – wtrącił Daniel.
- I podejrzewacie, że ja, dzięki temu że mam ten inny gen Starożytnych będę potrafiła włączyć to „coś”?
- Zgadza się – uśmiechnął się do studentki doktor Jackson.
Magda lekko skrzywiła się na te słowa, nie miała zamiaru zostawać królikiem doświadczalnym. Ale teraz nie miała odwrotu. Jack może i obiecał jej, że po wszystkim nie zostanie zabita, ale sumienie i ciekawość nie dały by jej spokoju. Może i była spokojną, cichą studentką, mimo to zawsze kochała książki przygodowe i sensacyjne. Teraz przygoda zaprosiła i ją do swojej zabawy, a według dziewczyny głupio by było z zaproszenia nie skorzystać.
Wyjrzała przez okno samolotu. To był jej pierwszy lot i jak na razie bardzo jej się podobał. Niebo za oknem było bezchmurne tak, że Magda mogła dostrzec ocean pod nimi. Światło słońca grało na muskanych delikatnym wiatrem falach.
- Piękny widok – skomentowała studentka.
- I między innymi za to kocham latanie – odpowiedział jej O’neill.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
- Twój pierwszy lot? – spytał, a ona przytaknęła:
- I mam nadzieję, że nie ostatni.

***

Colorado Springs, lotnisko USAF

Kolejne krople ulewnego deszczu spadały na mokrą płytę lotniska, gdy koła VC-25 jej dotknęły. Po chwili samolot stanął naprzeciw wielkiego terminala i podjechał do niego wózek. Drzwi maszyny się otworzyły, a z środka zaczęli wysiadać kolejni pasażerowie, natychmiast rozkładający parasole. Spod zadaszenia nad wyjściem z terminalu wyłoniły się dwie postacie. Jedna była ubrana w galowy mundur Sił Powietrznych, druga w czarną, przeciwdeszczową kurtkę, identyczną z tą, jaką mieli Jack, Sam i Daniel. Gdy Magda i SG 1 stanęli już na płycie lotniska mężczyźni byli już przy schodach. Major i pułkownik zasalutowali, a niższy z przybyłych mężczyzn uczynił to samo, po czym zwrócił się do Magdy:
- Witam w Colorado Springs. Jestem generał George Hammond i dowodzę bazą w Cheyenne. To jest Teal’c, Jaffa, nasz przyjaciel.
- Witam - Teal’c głęboko ukłonił się w stronę dziewczyny. Magdzie nie pozostało nic innego jak odkłonić się mężczyźnie.
- Miło mi poznać.
- Mam nadzieję, że podróż przebiegła bez komplikacji i w miłej atmosferze?
- Dziękuję. Lot był naprawdę wspaniały.
- Klauzulę rozumiem pani ma?
- Przekazałam już ją major Carter – uśmiechnęła się w stronę kobiety.
- Świetnie.
- Przepraszam za pytanie, ale gdzie będę mieszkać?
- Możesz u mnie. Mam duży dom, poza tym coś Ci obiecałem – wtrącił pułkownik.
- Dobrze. W takim razie jutro widzę wszystkich w bazie. – zakończył generał.

CDN. Na razie nudy, ale w następnym "odc" akcja nabierze tempa :P
  • 0

#6 dagamara

dagamara

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 18.10.2009 - |12:58|

Więc czekam na ten odcinek z akcją :)
  • 0

#7 Gibol

Gibol

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 461 postów
  • MiastoWrocław

Napisano 19.10.2009 - |02:11|

Ja możę kilka słów krytyki.
Jak przeczytałem polski premier i prezydent wiedzą już o wrotach to przez myśl tylko przemknął mi gromki śmiech i widmo galaktycznej katastrofy, sorry jakoś polska mi do sg nie pasuje, nie u nas takie numery, 0 klimatu, tyle ode mnie ;)
  • 2

R.I.P. StarGate :(

TauriCon still alive :)


#8 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 20.10.2009 - |15:27|

Gibol, bez urazy, ale mimo wszystko ja jestem dumna, że jestem Polką, a jak Ty nie no Twój problem, a nie mój. Poza tym to była kwestia techniczno-logistyczna. Chciałam, żeby główna bohaterka była właśnie Polką. A jej wyjazd ze wzglądów oczywistych, nie mógł się obyć bez wiedzy władz RP, so...
A i tak akcja będzie się toczyła kosmos/USA. Nasz rodzinne krajobrazy będą jedynie tłem wprowadzającym.
Ok, o to kolejna część TAG:

Colorado Springs, ulica przed domem płk Jacka O’neilla

Deszcz przestawał powoli padać, gdy pod dość spory jednopiętrowy dom z niewielkim, ale wystarczającym do zorganizowania grilla dla przyjaciół ogrodem, podjechał ciemnogranatowy, prawie czarny samochód.
- To jest mój dom. I twój przez najbliższe dwa tygodnie – powiedział Jack i wysiadł z auta.
- Ładny i… spory – oceniła studentka, po czym również wysiadła i skierowała się do bagażnika po plecak, ale pułkownik już ją ubiegł i miał go na plecach. Magda skwitowała to jedynie wzruszonymi raminami.
- Chodź, pokażę Ci pokój – i skierował się w stronę drzwi.

Gdy weszli do środka, znaleźli się w holu, w którym były też schody na piętro, a także przejście do kuchni i naprawdę sporego salonu. Jack skierował się jednak na piętro, do mniejszej z sypialń. Magda od razu spostrzegła, że to pokój chłopca. Cały prawie był obwieszony plakatami ulubionej drużyny baseballowej, a na półkach stały modele przeróżnych aut i samolotów, z kolei na biurku leżało rodzinne zdjęcie Jacka z chłopcem.
- Masz syna? – spytała dziewczyna, podnosząc fotografię.
- Mhm – mruknął O’neill. Ale w tym było zawarte wszystko to, co czuł: gorycz, tęsknota, poczucie winy oraz ojcowska duma – Zmarł 6 lat temu.
Dziewczynę początkowo zatkało.
- Rozumiem, przepraszam, nie…
- Nie musisz przepraszać. Nie mogłaś wiedzieć – spuścił głowę na dół – rozpakuj się. Myślę, że nie miałby nic przeciwko. Zrobię za chwilę coś na kolację.
Pułkownik wyszedł z pokoju i zamknął jak najdelikatniej drzwi. Studentka nadal wpatrywała się w zdjęcie. Byli do siebie podobni. Nagle przyszedł jej do głowy pomysł. Wybiegła jak najszybciej z pokoju i po chwili znalazła mężczyznę w kuchni.
- Jack? Wybacz, że o to pytam ale dlaczego… - zawahała się.
- Jak już zaczęłaś to skończ.
- Ale nie wiem czy powinnam. To dość osobiste… -odpowiedziała i wskazała wzrokiem na fotografię, którą trzymała w dłoni. Jack dopiero teraz zwrócił na ten szczegół uwagę.
- Pytaj – powiedział z powagą, ale natychmiast się odwrócił udając, że szuka czegoś w lodówce.
- … dlaczego nie chcesz trzymać tego zdjęcia u siebie w pokoju?
Totalnie go zaskoczyła. Spodziewał się zupełnie innego pytania. Nie miał pojęcia, co odpowiedzieć.
- Wiesz to dość prywatne pytanie…
- Mówiłam, ale skoro nie chcesz o tym rozmawiać, rozumiem. Idę wyładować plecak – powiedziała, po czym wyszła, zostawiając jednak fotografię na wysepce.
Po wyjściu dziewczyny pułkownik głęboko odetchnął, zamknął lodówkę i oparł się o nią, kryjąc twarz w dłoniach. Nie spodziewał się aż takiej dociekliwości i delikatności w tej dziewczynie. Poruszyła ważny dla niego temat, który on sam bał się przemyśleć i nazwać po imieniu. Teraz najwyraźniej czekało go to zadanie. Opuścił ręce i dojrzał na blacie zdjęcie. Wtedy gdy zostało zrobione, Charlie wygrał swój pierwszy mecz baseballa.
Właściwie ona ma rację. Charlie by chyba tego właśnie chciał. Pomyślał, po czym chwycił ramkę i zaniósł ją do swojej sypialni. Postawił ją na szafce nocnej tuż obok łóżka. Miał wychodzić i wrócić do kuchni, ale zmienił zdanie. Spojrzał na zdjęcie i wszystkie wspomnienia wróciły. Te miłe i te ostatnie.
- Nie, Jack najwyższa pora się z tym pogodzić. To nie Twoja wina.
- Nie powinienem zostawiać tam broni… to przeze mnie się postrzelił…

- Jack! – z rozmowy z samym sobą wyrwał go przerażony krzyk Magdy i odgłosy szarpaniny dochodzące najpierw z sąsiedniego pokoju, a następnie z holu. Pułkownik natychmiast zareagował.
- Puść ją! – krzyknął do napastnika, gdy znalazł się już na korytarzu z wycelowanym pistoletem.
Potężnie zbudowany Jaffa odwrócił się w jego stronę, mierząc do dziewczyny z zata, ale milczał. Cofnął się jeszcze kilka kroków i otworzył drzwi, na szczęście te do ogrodu i wyszedł na zewnątrz. Powiedział coś w nieznanym Magdzie języku i po chwili rozległ się dziwny dźwięk, jakby nadlatywała monstrualna pszczoła. Pułkownik natomiast od razu rozpoznał ten dźwięk i rzucił się w kierunku Jaffa i Magdy. Nie wiele to dało, bo nie zdołał ich wypchnąć z pola. Cała trójka została przetransponowana.
  • 0

#9 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 25.10.2009 - |15:42|

Czekam na cd :)
  • 1
Ubi dubium ibi libertas.

#10 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 25.10.2009 - |23:21|

Statek Goaul’d na orbicie Ziemi

Gdy pierścienie się uniosły, Jack, Magda i Jaffa zmaterializowali się w komorze pierścieni. Komitet powitalny złożony z Apofisa i jego świty już na nich czekał.
- Mmm… kogo ja tu widzę. Pułkownik Jack O’neill, dowódca SG 1. Nie spodziewałem się tak sławnego gościa – przywitał ich Apofis, w jego głosie dało się wyczuć nutę drwiny i ironii.
- We własnej osobie. Mnie również miło. Ale nie przypominam sobie, abyśmy cię zapraszali na naszą planetę – pułkownik nie pozostawał dłużny.
- Głupcze! Taki bóg jak ja nie potrzebuje niczyjego zaproszenia! Ale wiem co cię dręczy… - Goaul’d urwał na chwilę, jak gdyby chciał się droczyć z pułkownikiem – Dlaczego wasze marne radary nie wykryły mojego statku. To proste. Jesteście na moim najnowszym statku zwiadowczym. Nie możliwym do wykrycia – Goaul’d wyraźnie zaakcentował ostatnie zdanie.
- Przykro mi, ale cię rozczaruję. Nie to mi leży na wątrobie.
- Czyżby?
- Skąd wiedzieliście o Magdzie?
- To ja tu zadaje pytania! – wrzasnął obcy, dając znak jednemu z Jaffa, ten natychmiast strzelił z zata.
Po chwili komorę wypełnił szyderczy śmiech fałszywego boga. Magda podobny słyszała jedynie na filmach grozy. Po chwili jednak kontynuował:
- Taki sławny, a taki głupi! Myślisz, że ten statek mam od wczoraj?! – krzyknął pułkownikowi prosto w twarz, a następnie odwrócił się na pięcie – Parę miesięcy temu znaleźliśmy nieznane nam urządzenie Starożytnych. Nie potrafiliśmy go jednak uruchomić. Z inskrypcji wyczytaliśmy, że do tego potrzeba specjalnego genu…
W tym momencie niespodziewanie się odwrócił i podszedł do dziewczyny. Chwycił ją za podbródek i patrząc przenikliwe prosto w oczy powiedział:
- A ty go posiadasz, jako jedyna we Wszechświecie…
- Nie wiesz tego i nie będziesz wiedział – odrzuciła głowę na bok, by strącić jego rękę.
- Co ty nie powiesz? Później będziesz śpiewać inaczej – syknął, po czym wyprostował się i wydał rozkaz:
- Do celi z nimi!

***

Cheyenne Mountain Complex, sala odpraw

Do sali odpraw wszedł generał Hammond, w środku czekali już na niego dr Jackson, Teal’c oraz dr Freiser. Brakowało jedynie major, pułkownika oraz gościa specjalnego, Magdy. George usiał w wygodnym, czarnym, skórzanym fotelu. O wiele bardziej wolał ten od tego w biurze, kilka pięter wyżej. Hammond nerwowo spojrzał na zegarek. Carter była zbyt dokładną osobą, żeby pozwolić sobie na spóźnienie, a Jack o ile słynął z niesubordynacji, o tyle musiał mieć naprawdę ważny powód, aby się spóźnić. Generał już miał zaczynać odprawę bez nich, ale w ostatniej chwili przez drzwi wpadła zdyszana Samantha, szybko, ale przepisowo salutując.
- Major Carter? Co się stało? – spytał podwładną.
- Sir, Mag… przepraszam, panna Niedzwiecka i pułkownik zostali porwani… - rzuciła Sam, próbując złapać oddech.
Tymczasem pozostali jakby nie rozumieli co major do nich mówi spojrzeli po sobie.
- Sam, usiądź i powiedz nam konkretnie co się stało – poradził Daniel, wskazując jej najbliższe wolne krzesło.
Major opadła na podsunięte siedzenie. Wciągnęła kilka razy głębiej powietrze, aby wyrównać oddech.
- Na lotnisku umówiliśmy się z pułkownikiem i panną Magdą, że po mnie dzisiaj przyjadą i razem, we trójkę pojedziemy do bazy. Czekałam aż do ustalonej godziny, a samochodu pułkownika nie ma. Czekam kolejne 15 minut nadal nic, więc postanowiłam zadzwonić. Próbowałam kilka razy, ale nikt nie odbierał, ani pułkownik ani Magda. Postanowiłam więc wsiąść do samochodu pojechać do nich. Przyjeżdżam, a tu drzwi otwarte, nikogo w domu nie ma. W przedpokoju poprzewracanych kilka rzeczy. Salon w porządku, kuchnia też, więc poszłam na górę do pokoju Charliego. Wchodzę, a tam istny bałagan! Z początku myślałam, że to panna Niedźwiecka, ale poźniej spostrzegłam urwaną zasłonę. Odwróciłam się w stronę drzwi, a w nich była wbita łuska. Wyglądała na jedną z pistoletu pułkownika. Zbiegłam więc na dół do sypialni, zaglądam do szuflady broni nie ma! Szukam w kuchni i pozostałej części domu i nie ma! Mnie się nasuwa tylko jeden wniosek – opowiedziała szybko i zwięźle całą historię.
Zapanowała cisza, każdy z uczestników niedoszłej odprawy był w szoku. Żadna z osób nie podejrzewała, że do domu Jacka może się ktoś włamać. Ale stało się. Dziewczyna, która prawdopodobnie posiada najbardziej wrażliwy gen Starożytnych wpadła w ręce wroga. Wszyscy, bez wyjątku domyślili się czyja to robota. Jedynym pocieszeniem był fakt, że nie jest sama, tylko z O’neill’em. Z drugiej strony sytuacja była o tyle beznadziejna, że nie wiedzieli gdzie ich szukać. Czy są wciąż na Ziemi czy w kosmosie? I jak daleko od planety? A jeśli tak, to w jaki sposób Apofis oszukał sensory?
- Majorze, ma pani jakieś pomysły, gdzie mogli ich zabrać? – przerwał niezręczną ciszę generał.
- Chwilowo nie, sir – odpowiedziała Carter.
- Generale Hammond, podczas wczorajszej wizyty, mistrz Brat’ac wspomniał mi, jakoby flota Apofisa wzbogaciła się o nową klasę statków. Posiadają one nowe osłony antyradarowe – wtrącił Teal’c
- Rozumiem, a więc mogli ich zabrać na taki statek – stwierdził generał.
- Możliwe, wystarczyłoby aby wyszli do ogrodu, a użycie pierścieni nie stanowiło by problemu – dokończyła major
- W istocie, major Carter – potwierdził ciemnoskóry Jaffa i skinął w swoim zwyczaju głową.
- Ale w takim wypadku oni mogą być już setki lat od Ziemi! – celnie zauważył milczący dotąd Daniel.
- Owszem i najprawdopodobniej pomoc nie będzie możliwa – stwierdziła smutnie major i spojrzała poważnie na Hammonda – Sir, wie pan, że zrobiłabym wszystko, aby odnaleźć pułkownika, ale obawiam się, że jest już za późno. Statek mógł odlecieć parę ładnych godzin temu i może być wszędzie, to jak szukanie igły w stogu siania.
Generał zamyślił się przez chwilę.
- Skontaktujemy się z Tok’ra. Może któryś z ich szpiegów będzie mógł uzyskać informacje na ten temat. Spróbować nie zaszkodzi – powiedział.
- Ja zawiadomię mistrza, na pewno zechce nam pomóc. Za pozwoleniem generale, ale pragnąłbym wyruszyć natychmiast. Nie ma czasu do stracenia – powiedział poważnie Jaffa.
- Oczywiście Teal’c. Zrób to jak najszybciej – odparł generał, a potężny mężczyzna wyszedł i ruszył szybkim krokiem do swojego pokoju – Carter, dr Jackson zajmiecie się kontaktem z Tok’ra. To tyle, dziękuję za przybycie.
- Rozkaz, sir – zasalutawała Sam.
- Dobrze – odpowiedział Daniel i wszyscy wyszli z pomieszczenia.
  • 2

#11 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 06.11.2009 - |15:15|

Czekam niecierpliwie na cd
  • 0
Ubi dubium ibi libertas.

#12 kiti89

kiti89

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 08.11.2009 - |13:01|

Przeczytałam dziś całość twojego dzieła i naprawdę mi się spodobało.
Ciekawy pomysł i przebieg akcji.
Jedyne co mi może nie pasować to tylko zachowanie niektórych bohaterów (po obejżeniu tyle razy SG jestem troche na to wyczulona), ale w końcu to twoja twórczość więc ty tu rządzisz ;) Czekam na ciąg dalszy :)
  • 0

#13 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 09.11.2009 - |11:11|

Statek Apofisa, gdzieś w Galaktyce

- Spokojnie, sama wej… - powiedziała Magda w stronę dwóch Jaffa, którzy prowadzili ją do celi, trzymając mocno za ramiona – dę… - dokończyła kiedy obcy wrzucili ją do dziwnego pokoju bez drzwi tuż za pułkownikiem, tymczasem Jaffa przunęli ręką nad jakimś zielonym kółkiem, a w przejściu na chwilę pojawiła się żółta kałuża, która po chwili rozpłynęła się w powietrzu.
- Oni tak zawsze – stwierdził Jack, który już siedział na ławeczce.
Dziewczyna usadowiła się obok niego i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Miało złote ściany, a przynajmniej pomalowane na taki kolor, Wszystkie trzy były puste, nie było w nich żadnych okien. Przy podłodze znajdowały się dwa, wbudowane w ścianę kloce, aby więźniowie mogli usiąść.
Jack oparł się o ścianę i zakrył twarz dłońmi.
- Jakim cudem oni dostali się do mojego domu? Przecież zamykałem drzwi! – wymamrotał, przenosząc ręce z twarzy na włosy
- Od ogrodu też? Poza tym Jack, to nie byli zwykli, ziemscy włamywacze.
- Kuchenne! – w celi rozległ się słaby plask – przecież zostawiłem klucze sąsiadce, aby podlewała kwiatki. Dałem jej klucz od kuchennych! Ach…- Jack schował głowę w kolana, głupio czuł się w tej sytuacji, miał być gwarantem bezpieczeństwa, a tu proszę: siedzą sobie w celi u Apofisa: po prostu bajkowo.
- Myślisz, że się kapną?- spytała nieśmiało.
- Że niby kto?
- No, w SGC, że jesteśmy na statku…
- Powinni. Zwłaszcza Carter, w końcu umówiliśmy się z nią. Tyle, że nie wiem czy dadzą radę nas wyciągnąć, nie wiedzą o statku, a tym bardziej w którą stronę lecimy – popatrzył na nią krzywo
- Aleś mnie pocieszył – powiedziała ponuro, podkurczyła kolana i objęła je rękoma.
Następnie położyła na nich głowę i zaczęła wpatrywać się w ścianę naprzeciwko. Wyglądała jak mała dziewczynka, która się nudzi. Trochę romantycznie, trochę słodko. Jack zaklął cicho. Nie chciał jej okłamywać, ale też nie zamierzał dołować Magdy.
- Magda, posłuchaj – wstał i przykucnął tuż przed nią, tak aby widziała jego twarz, nie była uśmiechnięta jak wtedy, na Plantach. Wręcz przeciwnie, malowała się na niej troska, a oczach coś jeszcze. Studentka nie mogła się domyślić co to takiego – nie chcę cię oszukiwać bo sytuacja jest naprawdę ciężka, ale obiecuję ci, że to nie zmieni faktu, że zrobię wszystko, abyśmy się stąd wydostali. A poza tym Sam mnie zawsze zaskakuje, może uda jej się coś wykombinować.
- Nie wierzysz w to, co sam mówisz.
- Owszem, wierzę. No, już popatrzył mi w oczy. Będzie dobrze – podniosła na niego wzrok, tym razem ten sam co wtedy.
Trochę się uspokoiła, ale nie na długo. Na korytarzu rozległy się głuche kroki metalowych butów, wskazujących że ich właściciele zmierzają właśnie w ich kierunku
- Zaczyna się. Magda, gościu nie jest zbyt milusi, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Bądź, co bądź zrób wszystko byle mu nic nie wygadać. Jeśli nas wezmą razem, postaram się aby się ze mną pobawił, nie dam cię skrzywdzić.
- Jack tu nie… - chciała mu odpowiedzieć, ale w tym momencie pięciu Jaffa stanęło u drzwi.
Jeden z nich przesunął ręką nad kamieniem, a żółte pole znowu się pojawiło i znikło. Obcy weszli do pomieszczenia, czterech chwyciło ich za ręce, a piąty powiedział:
- Pójdziecie z nami.
- A mamy jakiś wybór? – spytał z ironią Jack
- Zamknij się, psie. Jeszcze ukorzycie się przed potęgą Apofisa.
  • 1

#14 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 10.11.2009 - |18:47|

Urywać w takim momencie to ...
Z niecierpliwością czekam na cd:D
  • 0
Ubi dubium ibi libertas.

#15 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 13.11.2009 - |12:39|

Oj, Michalino, przepraszam Cię bardzo, ale w najbliższym czasie fickowym nie ma spokojniejszego momentu :D A teraz kolej na kolejną porcję TAG... dowiemy się dlaczego Apofisowi tak zależy na Magdzie... OK 3...2...1....Start!

Cheyenne Mountain Complex, sala odpraw

Wokół stołu w sali odpraw zgromadziło się kilka osób. Byli to: major Carter, jej ojciec, Jacob, a także Daniel, Teal’c oraz mistrz Bra’tac. Brakowało jedynie generała Hammonda, aby rozpocząć odprawę. George pojawił się po kilku minutach oczekiwaniach w drzwiach, a następnie zasiadł w czarnym, skórzanym fotelu.
- Witam wszystkich. Czy wiemy coś już na temat tego statku? – spytał, kierując pytanie do Jaffa.
- Apofis w ostatnim czasie wybudował kilka nowych statków. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska, ale Hat’ak’i nie zawsze potrafią je wykryć – odpowiedział mistrz.
- Te zjawiska są powtarzalne. My też się z nimi spotkaliśmy – wtrącił Selmak, Tok’ra którego nosicielem jest ojciec major.
- Jak to nie zawsze? Przecież odczyt powinien być zawsze taki sam
- To możliwe Sam. Osłona najwidoczniej nie została dopracowana. Apofis najwidoczniej się śpieszył.
- Musiał wcześniej wiedzieć o Magdzie – rzucił Daniel
- Ale jak? – zdziwiła się Samantha.
- Magda ma najprawdopodobniej dość specyficzny gen Starożytnych. Inny od tego, który ma pułkownik. Ale skoro go ma… musi być jakiś powód. Apofis go odkrył, ale nie miał klucza. Teraz go ma – wytłumaczył Daniel – a o ile go znamy, to wiemy, że jak chce potrafi kombinować.
- Tu masz rację
- W takim razie trzeba znaleźć te statki – podsumował generał
- Czy wiemy ile ich jest? – spytała major
- Dotychczas Jaffa doliczyli się dwunastu – odezwał się Teal’c.
- My dziesięciu – oświadczył Selmak.
- Część się może powtarzać – rzucił Daniel
- W istocie, doktorze Jackson – potwierdził Teal’c.
- Jeżeli ktokolwiek, Jaffa albo Tok’ra znajdą statek, proszę o niezwłoczną informację. Chcielibyśmy ich odbić.
- Oczywiście – przytaknęli równocześnie Jacob i Bra’tac.
- Odprawę uważam za zakończoną. Dziękuję wam za przybycie i za pomoc – powiedział generał na zakończenie, po czym wstał i ukłonił się w stronę mistrza, a Jacobowi podał dłoń.

***

Statek Apofisa

Sala tortur na nowym statku Goaul’d była sporym pomieszczeniem zaprojektowanym na bazie sześciokąta foremnego. Naprzeciwko wejścia znajdował się pozłacany tron dla Apofisa, ozdobiony rysunkami, które laikom mogły skojarzyć się z starożytnymi egipskimi hieroglifami, ale kulturoznawcy i archeolodzy mogli przy oględzinach stwierdzić, że mają do czynienia z staroegipskim kapłańskim językiem, w starożytności możliwym do odczytania jedynie dla wybranych. Przy prawej i lewej prostej ścianie, w odległości kilkunastu metrów od siebie stały dwa pręty z łańcuchami, którymi przykuwano przesłuchiwanych. Niedaleko wejścia umieszczone zostały przeróżne narzędzia służące do przekonywania, aby wyjawić sekrety. W lewej ukośnej ścianie, tuż obok tronu znajdowało się ukryte przejście, prowadzące do pomieszczenia z sarkofagiem.
Sarkofagi przypominały te nieraz znajdowane w egipskich grobowcach faraonów, lecz były to specjalne urządzenia, służące uzdrawianiu naprawdę poważnych obrażeń fizycznych, zwłaszcza tych wewnętrznych. Dzięki nim stawało się możliwe nawet uzdrawianie osób, u których stwierdzono śmierć kliniczną. Niestety, urządzenia te nie były idealne. Miały jedną, ogromną wadę: wypaczały psychikę. Goaul’d natomiast często ich używali.
Apofis czekał już na nich siedząc na swoim pozłacanym tronie. Gdy Jaffa wprowadzili Magdę i pułkownika do środka, skinął jedynie głową i wskazał jedną ręka na środek pokoju. Strażnicy zrozumieli rozkaz, doprowadzili więźniów na miejsce, które wskazał Apofis, następnie puścili zarówno dziewczynę jak i mężczyznę. Cofnęli się kilka kroków do tyłu, odbezpieczyli staffy i skierowali ich końce w stronę O’ neilla i studentki.
- Witam ponownie moich gości – powiedział, kiedy żołnierze spełnili rozkaz – a zwłaszcza ciebie, Magdaleno…
Wstał i podszedł wolnym krokiem do dziewczyny. Chwycił ją za podbródek, patrząc jednocześnie prosto w oczy i obleśnie się uśmiechając. Studentka nie namyślając się długo rzuciła szybko:
- Ja również cię witam, Apofisie – po czym w mgnieniu oka przygotowała ślinę i splunęła prosto w twarz stojącemu przed nią mężczyźnie.
Jack parsknął śmiechem. Do tej pory podejrzewał, że będzie musiał w jakiś nieznany sobie sposób wspierać dziewczynę, aby nie pękła i nie chlapnęła czegoś wrogowi, tymczasem spotkała go miła niespodzianka.
Tymczasem Goaul’d odsunął się na bezpieczną odległość od dziewczyny i otarł twarz ręką. Odwrócił się, podszedł w kierunku tronu. Nacisnął przycisk i po chwili otworzył się schowek. Wysoki, szczupły mężczyzna wyjął z niego dziwną biżuturię, po czym nałożył ja na rękę. Szybko się odwrócił i podszedł do dziewczyny.
- Ribbon Device… - wyszeptał O’neill.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego co się za moment stanie. Spojrzał z troską na Magdę. Żałował, że nie posiada zdolności przekazywania myśli.
Apofis nie zwracał teraz na niego uwagi. W tym momencie zdecydowanie bardziej interesowała go studentka i chęć solennej odpłaty za zniewagę w obliczu żołnierzy, a szczególnie pierwszego przybocznego. Podniósł dłoń nad czoło dziewczyny. Po chwili z biżuterii, a dokładniej z dużego kamienia, wyglądającego jak czerwony diament wystrzelił promień koloru zachodzącego słońca. Gdy tylko dotknął czoła dziewczyny, Magda wrzasnęła. Poczuła rozdzierający ból głowy. Był nie do wytrzymania, migreny przy nim były jak bułka z masłem. Po minucie przeszywający ból zaczął rozprzestrzeniać się po całym ciele. Dziewczyna najpierw osunęła się na kolana, potem na podłogę, cały czas drąc się w niebogłosy.
- Przestań! – wrzasnął Jack i już miał rzucić się na Goaul’da, ale w tym momencie dostał ostrzeżenie z zata, od stojących z tyłu Jaffa.
Apofis wyłączył urządzenie, po czym wrócił na swój złoty tron.
- Aż tak ci na niej zależy, O’neill?
- Nie. Dobrze wiesz, że zrobiłbym tak samo gdyby na jej miejscu był ktoś inny
- Czyżby? – obdarzając rozmówcę pełnym pogardy spojrzeniem – ale spokojnie, nie zamierzam jej zabić. Jest mi potrzebna. Bardziej, niż sądzisz O’neill. Grei’zac! Urządzenie! – rozkazał przybocznemu, który natychmiast wybiegł.
Grei’zac był drugim po przejściu Teal’ca na stronę Tau’ri pierwszym przybocznym Apohisa. Jego poprzednik nie zdążył ewakuować się z wybuchającego transportowca.
Stanowisko zawdzięczał zarówno potężnej budowie ciała, jak i wrodzonemu sprytowi oraz zimnej krwi.
Nie minęło kilka minut, gdy dotarł do jednego z magazynów. Otworzył drzwi, po czym ostrożnie chwycił z jednej z półek nie wiele większe od swojej dłoni, kwadratowe pudełko, wykonane z śnieżnobiałego kamienia.
Kiedy znowu pojawił się w sali przesłuchań, Magda powoli dochodziła do siebie, udało jej się nawet usiąść. Grei’zac doszedł do wniosku, że pomógł jej w tym Jack, który kucał przy dziewczynie, próbując ją uspokoić.
Przyboczny po szedł to tronu, uklęknął na jedno kolano i podał Apofisowi pudełko. Fałszywy bóg wziął je i otworzył pudełeczko. W środku, na atłasowym, błękitnym materiale leżał zielony kamień wielkości kurzego jajka. Mniej więcej na wysokości połowy przebiegał cienki, złoty pasek. Wewnątrz jajka znajdowała się niezliczona ilość drobniusieńkich kryształów, które odbiły światło, sprawiając, iż kamień był jeszcze bardziej niezwykły i intrygujący.
Apofis wyjął przedmiot i podszedł ponownie do dziewczyny. Ta popatrzyła na niego zarówno z obawą jak i chęcią dalszego oporu. O’neill również podniósł wzrok. Najchętniej stłukł by tego parszywca na kwaśne jabłko, ale w tym momencie nie było takiej mozliwości. Jaffa wciąż do nich mierzeli.
- To urządzenie Starożytnych. Zwykły gen nie wystarczy, aby go uruchomić, ale twój… weź i włącz je – Apofis wyciągnął rękę z kamieniem do Magdy.
Studentka jedynie popatrzyła na niego nieufnie, ale nie wzięła urządzenia.
- Jaffa! – wrzasnął Goaul’d, a wartownicy już mieli wcisnąć spust, kiedy Magda w sekundzie chwyciła urządzenie.
- Dobra dziewczynka. Teraz je włącz.
- Nie wiem jak – powiedziała niepewnie
- Po prostu pomyśl o tym. Skup się – wtrącił Jack.
Wymienili się spojrzeniami, potem Magda odwróciła głowę w kierunku kamienia i skorzystała ze wskazówki pułkownika. Cała siłę woli skupiła na włączeniu przedmiotu. Po chwili ogarnęła ją ciemność i znowu osunęła się na podłogę.

Użytkownik Megi edytował ten post 14.11.2009 - |13:05|

  • 1

#16 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 13.11.2009 - |21:37|

Jak zawsze świetne.
Jak zawsze czekam na cd :)
  • 0
Ubi dubium ibi libertas.

#17 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 14.11.2009 - |13:43|

Ołkej... a ciekawe co Wy na to?

Powoli otworzyłam oczy, ale już po chwili musiałam je przymknąć z powodu ostrego światła. Ale gdy już kontury stawały się wyraźniejsze, rozejrzałam się po otoczeniu.
- Jestem w swoim pokoju! W Polsce! Na nowo poznawałam każdy kąt pomieszczenia: tapczan w zielono-żółtą kratę, meblościankę z starym komputerem na biurku, plakat ulubionego zespołu… wszystko na swoim miejscu tak jak je zostawiłam wyjeżdżając po zimowej przerwie i przed wyjazdem do Stanów… zaraz… a jeśli ta cała heca z wężowatymi obcymi to jedynie sen?! I za chwilę się obudzę?!
Nie… w dłoni ciągle mam to jajko od tego kosmity… widocznie służy do teleportacji… nagle z sąsiedniego pokoju usłyszałam głosy rodziców. Czyżby mnie usłyszeli? Chyba nie, bo nie słyszę kroków. Może to i dobrze? Mimo wszystko podeszłam do drzwi, chwyciłam za klamkę i ostrożnie je uchyliłam. Nie zwrócili uwagi. Przeszłam do dużego pokoju, w którym siedzieli i stanęłam dokładnie przed mamą. Nic. Pomachałam, ale wciąż nie było reakcji. Najwyraźniej mnie nie widzieli. Ciekawe czy mnie usłyszą? Nie chcąc ich straszyć, zaczęłam nucić „Życie jak poemat” Carpe Diem. Nadal nie było reakcji. Widocznie mogłam dotykać przedmioty, ale nikt nie mógł mnie zobaczyć… a gdyby tak wezwać pomoc? Tyle, że nie wiem gdzie znajduje się baza, w której pracuje Jack. Moment, a może to urządzenie potrafi znajdować osoby? Pomyślę o Sam…
Nie zdążyłam mrugnąć okiem, kiedy pojawiłam się tuż obok niej. Znajdowałam się w jakimś pomieszczeniu, które wyglądało jak pokój w bunkrze. Sammy siedziała przy komputerze, wytrwale pisząc coś na klawiaturze. Jak by tu złapać kontakt? Rozejrzałam się dokładnie po pokoju. W pewnym momencie dostrzegłam na biurku plik żółtych, małych karteczek, niedaleko leżał długopis. Chwyciłam je i napisałam po angielsku:

"Sam, to ja Magda Niedzwiecka.
Mnie i Jacka porawali obcy.
Jeden z nich to Apofis.
Dał mi dziwne jajo i przenioslo mnie tu.
To coś w rodzaju teleportera"

Odlepiłam kartkę i przylepiłam na środku monitora komputera, tak aby Sam bez trudu ją zobaczyła. Gdy major spojrzała na ekran, aż podskoczyła ze zdziwienia na obrotowym krześle. Zdjęła papier i jeszcze raz go przeczytała. Wzięła do ręki inny długopis i odpisała na odwrocie:

"Jesteś tu?"

Uśmiechnęłam się, dotknęłam ramienia major. Widocznie poczuła mój dotyk, bo chciała chwycić moją dłoń, lecz jej ręka przeszła przez moją. Tymczasem ja dopisałam:

"Tak. I mozesz mowić.
Ja Cie slysze, ale Ty mnie niestety nie."

- Dziwny ten teleporter. To na serio ty, Magda?

"Tak. W domu Jacka na pietrze
jest pokoj jego syna Charlie’ ego.
Jest tam plakat Simpson’ów,
Michela Jacksona i Jankesów."

- No ok, wierzę ci. Goaul’d raczej nie mają pojęcia o Major League – zaśmiała się – poczekaj zadzwonię po resztę.

Major wstała i podeszła do telefonu. Po paru minutach w jej gabinecie pojawili się dr Jackson, Teal’c oraz gen. Hammond.

- To na pewno ona? – spytał generał, a kobieta pokazała mu ostatnią karteczkę, generał pokiwał głową.
Ja tymczasem odlepiłam kolejny kartonik i podstawiłam generałowi przed oczy:

"Z calym szacunkiem generale, ale ja wszystko slysze ;)"
Generał usmiechnal się, gdy przeczytał co napisałam.

- Wiesz może gdzie się znajduje statek, gdzie was przetrzymują? – powiedział.

"Nie. Aż taka dobra w astronomiczne klocki nie jestem, sir."

- Chyba za długo przebywała z O’neillem – wtrącił Daniel, gdy generał podał mu karteczkę. W tym momencie skrzywił się, bo dostał lekkiego kuksańca w bok, a za chwilę na jego nosie pojawił się żółty kartonik:

"Odczep sie od Jacka.
Jest tysiac razy sympatyczniejszy od Ciebie,
Danielu Jacksonie , sztywniaku jeden!!! :P"

Wszyscy parsknęli śmiechem, a Daniel poczerwieniał na twarzy niczym bolidy Ferrari.

- Możesz się przenieść niezauważenie na mostek statku? – Teal’c już po chwili się opanował.

"Tak"

- Z prawej strony znajdziesz ekran, na którym są wypisane najbliższe trzy planety, na których znajdują się Wrota.


"Chyba wiem, jaki masz pomysł Teal’c.
Zaraz wracam."

***

Po chwili stałam już na mostku statku Apofisa. Gdzie ten pulpit? No, fantastycznie są dwa… tylko który to ten z planetami? Pomyślmy… jeden jest zapisany cały, a język przypomina staroegipski. Na drugim są tylko trzy linijki dziwnych znaczków. To pewnie to… zaczęłam przerysowywać symbole. Kiedy już na kartoniku miały się znaleźć ostatnie rysunki, obraz zaczął się jakby powolutku zamazywać, aż w końcu poczułam, że znowu tracę przytomność…
  • 1

#18 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 14.11.2009 - |14:15|

Jestem ciekawa co się stało Magdzie i co dalej :)
pozdrawiam!
  • 0
Ubi dubium ibi libertas.

#19 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 17.11.2009 - |16:09|

W tym samym czasie, statek Apofisa, sala tortur

- Magda, ocknij się, no już, Magda… - gdy tylko dziewczyna osunęła się na podłogę, pułkownik próbował ją ocucić, uderzając ją delikatnie w policzek.
Studentka jednak nie reagowała. Nadal trymała w dłoni dziwne urządzenie Starożytnych.
- Zostaw ją. Ona jest w transie, to nic nie da. Sama się obudzi – wyjaśnił Goaul’d.
Jack podniósł głowę i spojrzał na niego z nienawiścią. Wiedział, że to urządzenie jej nie zabiło, bo stworzyli je Starożytni. Do tej pory był przekonany, że to „bezpieczna” technologia. Miał jednak dziwne przeczucie. Instynkt bił na alarm, a on nie wiedział czego się spodziewać.
- Jaffa, zanieść ją do celi! – jeden z żołnierzy podszedł sprężystym krokiem i wziął nieprzytomną szatynkę na ramiona i wyszedł – Jedną audiencję mam z głowy. Teraz kolej na pana, pułkowniku O’neill.
Na ziemistej twarzy obcego znowu zagościł szelmowski uśmieszek. Nie minęło kilka sekund, gdy padła komenda:
- Jaffa, przypiąć go! – dwaj wartownicy, którzy zostali w środku chwycili mocno Jacka i zakuli w łańcuchy.
Apofis tymczasem zajął się wyborem narzędzia tortur. Nie zastanawiał się zbyt długo. Wybrał metrowy pręt, zakończony ostrym trójzębem. Jack obejrzał się do tyłu i w momencie rozpoznał kij bólu:
No, to będzie ciekawie…
Mężczyzna obrócił głowę i przewrócił oczami. Niedawno miał okazję poczuć działanie Kija na własnej skórze i nie miał najmniejszej ochoty na powtórkę z rozrywki. Obcy wydał rozkaz ręką, aby Jaffa opuścili pomieszczenie. Żołnierze bez słowa wyszyli, a Apofis i Jack zostali sami. Kosmita stanął w odległości niecałego metra za plecami O’neilla.
- Skąd wiedzą kiedy opuścić przesłonę? – zaczął Goaul’d.
- Nie wiem.
- Zła odpowiedź.
- Aaaa! Serio, nie wiem! Nie znam się na takich… Aaaa! Technicznych trickach!
Za każdym razem kiedy ciało pułkownika przenikała potężna wiązka energii, wrzeszczał z bólu i próbował się wyrwać z łańcuchów, te wciąż trzymały go w zasięgu kija.
Grymas bólu wykrzywiał mu twarz, a w miejscu, które dotknął kij pojawiły się czerwone plamy po poparzeniu. Osunął się na kolana, pierwsze krople potu pojawiły się na jego czole.
- Kłamiesz! – po najbliższych korytarzach rozległ się kolejny krzyk cierpienia. Na ciele pułkownika pojawiły pierwsze, sporych rozmiarów bąble – Gadaj, jak ją opuścić!
- NIE WIEM! AAA!!! – znowu ogromne wyprężenie, ale łańcuchy ciągle trzymały.
Skóra mężczyzny natomiast nie. Na podłodze pod nim pojawiły się pierwsze kropelki krwi. Bąble pękły, dając Apofisowi możliwość do zadania jeszcze większego cierpienia. Goaul’d obszedł go dookoła. Przykucnął przed więźniem.
- Nie kłam. Przecież obydwoje wiemy, że posiadasz taką wiedzę.
- Więc wiesz też , że ci jej nigdy nie zdradzę – O’neilla rozsadzał od środka nie tyle ból, co bezsilność i nienawiść.
Gdyby tylko mógł udusiłby draba gołymi rękami. Tymczasem to przeciwnik miał go w ręku.
- To się jeszcze okaże pułkowniku, ale na razie prześpij się z tym. Jaffa! Do celi z nim! – wstał i krzyknął do wbiegających wartowników.
Jack mocno się zdziwił. Do tej pory był wrzucany do sarkofagu, by zacząć cały proces od nowa. Co było samo w sobie też torturą.
Ssss… widocznie zmienił strategię… i tak mnie nie zabije…
***

Cela na statku Apofisa, kilka minut później

Na korytarzu rozległ głośny odgłos goaul’dzkiej zbroi. Kiedy Jaffa przybyli do celi, otworzyli pole siłowe i brutalnie wrzucili pułkownika do środka. Niechcący trącił Magdę która ciągle nie przytomna leżała na jednej z ławek, tak że teleporter wypadł jej z ręki. Dziewczyna jeszcze przez chwilę była nieprzytomna, ale później powoli zaczęła otwierać powieki.
- Gdzie… - już miała wydukać gdy nagle poczuła palec na ustach.
- Na statku Apofisa. Pamiętasz?
- Tak – odpowiedziała i usiadła – Nic mi nie jest – uspokoiła go, gdy zaczął protestować.
- Myślisz, że nas podsłuchują? – spytała
- Nie. Bardziej im się opłaca użyć narzędzia ręki lub wszczepić implanta w mózg.
- To dobrze.
- Jak to?! – Jack mocno się zdziwił, że taka perspektywa nie przeraża dziewczyny.
- No, bo mogę ci powiedzieć, że… w pewnym sensie przed chwilą byłam w tej waszej bazie.
- W SGC?!
- Ciszej, Jack. Podsłuchów może nie mają, ale uszy owszem. Tak byłam tam. To urządzonko to coś w rodzaju holograficznego teleportera, znaczy ja mogę ich słyszeć, ale oni mnie nie, natomiast mogę dotykać przedmiotów. A to są 3 najbliższe planety z Wrotami – mówiła szybko, żeby uniknąć niepotrzebnych pytań ze strony pułkownika.
- Wow! Dobra jesteś! – pochwalił dziewczynę i już chciał oprzeć się o ścianę, gdy:
- Auuuu! Zapomniałem o nich! – Jack zmrużył oczy.
- O czym? O jej! – studentka zatkała usta, gdy zobaczyła plecy O’neilla, wyglądały paskudnie.
- Aż tak źle wyglądam?
- Nie, tylko… zaraz! Jack, jak nazywa się wasza doktor w bazie?
- Dr Freiser. A co?
- Zaraz coś skombinuję na te twoje plecy – odpowiedziała z uśmiechem.
Już miała chwycić urządzenie, aby znowu się przenieść, gdy na korytarzu pojawiło się dwóch Jaffa, którzy otworzyli pole siłowe. Chwycili Magdę wraz z urządzeniem i już mieli wyjść, kiedy Jack rzucił się na jednego i udało mu się go odrzucić od dziewczyny. Drugi poluźnił uchwyt, by sięgnąć po zata. To wystarczyło studentce. Wyszarpnęła się z uścisku i rzuciła się na oślep. Jaffa biegł za nią, ale po kilku minutach Magda zgubiła go chowając się w jednym z magazynów broni. Minęła chwila, kiedy się choć trochę uspokoiła.
Dobra… po kolei co trzeba zrobić… najpierw zajrzeć do celi, co z Jackiem i zabrać kartkę z znaczkami…
Skupiłam się i za moment znowu znalazłam się znowu w celi. O’neilla tam nie było. Widocznie zabrali go do Apofisa. Na szczęście nikt nie zauważył kartki. Podniosłam ją i ponownie skupiłam się na major.
Była znowu w swoim pokoju, razem z pozostałymi. Przylepiłam kartonik na monitorze i szybko nabazgrałam na kolejnej:

Sorry, za spóźnienie.
Ale się pokomplikowało.
Musimy się spieszyć.
Wzięli pułkownika
na kolejne przesłuchanie.
Ma otwarte bąble po ostatnim.

Carter podała generałowi obie kartki. Ten szybko je przeczytał i podjął decyzję:

- Magda, wracaj na statek. Carter, ruszacie za kwadrans, ja skontaktuję się z Tok’ra i prezydentem.
- Tak jest
  • 1

#20 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 18.11.2009 - |15:29|

Przychodzę z szkoły, włączam komputer i patrze nowy post napisany przez Megi. Myślę nowy odcinek?? Klikam i Jest :))
Dla tych kilku chwil się żyje :))
<jestem w niebie>
  • 0
Ubi dubium ibi libertas.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych