Może zacznijmy od początku. Pomysł zrealizowania filmu na podstawie trylogii jednego z moich ulubionych pisarzy - Roberta Ludluma, od razu przypadł mi do gustu. Miałem nadzieję, że tego nie spier.... i wyjdzie fajny film - w pełni oddający klimat książki. Stało się zupełni inaczej.
Na początek przejadę się troszkę po "Tożsamości...". Hmm... Film ma troszkę wspólnego z książką:
1. Nazwisko głównego bohatera
2. Okoliczności utraty pamięci i początek historii
3. Idea podróży i stopniowego odzyskiwania pamięci (tutaj tylko ogólnie się zgadza - w szczegółach zaś zupełnie nie...)
Na tym podobieństwa się kończą. Co mamy zamiast nich??? Niskiego wymoczka - Matt'a Damon'a (swoją drogą ten, kto dał mu tę rolę nigdy nie czytał Trylogii o Bourne'nie), który pałęta się po Europie coś tam mamrotając, bije i zabija kogo popadnie. Poznaje on kobietę, zmusza ją do pomocy itd (w książce jest zresztą podobnie, ale lepiej to wygląda...). Generalnie "Tożsamość..." rozczarowała mnie troszkę - ale wiadomo, że ekranizacje powieści są zazwyczaj gorsze od nich, poza nielicznymi wyjątkami. Wzruszyłem więc ramionami - cóż może jestem zbyt wymagający - powiedziałem sobie i przeszedłem nad tym do porządku dziennego...
Mój spokój trwał do czasu, aż usłyszałem że kręcona jest ekranizacja drugiego tomu trylogii "Krucjata Bourne'a". Zacząłem się od tego momentu przygotowywać na jakiegoś gniota. Niestety nie pomyliłem się. Wymienię teraz elementy wspólne filmu i książki:
1. Nazwisko głównego bohatera
2. Kończy się wszystko w Moskwie
3. Byłbym zapomniał - TYTUŁ
To wszystko.... Za to film daje nam w cholerę różnic i rozwiązań z kosmosu:
- Concklin - martwy, mało tego - zabity przez "swoich"
- żona Bourne'a, a właściwie Dawida Webb'a, ginie już na początku (w książce ma się ona dobrze do końca - zresztą w książce jest ona Kanadyjką i specjalistką od bankowości...)
- Bourne z żoną ukrywają się gdzieś w Indiach, podczas gdy w książce mieszkają sobie w Stanach.
- dowiadujemy się że agenci mieli jakąś opiekę psychiatryczną (sic!) - po co im, jak może dobrze działać agent pod przykrywką, kiedy ma psychiatrę na karku....
- Bourne'ów było więcej (sic!) - to zresztą rewelacja kontynuowana z pierwszego filmu - nie wiem na cholerę ma ich być więcej???!!! W książce Webb miał jeden cel - zlikwidować Szakala.
- Bourne pałęta się jak w pierwszym filmie - tylko tym razem nawet się nie przebiera w inne ciuchy, że o zmianie wyglądu nie wspomnę (w książce nazywano go Kameleonem - potrafił bowiem błyskawicznie zmienić całkowicie wygląd i wtopić się w otoczenie...)
- i wiele innych rzeczy - jak np.: bezsensowny pościg w Moskwie, spotkanie z psychiatrą, końcowa wizyta u córki zamordowanych, wyprawa do Moskwy pociągiem, itp.....
Pozwólcie że podsumuję - film jest owszem - efekciarski (choć słyszałem, że reżyser chciał czegoś przeciwnego
Fani książek autorstwa Roberta Ludluma - proszę - nie idźcie na niego - po co macie się denerwować. Ja właśnie kończę 2 opakowanie tabletek na uspokojenie....
Ocena filmu w skali do 10:
0/10

Logowanie »
Rejestracja








