Goa'uld Nabu siedziała w swojej świątyni, na swojej planecie Klesnarze i rozmyślała nad tym co usłyszała od swoich wywiadowców. Donieśli jej o ludziach, którzy pochodzą z Tauri i walczą z Goa'uld. Myślała czy powinna się ich obawiać, ale uświadomiła sobie, że na Klesnarze nie ma wrót i leży on za daleko na podróż statkiem.
Nabu była inna niż reszta Goa'uld, nie znęcała się nad swoimi poddanymi i traktowała ich bardziej łaskawie. Czasami mogłoby się wydawać, że jest ona bardziej jak Tok'ra. Jej rozmyślania przerwało pojawienie się sługi:
- Pani Hatak Setha pojawił się na orbicie.
- Szykować Mój okręt do startu.
***
Wyszła ze świątyni i poszła do swoich komnat po broń goa'uld. Gdy weszła na pokład Hataka Jej pierwszy przyboczny Terk podniósł osłony i wystartował. Na orbicie zaskoczył ich przekaz wideo od Setha "Nabu poddaj się albo zostaniesz zgładzona. Zależy nam tylko na Trinium."
Wtedy Nabu wpadła na szalony pomysł poproszenia o pomoc tych tau'ri, o których mówiono, że zgładzili Apfisa. Nie bardzo wiedziała jak się z nimi skontaktować, więc kazała Trekowi ich odnaleźć.
Trek wziął swój oddział, wsiedli do myśliwców i polecieli na najbliższą planetę z wrotami.
***
Trek był trzydziestoparoletnim Jaffa. Pierwszym przybocznym został, kiedy Nabu najechała jego rodzinną planetę i Trek w obronie rodziny zabił byłego przybocznego.
Leciał myśliwcem i rozmyślał, w jaki sposób ma znaleźć tych Tauri? Prawdę powiedziawszy obawiał się ich po tym, co powiedzieli mu zwiadowcy. Wynikało z tego, że choć nie mają statków kosmicznych i tak potrafią zniszczyć Hataki. Trek zastanawiał się, co bedzie musiał zrobić żeby ich przekonać do podróży na Klesnara. Może będzie musiał ich zmusić lub porwać żeby z nim poszli. Rozmyślania przerwał, gdy nawigator powiedział, że podchodzą do lądowania.
Wylądowali, na P3X -857 i zaczęli rozpytywać mieszkańców. Uwagę dowódcy przykuł starszy mężczyzna przyglądający mu się. Zaniepokojony podszedł do niego i zapytał:
-Znasz ludzi z Tauri?
-Skąd- starzec jakby nie rozumiał.
-Z Tauri, walczą z Goa'uld- Trek tracił cierpliwość.
-A jedynkę. Słyszałem o nich.
-A coś więcej o tej jedynce, jak się z nimi skontaktować?
-Nie wiem ja tylko słyszałem opowieści o dzielnych, tauri, którzy pokonują władców systemów- powiedział i odszedł do swojej pracy.
Trek zirytowany faktem, że nikt mu nie chce udzielić informacji, kazał mieszkańcom rozgłosić, że bogini Nabu poszukuje "Jedynki". Odlecieli
w poszukiwaniu następnej szansy na kontakt.
***
Dwa dni później Star Gate Comand.
Daniel katalogował artefakty z poprzedniej misji na P3X-606. Właśnie badał małe okrągłe puzderko z inskrypcjami Goa'uld, już miał je otworzyć by sprawdzić, co jest w środku, gdy usłyszał dzwonek alarmu. Wbiegł do sterowni, jako ostatni.
-Niezapowiedziana aktywacja z zewnątrz.
-Podnieść osłonę- powiedział gen Hammond.
-Kod Jacoba sir.
-Opuść osłonę.- Gen odetchnął.
Poszli do sali wrót by się przywitać. Carter nie widziała ojca od 2 miesięcy i bardzo się stęskniła.
-Mam dla was ciekawe informacje- powiedział Jacob i przywitał się ze wszystkimi.
-Przejdźmy, więc do sali odpraw, tam spokojnie porozmawiamy.- Zarządził generał.
Zajęli swoje miejsca przy stole i Jacob zaczął opowiadać.
-2 dni temu, gdy byłem odebrać raport od naszego wysłannika na P3X-857, zaczepił mnie pewien Jaffa i wypytywał o was.
-I cóż w tym dziwnego? Przecież jesteśmy sławni.-Powiedział Jack.
-Dziwne jest to, że był to pierwszy przyboczny, ale nie znam Goa'uld, któremu służy Teal'c może ty rozpoznajesz ten znak?- Podsunął mu kartkę, na której było narysowane duże N otoczone złotym kręgiem.
-Jest mi obcy, ale może Bra'tac go rozpozna. Trzeba go zapytać.
-Teal'c czy wiesz gdzie teraz przebywa Bra'tac? -Spytał generał.
- W istocie. Przebywa na naszej planecie buntowników, w obozie szkoleniowym.
-Udasz się tam i go zaprosisz natychmiast.
-Jak każesz.- Teal'c wstał i wyszedł.
-Jacob pewnie chcesz porozmawiać z córką? Pułkowniku zostawmy ich.
***
Generał, pułkownik i Daniel wyszli. Sam została z ojcem, wreszcie mogła się do niego przytulić.
-Nawet nie wiesz jak za Toba tęskniłam- powiedziała i osunęła się lekko.
-Ja też tęskniłem. Co u ciebie słychać?
-Pracuję teraz nad zwiększeniem wydajności generatorów naqadach i cały czas próbujemy ujarzmić trinium.
-Wiesz, co jestem głodny, mam ochotę na stek, chodźmy do mesy, pogadamy.
- Zgoda.- Powiedziała Carter i wyszli.
***
W tym samym czasie, w pracowni Daniela.
-Byliśmy na tej P3X-857, prawda? Kojarzę drzewa.-Spytał Jack.
-Tak byliśmy tam jakiś czas temu, ale nie znaleźliśmy nic ciekawego. Mieszkańcy wierzą i są poddani Heurowi, chociaż nie było Go tam od3 tysięcy lat. Nie są rozwinięci technologicznie, a na planecie nie ma trinium ani naquadach ani innych cennych minerałów. Są pobożni, wszystko robią na chwałę, Herurowi i wierzą, że on przybędzie i dz im nowe możliwości.
-A wiem ci fanatycy, którzy nie pozwalają mówić niczłego na Goa'uld.-stwierdził Jack.
-Jack to nie fanatycy tylko zwyczajni rolnicy i farmerzy, którzy zatrzymali się w rozwoju cywilizacyjnym na poziomie XIX w. Generał kazał się nie wtrącać, bo nie grozi im żadne niebezpieczeństwo a Wrót nie potrafią obsługiwać i traktują je jak świątynie.-Powiedział Daniel.
- Ok i tak nie chciałem tam wracać.
-Ciekawe czy Bratac zna tego boga.- Zastanawiał się Jack.
-Chodź sprawdzimy czy Teal'c wrócił- Jack wstał i pociągną za sobą Daniela.
-A jeżeli Bratac nie będzie nic wiedział to, co?- Spytał Daniel.
-Trzeba będzie go poszukać i sprawdzić, czego od nas chce.- Stwierdził Jack.
***
Kilka godzin później, sala odpraw.
-Mistrz Bratac przeprasza, ale nie mógł, przybyć. Właśnie przybyła nowa grupa buntowników i musi się nimi zająć.- Zameldował Teal’c.
-Dobrze Teal’c, pokazałeś Bratacowi ten symbol, rozpoznał go?- Zapytał generał.
-Nie generale mistrz go nie rozpoznał.
-W takim razie musimy sami do niego dotrzeć, ale jak?- Zastanawiał się Daniel.
-Jacob czy przyboczny się przedstawił?- Spytał Hammond.
-Niestety i kolejna niepokojąca wiadomość, oni poróżują myśliwcami, więc trudno będzie ich namierzyć, ale zawiadomię wszystkich Tok’ra na planetach żeby mieli ich na oku i zorganizowali spotkanie. Z pierwszym przybocznym. W tym celu chciałbym już wyruszyć generale.-Powiedział Jacob.
-Nie możesz stąd przekazać wiadomości?- Zapytała Sam z nadzieją.
-Przykro mi kochanie, ale nie mam przy sobie ani nie pamiętam współrzędnych wszystkich planet. Obiecuję, że jak się z tym uporamy to wezmę wolne i wyjedziemy gdzieś. Zgoda?- Zapytał Jacob.
-Wiem tato, zgoda.- Przytaknęła zrezygnowana Sam.
Jacob przeszedł przez wrota a drużyna wróciła do swoich zajęć. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie na wiadomość.
***
Klesnar, świątynia Nabu.
Hatak królowej został na orbicie by pilnować Setha. Nabu przy pomocy pierścieni transportowych wróciła do świątyni.
Zła i zaniepokojona chodziła w tę i z powrotem. Niecierpliwiła się, że od trzech dni nie ma żadnych wiadomości od Treka. Martwiło ją to tym bardziej, że nie wiedziała ile jeszcze Seth będzie czekał.
-Pani?- Jej wędrówkę przerwało przybycie sługi.
-Czego?- Była zbyt zła chciała się na kimś wyładować.
-Pani Trek wrócił.<div align='center'></div>
-Niech w tej chwili tu przyjdzie.- Zarządziła.
Sługa wyszedł ze świątyni, Nabu usiadła na tronie i czekała. Trek wszedł, skłonił się nisko i czekał aż pozwoli mu się odezwać.
- Ależ ten Trek przystojny.- Pomyślała Nabu, już dawno postanowiła go wziąć na partnera. Rzeczywiście był przystojny, 190cm, brunet, ostro zarysowana szczęka i śliczne zielone oczy. Doskonale zbudowany, silny, świetny pierwszy przyboczny.
-Powstań- rozkazała.
-Pani byliśmy na wszystkich planetach w zasięgu myśliwców, nigdzie nie trafiliśmy na Taur’i.- Zameldował Jaffa.
Oczy Nabu zaświeciły ze złości, – Po co wróciłeś z takimi marnymi wiadomościami, rozkazałam ci ich znaleźć.
-Pani zostawiłem na każdej planecie wiadomość, że poszukujesz tych Taur’i, a na ważniejszych planetach ludzi. Jeżeli coś się wydarzy dadzą znać.- Powiedział Trek.
Nabu bliska wybuchu –Wyjdź- rozkazała Trekowi- i przyprowadź jakiegoś jeńca- musiała się na kimś wyładować a Treka chciała w inny sposób.
***
P3X-105
Jacob wysiadł ze swojego trójkąta i rozejrzał się. Wrota były położone na terenie przypominającym ziemską sawannę. Na linii horyzontu widać było drzewa i dachy pojedynczych budynków. Wylądował przy wrotach żeby nierobie zamieszania. Mieszkańcy byli kupcami i podróżnikami, dlatego obcy nie budzili strachu, co innego statki kosmiczne. Statkami przylatywali tylko Goa’uld, nigdy z nimi nie handlowali. Jacob zamaskował statek, i poszedł do osady.
Osada składała się z kilkudziesięciu rozrzuconych na sporym terenie domków. Domki z kamieni z małymi oknami, kryte dachówkami wypalanymi z gliny. Osada rolnicza, gdzieniegdzie biegały kury, zwierząt nie było widać, ale Jacob wiedział ze hodują oni zwierzęta podobne do krów. Dotarł do osady i zaczął wypytywać rolników:
-Słyszeliście może o Goa’uld, który poszukuje Taur’i?- spytał Jacob gospodarza wioski.
-tak był tu przedwczoraj i wypytywał, powiedzieliśmy mu, że tu do as codziennie nowi na handel przybywają i jak chce to niech zostanie i sam wypyta przybyszów.- odparł gospodarz.
Jacob zmartwił się –Mówił, kiedy wróci?- zapytał.
-Tak powiedział, że przybędzie dzisiaj zobaczyć się z handlarzami- oznajmił gospodarz.
-Za ile mniej więcej przybędą? – zapytał Tok’ra.
Gospodarz spojrzał w niebo na ruch słońca i odpowiedział – Za jakieś dwie godziny.
Dobrze pomyślał Jacob, podziękował gospodarzowi za rozmowę. Handlowcy zjawili się dokładnie tak jak mówił gospodarz, a wraz z nimi zjawił się Trek. Tok’ra go od razu rozpoznał, jako przybocznego, podszedł do niego i zapytał:
-Czego chcesz od Taur’i?
Trek nieco zdziwiony, że miejscowy go pyta o coś, o czym nie powinien mieć pojęcia odparł:
-Moja pani Nabu chce z nimi porozmawiać, znasz ich?
-A, jeśli tak to powiesz, w jakiej sprawie to spotkanie- Jacob był zniecierpliwiony.
-W sprawie pomocy, ale więcej Ci nie powiem, chyba, że powiesz jak się z nimi skontaktować- odpowiedział Trek.
-Goa’uld, który potrzebuje pomocy Taur’i? Hahaha - Tok’ra był rozbawiony.
-Zróbmy tak ty podasz adres planety swojej pani, a ja przekaże go Taur’i i jeżeli będą chcieli to przybędą- zaproponował Jacob.
Trek się zastanawiał, nie był czy obcy mówił prawdę, że może się skontaktować z Taur;, nie wiedział również czy ma podać współrzędne Klesnara. Musiał myśleć szybko, bo obcy zaczynał się niecierpliwić.
-Dobra podam ci współrzędne mojej planety, ale poproś Taur’i o pośpiech to pilna sprawa i powiedz żeby wzięli ze sobą broń- powiedział Trek.
Jacob nieco zdziwiony tą odpowiedział, zapisał współrzędne powiedział Trekowi, że jeżeli Taur’i się zgodzą to będą za dwa dni od dzisiaj. Pożegnał i ruszył ku statkowi, musi natychmiast powiadomić Sam i resztę.
Kilka godzin później, Star Gate Command.
Sala odpraw.
Jacob opowiedział spotkanie z Trekiem, o Nabu, o sprawie niecierpiącej zwłoki.
-Generale możemy już wyruszyć? Proszę- napalił się Jack.
-spokojnie pułkowniku, najpierw musimy się czegoś dowiedzieć o tej Nabu i o planecie- powiedział Hammond - Doktorze Jackson proszę zacząć badania, chcę wiedzieć wszystko, co pan znajdzie.
Tak jest Sir- powiedział Daniel.
-Jack jak tylko doktor i major zbiorą dane następna narada. Jacob zostań, może będziemy potrzebowali pomocy Tokr’a- zarządził Generał.
Rozeszli się do swoich zajęć.
22.00 Sala odpraw.
- Nie znalazłem żadnej wzmianki o bogu imieniem Nabu, w żadnej Religi. Aczkolwiek w dzienniku z z planety, na której ukrywał się Jolinar jest napisane, że Nabu to bardziej Tokr’a niż Goa’uld. Nieba rdzo wiem jak to rozumieć, ale chodzi chyba o to, że przejmuje się ludźmi- powiedział Daniel.
-Może to nie Goa’uld tylko przebieraniec?- Spytał Jack.
-Tym zajmiemy się na miejscu Sir, mamy poważniejszy problem. Planety nie ma w bazie danych, Tokr’a też o niej nie słyszeli. Albo po prostu nie ma tam wrót. Tak czy inaczej sugeruję podróż statkiem- powiedziała Sam.
Lekko zmartwiony generał zapytał –Jacob czy poleciałbyś z nimi?
-Oczywiście George- odpowiedział Jacob.
- To znaczy, że postanowione? Idę się pakować- powiedział Jack i wstał.
-Nie pułkowniku, teraz spać odprawa jutro rano – zarządził generał.
Jack posmutniał, ale wykonał polecenie. Poszli do swoich pokoi, chociaż wiedzieli, że i tak nie zasną.
Nazajutrz, sala wrót.
- Carter ile generał pozwolił wziąć C4?- Zapytał pułkownik.
-8 kg tyle, co zawsze Sir- odpowiedziała major.
-Sądzę, że to będzie za mało- myślał na głos Jack. W tym momencie wszedł generał.
– Nie przesadzaj Jack, ta ilość wystarczy do wysadzenia kilku Hataków, czy sporej budowli- powiedział Hammond.
-Wiem Sir, ale wolałbym wziąć więcej żeby czuć się bezpieczniej- odparł pułkownik.
-Nie i koniec, gdzie reszta zespołu?- Zapytał generał.
-Teal’c i Jacob przygotowują statek a Daniel szuka jakiegoś słownika, który jak uważa będzie mu niezbędny- odpowiedział pułkownik.
-Sierżancie proszę pogonić doktora Jacksona- generał zwrócił się do strażnika. Sierżant zasalutował i wyszedł, po chwili wrócił z doktorem.
***
Użytkownik Palek21 edytował ten post 14.10.2009 - |12:19|

Logowanie »
Rejestracja








