O przepraszam-cały TOS to flaki z olejem

To po prostu strasznie stary serial, stąd niektóre chwyty są hmm...dosyć badziewne.
odcinek jest zdecydowanie, to jest fabuła, ofiara swoich czasów. Remastered edition popaiwł "w stylu lat 60-tych" (o ile FX komputerowy można uznać za "styl alt 60-tych"

) część efektów i bardzo dobrze, dzięki temu całość jest czytelniejsza. problem w tym, że niektórych rzeczy nie da sie poprawić, a dziś są po prostu śmieszne (i zapewne były także w momencie produkcji epizodu, ale wszyscy na to "lali"-znamy to skąd inąd z SG i innych produkcji).
Zacznijmy od braków fabularnych. Kuleją widocznie dwie postacie. Komisarz, który pełni ofiarę złośliwego zegara na dwóch nogach, który jest absolutnie bez serca, bez uczuć i w ogóle zimny z niego drań. Zero tam interakcji z kapitanem, zero zrozumienia, zero czegokolwiek. To po prostu fabularny cyngiel, przystawiony do głowy Kirka. Szkoda, zmarnowano okazję na fajne relacje.
Drugą postacią, która jest do kitu, był ten czarny oficer w niebieskim mundurku. Praktycznie większość jego kwestii ograniczała się do "Ktoś tam umarł, a pan myśli o czymś tam?" OK, za pierwszym razem może da się to przełknąć, ale jak sie słyszy 'Gaetano umarł, a pan myśli o fazerze?" to już chce się rzygać. Kolejny tani, tandetny i dziecinnie naiwny element.
No, jest też "szalenie logiczny" numer z zostawieniem kogoś na czatach, kogoś którego kumpel niedawno zginął i kogoś, kogo pierwszy raz widzimy na ekranie. Przecież to pocałunek śmierci!

Dureń by się nie zorientował, co zaraz się stanie. Poza tym to może i było "logiczne" ale racje głupie. Paradoks-logika może być głupia. Fascynujące.
Drugą kategorią głupstw są wpadki scenariuszowe. Wielkoludy biorą jakieś kamyki i walą nimi w poszycie wahadłowca. Oh please, przecież on nie jest zrobiony z papieru, żeby miał się rozpęknąć od czegoś takiego. Przecież to śmieszne-XXIV wiek, a oni boja sie kamieni? To już dzisiejsze samoloty są wytrzymalsze. Z tamtych czasów (lata 60) też.
No i Spock, specjalista od wszystkiego. Nawet od dzid znalezionych w Meksyku w wieku XX. "Fascynujące". To tak, jakbym ja wiedział, jak wygląda sepulka i do czego służy. Paranoja!
Nadto widać brak logiki w wykorzystaniu bogatego instrumentarium statku. Kirk otrzymawszy wiadomość, że czujniki odzyskują sprawność, nie rozkazał zeskanować planety w żaden sposób. Splendid. A miał jeszcze 20 minut.
Zabawne jest też to, że mając zapewne zdolność zabójczo dokładnego fotografowania powierzchni planety nie podjęto takiej próby, nawet nie uzasadniono, dlaczego nie ma sensu tego robić. Po prostu ominięto taką możliwość niejako scenariuszowo. Czyżby ograniczenia w myśleniu, błąd czy celowe zaniedbanie?
Poza tym jest kupa śmiesznostek wykonawczych, ale to znak czasów. Swoją drogą zastanawiam się, jak bardzo będą się śmiać z naszych produkcji nasze dzieci i wnuki... zapewne do rozpuku.
W tej kategorii pierwszeństwo grają dzidy, które są przez ekipę filmową wyrzucane "w powietrze" tak, żeby na pewno nie padły bliżej, niż 8 metrów od celu i najlepiej z tyłu. Same "miśki" są też bombowe, a zwłaszcza ich "teatralne" chodzenie i wyciąganie łap. Ha ha ha. Zawsze się śmieje z takich momentów TOSie. Wiem, że to nie fair, ale nawet wtedy nikt się przecież na takie coś nie nabierał. Triki jak z kina niemego.
Ale są rzeczy, które mnie w tym epizodzie urzekły. Jest nim przede wszystkim sprytne i błyskotliwe zestawienie mylenia volkańskiego z ludzkim. Zwłaszcza pierwsza reakcja Spocka na plany swoich podwładnych odnośnie wielkoludów. Oczywiście epizod kręci się wokół Spocka i jego spostrzegania świata. I nawet fajnie to wyszło.
Ode mnie 6, za dobre chęci.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 25.11.2007 - |20:30|
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung