Niestety - odcinek chyba na zawsze zapadnie mi w pamięć ze względu na głupią, kompletnie nieprzemyślaną fabułę. Nawet przeciętny epizod "Terra Nova" miał w sobie więcej sensu niż "Miri".
1) Znajdują planetę będącą dokładną
dokładną kopią Ziemi i co w związku z tym? Nic... Przyjmują ten fakt jako coś naturalnego, kompletnie się tym nie przejmując. A przecież to właśnie była największa zagadka tego odcinka. Pozostaje mnóstwo pytań. Skąd się wzięła? Jeśli nie jest tworem naturalnym - kto ją stworzył? A oni całkowicie skupiają się na wątku choroby...
A można było to zrobić inteligentniej. Np. Enterprise przelatuje przez jakąś anomalię, w wyniku czego trafia do Układu Słonecznego. Nie udaje im się jednak nawiązać kontaktu z rodzimą planetą. Gdy zbliżają się do niej są w stanie odebrać jedynie staroświecki przekaz radiowy z wezwaniem o pomoc. Ostatecznie okazuje się, że trafili do wszechświata równoległego.

Proste, jasne i logiczne, wymyślone w jedną minutę.

2) Kradzież komunikatorów przez jakiegoś dzieciaka. Litości... Po pierwsze one są mobilne właśnie po to, żeby mogli je nosić cały czas ze sobą -mają zapewniać ciągłą łączność. Gdy wybiegli coś sprawdzić zostawili na stole komunikatory, zapewniające im przewagę taktyczną...
3) Ok, stracili komunikatory. Pragnę przypomnieć, że
w szpitalu znajdował się przestarzały nadajnik radiowy, transmitujący sygnał S.O.S. Nie mogli go wykorzystać, aby skontaktować się ze statkiem, wyjaśnić sytuację i poprosić o przesłanie dodatkowych komunikatorów? Zresztą... Nawet gdyby nie było nadajnika, to przecież elitarne umysły Gwiezdnej Floty powinny być w stanie sklecić jakiś prosty oscylator z resztek sprzętu elektronicznego leżącego dookoła i nadać komunikat. Wszystkie czujniki Enterprise powinny przecież nieustannie skanować teren w pobliżu szpitala.
4) Załoga w przypadku nagłego ustania kontaktu z kapitanem powinna podjąć działania mające na celu ustalenie co się stało - teleportować jakąś sondę albo nawet ludzi w strojach chroniących przed zagrożeniem biologicznym.
5) Tak swoją drogą naszła mnie pewna refleksja. Mi także widok Kirka flirtującego z Miri wydał się niesmaczny. Dopiero potem sprawdziłem i okazało się, że aktorka wcielająca się w tą postać miała w 1966 roku 19 lat! I faktycznie - "dziewczęca" stylizacja wyglądu postaci wcale nie uzasadnia stosowania terminów takich jak "praktycznie dziecko".

Coś mi się wydaje, że w dzisiejszych czasach taki wątek by nie przeszedł. Zaraz rozpętałaby się afera, mówiono by o "promowaniu pedofilii". Zresztą wcale nie trzeba teoretyzować - taka sytuacja już kiedyś chyba miała miejsce, gdy jedna z aktorek z "Glee" (rzecz jasna całkowicie pełnoletnia) postanowiła wystąpić w nieco odważniejszej sesji zdjęciowej.
Co więcej - czytając "Grę o Tron" uświadomiłem sobie, że twórcy serialu nigdy nie mogliby przenieść do swojej produkcji wieku książkowych bohaterów (nawet, gdyby grali ich starsi aktorzy). Co z tego, że pasuje to do realiów średniowiecza, na którym wzorował się Martin? Zaraz poleciałyby głowy, a serial skończyłby się na pilocie.
Mam wrażenie, że to nasze pokolenie jest jakieś skrzywione.
Użytkownik Atlantis edytował ten post 06.07.2012 - |19:53|