Wybaczcie drodzy moderatorzy,że napiszę post po swoim poście,ale jest to niestety niezbędne
13 luty roku 2008, godzina 17:45 i tłumy pod torwarem oczekujące na otwarcie bramek.Przy wejściu plakaty promujące koncerty m.in. Iron Maiden i Anny Rihh,czyli Rihann'y

Miałem polewę z tego na maksa mimo tego iż z samego rana przyatakowała mnie grypa.Głowa mi pękała maksymalnie,kasłałem jakbym miał płuca wypluć,no ale nie mogło mnie to zatrzymać przed pójściem na koncert

Tak więc wracamy do koncertu.Mam duże zastrzeżenia do systemu w jaki wpuszczano na torwar.Z tego co mówili mi koledzy, którzy byli na Korn'ie w Katowicach zrobiono to lepiej.Jednak o 18:40 byliśmy już w środku

Koncert zaczynał się o 19:00 i na pierwszy ogień puścili formację Deathstars bodajże ze skandynawii.Totalna porażka.Wokalista był parodią Marylin Manson'a i Wiśniewskiego w jednym.Gitarzysta tylko wskakiwał na jakiś podest i skakał na scenę,choć jeden skok z jakichś 4 metrów przyprawił go o oklaski

Niestety nagłośnienie tego supportu było liche.Praktycznie nic nie było słuchać.Na szczęście po pół godziny gry zeszli ze sceny.Następnie o 20:00 pojawiła się formacja Flyleaf pod przewodnictwem jakiejś kobiety.Głos miała straszny i szczerze powiedziawszy występ tego zespołu jakoś specjalnie mnie nie zachwycił.
20:45 i pół godzinna przerwa.Wykorzystałem ten czas na przemieszczenie się bliżej sceny

W między czasie zemdlała dziewczyna i zanim ratownicy z trybun usłyszeli głosy pomocy zdążyli ją wynieść do głównego holu.Dla pomocy medycznej gromkie brawa,gdyż bardziej byli zajęci rozmową niż ratowaniem ludzi :] Zbliżała się 21:15 i w międzyczasie 2 gości powinno dostać ostry wpi.....w tym jedna łysa pała.Nie chcę nawet rozwodzić się na ten temat,bo dwóch idiotów nie zepsuje mi koncertu.
Nastała 21:15 !!! Zielone światła,Right Now i Davies przy mikrofonie !!! Myślałem,że skończę jak ta dziewczyna.Zacząłem się dusić i kasłać.To mógł być koniec mojej zabawy,ale udało się mi się w końcu opanować

Wytrzymałem w tłumie 20 minut i musiałem zasiąść na trybunach.Plecy mi wysiadły,a chorobie dałem za wygraną.Davies śpiewał na swoim przyzwoitym poziomie,tylko Fieldy coś nie był skłonny do dania czadu.Ogólnie zagrali kilka starych dobrych kawałków z Freak On A Leash,Blind i Got The Life na czele oraz kilka nowszych kawałków jak Evolution,czy Kiss.Zabawa była przednia,choć jak popatrzyłem z trybun to mogło by być trochę więcej publiki.
Jak na koncert na Torwarze byłem zadowolony,tylko szkoda że choroba zepsuła mi dobrą zabawę