wykozystujac gladko opowiedziena historie z gatunku fantasy, odpowiedziano nam na wszystkie pytania zwiazane z tajemnicami Wyspy.
Chyba żartujesz, prawda...?
To ma być odpowiedź?
Ten odcinek rozczarował mnie jak mało który. Udając, że coś wyjaśniają i na coś odpowiadają, twórcy zaserwowali nam żenująco naiwną i nie trzymającą się kupy bajeczkę, która - jak tu już ktoś zauważył - rozbiła w proch całą mitologię wyspy, tak starannie budowaną od początku serialu...
Tak naprawdę jedyna odpowiedź, która wynika z tego odcinka, brzmi tak: cała ta wyspa jest jakimś idiotycznym bezsensem, w którym nikt nie wie o co naprawdę chodzi, za to ciągle od nowa w kółko ktoś powtarza - nie wiedząc dlaczego - to, co kazał mu robić jego poprzednik, jemu z kolei jeszcze jego poprzednik itd... Nie dziwię się zatem wcale MiB-owi, że tak bardzo chce stamtąd uciec. A ja nie takiej odpowiedzi oczekiwałem po "Loście" i nie dlatego go oglądałem.
No bo co nam pokazano? Pozbawioną jakiegokolwiek pogłębienia historyjkę o szalonej i okrutnej kobiecie, która nie wiadomo skąd się wzięła na wyspie i od jak dawna tam żyje, która to kobieta zamordowała inna kobietę, mającą pecha rozbić się na wyspie, po to żeby zagarnąć jej synów i wychowywać ich w nienawiści do innych ludzi (rozbitków, towarzyszy ich prawdziwej matki). Kobiecie, która niby "chroni" (nie wiadomo w jaki sposób ta ochrona ma wyglądać) "coś" co jest na wyspie (no, wygląd tej świetlistej jaskini rodem z najbardziej naiwnych bajeczek zdegustował mnie kompletnie

), o czym pewnie sama nie wie, co to jest (bo pewnie i ja ktoś kiedyś "wciągnął" do tej ochrony nic jej nie mówiąc, tak jak ona zrobiła ze swoim przybranym synem). Nie wiadomo dlaczego ma to "coś" chronić, wiemy tyle, ze jeżeli inni ludzie to "coś" zabiorą (co to jest, skoro to można zabrać? Jakiś przedmiot? Głupie.), to "światło wszędzie zgaśnie" - jakie "wszędzie", skoro sama ta kobieta twierdzi, ze poza wyspą nic nie ma? Nawet jeżeli nie traktowac tego dosłownie, to chyba należy przez to rozumieć że nic poza wyspą nie jest ważne. Więc jakie "wszędzie"? Gdzie tu konsekwencja? I po cholerę w ogóle to światło? Znowu wiemy o nim tyle, że nie można tam wchodzić, bo stanie się coś złego. Zobaczyliśmy co - Jacob wrzucił tam MiB-a i wydostał się czarny dym, który przejął jego duszę(?) - skąd? jak? dlaczego? Zatem nie wygląda, aby ta jaskinia była czyms dobrym - po cholerę to chronić, nie lepiej obmyślić jakis skuteczny sposób zniszczenia?
Naprawdę, poziom tej całej historyjki jest jak z głupawej kreskówki dla dzieci. Biorąc pod uwagę znaczenie, jakie ten odcinek POWINIEN miec dla wyjaśnienia zagadek wyspy, a zarazem fakt że zamiast wyjaśnień dostarczył nam tylko "opakowanie zastępcze", uważam go za NAJGORSZY w całej historii Losta. Chyba, że to co nas czeka, będzie jeszcze głupsze...

Nikt z nas raczej nie dowie się tego czym tak na 100% jest Wyspa. Bo i w życiu nigdy niczego nie wiemy na 100%. To moja teoria.
Ja przynajmniej nie tego oczekuje od filmów, że będą one nasladownictwem realnego życia, i nie po to je oglądam.
Jeżeli ktoś - tak jak ty - używa argumentu "w filmie tak jak w życiu", to ja się zapytam - to po cholerę w takim razie robić film, jak ma w nim być tak jak w życiu? Przecież mamy życie...
Film ma być
historią, opowieścią - ze swoją wewnętrzną logiką i sensem, w którym wszystko powinno "mieć jakiś powód" - tak jak to Locke cały czas mówił o wyspie, a okazało się że nie miał racji, bo scenarzyści chcą pokazać że wyspa jest takim samym chaosem jak życie i nie ma żadnej logiki. Tylko naprawdę, po cholerę o tym robić film, skoro obserwujemy to cały czas dookoła siebie...?
Mili Państwo - naprawdę byście chcieli by WSZYSTKO zostało dokładnie wyjaśnione co i jak? Bo (moim zdaniem) było by to nie tylko dość rozczarowujące, ale i z góry skazane na porażkę. Pewne rzeczy trzeba przyjąć na wiarę i tyle. Nie wymagajmy od scenarzystów rozwikłania w LOŚCIE tajemnic wszechświata, bo byłoby to absurdalne.
Fajnie, tylko że jest taki jeden drobny szczegół - w literaturze czy filmie, przedstawiony "wszechświat" twórca sobie
sam tworzy. I o ile faktycznie nie musi wyjasniać np. czegoś, co zostało skopiowane wprost z naszego "zwykłego" świata, a czego wyjaśnienia sami nie znamy, to jeżeli wprowadza do tego świata elementy wymyślone przez siebie, to powinien to zrobić w sposób spójny i jasny, tak aby na końcu było widać, że autor wie co, jak i po co.
Tutaj mamy póki co sytuację, która bardziej przypomina takie podejście "weźmy jakie nam tylko dziwne pomysły przyjdą do głowy, bez żadnego wytłumaczenia, posklejajmy to razem jak popadnie i wciśnijmy widzom". To jest po prostu zły warsztat i nieumiejętność tworzenia opowieści, i nie ma co tego maskować za stwierdzeniami o wyjaśnianiu tajemnic wszechświata. Bo owszem, skoro wszechświat się SAMEMU WYMYŚLIŁO, to powinno się umiec go wyjasnić.
Ciekaw jestem np, jakie wyjaśnienie pochodzenia tajemniczego światła byłoby na tyle satysfakcjonujące, że zadowoliłoby wszystkich.
Żadne - bo samo wprowadzenie tego tajemniczego światła było tak głupie i żenujące, że jakakolwiek próba wytłumaczenie tego mogłaby być tylko jeszcze głupsza. To się w ogóle nie powinno pojawić.