W czasie operacji pustynna Burza , też były niesamowite problemy z maszynami USAF typu B2B i F-117A , które są niewykrywalne dla radary , ale jednak są doskonale widoczne na niebie w ciągu dnia .
Dzięki temu zanotowano sporo zestrzeleń (do których USAF się nie przyznaje ) , bowiem strzelano do tych maszyn z najprostrzych rakiet .
Pomyśl sobie , że takie maskowanie optyczne jest naprawdę poteżnym dodatkiem , bo co z tego że cię nie wykrywają na radarach (sensorach) a widzą .
Ok sam zapomniałem że pojawia się to także w genialnej Notece 2015 gdzie zwykły polski żołnierz siedząc na dachu z wyrzutnią kasował niewykrywalne maszyny.
Coprawda Stealthy mają także zmniejszone emisje cieplne więc nie powinno być możliwości zestrzelenia ich tak prostą rakietą jak choćby stinger no ale teoria na szczęście często rozbiega się praktyką, bez tego byłoby mało zabawy

Ale wracając do tematu - odległości pokazywane w serialu , w czasie walk , są przedewszystki dla nas . Bo kto by się zainteresował i obejżał by , gdyby gdzieś z oddali (z tysięcy kilometrów) by ostrzeliwały 2 kropeczki .
A z drugiej strony , mniejsze odległości , oznaczają wiekszą szanse na trafienie
.
No bez przesady

w kosomise wszędzie jest daleko i podlatywanie z jakąkolwiek podświetlną do celu tylko po to żeby przystawić mu lufę do sktroni to marnowanie czasu i energii, ekonomiczniej jest wymyślić coś co trafi i zrobi kuku z daleka. A floty to niezłe porównanie, nie sądze żeby okręt ostrzelany Exocetami miał okazję przyjrzeć się strzelającemu, a nikt normalny nie podpłynie do uzbrojonego przeciwnika na 20km jeżeli może strzelić z kilkukrotnie większej odległości.
Bitwy w Honor Harington wyglądają tak jak teoretycznie mogłby wyglądać bitwy liniowców podczas WWI.
Jeżeli dochodzi do starcia 1 vs 1 to w 90% wypadków wygrywa większy, klasy są tak skonstruowane że krążownik liniowy dostawnie wpierdal od dowolnego derdnota a drednot od superdrednota za duża dysproporcja wielkości i uzbrojenia.
Walki można nazwać manewrowymi gdyż konstrukcja okrętów powoduje, że od spodu i góry chronione są niepenetrowalnymi ekranami (takie założenie tego świata, jedyny sposób na ich zniszczenie to jak narazie eksperymentalna broń która wywołuje drgania harmoniczne mogące zniszczyć generator, oczywiście mówimy o uniwersum w którym nie korzysta się z podprzestrzeni czy innych fazerów) po bokach okręt stawia "zwykłe" pola siłowe (osłony burtowe) dziób i rufa są niechronione gdyż takie jest ograniczenie napędów. I trzeba się dobrze i odpowiednio blisko ustawić żeby przeciwnika ostrzelać, i żeby móc ten ostrzał kontynuować a nie minąć go po jednej salwie i pojecieć gdzieś hen daleko. Kompensatory bezwładnościowe w Honorversum pozwalają na 300-600G w zależności od okrętu, dlatego nie da się po prostu tak skakać jak w innych SF i trzeba trochę pomyśleć przed walką.
Podczas bitwy flot stosuje się zmodyfikowaną linię okrętów, z tego prostego powodu, że mamy pełne 3D okręty tworzą ścianę. Tak aby optymalnie wykorzystać ekrany denne lub osłony burtowe. (przegrywająca flota zawsze może zwrócić się do przeciwnika ekranami dennymi i wyznaczyć taki kurs że w miarę bezpiecznie się wycofa) Podczas walki idealnym manewerem jest ostrzelanie nieosłoniętych dziobów i ruf pełnymi salwami burtowymi (tak zwane kreska nad T)
Tyle teorii, w praktyce wygląda to tak że okręty zawsze walczą w formacjach, żeby najlepiej się bronić i dysponować skoncentrowaną siłą ognia. Ale reszta to już zależy od admirała. I taka np. Upiorna Hempfil podlatuje wszystkim co ma na optymalna odległość i wali z czego popadnie tak długo jak jest do czego. Saranow zaś nie odmówi wszykukanej zasadzki jeżeli tylko może przynieść odpowiedni efekt.
Wygląda to dość prosto ale w rzeczywistości daje mnustwo kombinacji i często odpowiednia taktyka (głównie zaskoczenie) potrafią wyrównać przewagę sił przeciwnika.
Cały kłopot w tym uniwersum że okręty nie skaczą jak żaby z miejsca na miejsca i wszystko trzeba przemyśleć

Dlatego prędkość którą posiada okręt, jego przyśpieszenie i kurs powodują że naprawdę trzeba się nieźle napocić żeby przeciwnika który jest ostrożny podejść tak żeby nie zdołał się wycofać albo wywinąć innego paskudnego numeru. Zwłaszcza że odległość z jakiej można go wykryć wieloktronie przewyższa zasięg broni. Kombinuje się różniście ustawiając zasadzki, podchodząc balistycznie bez włączonych napędów albo zostawiając część sił na tyłach wroga tak aby w decydującym momencie włączyły się do wlki i wiele innych. Bitw nikt nie umawia, a układy planetarne są na tyle spore, że zwykle od momentu wejścia przeciwnika w przestrzeń danego układu do rozpoczęcia walki mija pare godizn. Poza tym w nadprzestrzeni nie da się praktycznie nikogo wykryć i przeciwnik może zrobić rajd daleko na nasze tyły wychodząc nagle w naszym rodzimym układzie planetarnym. Dlatego strategia jest jeszcze ważniejsza od taktyki.
A i ostatnio na nowo odkryto lotniskowce (Nosiciele Kutrów Rakietowych, na szczęście ta nazwa się nie utrzymała

) A kuter rakietowy to takie małe cholerstwo dużo mniejsze od niszczyciela i uzbrojone w jeden spory graser i rewolwerową wyrzutnie rakiekt. W pojedynke może niewiele choć jest bardzo szybki i doskonale maskowany. No ale w grupie (a lotniskowiec może ich zabrać maksymalnie ok 200) dysponują miażdącą siłą ognia. No i oczywiście też walczą w zespołach a nie każdy sobie.
Wszystkie jednostki okręty walczą w wspierających się formacjach i bynajmniej nie wygląda to jak radosne pojedynki asów lotnictwa z naszej przeszłości. Dowodzenie pełni kluczową rolę w starciu gdyż wszystko trochę trwa i bez dobrego planu niewiele da się zrobić gdy okazuje się że przeciwnik pojawił się nagle po drugiej stronie układu. W przypadku gdy oficer taktyczny radośnie i z zaskoczenia wygłasza "namierza nas przeciwnik, odległość milion kilometrów" oznacza to zazwyczaj, że już po nas. Czas dolotu rakiety z takiej odległości to parenaście sekund. A uaktywnienie kontroli ognia, przydzielenie celów przez komputery i wszystkie inne pierdoły trwają niemiłosiernie długo w takich chwili.
A i podczas bitwy obie strony toczą ze sobą walkę na ECMy, że tak niefachowo powiem. Na bierząco dostosowując algorytmy ataku i listy celów dla rakiet, ogłupiając wrogie rakiety i starając się stworzyć jak największe zamieszanie aby wrogie komputery miały z tym zabawę.
A na końcu i tak wygrywa Honor Harrington

A teraz gdyby ktoś potrafił uczciwie zapomnieć o tym że mówimy tu o prymitywnych laserach i założyć, że jest to po prostu broń energetyczna dużej mocy (montowana w końcu na okrętach wojennych) to musiałby przyznać że bez praktycznej niewrażliwości na inne systemy SF a taką niestety Star Trek ma wbudowaną w parametry sprzętu mogłaby to być ciekawa walka... prawda?
A i detekcja optyczna w kosmosie to bzdura, pomyślcie sami jakie soczewki i obróbka obrazu musiałby zostać zastosowane żeby wykryć stacjonujący na orbicie marsa ISD, a teraz przenieśmy ISD na plutona...

Montowanie czegoś takiego na poruszającym się okręcie to techniczny koszmar.
Edit a jeszcze jedna sprawa, dowódcy mają doświadczenie, naprawdę spore doświadczenie sama Honor Służyła we flocia około 30 lat zanim dorobiła się stopnia flagowego a Hamish Alexander ma prawie 100lat doświadczenia we flocie. Oczywiście zdarzają się też idioci
Podsumowując:
1. Walka nie jest statyczna
2. Formacja ma decydujące znaczenie
3. Wytyczając zły kurs i utrzymując go przez godzinę można już na starcie przegrać bitwę która będzie jeszcze trwała 6h
4. Rakiety rakiety jeszcze raz rakiety broń dalekiego zasięgu pozwalająca na spokojne wyniszczanie się aż któraś ze stron padnie
5. Broń energetyczna -> bron krótkiego zasięgu gdy dochodzi do jej użycia bitwa kończy się szybko zwycięstwem silniejszego (ale i potężnymi stratami)
6. Położenie w kosmosie decyduje i okręt który poleci sobie jak mu się podoba dostaje zazwyczaj szybko w czapę.
7. Brat teleportów w połączeniu z zasięgiem broni -> bitwy trwają długo
Użytkownik Alyjen edytował ten post 19.05.2005 - |19:29|