Hm... wygląda na to, że jestem z leksza osamotniona w swoich poglądach...
Daniel był fajną postacią, ale IMO tylko w kinówce i może przez pierwsze sezony SG-1. Potem jego wiedza o własnej wszechwiedzy i mienie racji za każdym jednym razem zaczęło przeradzać się w jakiś koszmar konstrukcyjny. Wyrocznia Delficka nie miała takich trafień jak Danny. Powinni go wysyłać do wypełniania kuponów loteryjnych, SGC uniezależniłoby się w ten sposób od rządowych funduszy.
Tak, ja wiem, że fajne są postaci, które coś wiedzą i z tej wiedzy korzystają. Ale to nadal ludzie, a ludziom zdarzają się - uwaga, uwaga! - błędy. Danny byki popełniać przestał stosunkowo wcześnie i przy tym pozostał. Nawet wtedy, kiedy z logicznego punktu widzenia nie miał najmniejszego prawa mieć wystarczająco dużą wiedzę, aby doczłapać się do właściwej odpowiedzi. Potem ascendował i dla odmiany trafianie w dziesiątkę z zawiązanymi oczyma i ze skrępowanymi rękoma zaczynało mieć jakiś sens, świecący-ziomale mieli niejaki obowiązek wszechwiedzy.
Jestem w stanie zrozumieć jego przypakowanie, obsługę broni, wzrost możliwości bojowych. Jak do kogoś strzelają długie lata, to się w końcu nauczy oddawać. Nie jestem w stanie zrozumieć zrobienia z bohatera konstrukcyjnie sympatycznego Marysi Zuzanny. Escuze mua, nie znoszę postaci lśniących jako ten brylant.
W moim osobistym rankingu zdecydowanie prowadzi Jonas.
Pewnie dlatego, że występował tylko jeden sezon i twórcy nie zdążyli przerobić go na mesjasza.
Ok, miał intrygujące DNA i wyjątkową pamięć (to taka choroba i w naszym świecie realnym też się trafia. Nie ma przed czym klękać). Poza tym - miał koszmarne tyły w stosunku do reszty bohaterów, ale uparcie usiłował zatrzeć różnice i wynagrodzić im, że Daniela nie ma (ktoś tutaj miał poczucie winy, a stosunek SG-1 do jego osoby wcale sprawy nie poprawiał. Brakowało tylko karteczki "kopnij mnie" przylepionej na plecy).
IMO Jonas zachowywał się dosyć realistycznie, jak na środowisko w jakim się znalazł. Nie wiem jak wy, ale ja osobiście cieszyłabym mordę, jakby ktoś wsadził mnie do statku kosmicznego i pozwolił pooglądać wszechświat z perspektywy, jakiej wcześniej nie byłam sobie w stanie wyobrazić. To jest częściowo reakcja nerwowa, organizm zabija stres śmiechem, usiłując zapewnić się, że wszystko jest ok.
Dalej naiwność tego pana - nie wiem jak reszta, ale pewnie ja też nie raz i nie dwa dawałabym się zrobić w konia osobom, które z zaawansowaną technologią są za pan brat, a którą ja pierwszy raz na oczy widzę. Blah, pozwalało to bohaterowi popełniać błędy, pomyłki. Potykać się raz na jakiś czas i uczyć na własnych (oraz cudzych - z pewnych względów Danielowych notatek się uczepił jak rzep) błędach.
Kolejny punkt - fascynacja bzdurami życia codziennego. Intrygowało go to, co my uznajemy za nudne. Szczególnie urokliwa była ta prognoza pogody. Ładnie podkreśla nam obcość bohatera i fakt, że pomimo chłonięcia wiedzy nadal odbiera świat nieco inaczej od reszty brygady (Teal`c też, ale przez jego małomówność nie jest to nigdy specjalnie widoczne. Teal`c uczy się obserwując, Jonas - pytając i obskakując wszystko dookoła).
Tak swoją drogą, to zastanawia mnie to, z jakiej paki uznawane jest, że Jonas zastępował Daniela. Zajął jego miejsce w SG-1, ok, tylko dlatego, żeby nie władowano im tam Rosjanina.
Ale nigdy nie miał stać się wersją 2.0 Jacksona. Zachowywał się i reagował w inny sposób, myślał w inny sposób.
Przez sezon zdążyło mu się dorosnąć, zmienić zachowanie, zmienić priorytety, nauczyć się kilku brzydkich rzeczy o świecie - nadal, jego reakcja na wszystko była różna.
Nie wiem jak inni, ale chętnie pogryzłabym twórców za brak jakiejkolwiek reakcji ze strony SG-1 na wieść o tym, że Ori zajęli się Kelowną (chociaż - ten skubany Jonas z całą pewnością przeżył i jest zły. Ma prawo do bycia złym. Awwww, jak chciałabym zobaczyć konfrontację po latach, zmiany psychiczne i inne takie po ten całej rozwałce... Napiszę se.).
um... tak. W zasadzie ten cały wywód to było dlatego, żeby powiedzieć, że Jonas mi się bardziej podoba od strony konstrukcji bohatera.
Do gry aktorskiej nic nie mam (po prawdzie - uwielbiam wątek AU, gdzie Danny jest tym złym) i nawet nie ruszałam tej kwestii, wygląd bohaterów też jakoś nie stanowi dla mnie argumentu (bo najpierw zobaczyłam klatę Ronona, po Rononie reszta obsady jest silnie przeciętna z wyglądu ;P ).