Dobrze było się spotkać, dobrze. Dobry początek roku się zaczął. Ale do sedna czyli jak minął zlot.
Presja projektów badawczych dla drużyny SG odcisnęło swoje piętno w konieczności ograniczenia długości mojej misji w odprawie odbywającej się w połączonej misji w Katowicach ale mimo tego widma było wspaniale. Na start moje pierwsze zgrupowanie w Opolu. Dalsza podróż odbywała się popijając herbatkę. Mmmm… dobra herbatka. Przy rozmowie o tym i o tamtym dotarliśmy do planety Katowice, tam już reszta przedstawicieli czekała z gorącym powitaniem pod przebraniem armii radzieckiej i świętego Mikołaja.
Ze sporym dziecięcym smutkiem przyjąłem rezygnację z filmu Madagaskar, jednak z perspektywy okazało się to dobrym rozwiązaniem, gdyż i tak było za mało czasu na bilarda i na rzutki i na jedzenie w pub’ach… więc… trudno. Akcja Madagaskar przeszła na plan dalszy. Dowódca grupy zaatakował z naszym wsparciem ukrytą w podziemiach placówkę wroga. Misja o kryptonimie „Tawerna” została wykonana. Bla, bla… i wyjście na powierzchnie z powrotem do „gate room” gdzie przybywa wsparcie z Częstochowy. Wspólny atak w kierunku Biliarda i niech nazwa czytających nie łudzi – wkradło się tam dodatkowe i z kropką. Próby odnalezienia lokalizacji tego biliarda przysporzyły małych problemów, ale się dało. Herbatki i inne napoje trwały, oprócz tego telefony z dowództwa.
Na offtopic: LOL! jak dotarłem na miejsce następnego dnia, swoją drogą śmieszne się okazało, że nie można było się połączyć z Internetem, bo hasło nie było wpisywane dużymi literami ;(, heh… ale wymówka do nie nauki była… doinstalowałem różne cuda tylko).
Co do Biliarda jeszcze: zajęliśmy początkowo stanowiska w honorowym miejscu. Potem jednak część osób zaczęła uważać że kanapa niżej jest o wiele lepszą opcją niż krzesełka na górze. Aaaa… gdzież w tym wszystkim zapomniałem o wizycie w amerykańskiej placówce o kryptonimie Mc D. Tam była mała przekąska. Ta główna jednak odbyła się właśnie w Billiardzie gdzie osobiście walczyłem z masłem czosnkowym :]. Ogólnie dobrze rzeczy tam były, a i wybór napoju Ori pod względem kolorów był spory i bratni Anubis miałby coś niebieskiego stawiać… bo jak pamiętam zakład z jedno godzinnym firewall’em przegrał

.
Po przybyciu lokalnego dowódcy

przenieśliśmy się w kierunku „Origin” by dalej wyznawać wiarę do napoju Ori a także celowania trzema rzutkami do różnych wielkości O… ri oraz wbijaniem trójwymiarowej wersji O …ri do czarnej otchłani. Tak tak chodzi o bilard :>
Nawet szczerze powiem nie wiem jak ten czas tam zleciał i gdyśmy poszli do kina ile by z tego czasu w ogóle zostało, ale dwa razy zagrałem w rzutki, dwa razy w bilarda i okazało się że z ogromu czasu zostało nic! Owszem gdzieś w międzyczasie było kilka wściekłych Goa’uld’ów, których szybko obalono... nawet gdy Władcy Sysetmu dwa razy pod rząd się nam naparzyli to nie dali rady.
Koniec końców moja ciało wybyło z bitwy i udało się w kierunku bazy też z niemałymi przygodami. Jednak wpierw powiem że zdjęcia ze zlotu gdy mnie nie było… wow
Powrót, dotarłem na dworzec… super duper, narciarze z gór postanowili się spotkać w Katowicach by wyruszyć na północ Polski. Co więcej, okazało się że PKP zgubiło wagon i część ludzi z TLK mimo rezerwacji miejsc tych miejsc nie miała :>. Nam stojącym przy ubikacji i pilnujących potem kolejkę krytyka PKP pozwoliła wywiązać nić kontaktu. Po części pikietując przeciwko pół godzinnemu wstrzymywaniu pociągu zaczęliśmy pikietować przeciwko temu i wtedy okazało się że w przedziale siedzi kumpel ze studiów

. Miejscówki nie było, ale mimo to prawdopodobieństwo spotkania przecież było zupełnie znikome. Ekipa korytarzowa rozmyła się już za Opolem, gdzie się zdrzemnąłem na stojąco. Cały dotarłem na miejsce.
Co do Madagaskaru 2, dobrze że nie poszliśmy, ale właśnie byłem w kinie… filmik rewelka i momenty do płaczu są. Jeje. Pingiwny rządzą, ale i nawet reszta trzymała poziom. Babcia wymiatała.
Do zobaczyska w Częstochowie i pod Bydgoszczą mam nadzieje :>
PS: W tym wszystkim zapomanieł wzmianki o Anubisie bez głowy
Użytkownik SGTokar edytował ten post 09.01.2009 - |23:09|