Niestety, po raz kolejny muszę napisać, że Lost to już nie ten sam serial, co w pierwszym sezonie. Gdzieś został zatracony klimat i tajemniczość tej wyspy.
Finał niby zapowiada się ciekawie, ale wszystko sprowadza się do jednego - czyli wojny z Othersami. Ale i tak wiadomo, że nikt z tej wojny nie wyjdzie zwycięsko (albo inaczej - nikt tej wojny nie przegra), bo przecież będzie jeszcze trzeci sezon
Biorać pod uwagę co mają zrobić o świcie, łatwowierność i uległość Jacka jest śmieszna i niezrozumiała.
W temacie o poprzednim odcinku pisałem, że dziwi mnie dlaczego nie zastanawiają się jak doszło do tego mordu, w jaki sposób została zabita Ana, skoro siedzi na kanapie, jakby niczego się nie spodziewała.
Ktoś mi napisał, że w tym odcinku będą się nad tym głowili. Niestety ten ktoś był w błędzie. W zasadzie to jedyny Sayid zachował zdrwoy rozsądek. W miarę jeszcze zachowuje się Sawyer, który chce zebrać silniejszą "ekipę". I tutaj znowu pojawia jedna z bardziej itytujących spraw w tym sezonie. Rozbitkowie praktycznie nic sobie nie mówią (vide "Perła"), często kompletnie sobie nie ufają, a innym razem są śmieszne naiwni (vide Jack z Michaelem).
Jak chcą wyruszyć na wojnę z Othersami, to przecież aż się prosi o przemyślenie tego, powiadomienie ludzi i zebranie dobrej "ekipy". Ale nie, musi być tak jak chce Michael, bo to jest jego syn :| A więc zamiast Sayida ma iść Hurley. I tylko te pięć osób. Super plan, w ogóle nie budzi żadnych wątpliwości :|
W zasadzie odcinek uratowała końcówka z łódką na oceanie. Szkoda tylko, że aż roi się w tym temacie od przypuszczeń czerpanych ze spoilerów, kto tam jest...
Gdyby nie ta końcówka, następny odcinek znowu mógły być mocno przewidywalny. A teraz przynajmniej rodzą się nowe pytania i już wszystko nie sprowadza się do tej oczekiwanej wojny. Mam ogromną nadzieję, że chociaż finał "da radę" i porządnie nas czymś zaskoczy - czyli wróci stary dobry Lost
Jeszcze takie małe spostrzeżenia:
- Michael jest mega frajerem i walka o syna go nie tłumaczy. Dwie osoby zabił i chce następne cztery zaprowadzić w pułapkę...
Myślałem, że może w końcu wymięknie i przyzna się, że to on zabił Ane i Libby. Było kilka takich momentów, w których wydawało się, że ma duże wyrzuty sumienia (smutna mina Hugo, pogrzeb, czy kiedy wszyscy go ciepło witali).
- Nie wiem czy ktoś zwrócił na to uwagę... Michael dostał kartkę z nazwiskami osób, które ma przyprowadzić. O ile znajomość nazwiska takiej Kate może już zastanawiać, to fakt, że znają prawdziwe dane Sawyera musi mocno zastanawiać. U samych rozbitków jedynie Locke wiedział, że jego prawdziwe nazwisko to James Ford, a to dlatego, że przejrzał listę pasażerów. Natomiast Othersi, jeśli mieliby tylko bazować na relacjach Eathana, to nie byliby w stanie dowiedzieć się tego. Chyba że Eathan w jakiś sposób dotarł do tej listy, ale w tą opcje nie wierzę.
Wg mnie to "centrala" zlecała Eathanowi, czy Goodwinowi dokładnie kogo mają porwać czy zabić. I tak Ci, którzy są niepotrzebni, zostają "olewani", albo jak się przez przypadek nawiną, bez skrupułów mordowani. Natomiast ewidentnie widać, że nie chcieli zabić np. Jacka (o ile mnie pamięć nie myli Eathan mógł to zrobić), czy Michaela (gdy strzelali do niego dostali reprymendę). Czyli są pewne osoby, które z jakiegoś powodu są wartościowe dla Othersów.
Wychodzi na to, że mają dokładne dane wszystkich interesująchych ich osób z tej wyspy. Skłonny jestem uwierzyć, że nasi bohaterowie nie przypadkowo znaleźli się akurat w tym samolocie. Być może Dharma ze swoim eksperymentem zaczęła działać dużo wcześniej niż nam to się może wydawać...
Pzdr

Logowanie »
Rejestracja








