Epizodyczność tą porównałbym do innych tego typu odcinków z SG-1 i SGA-to nasze stare śmieci. Nowy docinek->nowa planeta->nowy problem i proste tego problemu rozwiązanie. Oznacza to, że powoli wychodzimy z schematu początku serialu. Szkoda, że oznacza to wpadnięcie w stary schemat z poprzednich serii, ale nie jest to jakiś minus czy wybrakowanie. Tego należało się spodziewać i szczerze mówiąc jest to pożądane. W końcu na tym opiera się cała idea Wrót jako serii. Dlatego też nie rozumiem narzekań co niektórych-a co to, w SGA i SG-1 schematy nie funkcjonowały? W Star Treku? Jakoś tamte serie wam nie śmierdziały?
Jest kilka świetnych scen-interakcji między bohaterami, już w pierwszych momentach i to mi się bardzo podoba. Sposób w jaki Young kłóci się z Rushem-to wielkie, zdegustowane "Excuse me?!" Rusha gdy Young stwierdza, że wyciągnął z tyłka te liczby, po czym wkracza Eli "To właściwie zrobiłem ja...i to był mój tyłek". Świetne. Następna taka scena to Scott i Chloe migdalący się w wielkim oczarowaniu własnymi osobami oraz wejście ostatniej "ofiary" porucznika roporkowicza-jej mina i zachowanie->bezcenne, do tego jeszcze "Co, nie mogłeś znaleźć schowka na miotły?" oraz sztuczny uśmieszek skierowany do Chloe-bardzo dobre. A potem, ciagnąc tą serię takich małych scenek opisujących celnie stany postaci-komentarz Eliego "powietrze skończy się wam na długo przed tym jak was zostawimy" i jego śmiech, coś w stylu "Och ty głupi sukinsynu, nawet nie wiesz z jaką chęcią zostawiłbym cię tam byś zdechł....". Mam tylko nadzieję, że relacje "kto z kim i ile razy" zejdą w kolejnych odcinkach na dalszy plan, bo doprawdy, zaczyna robić się trochę tanio.
Young-miałem wrażenie, że za każdym razem gdy odpowiadał Scottowi "Oh yes, I've done it before" to po prostu kłamał, ale tylko jeden raz powiedział prawdę-że zostawiał swoich podwładnych z tyłu wiele razy. No i ten jego absolutny brak zaufania do Rusha "tylko ten lód cię obchodzi" "Wiem o co ci chodzi" i kłótnia na początku-imo facet powoli zaczyna tracić obiektywizm. To się może źle odbić na jego przyszłych decyzjach.
No i jego zachowanie pod koniec, w czasie nagrywania przez kino-najpierw z powagą informuje o śmierci podwładnego, a potem z taka jakby irytacją pyta się, jak to ustrojstwo się wyłącza. Ciekawy kontrast, chyba był zły na siebie że go tam nie było.
Rush porushował, jak zwykle, ale tym razem ustąpił pola innym postaciom. Ponownie przeznaczono mu rolę tego złego, podłego, ale logicznie myślącego typa. Różne jego ujęcia, jak np. wspomniane gładzenie się po podbródku kontynuują jego image. Nie da się go póki co przejrzeć. Najpierw ma spięcie z Youngiem, gdzie okazuje się ofiarą, a potem oddaje pola Tamarze "ty tu dowodzisz". Tak jakby czekał na to aż się potknie, albo zacznie błagać go o pomoc. Ale przez cały odcinek nie dał powodu by źle o nim myśleć, raczej wykonywał porządnie swoje obowiązki-niemal bezkonfliktowo. Dlatego sądzę, że raczej ustąpił miejsca Tamarze bo miał dość ciągłych sprzeczek.
Ale sama decyzja Tamary by utrzymać "piaska"
Eli-sprzeczka z Rushem nt. prawdomówności: jeśli komuś się wydawało, że nasz "math-boy" będzie wymiatał we wszystkim i nagle wszyscy będą się go słuchać, to się mylił. To ciągle nieodpowiedzialny smark nie mający pojęcia o co chodzi w tym biznesie i Rush daje mu to do zrozumienia. Przy okazji widać, jak go inni traktują- zwłaszcza Rush-jak instrumentum vocali, gadające narzędzie, swojego własnego pomagiera. Jak długo będzie to znosił? I czy ma jakiś wybór?
No i standardowo to on był elementem humorystycznym. Jeśli jednak tak zostanie do końca-tylko on będzie się dystansował do tego wszystkiego-to obawiam się że powstanie wrażenie sztuczności tego humoru. Więc albo ktoś jeszcze zacznie czuć bluesa, albo powinno się wprowadzać coraz większą powagę. Taki błazen pośrodku cmentarza dziwnie wygląda.
Kontynuowany jest wątek Chloe-Scott (nie wiem dlaczego mam ochotę dodać; Summners
Greer-konsekwentnie budowana postać, bardzo mi się podoba. Myśli zupełnie inaczej i w sumie ignoruje Tamarę kilka razy, naginając rozkazy. Wygląda na to, że trzeba sobie zasłużyć na jego szacunek i wtedy będzie wierny&posłuszny. Osoby które nie zdobędą tego szacunku po prostu ignoruje. Tamara więc jest u niego skreślona (podobnie jak Telford-w końcu za coś dostał w pysk), podczas gdy Young jest niemal podziwiany. Greer to typ człowieka, który podąża za swoimi zasadami.
No a co do fabuły... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony-utrzymany realizm. Na przykład Wrota są stale otwarte by podtrzymać komunikację, a Young przypomina Scottowi, że mają tylko tyle amunicji ile ze sobą wzięli. Nadto uwiezienie w lodzie-nie ma jakiegoś niesamowitego wyjścia z sytuacji, McGajweryzacji (przez moment obawiałem się, że Young wykorzysta platformę do wydobycia Scotta).
Jednocześnie mamy powrót piaska
Z drugiej strony nie czułem, by fabuła tutaj dokądś zmierzała. Nie było pointy, momentu "aha!" albo "nooo, nieźle". W "Light" były dwa takie-nurkowanie w słońcu oraz końcówka z podejrzeniem Rusha o manipulację. Zaś w "Water" nie było niczego takiego. Można powiedzieć "Ot dzień jak co dzień". Brakowało mi jakiegoś mocnego akcentu, celu tego wszystkiego. To niekorzystne wrażenie.
Inaczej bym sądził, gdyby któryś z elementów do czegoś doprowadził-albo wpadnięcie w szczelinę, albo latanie za piaskiem po statku. W pierwszym przypadku oczywiście zadowoliłaby mnie krew na śniegu
No ale te kwestie nie są zaadresowane w ogóle a szkoda.
No i ostatnia kwestia-technikalia. Znowu całkiem niezłe widoczki, ale tym razem w ilości śladowej. Mało Wrót... Mało krajobrazów... Mało rzutów na Destiny. Mało mało mało... ale dobrze zrobiono to, co pokazano. Uderza wrażenie pustki. Trafiamy na nowa planetę na której nie ma nic, jest depresyjnie ciemno, choć na swój sposób wyjątkowo (dobre ujecie z Youngiem patrzącym w niebo czy to z marszem przez pustkowie). Podobało mi się to, jak też fakt że nie robiono ceregieli wokół możliwości znalezienia wody-w większości serii wszyscy rżną głupa i udają, że woda to niesamowita rzadkość, podczas gdy to jedna z powszechniejszych substancji we wszechświecie... problem tylko by znaleźć ja w czystej formie.
No ale całkowita porażką są skafandry kosmiczne pradawnych. Nie dość że nie mają żadnych fajnych bajerów
http://www.gateworld...bum=898&pos=152
Komuś to coś przypomina? powinno:
http://www.gateworld...bum=745&pos=744
Recykling rekwizytów...
Podsumowując odcinek trochę stracony. Utrzymano klimat, podbudowano postacie, ale to wszystko. Wykazano się konsekwencją i minimalizmem pomysłów, co zaliczam na plus, ale poza tym nie było niczego wartego uwagi. Solidna rzemieślnicza robota, ale szczerze mówiąc to nie życzyłbym sobie by takie odcinki stały się normą. Nie zgodziłbym się, że było nudno, ale na pewno epizod budzi rozczarowanie, przynajmniej u mnie. Z powodu fabuły nie mającej większego, szerszego sensu (tzn jest logiczna, ale nie prowadzi dokądś), oszczędzaniu na kostiumach i efektach budujących klimat, jak i tez z powodu lekkiego znużenia pewną schematycznością wstawiam 6/10. Najsłabszy dotąd imo odcinek.

Logowanie »
Rejestracja










