...:::Spoiler Alert:::... możliwe spoilery dla wcześniejszych serii ...:::Spoiler Alert:::...
Do tego USA musi przecież operować też w zwykłych, ziemskich konfliktach zbrojnych, a tutaj również przydają się jednostki specjalne.
Jakie USA? Już Atlantis pokazał nam, że jest to międzynarodowy program, gdzie główne siły stanowią Amerykanie, ale nie są jedynymi. Konflikty na Ziemi? Nie sądzę by w świecie Stargate istniały jeszcze jakieś większe konflikty (może terroryści z IRA, czy Al-Kaidy istnieją, może nawet Somalia nadal państwem, bez państwa), USA, Rosja i Chiny uczestniczą w programie. Nie wiem jak bardzo, ale myślę że pokój między tymi mocarstwami jest zapewniony, w zamian za wymianę wiedzy. Ruskie swój okręt zniszczyli, ale Chiny jeszcze nie - co prawda Sun Tzu miał amerykanów na pokładzie, ale nazwa sugeruje, miał być przekazany chińczykom, bo nie wierzę, by amerykanom brakło pomysłów na amerykańskie nazwy...
Sprawdziłem na wiki z ciekawości a tam:
Joseph Mallozzi has confirmed that the Sun Tzu is crewed by the Chinese and is of the 304-class in his blog. Cóż miło się czasem nie mylić.

...:::Spoiler Alert:::... koniec możliwych spoilerów dla wcześniejszych serii ...:::Spoiler Alert:::...
Mieli siedzieć spokojnie w jakiejś bazie i pilnować, żeby cegieł i cementu nie rozkradli.
Wujek, mam wrażenie że z Tokarem popadacie w skrajność w obronie tych dwóch ostatnich odcinków. Jakoś nie jestem wstanie przyjąć do wiadomości, że popieracie decyzje Younga, który wygląda jakby robił wszystko, byle tylko zaszkodzić tym, których ma pod opieką.
Te żołnierzyki o których piszemy, nie miały bronić jakieś tam podrzędniej wysuniętej bazy, ale bazę o istnieniu której dowiedzieli się z wrogich źródeł - a więc już na starcie będącej placówką podwyższonego ryzyka, która jest w zainteresowaniu wrogich sił.
Young nie jest jakimś tam harcerzykiem w stopniu porucznika świeżo po West Point, tylko doświadczonym pułkownikiem, którego sam O'Neill rekomendował na stanowisko dowódcy bazy. Więc powinien znać się choć trochę na robocie. Zresztą kilka odcinków wcześniej, w czasie buntu cywili umiał wykorzystać swoje doświadczenie militarne, a teraz jakby je zgubił.
Wydaje się nie stosować, a wręcz ignorować podstawowe przysłowia, czy cytaty, które powinien znać każdy oficer, a już o dowódcy nie wspomnę.
Jak miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze (hope for the best but prepare for the worst), czy żaden plan bitwy nie przetrwał kontaktu z wrogiem (No battle plan ever survives contact with the enemy. No OPLAN ever survives initial contact.)
[Co jak co, ale z tego co można wyczytać u byłych militarnych z USA - szczególnie USMC - prawa Murphy'ego to im dość mocno wciskają na szkoleniu.]
Ja rozumiem, że jego możliwości są mocno ograniczone, że ich tam nie powinno być, że nie mają nawet połowy potrzebnego sprzętu, że amunicja się im kończy, że mają cywili, którzy nigdy by trafili na ten statek, ale dlaczego Young przyjął identyczne założenie dla grupy abordażowej?
Dlaczego nie wykorzystali cudownych kamyków, by choć jednego z tych cywili zamieć na choć na kilka minut, na doświadczonego oficera marynarki (najlepiej podwodniaka), który będzie wiedział jak toczyć walkę w takich pomieszczeniach.
Dlaczego nie ewakuowano cywili ze strefy walk? Dlaczego kazano im siedzieć w swoich kwaterach (jak ta Eliego, pół metra od wrót), a nie kazano im się udać gdzieś na drugi koniec bezpiecznej strefy (znaczy się tej przez nich zajętej)?
W sumie tylko nie ruszania lazaretu mogę zrozumieć, choć jego też należało przenieść dalej od wrót. (Ale to by należało do czepiania się na siłę.)
Żeby nie było, druga strona też nie upatrzyła się błędów. Ale jest ich mnie i strategicznym, który rzuca się w oczy, jest brak żywności. LA przecież wiedziała w jakiej sytuacji jest Destiny, że zapasów żywności to tam imponujących nie ma i nawet po przejęciu ich, warto by było mieć jakieś swoje.
No ale idźmy dalej. Dlaczego Young wymienił cywili na żołnierzy, przecież mógł wymienić cywili na jedzenie, wartość bojowa na plus i tak dla jedzenia.
Później oddanie kontroli, broni i dodanie zakładników, których ledwo kilka minut wcześniej wykupił... A przecież mógł oddać tylko sterowanie i siebie, a reszcie kazać się rozproszyć. A taka propozycja nawet nie padła.
No i jeszcze zaufanie (TAKIE zaufanie) stronie, której zależy może na dwóch trzech naukowcach, a całą resztę jest wstanie wybić, tylko dlatego, że krzywo się spojrzy.
W ogóle zupełnie, jakby nie brało się pod uwagę faktu, że LA nie może się wycofać. Może tylko brnąć do przodu, a jak wiadomo z ludzkiego doświadczenia, ludzie, którzy nie mogą się wycofać, potrafią być bardzo zdeterminowani w osiągnięciu swoich celów. A Young im nie pomógł w znalezieniu alternatywy, bo co to za alternatywa bycia POW, w najlepszym przypadku zamkniętym w celi a bardziej realnym pozostawionym na obcej planecie na śmierć. Myślę, że nawet ja bym wybrał walkę o zdobycie dominacji nad Destiny wówczas, a przynajmniej bym umarł próbując.
A scenarzyści tych odcinków, wydają się w ogóle nie mieć takich dylematów. Wydają się że wszystko napisali tak, by finał zakończył się tym wymuszonym cliffem. Wręcz że najpierw napisali zakończenie, a potem w ogóle nie wiedzieli jak poprowadzić akcję, by do niego dojść, przez co musieli znacząco obniżyć iloraz inteligencji bohaterów. Nie zrozumcie mnie źle, cliff jest dobry, szczególnie w sprawie postrzelonych i wojskowych szykowanych na egzekucję, ale już w przypadku tych na zewnątrz jest bliższy farsy, niż dramatu.
Użytkownik Toudi edytował ten post 14.06.2010 - |02:13|