Napisano 28.01.2009 - |22:38|
Ja bym do ekranizacji przeznaczył coś z hard SF, coś mocnego, wywalającego mózg przez okno, takiego żeby biedni amerykanie się nie połapali i popłakali, a mleko krowom by zkwaśniało. Żeby go zdjęli w efekcie po kilku odcinkach, ale żeby po nim coś zostało.
Nie zrozumcie mnie źle-lubię jak serial trwa, lubię też Webera i fantasy, ale jak miałbym coś wybierać do realizacji, to zrobiłbym kilka miniseriali złączonych w jedne cykl. Nie powiązanych ze sobą historii, coś jak "po drugiej stornie", tylko na poważniej i z większym budżetem, zrobione z pietyzmem, dbałością o szczegół. Słowem-wielki, artystyczny projekt, coś jak "Rzym". Wiem-marzenia. Ale tylko pomyślcie, ile jest wspaniałych opowiadań, w tym z klasyki SF którym należy się ekranizacja i emisja do mas (Lenin! Ty ch...! wyp... z mojego języka!). Można by rzucić tutaj wiele historii i wiele pomysłów, czerpiąc garściami z antologii opowiadań. Chciałbym zobaczyć nową wersję np. "Kwiatów dla Algernona", czy z nowszych-zastanawiać się nad skutkami przedawkowania substancji niszczącej świadomość ("Druga osoba czas teraźniejszy"). Albo zobaczyć kilkuodcinkową adaptację książek takich jak np. mój ostatnio ukochany i święty "Blindsight" z którego cienia nie uwolnię się jeszcze przez chyba kilka lat. Wizja bezrozumnych, lecz superinteligentnych kosmitów ("Jak zamierzasz uniknąć wojny, skoro same słowa <przybywamy w pokoju>oznaczają atak?") życia we Wszechświecie jako jałowej maszyny Turinga, ludzi szukających bzdur w wirtualnych światach, świadomości jako pomyłce ewolucji, czy resurekcji sub-gatunku ludzkiego zwanego potocznie wampirami... i to wszystko naukowo możliwe, uzasadnione grubymi pracami (z których kilka kiedyś czytałem, ale ich ze sobą nie łączyłem)->jest zbyt szokująca dla człowieka wychowanego na bzdeciarskim Stargate i utopijno-bredniackim Star Treku, by mógł się szybko otrząsnąć. Taka terapia przydałaby się wielu, wyszłoby to mim na zdrowie.
Albo kilka docinków poświęconych "Killing Star", rozbijająca w proch wizję ufoków-miłośników pokoju. Zamiast tego-zrezygnowani, do bólu logiczni czciciele własnej wartości, działający według prostych zasad teorii gier. A w tle-przyśpieszony kurs fizyki relatywistycznej i broni przekuwającej einsteinowskie e=mc2 w cos znacznie groźniejszego niż mokry kapiszon zwany bronią atomową. Do tego zrekonstruowany dzięki genetyce Jezus, zniszczenie Słońca i wniosek-"Nie budujcie rakiet chłopcy, bo przyjdą ci którzy byli pierwsi i was rozp...".Takie rzeczy dają do myślenia, po nich człowiek naprawdę uruchamia komórki mózgowe i je roztrząsa.
Taki serial ogólno-fantastyczny bym z przyjemnością oglądał. Mogłoby tam być również poruszone i fantasy, Czemu nie, ale dla fantasy wolałbym osobny serial działający na tej samej zasadzie. Zamiast więc koherentnej produkcji otrzymywałbym zwarte, krótkie produkcje wypuszczane pod wspólnym szyldem oznaczającym jakość, artyzm i kasiorę.
W obecnej jednak sytuacji nie sądzę, że jest to możliwe, dopóki kupowanie produkcji przez internet nadal będzie niszowe. Reklamy mordują współczesne seriale, do spółki z stacjami które z nich żyją. Jestem serialowcem-komputerowcem. Nienawidzę reklam wpieprzających się w finalnym momencie, kretyńskich dubbingów i popłuczyn lektorskich. Chciałbym wybierać najlepszy produkt i za niego płacić w prosty, nieskomplikowany sposób, bez głupkowatych dodatków dla bęcwałów. Ale to pieśń przyszłości i wycie na rykowisku.
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung