i właśnie mi też o coś takiego chodziło ale wszyscy chcą żeby przeciwnik był równy nam i żeby było jak w BSGGenialna była bitwa w season finale SG-1 z armią Anubisa, świetne starcie obu flot (naszej i Gouldów). Marzy mi się jak już ktoś wspomniał, na tyle potężny wróg, który wygoniłby nas z Pegaza i zaatakował Ziemię, a McKay i spółka polecieliby Atlantydą na niebieską planetę, by wspomóc nas w walce. I tutaj widziałbym kolejne potężne starcie w przestrzeni kosmicznej i niekoniecznie musielibyśmy je wygrać
.
Atlantis - Zrób to sam
#101
Napisano 08.04.2008 - |19:09|
#102
Napisano 08.04.2008 - |21:05|
i właśnie mi też o coś takiego chodziło ale wszyscy chcą żeby przeciwnik był równy nam i żeby było jak w BSG
Nie myślałem że JA to WSZYSCY. A właśnie TA bitwa ukazuje siłę równorzędnego przeciwnika. Bo nad antarktyką były podobne siły. Nasze F-302 swododnie mogły nawiązać walkę z Gliderami a Prometheus i F-302 mogły masakrować Al-Keshe. I w drugą stronę. Bo walka z Ori przed wrotami była nędzna. Masakra wszystkich przez Orishipy. A ile emocji było jak Odysey mogło rozpruć orishipa? choć też dostawała regulerna baty od pozostałych. Ale wtedy była bitwa.
A z Atlantis w milkyway nie jest zły pomysł. Choć może jest inne rozwiązanie. Przeciwnik który ma hiperdrive o mozliwościach równych naszemu. Czyli też atakuje zarówno Pegaza jak i milkyway. A talantis by sie dochrapało 3 ZPM i latało w kosmosie. Jako baza.
#103
Napisano 09.04.2008 - |15:28|
Tak, a Lepper będzie prezydentemA talantis by sie dochrapało 3 ZPM i latało w kosmosie. Jako baza.

Codziennie budzę się przystojniejszy, ale dziś to już chyba przesadziłem...
#104
Napisano 09.04.2008 - |16:21|
Winchell Chung
#105
Napisano 12.04.2008 - |17:49|
Się rozumieNo dobra. Kto tu jest gościem od koncepcji serialu? Sakramentos? No to może uda ci się jakoś włączyć moje pomysły do swoich rozważań i zrobić jakiś brif dla scenarzystów amerykańskich :-).
no cóż, raczej nie o to mi chodziło wiec spokojna głowa.P.S. Nie rozpędzaj się tak z koncepcją "rozumnych" statków Wraith pod ich niewolą, bo już mało brakuje żebyś wstawił na pokład takiego HSa pilota biomechanicznego statku, zwanego po prostu Pilotem. :-P
Wraith i ich statki
inwe podał tak interesujący pomysł, że się go raczej nie pozbędę z sowich kalkulacji. Nazwijmy tą rasę żywostatkami (w hołdzie pomysłu pewnej pisarki). W związku z nimi widzę dwie możliwości:
a) żywostatki, to jak pisał inwe w oryginale-rasa która wyewoluowała w mgławicach. Pytanie tylko, jak bardzo kto się od nich uzależnił-Wraith od nich, czy one od Wraith. Cy jest to symbioza, czy raczej ktoś tu kogoś wykorzystuje. Myślę, że pomysł "wraith nie sa tym, czym myśleliśmy", choć nie jest zły, to chyba jednak "nie o to chodzi". czynienie z Wraith żywostatków jest moim zdaniem błędem. Przeciwnik powinien być humanoidalny. Natomiast podpisuję się wszystkimi kończynami pod tym, aby opracować tandem żywostakti-wraith na podobnych zasadach jak jest zrobiony tandem koń-człowiek. Jeśli mamy możliwość opracowania serialu od nowa, to myślę, ze nie trzeba mówić, ze Wraith nie są tym, co myśleliśmy, ze są. Nadto tandem Wrait-żwysotatki otwiera mnóstwo możliwości. Bo choć bazowo rozumiem go jako relację pan-niewolnik, to nie oznacza to zamknięcia tematu. Można sobie wyobrazić, ze wraith prowadzą lub prowadzili wojnę domową z frakcją, w której statki pełnia role partnerów, a nie niewolników czy narzędzi. Poza tym mogą istnieć też egzemplarze, stada które są poza kontrolą Wraith. nie muszę chyba mówić, że porozumienie sie z tymi istotami dałoby nam sojusznika znacznie lepszego, niż travelersi.
Jest też możliwość syntezy tych powyżej, czyli:
c)żywostatki to zdegenerowana postać rasy, którą wytłukli gwiazdowcy. Potem przybyli wraith i zrobili z nimi swoje.
inwe zaproponował, aby żywostatki były tymi "właściwymi" wraith, czy też raczej drugą ich częścią, sugerując nietypową symbiozę. Ja natomiast widzę ich raczej jako kolejnych niewolników Wraith. Wyobrażam sobie, że byłaby to ta słabość w technologii, o której mówił nam kapitan okrętu pradawnych w jednym z odcinków 2 sezonu. pozwoliłaby ona na na przykład nawiązanie łączności z okrętem i podburzenie przeciwko istotom go zamieszkującym. Oczywiście pytanie się rodzi, jak bardzo przytomny, inteligentny i świadomy jest typowy żywostatek Wraith. W mojej koncepcji-ta średnio. Ma mentalność i bystrość krowy. Ale jest to jakieś pole do popisu dla naszej ekipy. Może Pradawni opracowywali już urządzenie, które pozwalałoby na komunikację z żywostatkiem i "otworzenie" mu oczu-czy co tam zamiast nich ma. Może wraith hodują sobie żywostatki z lekkim niedorozwojem umysłowym, posłuszne i potulne nawet jeśli giną. A Pradawni znaleźliby sposób, by odblokować te "geny" (bo raczej żywostatki nie mają DNA, raczej coś innego spełniającego jego role) i w dłuższej perspektywie doprowadzić do rozwoju żywostatków, które zaczęłyby sprawiać problemy.
Poza tym zawsze jest fabularna furtka pozwalająca na spotkanie się z wolnymi żywostatkami i być może nawet zawiązanie jakiegoś sojuszu.
Historia wojny Wraith-Pradawni
Póki co nie wgłębiam się w pomysł, skąd od cholery pochodzą Wraith. Zakładam tak jak na początku, że za ich pojawienie się odpowiada grupa Renegatów, która w ten sposób chciała stworzyć godnego przeciwnika dla pradawnych, aby zmusić ich do dalszego rozwoju.
Pradawni stworzyli w Pegazie setki planet i ekosystemów, zasiedlili Pegaza ludźmi i patrzyli, jak i się rozwijają, nie interweniując generalnie, choć nie oznaczało to, że byli niedostępni jak Tollanie czy Asgard. Raczej byli opiekunami, którzy wkraczali wtedy, gdy było to konieczne. Ich obecność była oczywista dla wielu cywilizacji a Pradawni nie czynili z siebie tajemnicy.
Ale Alteranie, choć potężni, nie stanowili zwartej grupy. Ich społeczeństwo było zatomizowane i podzielone na ignorujące się nawzajem grupki pochłoniętych badaniami naukowców i myślicieli. Rozwój technologiczny przebiegał tak, jak to opisałem: budowali tylko to, co było im potrzebne do dalszego prowadzenia badań. Nie polepszali już dalej swojej jakości życia, bo uznawali to za zbędne. Powszechny był pogląd, że osiągnięto już kres tego, co ich gatunek może mieć w tej formie. Ascendacja była teoretycznie przewidziana i wielu z Alteran skupiło się na badaniu jej. Niektórzy natomiast zbudowali sobie technosfery i kroczyli od planety do planety, imając się różnych rzeczy-badań kulturowych, pisarstwu czy poezji, budowaniu rzeczy które wzbudzałyby kontrowersje wśród innych alteran itd. Nie wykluczam, że ci wolnomyśliciele, niepokorni, potem zebrali się razem i tak powstała grupa Renegatów.
Zakładam, że w tym czasie dawne imperium Alteran w Pegazie już osiągnęło swoje apogeum. Mieli kilkadziesiąt kolonii i placówek, minimum dwa miasta. Z tym, że ich populacja w galaktyce nie przekraczała kilkudziesięciu milionów. Największe skupisko alteran było oczywiście na Atlantis, powiedzmy milion. Nie było żadnej większej struktury politycznej, a jako społeczeństwo alteranie powoli przestawali istnić. Widząc to, Renegaci postanowili dać swoim współbratymcom zdrowego kopa, który odwróciłby tą tendencję i stworzyli Wraith. Według ich rozumowania tego, co brakowało alteranom, to bodźca do rozwoju i współpracy. Stwierdzili, że jedyną rzeczą, która mogłaby go im dać, jest potężne zagrożenie.
Renegaci nadali Wraith formę, nadali pismo i język i z ukrycia manipulowali ich rozwojem. Wraith dali o sobie dość szybko znać na wielu światach. Ludzkie cywilizacje były jednak w stanie sobie z nimi poradzić, więc Pradawni-choć świadomi pojawienia się nowego gatunku, nie interweniowali.
By może niektórzy Renegaci mieli nietypowe przemyślenia ewolucyjne. Może sądzili, że w Pegazie potrzebna jest równowaga, stworzenie "ekosystemu cywilizacji". Ludzie zbyt się rozprzestrzenili i był potrzebny czynnik regulujący, drapieżnik. Stąd wraithowe żywienie się energią życiową ludzi i tylko ludzi, ew. Pradawnych.
W każdym razie Wraith powoli stawali się poważnym zagrożeniem. Natrafili-sami lub z poduszczenia Renegatów-na żywostatki i "udomowili" je, przystosowując do swoich potrzeb. Wtedy zaczęli być zagrożeniem na tyle poważnym, że ludzie nie potrafili (lub-nie chcieli) sobie z nim poradzić. Alteranie wysłali więc trzy okręty na negocjacje i wymuszenie na Wraith rozumu (bardzo prawdopodobne, że były to trzy odrębne misje, rywalizujące ze sobą). Negocjacje się oczywiście nie udały i po dyplomatyczno-szpiegowskiej szarpaninie alteranie stracili cierpliwość i poprowadzili tymi trzema okrętami kampanię, która rzuciła Wraith na kolana. Każdy z nich miał na pokładzie jeden ZPM.
Tutaj Pradawni popełnili błąd pychy i arogancji, gdyż wdarli się jak w masło w przestrzeń Wraith i zachłysnęli łatwością, z jaką pokonywali wroga. Ale to była zmyślnie zastawiona pułapka. Podstępem-zapewne nie małą rolę odegrały tu podpowiedzi od Renegatów-zdobyli oni wszystkie trzy okręty (jeśli chodzi o załoge, to nie miały one jej wiele-dwie, trzy osoby na okręt). Gruntownie przebadali technikę Pradawnych na tyle, na ile umieli i opracowali odpowiednie kontr-technologie. Ale najważniejszą zdobyczą były trzy ZPM.
Zasada działania ZPM
Myślę, że to bardzo ważne dla dalszego rozwoju tej opowieści, dlatego po krótce wyjaśnię, jak ZPM w tej koncepcji wygląda.
ZPM to urządzenie, którego moc wyjściowa odpowiada mniej więcej temu, co produkuje jedna galaktyka naszej (DM) wielkości. ZPM nie kończy się, ZPM nie jest bateryjką. Jest generatorem, który w teorii może wydzielać energię przez czas tak długi, jak długo będzie w nim istniał mini-wszechświat. W teorii jest w stanie dostarczać energię przez nieskończony okres czasu. Ale ilość energii, jaką dysponuje już taka nie jest. Jest ona ściśle określona-odpowiada ilości energii produkowanej w galaktyce podobnej wielkości do DM. Co więcej, natura ZPM sprawia, że w momencie gdy przekroczy się pewien limit dynamiki pobierania energii, mikro wszechświat wewnątrz się destabilizuje i kolapsuje. Nie prowadzi to do zmniejszenia ilści wydzielanej energii, ale drastycznie ogranicza żywotność ZPM. W praktyce wygląda to tak, że jeśli obciąży się ZPM zbyt dużymi wymaganiami energetycznymi na jednostkę czasu, wtedy jego żywotność się zmniejsza. Utrzymanie takich forsownych warunków prowadzi do już sławnego "wyczerpania" się ZPM. Tak więc od ZPM można zażądać, by oddawał nawet cała energię, jaką dysponuje na jednostkę czasu (energia całej DM), ale wtedy przekroczy się wielkość graniczną i ZPM w końcu stanie się bezużyteczny. Im większe żądania energetyczne przekraczające wartość graniczną, tym szybsze załamanie się mikro wszechświata.
Jeśli chodzi o produkcję ZPM, to jeśli chodzi o techniczną stronę-jest to bardzo skomplikowane, surowco-żerne i wymaga niebywałej precyzji oraz wiedzy. Ale najważniejszym elementem produkcji ZPM jest czas. Mikro wszechświata rozwiniętego, stabilnego nie da się wytworzyć za pstryknięciem palców. Wymaga to, powiedzmy, stu lat.
To kluczowy element mojego pomysłu.
Wojna na dwa fronty
Wraith zdobyli więc wiedzę o podstawach technologii Pradawnych oraz trzy ZPM. Ale to nie dawało im możliwości wygrania z tak potężnym przeciwnikiem. Już jeden okręt Alteran był twierdzą nie do zdobycia, a oni mieli ich dziesiątki, jeśli nie setki. Byle skoczek mógł zniszczyć okręt Wraith. Nie było mowy o bezpośrednim ataku. Ale to były dopiero początki i Renegaci o tym wiedzieli. Jeszcze miał przyjść czas na większe ruchy.
Ale wtedy odkryto gwiazdowców i wszystko wywróciło się do góry nogami. Szybko okazało się, że z nową rasa porozumieć się nie da, a jej działania mogą zagrozić życiu w całej galaktyce. Jedna po drugiej, grupki Pradawnych zaczęły się łączyć w wspólnym wysiłku powstrzymania zagrożenia. Początkowo działania były nieskoordynowane i przez to nieskuteczne i sprzeczne. Podczas gdy na przykład grupa z Atlantis szukała drogi porozumienia z gwiazdowcami, inne grupy podejmowały walkę z pierwotnymi mieszkańcami Pegaza.
Wkrótce stało się jasne, że gwiazdowcy to potężne wyzwanie. Renegaci, widząc to, w większości porzucili swój projekt i dołączyli do wysiłków innych Alteran.
Nie wiadomo dokładnie, czy na tym etapie Wriath byli świadomi, iż byli manipulowani. W każdym razie w końcu wyszło to na jaw i pozostawieni sami sobie zaczęli samodzielnie planować. Grupa kontrolna Renegatów, która miała za zadanie zniszczyć Wraith, poniosła klęske i stała się pierwszymi Pradawnymi, na których pożywili się Wraith.
Wykorzystując fakt, że Pradawni toczyli bój z gwiazdowcami, Wraith cichcem zbudowali swoją technologiczną potęgę, opracowując bronie, metody pasywnej obrony, szkoląc telepatów i replikując wojsko. Dzięki posiadanym ZPM byli w stanie replikować całe armie razem z wyposażeniem, okrętami. Wykorzystali zamieszanie w galaktyce i zaczęli sie błyskawicznie rozprzestrzeniać. Pradawni bardzo szybko zorientowali się, co się dzieje. Byli jednak pewni, że poradzą sobie z zagrożeniem. Mylili się. Szybko wyszło na jaw, że ulepszenia w technologii Wraith i ich przewaga liczebna sprawiają, że wysyłanie pojedynczych okrętów nic nie daje. Wraith wyprowadzali Pradawnych w pole i wykorzystywali fakt, że nie byli w stanie być wszędzie tam, gdzie powinni być.
Losy wojny można by tu szeroko rozpisywać, w końcu trwała sto lat. W każdym razie Pradawni w końcu uporali się z gwiazdowcami i zawarli rozejm. Następnie używając całej swojej potęgi rzucili Wraith na kolana, rozbijając ich floty w pył. Nie docenili jednak pomysłowości i żywotności przeciwnika. Wraith wykorzystali słabość Alteran-ich wiarę w pokojową koegzystencję odmiennych ras i kultur i poprosili o negocjacje. Zawieszenie broni i kontakty dyplomatyczne wykorzystali do opracowania zdradzieckiego planu ataku, który w decydującym momencie uczynił obronę Alteran bezczynną lub bezużyteczną-częściowo dzięki wprowadzeniu na wyposażenie broni przechodzącej przez alterańskie osłony jak rzez masło. Wriath zaatakowali z nienacka i z całą furią, niszcząc przede wszystkim to, co dawało Alteranom przewagę; ich źródła energii. Zanim Pradawni zdołali powstrzymać infiltrację komputerowymi wirusami Wraith, ich imperium doznało wielkich szkód. Zniszczone został miasta-kopie Altantis, duża część kolonii musiała zostać ewakuowana. to była kleska na całym froncie. Na szczęście spora cześć floty ocalała. Teraz cała potęga Pradawnych w praktyce skupiła się w Atlantis. Bynajmniej jednak nie oznaczało to, że nastąpiło zjednoczenie Alteran.
Lecz w efekcie ataku Wraith dokonało się wyrównanie sił: Wraith przewagę technologiczną mogli jako-tako zremisować przewagą liczebną oraz lepszą systuacją strategiczno-taktyczną. Natomiast czego Pradawni nie wiedzieli, to to, że Wraith dysponowali trzema ZPMami-tyle samo, ile miało Atlantis.
Atak Wraith wyeliminował większość ZPM-ów w posiadaniu Atleran. Została ich tylko garstka. Strategia Wraith była prosta-wygra ten, kto będzie miał więcej energii. Wraith więc zniszczyli większość ZPMów Pradawnych, i zamierzali wykorzystać lukę czasową, to jest czas potrzebny do produkcji nowych, aby wygrać wojnę. Mieli około stu lat, ale nie mogli liczyć na tak długi okres przewagi. Alteranie bowiem zaczęli intensywnie opracowywać metody pozyskiwania energii z alternatywnych dla ZPM źródeł oraz sposoby szybszej ich produkcji.
Wojna na wyczerpanie
Pomimo wielkiego sukcesu Wraith wojna nie była przesadzona na tym etapie. Tak naprawdę-nie była przesądzona na żadnym. To ironia losu-tak naprawdę Alteranie nigdy nie mieli możliwości przegrania wojny. Sukcesem Wraith nie było to, że zyskali przewagę militarną czy technologiczną. Oni zyskali przewagę psychologiczną i wykorzystywali ograniczoną wiedzę przeciwnika o nich samych.
Alteranie po ataku Wraith mieli trzy ZPM na Atlantis oraz około pięciu-sześciu na okrętach i w placówkach. Jeden ZPM był potem na okręcie z odcinka "Return", drugi został zamontowany pod koniec wojny na planecie, by chronić tamtejszą populację dzięki impulsowi EMP ("Childhoods end"). Kolejny ZPM też pod koniec wojny ukryto ("The Brotherhood"). Pozostałe trzy ZPM zasilały na zmianę różne placówki i okręty.
Taktyka Wriath była prosta-wikłać przeciwnika w niekończące się walki, zmuszać go do rozpraszania swoich sił i niszczyć dzięki gigantycznej przewadze liczebnej. Technologiczna przewaga Wraith była tylko jednego rodzaju: opracowali metodę masowej replikacji nawet gigantycznych obiektów. Dzięki temu byli w stanie w błyskawicznym tempie uzupełniać straty, podczas gdy Alteranie technologię replikacji nie mieli opanowanej na takim poziomie, choć znali wszystkie teorie, które pozwalały na jej zastosowanie. Jednak zemściło się na nich to, że nie wprowadzali nowych pomysłów na bieżąco, ograniczając się tylko do eksperymentowania i badania. W efekcie, choć wiedzieli, co zrobić, by replikować swoje siły, czas potrzebny do zbudowania odpowiednich narzędzi, by te zbudowały odpowiednie narzędzia, by za pomocą nich zbudować masowe replikatory był zbyt duży, a ilość surowców i manpowera potrzebna na to-zbyt wielka.
Do końca wojny jedyną korzyścią z rozpoczęcia badania technologii replikacji było wprowadzenie punktów skokowych na Atlantis-ulepszonej wersji pierścieni, oraz kilka eksperymentalnych urządzeń o małych zdolnościach przerobowych.
Wraith wielkimi falami zalewali galaktykę, byli odpierani ledwo-ledwo, potem znowu zalewali galaktykę. Zmuszali Pradawnych do wyborów moralnych, a nie strategicznych. Wykorzystali fakt,że Pradawni mieli miękkie serduszka jak Daniel Jackson. Zmuszali alteran do wyboru-albo powstrzymają atak na kolejną placówkę, albo zapobiegną anihilacji kolejnej cywilizacji ludzkiej. Nie trudno odgadnąć, co wybierali Pradawni.
Alteranie, by sprostać zagorżeniu, potrzebowali energii. W efekcie pozostałe ZPM były w pośpiechu wysyłane do coraz to innych placówek i punktów walk dzięki systemowi Wrót czy okrętom. Bieganina z ZPM-ami jednak wystawiała te drogocenne urządzenia na ataki. Tak też się stało. Jeden z ZPMów wpadł w ręce Wraith i zostła użyty do zniszczenia zgrupowania floty Alteran, pozostałe zostały utracone. Alteranie zostali więc po latach walk z trzema ZPM Altantis oraz przynajmniej trzema kolejnymi (okręt, Bractwo oraz EMP). Przestano żonglować nimi w obawie przed dalszymi stratami.
Tym, czego brakowało Alteranom, były dwie rzeczy. Energia i czas. Energia-by pokonać wraith. Czas-by tą energię zdobyć. Nie dało się obejść czasu prudkcji ZPM, co najwyżej nieco przyśpieszyć. Prawa fizyki były nieubłagane. Problem próbowano rozwiązać na kilka sposóbów-tworząc ZPM czerpiący energię z całego wszechświata ("Trinity"), technicznie skracając cas produkcji czy szukając zastępstw (energia geotermiczna, słoneczna, etc). Z genialnie prostym pomysłem wystąpił Janus, proponując by przyśpieszyć "dojrzewanie" ZPMów dzięki manipulacją czasem i rozpoczął swoje badania.
Pradawni mieli tysiące pomysłów i tysiące możliwości i może to ich przerosło. Zamiast skupić się na jednym projekcie, poświęcano czas na tysiące odrębnych.
Replikatory wkraczają na scenę
By kupić sobie czas, Pradawni w końcu opracowali replikatory. W zamyśle miały być to proste maszyny, bazujące na nanotechnologii, samo powielające się i działające z własnej inicjatywy, które miały swoją masowością przyćmić Wraith i kupić Alteranom czas, odciążając i pozwalając na opracowanie skutecznych metod walki, a nawet wygrać wojnę samemu.
Replikatory startowały jako nanity. Miały budować większe struktury w zależności od potrzeb. Postawiono przed nimi zadanie pokonania Wraith i pozwolono działać według ich samopowielajacego programu. Replikatory wyprodukowały szybko formę bojowa, składającą się z makro członów. Rozprzestrzeniły się i powielały. w zamyśle na każda planetę pod panowaniem Wriath miała dostać sie paczuszka z nanitami, które miały ją opanować, tworząc niepowstrzymaną armię pająków, natychmiast odtwarzającą się w razie rozbicia. Pradawni monitorowali rozwój swojej nowej, eksperymentalnej broni. Na tym etapie replikatory były samo adaptującą się formą mechanicznego życia, która potrafiła przystosować sie do praktycznie każdych warunków. To było prawdziwe cudeńko myśli Alteran. Zmiotłoby Wraith z pegaza, gdyby nie to, że alteranie przedobrzyli tą konstrukcję.
Replikatory uznały, że aby wypełnić swoją funkcję, powinny ewoluować od maksymalnie skutecznej formy. A najlepszą formą jaką znały byli sami Alteranie. Dlatego zaczęły ewoluować w stronę humanoidalną i w końcu zaczęły emulować swoich twórców (replikatory nie mogły zaatakować Alteran i zasymilować ich możliwości, dlatego wybrały drugą najlepszą opcję-rozwój do punktu, w którym staną się im równi). Asuranie pobieżnie zaadaptowali technologię Alteran z jej głównymi aspektami i zbudowali humanoidalne formy. Gdy alteranie zorientowali się, że ich eksperyment zmierza w nie tą stronę, którą powinien, zdecydowali się go zakończyć. Rasa maszyn-Asuranie-została zniszczona, eksperyment z replikatorami przerwano. Pająki nigdy nie zalały Pegaza. Niestety przetrwało kilka nanitów, które po setkach lat przypadkiem spotkały się i rozpoczęły współpracę, odbudowując Asuran. Ale to osobny rozdział.
Czynnik ludzki
W wojnie Wraith-Pradawni ogromną rolę odegrali ludzie. Wiele kultur ludzkich osiągnęło do czasu wojny wielkość i mówiono, że za parę tysięcy lat mogą nawet prześcignąć Alteran, choć w większości uznawano to za hurraoptymistyczne założenie. Wiele cywilizacji ludzi było na tak wysokim poziomie rozwoju, że Pradawni traktowali ich jak równych sobie. Jednak w momencie próby sojusze rozpadły się. Wraith perfekcyjnie potraifli wykorzystać nie tylko słabości Alteran, ale i ludzi. Napuszczali jednych na drugich, szerzyli brak zaufania i rzucali podejrzenia. Potrafili zawiązać sojusz z ludźmi przeciwko innym ludziom. Wykorzystali fakt, że wiele cywilizacji pozostawało w złych relacjach ze sobą, wygrali ich animozje przeciwko nim samym. Udało im się nawet napuścić co poniektórych na Alteran. W Pegazie zapanował chaos (nie wykluczam, że parę sojuszy ludzi z Wraith dotrwało do samego końca, wyparcia Alteran z Pegaza, dopiero potem się zdezaktualizowały, jak to zawsze w przypadku sojuszu z Wraith bywa.)
Alteranie byli przytłoczeni skalą swojego zadania. Musieli nie tylko walczyć z Wraith, ale chronić ludzi. I to nie tylko przed Wraith, ale i przed nimi samymi. Wkrótce wśród samych Alteran zaczęły wybuchać konflikty o sposób prowadzenia walki. Sprzeczne pomysły, niektóre wątpliwe etycznie, ścierały się z opozycją w Radzie Atlantis. Atomizacja społeczeństwa Alteran dała się znowu w znaki. Grupki samodzielnie działających Pradawnych potrafiły bez skrupułów działać przeciwko ludziom i Wraith jednocześnie. To nie ułatwiało prowadzenia wojny i zażegnywania konfliktów. Tym bardziej, że Alteranie nie wierzyli w to, że mogą przegrać. To było dla nich abstrakcją. Zamiast zjednoczyć się i poświęcić kilku projektom maksymalnie-z których każdy mógł pozwolić im na wygranie wojny-rozproszyli swoje siły, jednocześnie nie współpracując ze sobą. Wygrała taktyka "wielu wektorów"-jednocześnie prowadzono i badania pozwalające zwiększyć efektywność juz istniejących technologii, opracowywano nowe, jak też szerzono wielkie plany wojenno-naukowe, postulujące tworzenie przenośnych czarnych dziur, myślących pocisków energii czy zaburzanie równowagi materii i energii w danym punkcie galaktyki, powodując załamanie przestrzeni i anihilację wszystkiego w promieniu setek lat świetlnych (to akurat uznano za mocno nieetyczne i technologia ta nie wyszła poza fazę prób i uderzeń eksperymentalnych, niszczących maleńkie skrawki galaktyki).
W końcu jednak zgodzono się w jednym: że należy dostosować środki do przeciwnika. Wygrała opcja mikrowojny, zamiast makro zniszczeń (mimo ze Pradawni potrafiliby w końcu odtworzyć zniszczenia)
Wśród wielu grup badawczych zapanowała rywalizacja-kto pierwszy wykończy Wraith? Pradawni byli bezpieczni w swoich okrętach i twierdzach. Pierwsza faza wojny, w której zostali wstrząśnięci porażką, minęła. Wraith obecnie, choć zalewali galaktykę, nie byli w stanie zaszkodzić Pradawnym. przynajmniej tak się wydawało. Zapanowało odprężenie wśród Alteran w momencie, gdy powinni być jeszcze bardziej skupieni na walce.
W efekcie wiele grup Alteran działało dla własnej chwały i korzyści, zakładając, ze wygranie wojny jest kwestią czasu. Spora część w ogóle straciła zainteresowanie wojną i powróciła o normalnych zajęć. Opracowywano przełomowe bronie i technologie takie jak drony. Ale brak centralizacji wysiłku spowodował, że nie przynosiły one odpowiedniego efektu. W dodatku wiele grup badawczych kopało pod sobą dołki.
Chwalebnym wyjątkiem od teog było Atlantis, gdzie panowała jako-tak zgoda i podporządkowanie się. Ale samo Atlantis, choć potężne, nie miało władzy nad resztą społeczeństwa alteran. Z miliona swoich mieszkańców została mu ledwie jedna dziesiąta-reszta albo nie podporządkowała się radzie, albo po prostu opuściła miasto.
Tymczasem Wraith byli zjednoczeni-zjednoczeni celem dominacji nad Pegazem i pokonania Pradawnych.
Gotterdaemrung
Przedłużająca się wojna była dla wielu Alteran raczej wyzwaniem, aniżeli problemem w tym okresie. Ale dopiero teraz Wraith użyli całej swojej przewagi liczebnej, by walczyć. Do tej pory ogromna część wojsk, którą produkowano dzięki zdobycznym 4 ZPM hibernowano, szykując się do ostatniego, finalnego ataku. Szturmu na gigantyczną skalę.
Zaczął się on wtedy, gdy Pradawni poczuli, że zaczynają wygrywać. I do tego momentu ich samopoczucie było już tylko gorsze. Wraith wykorzystali to, że alteranie odprężyli się po serii zwycięstw i zaatakowali z niespotykaną furią i w wielkiej liczbie. Od tego punktu wojna wyglądała tak, jak opisano to w serialu-niszczono kolejne floty i armie, ale przychodziło coraz więcej. Przewaga wroga była tak miażdżąca, że wystarczała, by niszczyć okręty Pradawnych. A tymczasem upragnione ZPM nie nadchodziły, kolejne próby przyśpieszenia ich produkcji nie udawały się, a metody ich zastąpienia były niewystarczające. Próby zbudowania czegoś lepszego okazały się totalną klapą grożąca zniszczeniem całego Pegaza i okolicy ("Trinity"). Powoli, nieuchronnie, Alteranie zaczęli pogrążać się w fatalizmie i przeświadczeniu, że tej wojny nie da się wygrać.
Alteranie mieli coraz mniej sił i środków, a coraz więcej obowiązków. Poświęcając się takim projektom jak replikatory wiązali swoje siły i moce produkcyjno-badawcze. Zamiast posłać siły na front, musiano ich użyć do zniszczenia nieudanego eksperymentu z nanitami.
Wydawało się, że nie ma znaczenia, ile Wraith wytłuką Pradawni-bo więcej przychodziło. Oblegali kolejne planety i placówki. W końcu podeszli pod Atlantis.Wśród Alteran powstało wrażenie, że obojętnie co się zrobi i tak pojawi sie więcej Wraith. Genialne sposoby na ich pokonanie okazały się porażkami, nowe ZPM nie powstawały szybciej, ale już nawet nie wierzono, że ich pojawienie się coś zmieni. Przestano wierzyć w zwycięstwo, a zaczęto mówić o klęsce.
Na tym etapie to była już wojna między 3 ZPMami Wraith, a trzema ZPMami Atlantis. Większość kolonii Alteranie już opuścili, ludzkie cywilizacje leżały w gruzach albo współpracowały z najeźdźcami, galaktyka roiła się od sił Wraith.
Na tym etapie wojna wydawała się przegrana dla Alteran. Zostało im tylko jedno miasto i kilka małych placówek. Prawie cała populacja skupiła sie w mieście, które musiało cały czas chronić się pod osłoną, nieustannie bombardowaną przez statki-roje wriath z ogromną mocą. A coraz więcej ich przybywało do systemu.
Ocalałe okręty Alteran nie mogły przyjść miastu z pomocą, bo oznaczało by to dla nich samobójstwo. Zamiast tego szukano metody zwiększenia własnych sił, a walkę zaczęto prowadzić partyzancką.
Ostatnia nadzieja Pradawnych leżała na pewnej planecie, gdzie w spokoju i ciszy, ukryte pod polem maskującym, dojrzewały dorodne ZPM. Wierzono, że rozwiążą one problem energii. Z nimi można było ochronić setki planet polami siłowymi, okręty stałyby się na powrót niepokonane i przewaga liczebna a Wraith nie miałaby znaczenia.
Niestety Wraith dowiedzieli się o tej małej placówce i ją znisczyli, razem z wszystkimi ZPM. To był cios wymierzony bardziej w nadzieje Alteran, niż w faktyczne ich zdolności. Nie wiedząc, że Wraith swoja siłę czerpią z technologii opartej na ZPM i że dysponuja oni mniejsza ich ilością, Alteranie byli przekonani, że czeka ich zguba.
Oblężenie Alantis trwało jeszcze wiele lat, podczas których Pradawni wdali się w dramatyczną szarpaninę między projektami wojennymi, mającymi im dać szanse wygrania wojny a tymi, które pozwoliłyby im od niej uciec. I choć już od pewnego czasu niektórzy Pradawni opuszczali Pegaza, tak teraz zaczęto przebąkiwać o ogólnej ewakuacji.
Przy czym należy zaznaczyć, że oblężenie Wraith nie ograniczało się do wiszenia tysiącami nad miastem i strzelania. Po pierwsze ich broń była tak skonstruowana, by przy minimalnym zużyciu energii własnej doprowadzić do jak największej destabilizacji osłony Atlantis, drenując energię z ZPM nader skutecznie i w szybkim tempie. Po drugie wraith wiele razy używali przemyślnych urządzeń-od prostych bomb o potwornej sile, poprzez emitery fal przedzierających się przez osłone czy nawet wykorzystującej jej enerigę przeciwko samemu miastu. Wriath użyli też energii słońca, przetransportowanej przez przeniesione Wrota, próbowali też zamenić gwiazdę systemu w w supernową, zdestabilizować jądro planety, jej trajektorię, otworzyć nad miastem Wrota z czarną dziurą na drugim końcu. Oprócz okrętów obecne były też specjalne forty, strzelające ciągłą wiązką o różnych parametrach-uniemożliwiające dostosowanie tarczy i zminimalizowanie zużycia energii. Użyto manipulacji światłem, by odciąc planetę od energii słonecznej i tak dalej. Standardem było, że raz na pewien czas Wraith udawało się przedrzeć podstępem przez Wrota do miasta, wpisać wirusa do komputerów, zakazić chorobą czy sabotować Atlantis ludzkimi agentami, skrywającymi się między nielicznymi uchodźcami tej rasy, których Alteranie przyjęli (naturalnie potem to się skończyło w efekcie tych ataków)
Wraith osiągnęli tyle, że ZPMy były cały czas na krawędzi załamania-ich okres eksploatacji został zmniejszony z teoretycznej nieskończoności do-jak prognozowano-kilkudziesięciu lat. Pradawni wyliczyli, że jeśli Wraith będą w takim tempie dalej ulepszać swoją destabilizującą osłony broń i zwiększać ilośc bombardujących jednostek-ZPM najdalej za kilka lat padną. Wobec tego zaczęto na poważno myśleć o ewakuacji. Czego nie wiedziano to to, że sam Wraith byli na skraju swoich możliwości i byli bardzo zdesperowani.
W Atlantis argumentowano, że nie ma sensu narażać życia, siedząc w Pegazie. Lepiej jest zapieczętować miasto i uciec poza zasięg wraith. Opracować w spokoju metodę wlaki z nimi i wrócić dopiero wtedy, gdy zwycięstwo będzie pewne. W miarę rozwoju sytuacji-czy raczej jej pogorszenia, ta koncepcja zaczęła być ogromnie popularna.
W końcu Rada Atlantis zadecydowała, że to najrozsądniejsza propozycja. Pradawni ostatnie ZPM które mieli do dyspozycji ukryli lub użyli w projekcie który miał odciąć Pegaza od hiperprzestrzeni. Manipulując ciemną materią (albo w inny sposó
Następnie rozpoczęto ewakuację miasta przez Wrota na Ziemię, do Drogi Mlecznej. Pierwsze fale uciekinierów miały z zadanie założenie placówek w DM i przygotowanie ich dla reszty.
Tymczasem Wriath byli na skraju wyczerpania. Wyhodowali gigantyczną armię, której nie potrafili wyżywić. Zbudowali gigantyczną flotę, która nie porafiła przełamać obrony Atlantis.Z ich perspektywy wydawało się, że Pradawni kpia sobie z tych wszystkich wysiłków. Moce produkcyjne Wraith były niewystarczające, by zignorować straty ponoszone podczas oblężenia i w wyniku partyzanckich ataków Pradawnych (bo taka partyzantka kończyła sie nawet znisczeniem całych systemów gwiezdnych). Wraith wiedzieli, że Pradawni zaangażowali się w jakiś ogromny projekt i obawiali sie, że lada moment przegrają. Mając nóż na gardle postanowili rzucić wszystko na jedna kartę. Postanowili przeciążyć własne ZPM.
Dzięki temu wyprodukowali ilość wojsk znacznie większą, niż do tej pory. I rzucili je do boju. Padły ostatnie placówki Pradawnych. Padły ostatnie kolonie i punkty oporu. Rozbito ostatnie floty. Opór nielicznych ludzi został zmiażdżony. Wriath ruszyli do ostatniego szturmu.
Pradawni widząc to przyznali sie do ostatecznej klęski i zdecydowali się szybko opuścić Pegaza. Ostatnie oblężenie miasta trwało ponad rok i w jego czasie Alteranie uciekli z Atlantis (samo miasto było już od dłuższego czasu pod wodą). Zakładano, że powinno przetrwać bombardowanie jeszcze kilka-kilkanaście lat, a jeśli nie-system autodestrukcji miał zagwarantować, że zostanie zniszczone. Na wszelki wypadek ogołocono je z wszystkiego, co mogło by wpaść w ręce wroga a było zbyt cenne. Ewakuacji dokonano w pośpiechu, obawiając się, że w końcu ZPM nie wytrzymają i osłona padnie. Pradawni opuścili Pegaza.
Wraith nie od razu to zauważyli. Jeszcze przez wiele lat atakowali opuszczone miasto. Na początku nie zdawali sobie sprawy z swojej wygranej. Lata mijały i w końcu stało się jasne, że Pradawni opuścili Pegaza. Wraith dużo czasu i środków poświęcili, by dostać się do Atlantis, ale Pradawni zabezpieczyli miasto i ci nie znaleźli sposobu, by się do niego dobrać. W miarę jak Wraith zaczęli sobie zdawać sprawę, że wygrali, ich własna jedność w szeregach załamala się.
Na ironię zakrawa to, że Pradawni nigdy nie dowiedzieli się, jak blisko byli zwycięstwa tej wojny na wyczerpanie. Wraith bowiem przeciążyli swoje ZPM, doprowadzjąc do ich szybkiego wyczerpania po to, by wyprodukować dodatkowe siły. Jednak byly one za małe, aby przebić się przez osłony Atlantis. Jeśli Pradawni poczekaliby jeszcze rok-dwa, siły Wraith zaczełyby słabnąc, w końcu same by się sobie rzuciły do gardeł, a oni mogliby przejść do kontrataku. Niestety, nie wiedząc o źrodle siły Wraith i sposobie produkcji okrętów Pradawni poddali sie efektowi psychologicznemu i uciekli.
Wraith jeszcze przez długi, długi czas bombardowali opuszczone miasto leżące na dnie oceanu, bez skutku. Nie byli w stanie pokonać osłon Atlantis tym bardziej, że flota oblężnicza systematycznie się zmniejszała, gdy kolejne frakcje wykruszały się z sojuszu. Doszło nawet do bratobójczych walk na orbicie Atlantis w sporze o pożywienie. Nie trzeba było długo czekać, by wybuchła wojna domowa. Po wypchnięciu Pradawnych z Pegaza Wraith padli ofiarą swojego sukcesu.
Kolejne stulecia to nieustające walki Wraith między soba. Problemem było to, że bylo ich o wiele za dużo, by mogli się wyzywić. Pewne grupy Wraith próbowali ludzi hodować z mniejszym lub większym skutkiem, ale raz zaczętego konfliktu nie dało się tak łatwo powstrzymać. Hodowle byly niszczone czy to jako zemsta, czy to jako atak na miejsce strategiczne. Im dłużej trwał konflikt, tym bardziej Wraith podupadali. Skończyla się ich technologiczna kreatywność, gdy mozliwości związane z nadaną im przez Renegatow wiedzą zostały wyczerpane. Konflikt natomiast nie sprzyjał jej rozwijaniu, Wraith bowiem juz zaczęli przypominać post-cywilizacje, aniżeli cywilizację. Udało się jednak zaprowadzić chwiejny pokój, wprowadzając system rotacji i czuwania. Większość Wraith zapadła w sen hibernacyjny, i co pewien czas kolejna grupa byla wybudzana, by się pożywić i pełnić wartę nad galaktyką. Nad tym wszystkim miała czuwać specjalna grupa Wraith będąca swoistymi strażnikami.
Wraith, kórzy przeżyli wojnę domową, przeszli masowo w hibernację, ustalając cykl żywieniowy, nad którym czuwać mieli strażnicy.
O Atlantis z czasem zapomniano. Miasto bylo niedostepne dzeki działającej osłonie, a Wraith już nie mieli sił, by się przełamać. Przez wiele lat nad planetą czuwała armada HSów z obstawą, ale gdy wojna domowa Wraith zataczała coraz szersze kregi, Wraith nie mieli już dość zasobów, by planować przełamanie tarczy i pikieta była systematycznie zmniejszana na rzecz potrzeb frontu (lub przez rejteradę różnych frakcji), aż w końcu znikła zupełnie. Raz tylko na pewien czas wpadał krazownik czy dwa, by zeskanować okolice miasta i potwierdzić kompletny bezruch i brak oznak życia. Miasto bylo martwe.
Wraith wygrali.
Tymczasem Pradawni, okresowo wpadający do Pegaza przez Wrota i kontrolujący sytuację cichcem; stwierdzli że ich cywilizacja poniosła tak wielkie straty, że przez tysiące lat ich nie odrobią. Kwestia powrotu do Pegaza została odlożona ad acta. Pradawni rozproszyli się po DM, zajęli badaniami w spokoju, nawiązywali kontakty z innymi rasami, badali ludzi z Ziemi, w końcu zostali wspózałożycielami sojuszu 4 ras. Ich uwaga zotstała zwrócona na ascendację, z Pegazem dano sobie spokój. To był pomnik ich klęski i nikt nie pragnął znowu jej doświadczyć. Orientowano się mgliście, że Wriath pogryźli się między sobą, ale panowało przekonanie, że pojawienie się Alteran spowodwałoby ich ponowne zjednoczenie i kontynuację beznadziejnego konfliktu. Lepsza była sytuacja,a gdy nieliczni Wraith polowali w Pegazie, aniżeli cała rasa miała sie przebudzić i pochłaniac kolejne ludzkie istnenia. Sprawę uznano za zamkniętą. Choć nie wszyscy się z tym pogodzili-co najmniej jeden z Alteran pworócił już po ascendacji do Pegaza i starał się pomóć ludziom-i został(a) za to ukarana ("Sanctuary"). Pozostąłości po Pradawnych z tego okresu są w DM cłałkiem nieźle widoczne. Janus kontynuowal badania nad manipulacją czasem. Twórca replikatorów badał sztuczne życie i być może był opdowiedzialny z budowę Reece, choć bardizej prawdopdobne jest że ktoś inny poznał jego prace i spowodował, że pająkowa forma replikatorów rozprzestrzeniła się w galaktyce Asgardu, udowadniając, jak zabójczą broń skonstruowali Pradawni.
W końcu Alteranie wymarli lub ascendowali. A Pegaz pozostał odcięty od reszty wszechświata, pod dominacją Wraith, z czającymi się gdzieś na uboczu gwiazdowcami.
Powrót replikatorów
Gdy wydawało się, że Wraith wygrali, Asuranie odbudowali się, odzyskali pamięć dzięki zapisowi jego wzoru w hiperprzestrzeni (kóry jeszcze nie wyparował) i w postaci humanoidalnej zaatakowali Wraith, wypełniając swój program. Ich zaawansowanie techniczne odpowiadało temu, czym dysponowali Alteranie w momencie ich kreacji, ale Asuranie zdecydowanie nie mieli takiej wiedzy jak ich twórcy, ani takich możliwości. Emulowali oni społeczeństwo Alteran i nich samych. Ale to wystarczyło, by stworzyć śmiertelne zagrożenie dla Wraith. Ci więc wykorzystali resztki energii ZPM, by odeprzeć atak, a następnie udało im się zneutralizować Asuran. Konflikt spowodował jedno z tak zwanych przebudzeń Wraith, kiedy to wzrosła liczba aktywnych osobników w Pegazie.
Wraith oprócz ataku Asuran mieli kilka chwil, gdy stawali przed potężnym wrogiem. Ludzie nie dali tak ławo za wygraną i wielokrotnie próbowali wyeleminować Wraith. Kilka cywilizacji ludzkich udało się ukryć przed swoim śmiertelnym wrogiem, kilka z nich ocalało dzięki wynalazkom Pradawnych. Dlatego jeszcze przez długie wieki w Pegazie istniało całkiem sporo zaawansowanych kultur ludzi. W końcu jednak wszystkie zostały wyeleminowane lub podporządkowane, sprowadzone do poziomu na którym nie stanowili zagrożenia dla Wraith.
Podczas powrotu Asuran Wraith mieli wyjątkowo ciężka sytuację, gdyż ludzie wykrzystali sprzyjający moment. Pojawienie się Asuran na scenie skupiło uwage i siły Wraith. Przez Pegaza przetoczyła się fala nadziei podsycającej bunty i powstania, słyszano plotki o powrocie Pradawnych, którzy łoją skóre Wraith że aż miło. Jednak gdy spodziewany ratunek z rąk Alteran nie nadchodził - Asuranie zostali w międzyczasie dezaktywowani przez Wraith - a ci, którzy buntowali sie przeciwko dominacji Wraith-ukarani, wiara w Wielki Powrót została w ludziach podkopana. Jeśli na kogoś ludzie Pegazie mogli liczyć, to na siebie. Wraz z mijającym czasem i sytematyczną eleminacją wyżej rozwiniętych kultur wiedza ludzi malała, ich świadomość historyczna kurczyła się. Wkrótce Pradawni przeszeli do legend jako Przodkowie, jak zresztą wszystkie inne cywilizacje, które istniały przed wojną z Wraith.
Kilka cywilizacji znalazło sposób, by uchronić się przed totalną eksterminacją, jak travelersi, ale to byli nieliczni szczęśliwcy. Wraith panowali niepodzielnie nad Pegazem, a dystans między nimi a ludźmi był ogromny, zbyt wielki, by ludzie mogli pomyśleć o zwycięstwie tym bardziej, że Wraith stale "trzymali rękę na pulsie" i pilnowali, by żadna planeta nie stała się zbyt potężna.
Zaraz po pokonaniu Pradawnych i wybuchu wojny domowej sojusze z ludźmi zostały zerwane i padli oni ofiara nienasyconych Wraith. Travelersi byli jedną z cywilizacji ludzkich, które poprzez sojusz z Wriath chciały uniknąć eksterminacji i ramię w ramię walczyły z nimi przeciwko Alteranom. Po zniknięciu Pradawnych ich planety zostały zaatakowane, a oni sami musieli salwować sie ucieczką wraz z szczątkami swojej floty.
Ale choć Wraith wydawali się tacy wielcy i niepokonani, i oni przecież podupadli. Wielka część populacji była w hiebrnacji, czekając na swoją kolejkę do wyżerki. Nieliczni byli aktywni-do pilnowania całej glaktyki wystarczyło ledwie 60-70 HSów. Ta liczba nie zmieniała się, była rotacyjnie wymieniana. Jedyna grupa, któa pozstała stale aktywna, to byli strażnicy Wraith. I tylko oni prowadzili dalszy rozwój nauki i techniki, która podupadła w momencie, gdy zniknął wróg a wojna domowa zebrała swoje żniwo. Niepotrafiono już często korzystać z starych urządzeń, wielkich osiągnieć przeszłości. Wraith więc musieli na nowo odkrywać wiele rzeczy.
Nie zmieniało to jednak faktu, że mieli dominującą pozycje w Pegazie. I choć nie mogli go opuścić dzięki batierze Pradawnych, to i też nie musieli tego robić ani specjalnie nie chcieli.
Tauri
I tak to się toczyło, wiadomą koleją rzeczy. Wraith budzili się rotaycjnie na wyżerkę, wymieniali z tymi, co pilnowali do tej pory i tak w kólło. Nad rotacją czuwali strażnicy, pielęgnujący okręty i śpiących towarzyszy. Ludzie nie mieli szans z Wriath, ich własna degeneracja i upadek był znacznie większe. Okresowo tworzyły się sojusze przeciw Wraith, zaraz rozbijane, co pewien czas powstawała zaawansowana cywilizacja, natychmiast eksterminowana. Nie było możliwości, by zmienić ten układ sił. I w tym momencie do Pegaza zawitali Tauri.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 12.04.2008 - |17:56|
Winchell Chung
#106
Napisano 12.04.2008 - |20:56|
Skoro mamy zarys historyczny, to teraz rozpoczynasz prace nad przebiegiem fabularnym?
Właściwie to można jeszcze dla kurażu usystemować Pradawnych bo mamy:
Ori
Alteran
Lantian (jako, że tej nazwy używa się w kontekście Pegaza, to akurat nazwa dla frakcji Renegatów)
#107
Napisano 14.04.2008 - |11:10|
dobra robota, swoją drogą wydaje mi się, że dużą część dałoby się wsadzić do obecnej fabuły Atlantis, a resztę po drobnych przeróbkach; wtedy temat z "Atlantis-zrób to sam" mógłby zmienić nazwę na "Atlantis-napraw to sam"(chciaż ten tytuł za bardzo przypomina tytuł książki dla techników na Atlantis
Użytkownik inwe edytował ten post 14.04.2008 - |11:11|
Est modus in rebus
Horacy
Prawda ma charakter bezwzględny.
Kartezjusz
Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.
C.S. Lewis
#108
Napisano 14.04.2008 - |13:59|
Sakramentos, świetna robota. Z niewielkimi zmianami mogłaby naprawde naprawić Atlantis w takim kształcie jakim je znamy dzisiaj
#109
Napisano 14.04.2008 - |18:35|
Co do tego, ze propozycja zdarzeń mogłaby się rozegrać na Atlantis-toć to chyba nic złego? Ja nie mam problemu z samymi Wraith, ale z tym, jak to jest przedstawione w serialu. Na początku skąpość informacji była wskazana i tworzyła klimat, ale to już jest za nami. Moja wizja to połączenie tego, co już jest z tym, co sam wymyśliłem. Bo nie uważam, że całe SGa trzeba wyrzucić o kosza, i przerobić. Uważam, że po prostu w pewnych punktach mnie nie satysfakcjonuje.
Ilość topiców którą chce opisać w mojej wersji SGA jest naprawdę duża. Gwiazdowców nie opisałem, bo to była rzecz o Wraith. Co do natomiast Ori i Alteran mam swój własny pomysł, który moim zdaniem powraca do oryginalnej koncepcji tej rasy, jak i dziejów naszej galaktyki, jaka wyjawia się w docinku "Frozen". Jednak nad tym jeszcze myślę i dumam, patrzę na pomysły które już się pokazały (fale emigracji) i czekam, aż mi coś dobrego do głowy wpadnie, jak to połączyć. Obawiam się jednak, że moje wypociny będą bardzo osobiste (patrz: "Atlantis-sam naprawiam")
Gwiazdowcy-koncepcja i podstawy
Co do natomiast gwiazdowców... Cóż, istoty które obejrzeliśmy w odcinku "Home" są raczej pozostałością po formach życia, które kiedyś zamieszkiwały-między innymi-Pegaza. Tak to sobie obmyśliłem.
Sami gwiazdowcy mają u mnie dość jasno określony kształt, choć zakres ich możliwości jest jeszcze dosyć mglisty. W każdym razie wiem na pewno, że myślą na wielką skalę i myślą tak obco, że komunikacja z nimi okazała się nawet dla Pradawnych mocno utrudniona.
Podstawowym punktem tej rasy jest właśnie bariera komunikacyjna, wynikająca z ich absolutnej inności. Nieskromnie powiem-wracam tutaj do Lema w czystej postaci. Odrzucam "startrekowe" mordki, czyli rasy budowane na obraz i podbieństwo pewnych wyolbrzymionych cech ludzkich i stawiam pytanie: obca istota, powstała w obcym środowisku-jak się z nią porozumieć? Czy to w ogóle możliwe? A może nasze wzajemne intencje pozostaną dla drugiej strony nejeasne i niezrozumiałe, irracjonalne?
Gwiazdowcy to rasa która powstała na starzejącej się gwieździe. Tutaj mam kilka kandydatów-jednym z nich jest brązowy karzeł. Jednak żadne z ciał niebieskich nie spełnia warunków, w jakich sobie gwiazdowców wyobrażam. Większość gwiazd i ich pozostałości ewolucyjnych jest zbyt cięzka, zbyt gęsta lub na odwrót-zbyt rzadka i zbyt gorąca. Podejrzewam więc, że będę zmuszony wymyślić nowy typ ciała niebieskiego, co mi nie odpowiada.
W każdym razie wahałem się miedzy kilkoma pozostałościami po pierwszej fazie obumierania gwiazdy średniej lub wysokiej masy. Były to różnego rodzaju karły i gwiazdy neutronowe. W końcu zdecydowałem sie na tę ich odmianę, która pozwala na powstanie krystalicznych struktur węglowych, znaczy się diamentów. Niestety teraz nie przypomnę sobie, który z niebieskich ciulasów może skończyć w tej formie-gdzieś zapodziałem notatki ^^ (właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem całkiem nieźle pokręconym fanem SG, że aż notatki na takie tematy robię...ale przynajmniej apropos poszukiwań podszkoliłem się z kosmologii, dowiedziałem się czym jest bariera Czandrasekara i parę innych)
W każdym razie gwiazdowcy powstali w warunkach krańcowo odmiennych od tych, w jakich żyje ogromna większość ras. Ich ciała składają się z gęstej plazmy, są gigantycznych rozmiarów i masy. Przypominają wielkie, "ogniste" węże, ale nie maja 'biologicznie" wyróżnionego przodu czy tyłu. Pozostaja w ciągłym ruchu, ich ciało może przenikać samo przez siebie, nie tracąc spójności, a nawet przenicować się. Są długości kilkuset metrów przynajmniej, a w środowiskach nieprzyjaznych operują w osłonie rozmaitych pół siłowych, składających sie na swoisty skafander. Zniszczenie takiej powłoki np. w ziemskich warunkach powodowałoby "eksplozje" ciała gwiazdowca, niemogącego przetrwać w tak niskim ciśnieniu i grawitacji.
Manipulacje materią gwiazdowcy osiągają nie tak jak np. ludzie-dzięki kończynom, ale zmieniając parametry swojego ciała, lub jego cześci-"ugniatając" materię w odpowiedni sposób. Tak więc byli w stanie skonstruować narzędzia dzięki krystalizacji węgla "samym sobą" tak jak my byliśmy w stanie odłupać kawałek krzemienia rękoma. Ta zdolność do manipulacji materią w praktycznie każdym stanie skupienia dała im ogromną przewagę ewolucyjną.
Jeśli chodzi o sposób myślenia gwiazdowców-wystarczy sobie wyobrazić, co by było gdyby człowiek dowiedział się, że jest w centrum wszechświata? Bo tak wygląda to dla gwiazdowców. Zajmują oni najjaśniejsze, najmasywniejsze punkty wszechświata, a reszta materii krąży wokół nich. Poza tymi punktami bez odpowiednich osłon czeka ich śmierć.
Gwiazdowcy-krótka historia długiej anihilacji
Gwiazdowcy w swoim spostrzeganiu świata nie widzą życia, które jest inne niż oni sami. Za życie nie uznają ani ludzi, ani Pradawnych ani bakterii. Widzą w tym inny sposób organizacji materii nieożywionej. Szukają istot myślących tam, gdzie sami się narodzili-na gwiazdach.
Sposób myślenia gwiazdowców, ich logika-to wszystko jest odmienne. Sami gwiazdowcy są zaś unikatem aniżeli regułą-dlatego niemożliwością było dla nich znalezienie pokrewnej im formy życia.
Cywilizacja gwiazdowców rozwinęła się w końcu do punktu, w którym rozpoczęli podróże kosmiczne. Przy czym należy zaznaczyć, że ich rozwój technologiczny w żadnym przypadku nie mógł przypominać naszego. Gwiazdowcy zdolność budowania skorup, które mogły ich przemieszczać między gwiazdami osiągnęli prawie bezwiednie. Było to dla nich tak naturalne przedłużenie ich zdolności, jak dla ludzi prehistorycznych pierwszy nóż z kamienia czy toporek. Osiągnięcie inżynieryjne setek pokoleń dla ludzi dla nich było dawnym osiągnięciem prehisorii, czymś oczywistym i prostym, nie wymagającym niczego poand intuicje. Nie wykluczam, że nie tworzą cywilizacji technicznej w naszym rozumieniu tego słowa-eksperymentując, badając, poznając, rozumiejąc, konstruując. Być może są ewolucyjnie ukształtowani tak, a nie inaczej. Jak mrówki.
Rasa ta rozpoczęła badanie okolicznej przestrzeni, a w końcu zaczęła kolonizować inne systemy gwiezdne, przekształcając słońca na swoją potrzebę-tak jak Pradawni terraformowali planety. Tyle, że w trakcie tego procesu gwiazda traciła zdolność podtrzymywania życia inego typu na planetach, których przydatność gwiazdowcy określali raczej jako "marną", nie widząc w nich nawet źródeł surowców.
Gwiazdowcy spokojnie zmieniali gwiazdy i kolonizowali galaktykę, nie zauważając, że ich poczynania szkodzą innym formom życia. To nie było tak, że byli samolubni, czy praktykowali darwinizm. Po prostu tego, co poruszało się na małych, zimnych skałkach w próżni, czy pomiędzy nią, nie uznawali za nic innego, jak oryginalny sposób samozorganizowania się materii... Co jakby nie patrzeć jest prawdą.
Gwiazodwcy więc szli przez Pegaza, a szlak tego pochodu znaczyły upadłe cywilizacje i zniszczenie innych form życia. Ale oczywiście taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie. W końcu rasy zamieszkujące Pegaza zaczęły przeciwdziałać wielkiemu zagrożeniu. Nie było ich wiele-bo też niewiele zdołało się rozwinąć. Ich opór jednak był niczym w porównaniu z potęgą gwiazdowców. Ci natomiast nie zauważyli nawet, że opór ma znamiona inteligencji. Spokojnie i bez pośpiechu wytępili całe życie w Pegazie, tak jak my tępimy karaluchy. Albo inaczej-tak jak my rozsadzamy góry, zawracamy rzeki lub wykopujemy piasek. Gwiazdowcy systematycznie wysterylizowali Pegaza z wszystkiego, co mogło im przeszkadzać. Uporządkowali go-pozbawiając ras tubylczych, ale też likwidując wiele anomalii kosmologicznych. Można by powiedzieć, że w ich mniemaniu Pegaz został "uregulowany", uporządkowany tak jak porządkuje się ogródek czy pole rolnika, szykując pod zasiew.
Parę ras jednak ocalało z tego pogromu. Były to albo istoty bardzo nietypowe-takie jak te z odcinka "Home", albo bardzo sprytne, które ukryły się, zaszyły. Niektórych gwiazdowcy nigdy nie odnaleźli. Po reszcie nie został przeważnie nawet ślad, ale gdzie nie gdzie ocalały relikty z przeszłości, jakieś urządzenia, artefakty, lub niewyraźne odciski w kamieniu. Z okresu tej wielkiej czystki ocalały żywostatki-albo wytwór samodzielny Pegaza, albo efekt osiągnięć bioinżynieryjnych wymarłej rasy.
Gwiazdowcy natomiast przez miliony lat rozwijali się tak, jak chcieli, dominując nad galaktyką. W tym momencie na scenę wkroczyli Pradawni.
Pradawni wchodzą do gry
Alteranie przylecieli do Pegaza swoim miastem i szybko potwierdzili to, co już ocenili z odległości i dzięki wcześniejszym wyprawom badawczym-Pegaz jest pozbawiony życia. Uznali to za wielką okazję do wdrożenia swojego wielkiego planu jego rozsiewania. Po zadomowieniu się w nowej galaktyce rozpoczęli setki programów inżynieryjnych na ogromną skalę. Specjalne okręty produkowały planety i implementowały na nich model życia, jaki znali Pradawni i jaki chcieli rozprzestrzeniać. Pradawni modyfikowali zastane układy planetarne, terraformowali je, budowali sieć Wrót. W końcu w kilku miejscach jednocześnie zaszczepili ludzi, których rozwój monitorowali i sterowali nim. Wkrótce Pegaz zaroił się od cywilizacji, kultur. A nad tym wszystkim czuwali Alteranie.
To jednak zwróciło uwagę gwiazdowców, dotąd niezauważonych-bo i też nie mieszkających na każdej gwieździe w okolicy. Stwierdzili oni, że na ich podwórko wkradło się nieuporządkowanie. I zaczęli działać, niszcząc to, co osiągnęli Pradawni.
Początkowo to, co się działo było dla Alteran niejasne. Gwiazdy wybuchały, planety rozpadały się, galaktykę zalewały fale promieni gamma, sterylizując planety. Co się działo? Wiele obiecujących kultur uległo zagładzie. Wiele istot straciło życie. Pradawni zaczęli uważniej obserwować te zjawiska i im przeciwdziałać. Za każdym razem jednak, gdy znajdywali wyjście z niecodziennej sytuacji okazywało się, że i tak dochodziło do fatalnego zdarzenia w ten czy inny sposób. Wkrótce dostrzegli za tym inteligentne działanie. Rozpoczęło się swoiste polowanie na sprawcę całego zamieszania w Pegazie. I nareszcie znaleziono. Odkrycie gwiazdowców było ważne dla Alteran i spowodowało zmianę ich podejścia. Gdy próby porozumienia sie pozostawały bezowocne, grupki Pradawnych zdecydowało się wejść na wojenna ścieżkę i czynnie przeciwstawiać się agresji. I tak wybuchł konflikt. Nie polegał on tak jak w przypadku Wriath na wzajemnym naparzaniu się na setki sposobów ale raczej na przepychaniu się różnymi zjawiskami fizycznymi i kosmologicznymi. W odpowiedzi na fale gamma Alteranie utworzyli gigantyczne osłony lub czarne dziury, w odpowiedzi na destabilizację gwiazdy odejmowali nieco jej masy,by ją uspokoić. I tak dalej. Nikt nie chciał zniszczyć gwiazdowców, ale ich powstrzymać. Przy okazji tych wysiłków użyto kolosalnych ilości energii, destabilizując sporo ZPM-jak pokazały przyszłe wydarzenia, było to fatalne w skutkach.
Skala działań Alteran a przez to ich podobieństwo do tego, co robili sami gwiazdowcy-w końcu zaczęło wpływać na myślenie tych ostatnich. Alteranie zaangażowali ogromne środki w utrzymanie status quo galaktyce, sprzeciwiajac się masowym działaniom gwiazdowców (dochodziło do spektakularnych akcji, w których wybuchająca gwiazda zaczęła implodować, a planety powracały na swoje orbity, lub mimo eksplozji gwiazdy planety pozostawały nienaruszone dzięki potężnym osłonom i polom deflekcji, zasilanych przez wiele ZPM) Wkrótce zaobserwowano ich okręty, gargantuicznych rozmiarów konstrukcje podtrzymujące egzotyczne środowisko życia tych istot.
Opis takiego statku dałem już wcześniej-ażurowa konstrukcja, chociażby na bazie spirali, otaczająca "plazmowe" wnętrze, będące habitatem gwiazdowców.
Jeśli chodzi o umiejętności technologiczne tej rasy, to są oni odpowiednikiem Alteran jeśli chodzi o skalę działań. Trudno ocenić, jak bardzo ich wiedza o świecie jest zaawansowana. Jeśli juz musiałbym jakoś ich określić, powiedziałbym, że są takim Asgardem ale z znacznie większym rozmachem i niekoniecznie z techniczno-naukowym podejściem (być może, jak mówiłem na początku, jest ono ewolucyjne, jak u mrówek czy pszczół, a więc nie zmienia się tak dynamicznie, jak u innych). Przy czym osiągnęli taki poziom na długo przed ziomkami Thora.
Statki gwiazdowców miały niesamowitą zdolność obrony i ataku-używając zmarszczek przestrzennych były w stanie doprowadzić do anihilacji dowolnego obiektu w promieniu milionów kilometrów. Ograniczeniem była tylko masa, cień grawitacyjny. Pradawni oczywiście znaleźli sposób, by temu przeciwdziałać. Znajdywali oni sposób na neutralizację prawie wszystkich "technologii" gwiazdowców.
W końcu działania Alteran doprowadziły do zmiany w spostrzeganiu świata przez gwiazdowców. Być może to, a być może coś innego-do końca nie wiadomo. W każdym razie w końcu alteranom udało się opracować urządzenie do komunikacji z gwiazdowcami. Za jego pomocą "wydukano" wzajemne porozumienie pomiędzy rasami, wyznaczono linie demarkacyjną (zapewne na podobnej zasadzie, na jakiej człowiek chciałby ograniczyć teren działania jakiegoś owada-znakując go np. feromonami czy związkami chemicznymi, rozpoznawanymi przez owada jako sygnał niebezpieczeństwa) i zapanował pokój. Ale czy gwiazdowce zrozumiały swój błąd? Nie wiadomo. W każdym razie tylko biegłość w nauce Alteran ocaliła tak ich, jak i Pegaza przed następną apokalipsą na wielką skalę.
Anihilacja...Pauza...Anihilacja?
Ten rozejm nie był ograniczony czasowo, ale tok myślenia gwiazdowców jest inny, niż nasz. Nic dziwnego więc, że po prostu nie zauważyli zmiany w Pegazie-zniknięcia Alteran, pojawienia się Wraith... a może zauważyli, ale nie obchodziło ich to. Przestrzegali zasad rozejmu i tego samego spodziewali się od rozumnych istot mieszkających "pomiędzy" jasnymi punktami które ich interesowały. W końcu jednak ich populacja osiągnęła limit, albo też ich umierające gwiazdy doszły do punktu, w którym nie mogły utrzymać ich funkcji życiowych-w każydm razie gwiazdowcy musieli się ruszyć i zająć nowe terytorium. I w tym momencie cały ten problem spada na Tauri.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 14.04.2008 - |18:53|
Winchell Chung
#110
Napisano 20.04.2008 - |22:32|
Ale pomysł z gwiazdowcami jest cool. Problem jest jeden. W jaki sposób MY sobie z nimi poradzimy? Przy tej skali działań jaki gwiazdowcy uznają, my mamy przerąbane. Chyba że znajdziemy farme ZPM, albo McKayowi uda się stworzyć skuteczne alternatywne źródło energii. I dopiero wtedy można mieć nadzieje na walke. Inaczej Gwiazdowcy naszych biednych Tau'ri po prostu zdmuchną.
#111
Napisano 21.04.2008 - |14:23|
#112
Napisano 21.04.2008 - |15:56|
#113
Napisano 21.04.2008 - |16:01|
#114
Napisano 21.04.2008 - |16:42|
Choć wtedy Atlantis byłoby tylko z nazwy. Bo większośc akcji działo by się na ziemi.
Chyba że Atlantis przyleciałoby na Ziemię
#115
Napisano 23.04.2008 - |01:22|
Chyba że Atlantis przyleciałoby na Ziemię
I stracilibyśmy możliwość oglądania kocich ruchów Teyli? NO WAY!!
#116
Napisano 16.05.2008 - |17:51|
Nie ma się co obawiać, wujek Sakramentos myśli o wszystkim. Nie trzeba walczyć z przeciwnikiem na tym samym poziomie, by go pokonać, nadto pozostaje multum furtek, jak wygrać, nie walcząc. Przypominam, że wszyscy też na początku jęczeli, że Ori to dla Tauri za dużo (są dead po półtora sezonu), jęczeli że Wraith to za dużo (nie są w stanie zagrozić Ziemi, dzięki technologii Asgardu strzelamy do nich jak do kaczek), jęczeli że Asuranie to za dużo... (rozwaliliśmy w pył ich planetę, wszyscy wyparowali) Bo jak walczyć z kimś, kto ma setki ZPM? A jednak się udało.Mała uwaga dot. ZPM: aby trzymac się bardziej tego co już było powiedziane o tych hiperbateryjkach, gdzieś było napisane (razem z druga teorią, trochę sprzeczną, ale bardziej bezsensowną) że pobieranie energii z ZPM wywołuje w strukturze krystalicznej mikopeknićie, doprowadzając do tego że w końcu te uszkodzenia powodują że ZPM jest bezuzyteczny. Połączmy to z twoją koncepcją, że zywotność ZPM zalezy od jego obciążenia. Powiedzmy że im więcej energii czerpiemy tym szybciej się uszkadza ZPM, Ale niech to będzie zaleznosć nie liniowa, ale geometryczna. Czyli im więcej na raz czerpiemy tej energii, tym mniej ogółem jej dostaniemy. To by tłumaczyło jednocześnie czemu McKayowi i spółce tak łatwo szło wyczerpywanie kolejnych bateryjek, a przy normalnym uzytkowaniu one tak długo wytrzymywały.
Ale pomysł z gwiazdowcami jest cool. Problem jest jeden. W jaki sposób MY sobie z nimi poradzimy? Przy tej skali działań jaki gwiazdowcy uznają, my mamy przerąbane. Chyba że znajdziemy farme ZPM, albo McKayowi uda się stworzyć skuteczne alternatywne źródło energii. I dopiero wtedy można mieć nadzieje na walke. Inaczej Gwiazdowcy naszych biednych Tau'ri po prostu zdmuchną.
Może tchnę w ciebie trochę wiary wraz z nową porcja pomysłów, czyli rasy i cywilizacje w Pegazie.
Artykuł o historii i podziałach Pradawnych jest jeszcze w robocie.
Pegaz, czyli mnogość frakcji, ras i kultur
Nie wiem dlaczego świat SGA jest tak ubogi i nie wiem, dlaczego tak długo musimy czekać aż coś nowego się pojawi. Bo co my takiego w Pegazie mamy? Mamy Wraith, mamy genii, mamy travelersów, mam replikatory i tauri. To wszystko. Kilka planet jest średnio rozwiniętych, ale generalnie dominuje wieśniactwo.
Niby powodem takiego stanu rzeczy ma być fakt, że Wraith wszystko zniszczyli i wszystkich zrównali do poziomu średniowiecza. Nieliczne wyjątki skończyły się wraz z nowym callingiem.
Tymczasem jak na mój gust to kiepska wymówka. Są setki możliwości, jak wprowadzić nową cywilizację w świat SGA i nie trzeba odwoływać się do egzotycznych pomysłów, jak gwiazdowcy czy replikatory. Siłą SG-1 było to, że w każdym odcinku mogliśmy zobaczyć nowy, intrygujący świat z ludźmi w roli głównej.
Postanowiłem to przerzucić do SGA, uwzględniając specyfikę tej galaktyki, gdzie planety nie są zapominane przez Wriath, jak to u nas goa'uldom się zdarzało.
Również zacząłem zastanawiać się nad strukturą polityczną samych Wraith. Jak dotąd mało o nich wiemy, a przecież czwarty sezon za nami. To już o goa'uld na tym etapie wiedzieliśmy znacznie, znacznie więcej. Wygląda to tak, jakby twórcy nie mieli szerszego pomysłu na tą rasę, że wypsztykali się w drugim sezonie.
W takim razie w ramach akcji "Atlantis-Sakramentos wie lepiej" postanowiłem rozwinąć i ten aspekt.
Frakcje Wraith
Wraith nie są monolitem. Nigdy nie byli. Są drapieżnikami terytorialnymi. Podstawowa struktura społeczna jest ogólnie znana-Wriath maja statki-roje, będące ich latającymi twierdzami. życie spędzają głównie na nich, czy to w stanie hibernacji, czy na służbie. Na planetach lądują z rzadka, są mobilni. Większość statków-roi ma swoja królową, choć to nie jest żaden wymóg. Są roje wraith składające się z jednego Ula (Hive shipa), są takie które mają wiele okrętów i wiele królowych, ustawionych w hierarchii. Najpotężniejsze mogą sobie pozwolić na luksus prowadzenia własnych działań, podporządkowując sobie słabszych. Roje rywalizują ze sobą od zawsze, gorąco zrobiło się podczas wojny domowej. Szczęśliwie dla Wriath udało się zaprowadzić jako-taki pokój i system rotacji, by wyżywić cała populację.
System władzy wriath jest prosty. Mamy dziesiątki frakcji-mniejszych lub większych. Potencjalnie każda królowa może stworzyć swoją fakcję. Kilka frakcji jest szczególnie ważnych i istotnych. Najważniejszą rolę odgrywali strażnicy, będący architektami rozejmu i rozjemcami czasu pokoju. To oni dbają o statki-ule, rozwijają technologie, pilnują stanu technicznego urządzeń. Strażnicy to luźna grupa składająca się z wraith wyższego rzędu z różnych frakcji. Strażnikami rządzi jedna królowa, która pochodzi z frakcji historycznie odpowiedzialnej za zjednoczenie.
Frakcje Wraith przedstawiają się następująco:
Strażnicy: jak wspomniano wyżej. Pilnują stanu technicznego wszystkich flot, rozwijają technologię. Większość jest stale aktywna. Składają się z Wraith wyższego rzędu od każdej frakcji. Nie podlegają rotacji, ich liczba jest uzupełniana w razie potrzeby podczas kolejnych kolejek wybudzania. Ich lojalność wobec królowej jest bezwarunkowa jeśli ich własne królowe pozostają w hibernacji. System rotacji aktywnych uli zapewnia, że nigdy większość strażników nie jest pod wpływem swoich oryginalnych królowych.
Królowa która rządzi strażnikami ma swoją własną frakcję. Jest jedną z najstarszych władczyń Wraith, będącą z nimi od początku. To ona poprowadziła swoich ziomków przeciwko Renegatom i to jej frakcja rozdzielała technologie pozyskane od Renegatów. Ta przewaga pozwoliła jej zakończyć wojnę domową i wynegocjować względny pokój.
Ewolucjoniści: to nie tylko frakcja, to również system wierzeń Wriath. Ewolucjonizm nie polega na tym, jak mogłaby sugerować nazwa, iż Wriath dążą do pokoleniowego samodoskonalenia się. Przesłaniem ewolucjonistów jest osiągniecie wyższego poziomu istnienia poprzez selektywne dobieranie pokarmu. Według tej ideologii Wraith osiąga wyższy poziom samoświadomości i istnienia, pożerając istoty lepsze, wartościowe, uduchowione lub wyżej wyewoluowane itp. Ewolucjoniści wierzą, że pożerają dusze i w ten sposób przejmują najlepsze cechy pożartego, zbliżając sie powoli do boskości, idealności. Wśród ewolucjonistów wysokie miejsce w hierarchii pokarmu zajmują ludzie tacy jak filozofowie, artyści, naukowcy-wszyscy aktywni ponadprzeciętnie. Następnie wyżej stoją wriath a na końcu-Pradawni.
Ewolucjoniści podchodzą więc do kwestii żywienia wybrednie. W myśl ich doktryny pokarm nie może być hodowany sztucznie, musi "biegać luzem"-tylko ci którzy osiągają swój poziom egzystencji samodzielnie, mając wolną wolę, stanowią wartość dla ewolucjonisty. Wriath wierzący w tą ideologię są przekonani, że nie mogą jeść "nieczystych" jeśli nie chcą zniżyć się do ich poziomu. Niektórzy wierzą, że wystarczy choć raz spróbować "niegodnego", aby zatrzymać sie w duchowej ewolucji.
Ewolucjoniści nieufnie podchodzą do techniki nieopartej na bioinżynierii.
Technokraci: to również ideologia spajającą wiele frakcji. Podejście uli wyznających ta doktrynę jest inne niż ewolucjonistów. Nie rozróżniają pokarmu tak jak poprzedni. W casie wojny domowej hodowali ludzi w inkubatorach na cele spożywcze. Obecnie nie robią tego w ten sposób-efekt kompromisu z ewolucjonistami. Prowadzą "kontrolowaną hodowlę" ludzi na wybranych planetach. To oni prowadzili badania na anthosianach, by uczynić ich lepszym źródłem pokarmu.
Buntownicy: mała frakcja, obecnie prawie nieistniejąca. To Wraith których królowe osiągnęły zjednoczenie z żywostatkami. Wyginęli prawie całkowicie podczas wojny domowej. Uznani jednogłośnie przez inne frakcje za groźnych odszczepieńców, są w symbiozie z swoimi okrętami (tak jak to chciał inwe mniej -więcej). Symbioza z statkami daje im znacznie większe zdolności telepatyczne. Są w ciągłym ruchu i ukryciu, obawiając się odnalezienia i eksterminacji.
Czciciele: to nie wriath, lecz ludzie którzy oddali się na ich służbę. Czciciele to nie jest jednorodna formacja, gdyż ich pobudki i cele są różne. Generalnie jednak nie mają wpływu na decyzje wriath, uważają ich za istoty wyższe lub potężniejsze i przez to oddają się do ich dyspozycji, uznając za lepszych od siebie. To mieszanina fanatyków, konfidentów i zwykłych sukinsynów. Cześć jest pod kontrolą Wriath-osiąga się to dzięki wytworzeniu subtelnej empatycznej więzi, która jest możliwa po aplikacji specjalnego środka wpływającego na centralny układ nerwowy. Czciciele to też zwykli najemnicy lub ludzie, którzy "nie mieli wyboru". Tak więc jest to zbieranina dosyć różna i niejednorodna, choć ogólnie więcej jest wśród nich tych, którzy oddali się na służbę dobrowolnie. Istnieje planeta, która regularnie dostarcza zasobów ludzkich na służbę. To planeta Czcicieli. Unikają w ten sposób callingu.
Wierzenia Czcicieli to mieszanina mistycyzmu, poddaństwa, wiary w wyższość wraith, ich boskość. Wątki mesjanistyczne w tej eklektycznej mieszance mówią, że wraith to kara zesłana na ludzkość, kara której trzeba się poddać, by przejść katharsis. Tylko poprzez pokorną służbę można odkupić grzechy przodków.
Czciciele dla wielu Wriath to co jak maskotki, domowe zwierzątka. Niewielu z nich dostępuje nagrody, polegającej na nadaniu im "szlachectwa"-polega ono na zmianie kodu genetycznego tak że osobnik upodabnia się w niektórych cechach do wraith, zwiększając przy okazji parametry fizyczne. Często jednak zamiast wrócić w chwale, po przemianie na swoją planetę, by tam zostać otoczonym szacunkiem i bojaźnią, kończą jako mięso armatnie lub na stołach laboratoryjnych. Często też przemienia sie ich w bezmyślnych żołnierzy stojących w hierarchii niżej od dron.
Ludzie
Ludzie na tysiącach planet przystosowali się do nowych warunków. Wiele cywilizacji zleciało do niskiego poziomu, wiele zapomniało o przeszłości. Ale są też i tacy, który oparli się regresowi a taże tacy, którzy podjęli walkę. Ludzie też na różne sposoby starali sie schronić i ukryć przed Wraith. Generalnie w Pegazie występują dwa rodzaje świadomości ludzi. Albo wiedzą, że kiedyś było inaczej, umieją obsługiwać Wrota, albo na odwrót-zapomnieli o przeszłości i w wielu przypadkach nie potrafią korzystać z systemu połączeń wormholi. Zdecydowanie jednak dominuje pierwsza opcja. Ta drug a występuje obficie na planetach, które Wrota mają na orbicie.
Ludzie różnią się bardzo kulturowo, cywilizacyjnie oraz podejściem do Wraith. Kilka istotnych planet i grup wymieniam poniżej:
Genii: nie trzeba ich przedstawiać. Są obecni na wielu planetach, ukrywają swoją prawdziwą naturę, prowadząc skryte życie w podziemnych kompleksach, wydrążonych głęboko w skale. Operują bronią palną i są na poziomie mniej-więcej takim, jak Ziemia przed II Wojną Światową. Rozwinęli projekt jądrowy, by móc walczyć z Wraith. Nieufni, podstępni, skryci. Działania prowadzą dzięki sieci naziemnych placówek, w których udają życie prostych wieśniaków. Ich rząd jest autokratyczny, społeczeństwo silnie zmilitaryzowane.
Mędrcy: to wędrowni nauczyciele, ścigani i zabijani przez Wraith i ich sługusów. Powierzyli sobie zadanie nauczania wszystkich którzy chcą się uczyć. Przekazują nie tylko najprostszą wiedzę i zamiłowanie do niej-pomagają też w odbudowie zniszczonych planet, rozwiązywaniu problemów, mediacji. Nauczają o świetlanej przeszłości Pegaza i prawdy o Wraith i ludziach. Głoszą też, że pewnego dnia powrócą przodkowie i pokonają Wraith, stwarzając tym razem świat idealny dla wszystkich. Wiedza, jaką dysponują dociera w okolice końca XIX stulecia maksymalnie-w większości jest pozbawiona przekłamań. Mędrcy nie mają żadnej planety, na której mieszkają, wybierają na swoich następców zaufanych ludzi. Jednak przekazuje się ustnie legendę, jakoby gdzieś znajdowała się opuszczona planeta, z której Mędrcy kiedyś uciekli. W wydrążonej "pustej górze" ma się znajdować ich świątynia mądrości, dokąd udają się tylko nieliczni z nich. Tam mają znajdować się skarby z przeszłości, dawno zapomniana wiedza, której nawet mędrcy nie rozumieją. Niechybnie, jeśli to miejsce istnieje, jest pozostałością po wysoko rozwiniętej cywilizacji ludzkiej. Możliwe, że to jakiś bank danych, albo stara baza wojskowa lub jakiś dawno opuszczony bunkier, laboratorium badawcze.
Mędrcy sami niekiedy prowadzą eksperymenty, badania w swoich skromnych zakresach. Ci, którzy osiadają gdzieś na dłużej prowadzą zawsze jakieś działania w tym kierunku. W osadach, w których mieszkają na stałe są uznawani za istotną część społeczności, prowadzą szkoły, doradzają etc. Jednak takie życie prowadzi naprawdę niewielu-to zbyt ryzykowne. Większość po prostu cyklicznie odwiedza planety, prowadząc swoje zajęcia. Są naturalnym celem dla Czcicieli i wszelkich grup religijnych, opierających swoje systemy wierzeń na założeniu, że Wraith to istoty wyższe.
Bulakai: przeciwieństwo mędrców. Barbarzyńcy, dizkusi. Znani z 3 sezonu. Dzicy, prymitywni, ale potrafią obsługiwać Wrota. Używają prymitywnej broni takiej jak łuki, proste kusze, miecze z łamliwej stali. Mówi się, że to kanibale. Opowieści o ich krwawych napadach są znane na prawie każdej planecie na której ludzie potrafią obsługiwać Wrota. Nienawidzą Wraith, choć wielu uważa, że są na ich usługach. Prawda jest jednak inna-sa tępieni zwłaszcza przez Ewolucjonistów, którzy uważają, że należy oczyścić zasoby pokarmu z tak niskiej jakości jednostek które dodatkowo mogą zniszczyć wartościowe dusze. Bulakai dzielą sie na wiele szczepów, często z sobą walczących. Osiedlają się na niezamieszkałych planetach, które mogą bardzo szybko opuścić, wiec trzymają się w pobliżu Wrót. Często zmieniają miejsce pobytu wiedząc, że zostanie na dłużej w jednym miejscu to pewna śmierć z rąk Wraith. Gardzą osiadłymi rolnikami, nazywając ich tchórzami lub "mięsem"-ponieważ są pokarmem dla wriath pozostając niemobilni, licząc na to, że podczas callingu Wriath zjedzą sąsiada, a nie ich. I faktycznie-niekiedy pożerają swoich wrogów, ale tej praktyki nie stosują do nikogo innego oprócz swoich. Wszystkie ludy osiadłe darzą głęboką pogardą.
Nomadzi: również nie mają stałego miejsca pobytu. Są czymś takim jak Cyganie na Ziemi z tym, że mają na swoje usługi technologię. Podróżują w karawanach składających się z pojazdów kołowych napędzanych silnikami elektrycznymi, czasem spalinowymi. Często korzystają też z zwierząt jucznych. Dzielą się na plemiona, które generalnie pozostają ze sobą w dobrych stosunkach, choć nie zawsze. Ważną strukturą społeczną jest dla nich rodzina oraz klan. Dysponują bronią palną o bardzo dobrych osiągach, jak również przenośnymi wyrzutniami granatów, minami, ręcznymi wyrzutniami rakiet, karabinami maszynowymi. To coś takiego jak Mad Max w realiach Pegaza. Nomadzi rzadko zostają na danej planecie dłużej niż parę lat. Teraz, kiedy Wraith przebudzili się, są w ciągłym ruchu.
Minersi: powierzchnia ich planety to pustynia, wszystko zostało przez Wraith zrównane z ziemią. Ludzie skryli się więc głęboko pod powierzchnią, używając szybów kopalń. Przez tysiąclecia kopali coraz głębiej i głębiej, tworząc gigantyczną sieć korytarzy, jaskiń. Żyją cały czas pod ziemią. Poziom technologii mają mniej więcej taki, jak genii z tym, że takie produkty jak broń palna czy wyroby przemysłowe są u nich rzadkością. Wraith przenieśli Wrota z powierzchni w głębiny korytarzy i często urządzają sobie polowania na minersów w tym labiryncie. Ta społeczność ludzi nie ma prawie w ogóle kontaktu z innymi planetami. Sporadycznie któryś z nich przeszedł przez Wrota lub jakimś cudem wyrwał się z rąk Wraith-na przykład został runnerem (chociaż co to za rodzaj ucieczki?). Generalnie nie potrafią korzystać z Wrót, ta wiedza jest zakazana.
Shipersi: gdy wraith zalali galaktykę, byli pierwszymi ofiarami. Część społeczeństwa uciekła z masakry w potężnym habitacie, wykutym wewnątrz asteroidy, zamienionej w gigantyczny statek z hipernapędem. Wyposażyli się w Wrota z przesłoną i podróżowali od plaety do planety. Jednak z czasem oświeceniowe społeczeństwo zdziczało, wypaczyło idee z przeszłości. Władze przejęła kasta kapłanów, jedyna mająca wiedzę niezbędną do operowania statkiem. Prowadzą sporadyczny handel z innymi planetami. Technika, w którą jest wyposażony habitat jest zaawansowana znacznie powyżej ziemskich standardów. Dla przypadkowego obserwatora społeczeństwo shipersów wygląda na spokojne , pokojowe z jednym problemem-systemem kast. Jednak w istocie na habitacie panuje terror-kapłani są panami życia i śmierci, panuje kult "wielkiej pustki"-czyli próżni kosmicznej. Kapłani wpoili reszcie wiarę, że habitat to cały świat. Tylko wąskie grono kapłanów ma dostęp do Wrót i ma kontakty z światem zewnętrznym. Panuje ścisła kontrola urodzeń oraz zasada "pięćdziesięciu tysięcy". Oznacza ona, że populacja nie może przekroczyć tego progu. Jeśli rodzi się nowe życie, ktoś inny musi je stracić-ma to swoje uzasadnienie w wytrzymałości ekosystemu habitatu. Habitat ma zaawansowaną broń oraz potężne osłony. Jest w stanie walczyć z Hive Shipem i wygrać bez problemu dzięki laserowi grawitacyjnemu ("jednym strzałem"). Nie byłby jednak w stanie poradzić sobie z większą flotą Wraith. Sami Wraith zaś są złymi demonami pustki, sługami entropii-kapłani nie omieszkają pokazać ludowi każdej zwycięskiej potyczki.
Manipulaci: planeta tych ludzi jest gęsto zaludniona-to jeden z najludniejszych światów Pegaza, miliard istnień. Planeta jest pod władza jednego rządu, technologia jest zaawansowana do poziomu ziemskiego przełomów XX i XXI wieku. Społeczeństwo nie ma pojęcia o istnieniu wraith, Wrót jak i też innych cywilizacji. Jednak Wraith wiedzą o tej planecie. Zawarli układ z władzami planety, którzy są zobowiązani dostarczyć im wymaganą ilość ludzi w danym terminie. władze osiągają to poprzez ukartowane katastrofy naturalne, wypadki. Jest to łatwe, gdyż kontrolują przepływ całej informacji. Kupują sobie spokój kosztem tysięcy istnień rocznie. Jednak po przebudzeniu Wraith wymagania wzrosły i rząd jest zmuszony zsyłać coraz to większe "klęski żywiołowe" na planetę. Są tajemnicze zniknięcia i cała sprawa jest coraz trudniejsza do ukrycia. Wrota są zawieszone na orbicie.
Hodowlani: jest wiele takich kultur w Pegazie. Wszystkie są takie same w gruncie rzeczy, różnia sie szczegółami. Ludzie żyją tam w wydawałoby się komfortowych warunkach. Żyją w ogromnych kompleksach mieszkalnych z ogrodami, funkcjonalnymi budynkami. Infrastruktura zapewnia im rozrywki, edukację na mizernym poziomie, jedzenie. Ludzie ci są na poziomie umysłowym dzieci najwyżej, naiwni i nieświadomi prawdy o świecie, w jakim żyją. A są po prostu hodowlanym żarciem dla Wraith. Posłuszni, potulni, dają się łatwo kontrolować. Zmodyfikowani genetycznie, by być wyjątkowo podatnym na telepatię Wraith. Oczywiście zdarzają się nieliczne wyjątki, ale takich się szybko pozbywa z hodowli. Wraith mają pełną władzę nad środowiskiem, w którym żyją Hodowlani. W niektórych hodowlach wraith czasami pozują na dobre istoty i wchodzą w interakcję z Hodowlanymi. W wielu Hodowlach prowadzi sie badania genetyczne i eksperymenty na ludziach. Typowa hodowla to zamknięty kompleks o powierzchni do miliona kilometrów kwadratowych, często spowity zasłoną holograficzną, generowaną przez urządzenie znajdujące się gdzieś w okolicy lub na orbicie-sprawiające, że dla Hodowlanych niebo zawsze jest wolne od podejrzanych obiektów i zdarzeń. Są też hodowle całkowicie zamknięte, ale wtedy mają mniejszą ilość ludzi na stanie. W typowej hodowli żyje do dwóch milionów ludzi. Hodowle prowadzą tylko technokraci.
Separaci: cywilizacja wysoko zaawansowana, świadoma istnienia Wraith, ale bezpieczna od ich interwencji. Jeszcze gdy Pradawni walczyli z lifesuckers Separaci użyli całej swojej wiedzy i zasobów, by zdestabilizować hiperprzestrzeń wokół swojego systemu gwiezdnego. Obecnie podróż do ich przestrzeni jest niemożliwa-grozi zniszczeniem okrętu. Separaci niegdyś tworzyli cywilizację o bardzo wysoko postawionej technice i wiedzy. Nadal są zaawansowani, ale efekt postawienia bariery był druzgocący również i dla nich-odciął ich paletę od kolonii, dostarczającej surowców. Przemysł stanął, musieli się na nowo przystosować do nowych warunków. Wprowadzono masowy recykling materiałów, przestawiono się na technologie nie niszczące zasobów. Wrota zakopano. Bariera zniekształconej hiperprzestrzeni otacza ich system gwiezdny od granic układu do 5 lat świetlnych. Wraith, jeśli chcieliby pokonać ten dystans, musieliby tego dokonać w normalnej przestrzeni. Nie oznacza to jednak, że nie próbują lub nie próbowali.
Separaci uruchomili niedawno Wrota, zmusiły ich do tego realia-przy tak ograniczonych surowcach przypadkiem doprowadzono do katastrofy, która zaburzyła kruchą ich równowagę na planecie. Poza tym Wraith w efekcie przebudzenia i braku odpowiednich zasobów żywnościowych wysłali potężna flotę przez normalna przestrzeń w kierunku ich planety. Chcąc się bronić, Shieldersi muszą znaleźć nowe zasoby, które mogliby konwertować na broń. By utrzymać się przy życiu postanowili szukać wsparcia w galaktyce.
Shieldersi: kolejna planeta ciesząca się względnym spokojem. Planetę ochrania urządzenie pradawnych, zasilane ZPM. Wykrywa ono natychmiast zbiżające się okręty Wraith i włącza planetarną osłonę jeśli to potrzebne. Generuje też mordercze impulsy energii, niszczące każdy podejrzany obiekt. Shieldersi jednak nie spoczęli na laurach. Wiedzą, że jeśli Wraith będą chcieli, to ich dopadną. Dlatego starają się nie przekraczać pewnego poziomu technologicznego i populacji, aby nie stać się celem na tyle kuszącym, by usprawiedliwić wysokie koszty interwencji. Wrota wyrzucili na orbitę własnym sumptem. Mają zaawansowaną elektronikę, budują komputery bardziej zaawansowane od ziemskich (możliwe, że również kwantowe) całkiem nieźle znają się na genetyce i medycynie-wszystkie te dziedziny stoją u nich wyżej, niż u Tauri. Zabroniony jest rozwój fizyki i zbyt zaawansowanej inżynierii, choć teoretyczne badania na tym polu nie budzą sprzeciwu. Dominują małe wioski po paręset mieszkańców maksimum. Przyjęli podobną nieco taktykę do genii, by z orbity wydawało się, że nie są za wysoko rozwinięci. Tak wiec choć zwyczajny dom jest okryty strzechą (przykrywającą szczelny dach z prefabrykatów) to jednak w środku na pewno znajdziemy komputer podłączony do lokalnej sieci informatycznej.
Travelersi: tych już znamy, pokazali się w 4 sezonie. Jeden z nieszczęsnych sojuszników Wraith, który przejechał się na sojuszu. Travelersi uciekli przed eksterminacją dzięki swojej potężnej, zaawansowanej technicznie flocie. Przez dziesiątki pokoleń unikali Wraith,operując z ukrytych baz zaopatrzeniowych. Wraith jednak w końcu je odnaleźli i zniszczyli. Do tej pory Travelersi są tułaczami pozbawionymi możliwości odnowy i naprawy swoich okrętów, których stan coraz bardziej się pogarsza. Mimo kontoli urodzeń brakuje im coraz bardziej miejsca, a boją się osiedlić gdzieś na stałe. Skaczą od systemu do systemu, prawie w ogóle nie mają placówek czy baz. Handlują "z ukrycia" i tylko z zaufanymi partnerami. Wymieniają głównie produkty przemysłowe-proste-na jedzenie, ubrania, surowce. Odkryli dryfujący w przestrzeni okręt pradawnych i ostatnio dzięki "mimowolnej" pomocy tauri zdołali go uruchomić.
Zanim Tauri wpadli na Travelersów, spotykali okazyjnie na planetach dowody ich istnienia-towary zbyt zaawansowane, by mogły je wytworzyć miejscowe, proste kultury. Próby nawiązania kontaktu jednak spełzły na niczym.
Dopplerzy; albo doppelgeangerzy, zmiennokształtni. Pozostałość po cywilizacji ludzi biegłych w manipulacjach genetycznych. Przekształcili się tak, by móc wtopić się w dowolne otoczenie. Potrafią udawać z sukcesem tak Wraith jak i zwykłych ludzi, mają zdolności telepatyczne. Dzięki temu są w stanie udawać prawie każdego i nawet infiltrować roje Wriath. Jednak łatwo ich wykryć, jeśli są nieostrożni. Swoich zdolności używają by uciec przed callingami. Nie żyją w grupach, są samotnikami, odnajdują się dzięki swoim telepatycznym zdolnościom, by na krótko wiązać się w pary i przedłużyć gatunek. W krzyżówkach z ludźmi są bezpłodni. Są wybitnie inteligentni, ale udają głupszych. Mają też sporą wiedzę naukową-przekazują ją nie w formie ustnej, ale dzięki przekazom bezpośrednio do mózgu. Żyją znacznie dłużej niż przeciętny człowiek-nawet do 300 lat. Wriath bardzo rzadko udaje się wykryć mimika, bardzo zależy im na żywych osobnikach-dzięki ich materiałowi genetycznemu zyskaliby agentów idealnych. Jednak każdy doppler po złapaniu, nie mając szans na ucieczkę, uruchamia tzw. grim trigger, który jest rozkazem centralnego układu nerwowego do każdej komórki ciała, aby rozpoczęła przyśpieszoną degenerację i rozpad. Przed Wraith dopplerzy byli szpiegami na usługach wysoko zaawansowanych cywilizacji ludzkich, potem byli używani do infiltracji Wriath.
Artyfiści: również pozostałość po epoce sprzed Wraith. Mają sieć tajnych placówek w różnych zakątkach galaktyki, zaawansowaną technologię. Przerzucili swoją świadomość z ludzkich ciał do sztucznych zamienników (coś podobnego było w pierwszym sezonie SG-1, w "Tin Man"). Kiedy to możliwe i bezpieczne, szkodzą Wraith z ukrycia. Ale nie mają skrupułów, uważają sie za coś lepszego od zwykłych ludzi, śmiertelników. Są w stanie budować "nowe modele" jak i replikować stare w razie śmierci-od ostatniego zapisu pamięci (i nie, nie jest to zżyna z BSG smile.gif )
Spadkobiercy: obok Travalersów, artyfistów i Genii chyba najaktywniejsza grupa ludzka w Pegazie i najpotężniejsza. To ci ludzie, którzy nie poddali się, mieli bliskie kontakty z Pradawnymi, mają gen aktywujący ich urządzenia. To dawni sojusznicy Pradawnych. Nie złożyli broni, zeszli do podziemia. Trzymają pieczę nad porzuconymi placówkami Pradawnych, poszukują ich tajnych baz i projektów, kolekcjonują urządzenia i technikę. Sa rozsiani po galaktyce, dysponują technologią Pradawnych, czy raczej tym, co po niej zostało i co potrafili odnaleźć i uruchomić przy okazji pojmując do czego to służy. W moim zamyśle trafili oni nawet na Atlantis i w momencie przybycia do miasta Tauri mieli tam swoją własną grupę badawczą. Nie wykluczone, że Spadkobiercy mają dostęp do okrętów i zaawansowanej broni-jest to bardzo prawdopodobne. Potrafią konstruować bardzo zaawansowane ładunki termojądrowe, dostosowane do działania w warunkach próżni. Ziemską broń tego typu uważają za niezmiernie prymitywną.
Ukryci: kolejna z pozostałości po cywilizacji ludzkiej z okresu wojny z Wriath. Użyli oni zaawansowanej techniki kamuflażu, by ukryć kilka miast i kompleksów o znaczeniu strategicznym, które potem systematycznie przenosili pod ziemię. Zaawansowana kultura o wysoko postawionej technice, stabilnej populacji liczącej kilkaset milionów ludzi, rozsianych po podziemnych miastach na całej planecie. Ukryci użyli zasady 'najciemniej pod latarnią" i pozwolili, by na powierzchni ocalała dostateczna ilość ludzi na prymitywnym poziomie rozwoju. Dzięki temu Wriath traktują planetę jako spacyfikowaną, jako źródło żywności, a nie kłopotów. Dlatego nigdy nie starali sie zbadać jej dokładniej. Ukryci wykorzystali swoją zaawansowana technikę do manipulacji resztkami ludzi, by zahamować ich rozwój, tworząc opresyjne społeczeństwo kastowo-feudalne, trzymane w niewiedzy co do przeszłości planety, kształtu świata etc, jak też istnienia Ukrytych. W tym czasie Ukryci prowadzą spokojne, dostatnie życie i cierpliwie budują swoją naukę, wiedząc że w końcu osiągną taki jej poziom, że nie będą musieli się więcej obawiać Wriath. Ale na razie ten cel jest jeszcze daleki.
Ukryci często manipulują społeczeństwami "na górze" dla socjalnych eksperymentów na żywej tkance społecznej-często z tragicznym skutkiem. Nie traktują ludzi z powierzchni jako godnych uwagi lub w jakikolwiek sposób równych im-kwestia "praw człowieka" to dla nich rzecz z kosmosu. Co w połączeniu z tauri należy rozumieć dosłownie.
Społeczeństwo Ukrytych jest przekonane, że ludzie z powierzchni to ludność napływowa, prymitywna ponad wszelkie wyobrażenie, dzika i nie mająca z nimi nic wspólnego. Prawda jest jednak taka, że to resztki ocalałych ludzi z pogromu, jaki urządzili tysiące lat temu Wraith, których potem cichcem użyto do stworzenia całej tej fasady, zasłony dymnej. Ujawnienie tego faktu mogłoby wstrząsnąć społeczeństwem Ukrytych.
Starcy: jest wiele metod, by uniknąć losu większości ludzi w Pegazie, stających się daniem głównym Wraith. Jedni uciekają pod ziemię, drudzy udają nieszkodliwych, inni uciekają w przestrzeń, jeszcze inni zawierają sojusze z Wraith, a jeszcze inni starają się być w ciągłym ruchu. Są jednak tacy, którzy postanowili uczynić się dla Wraith po prostu niestrawnymi. W historii było wiele takich przypadków, ostatnio z Hoffanami. Zawsze jednak kończyło się to smutno-Wraith niszczyli wtedy taką cywilizację bez litości, jako nieprzydatną a potencjalnie niebezpieczną. Jednak jest jeden przypadek w Pegazie, który jest wyjątkiem od tej reguły. To Starcy. Ta kultura manipulowała DNA ludzkim w ten sposób, by sprawić, aby człowiek stracił to, co żywi Wraith w maksymalnym stopniu, przestając być dobrym źródłem pożywienia. Efektem było gwałtowne fizyczne postarzenie się populacji i pogorszenie ich ogólnego stanu zdrowia, coś w rodzaju "łagodnej" i sztucznie wywołanej progerii. Ludzie przestali być dobrym źródłem energii dla wraith, ale w ten sposób stali się też celem. By zapobiec eksterminacji Starcy weszli w układ z wraith-dostarczali im tego, co chcieli, stali się ich agentami w galaktyce. W przeciwieństwie do czcicieli nie mają sentymentu do wraith, nie traktują ich jak bogów czy istoty wyższe. Współpracę traktują jako zło konieczne z braku alternatyw. Służa jako szpiedzy, łowcy z technologicznymi zabawkami, naukowcy na usługach Wraith. Zamieszkują kilka planet, często wtapiają sie chichem w lokalne społeczności. Choć ich ciała wyglądają jakby należały do starców praktycznie się nie starzeją, utrzymując cały czas ten sam wygląd i sprawność. W teorii osiągnęli nieśmiertelność, ich ciała nie degenerują się już bardziej, w praktyce jednak nie ma starszych osobników niż tysiąc-półtora tysiąca lat głównie ze względu na to, że mają ogólnie niski poziom zdrowia, a siła statystyki jest nieubłagana-zawsze zdarzają się jakieś pechowe wypadki,a tryb życia sprawia, że ich mizerne zdrowie jest jeszcze bardziej nadwyrężane. Tak więc pwodem śmierci są przeróżnego rodzaju choroby, tryb życia etc. choć teoretycznie mogą żyć wiecznie. Starcy dysponują swoją własną, niezbyt liczna, flotą, składająca się głównie z małych okrętów oraz skoczkopodobnych wahadłowców o krótkim zasięgu. Swoje własne braki fizyczne rekompensują technologią. Póki starcy są przydatni, niezbyt liczni i poddają sie kontroli Wraith (np. wszystkie ich statki mają nadajniki pozycyjne i układy podporządkowujące, implanty uśmiercające), tedy pozwala się im żyć. Wraith wiedzą, że Starcy prowadzą swoje własne gry i intrygi niekiedy przeciwko nim, ale różnica sił jest tak wielka, że wiadome jest, że nie odważą się sprzeciwić Wraith, a w razie konieczności ci mogą bardzo szybko pozbyć się zagrożenia.
Oprócz tego w Pegazie jest mnóstwo średnio zaawansowanych planet oraz społeczności prymitywnych, na poziomie średniowiecza. Sporo z nich ma ze sobą trwała łączność dzięki systemowi Wrót, istnieją też ponad planetarne sojusze i federacje, ale raczej luźne. Wiele społeczności unika Wrót, jeśli to możliwe i jest nieufnych wobec tych, którzy przez nie przychodzą. Wraith są ważnym składnikiem religii w wielu kulturach, często widziani jako demony karcące ludzi za grzechy przeszłości-grzech pychy, grzech pierworodny itp. Przesądy są dosyć powszechne, jak na przykład wiara, że specjalne talizmany lub amulety chronią przed Wraith, albo że jeśli przed callingiem wysmaruje się drzwi domostwa krwią jakiegoś szczególnego zwierzęcia, tedy uniknie się losu bycia wziętym przez Wriath.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 16.05.2008 - |17:54|
Winchell Chung
#117
Napisano 18.05.2008 - |13:26|
ewolucjoniści strasznie podobni do ziemskich kanibali(no wiesz-zadając serce zabitego wroga... etc.);
Dopplerzy i Starcy-świetne pomysły bez dwóch zdań;
IMHO można by pokombinować jeszcze np., że w obrębie czcicieli istnieje frakcja szpiegów np. Genii, których zadaniem jest informowanie o "żniwach", wykradanie technologii i szpiegowanie Wraith; albo, że cali ci Czciciele to prowokacja jednej z grup mająca w ostatecznym celu doprowadzić do upadku upiorków;
luźna myśl:
frakcje wśród Gwiazdowców(może jakaś szalona sekta religijna albo coś w ten deseń
Użytkownik inwe edytował ten post 18.05.2008 - |13:57|
Est modus in rebus
Horacy
Prawda ma charakter bezwzględny.
Kartezjusz
Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.
C.S. Lewis
#118
Napisano 19.05.2008 - |22:49|
Sporo z kultur, które zaprezentowałem to pomysły na one-shoty z konsekwencjami, ale przyznacie chyba, że budują one tak potrzebne w serialu zróżnicowanie. Pomysły niektóre są obliczone właśnie na one-shoty, inne natomiast na motywy powracające. Razem maja stworzyć bogaty i różnorodny świat SGA-bo ile można oglądać wieśniaków.
Pomysł z Genii myszkującymi wśród czcicieli jest fajny, podoba mi się, to do nich podobne. Natomiast co do wchodzenia w podziały gwiazdowców, to no cóż-wychodzę z Lemowskiego założenia, że tego się nie dowiemy, bo są zbyt obcy. Motyw bariery komunikacyjnej i niemożności pojęcia, o co tak naprawdę obcym może chodzić zawsze mnie kusił. Ale jak ktoś ma ciekawy pomysł, niech wali.
A teraz coś, and czym myślałem trochę, czyli Pradawni-konflikt między Ori a Alteranami.
Nie miałem siły rozpisywać się szczegółowo, wchodzić w niuanse. Zakładam, że informacje z SG-1 są aktualne, ale teraz je uzupełniam i wyjaśniam.
Czytelnicy zapewne zauważą, że dokonałem odwrócenia kota ogonem-zawsze mnie bowiem rajcowało takie oszukiwanie, wpuszczanie w kanał. Stawiałem sobie pytanie "A co jeśli to Ori maja rację?" albo "A co jeśli jednak Alteranie to świnie?". Chciałem ponadto dać konfliktowi A-O jakiś ciekawszy wymiar. Brednie o konflikcie religii z nauką mi sie osobiście przejadły i są tak aktualne w moim mniemaniu jak ptolemejski model Układu Słonecznego-bardzo prosty, kuszący, ale jakże błędny. Tym bardziej, że po obejrzeniu "Ark of truth" po prostu mi ręce opadły-nie jestem w stanie pojąć tego, jak ori ascendowali, i o co im tak naprawdę chodzi, to sie kupy po prostu nie trzyma.
Odrzuciłem więc religię i założyłem, że Pradawni oparli się na nauce. Ale jak to czasem bywa, nawet jeśli dane są te same, to ich interpretacja różna. Moja ambicją było doprowadzić do tego, by obie strony konfliktu miały swoje racje, by nie były czyste i nieskalane a jednocześnie by je po trosze usprawiedliwić.
Wszyscy zapewne znają klasyczny dualistyczny układ znany z Babylon 5, Vorloni vs Cienie. Tam to była cześć wielkiego planu, który przez eony zmienił się razem z jego wykonawcami. W Babylon 5 rasy wyższe manipulowały innymi w wielkiej ideologicznej walce, która miała być impulsem do rozwoju innych gatunków, ale z czasem stała sie po prostu niekończącym się sporem. U Pradawnych zmieniłem ognisko zainteresowań-przeniosłem je z innych ras na samych siebie. Efekty można zobaczyć poniżej.
Przyznaję, że z tekstu nie jestem do końca zadowolony, ale nie mam czasu ani siły pisać encykliki na 10 tysięcy słów tym bardziej, że jestem fleją i dyslektykiem i poprawianie takiego tekstu mrozi mnie po sam czubek głowy. Zamiast tego jestem gotowy odpowiedzieć na każde pytanie i wątpliwości.
Pradawni: Ori vs Alteranie, czyli rodzinna kłótnia o prawa ewolucji
Los ludzi i Pradawnych jest ze sobą spleciony. Ludzie to druga ewolucja Pradawnych, krocząca swoją własną drogą. Oba gatunki powstały na Ziemi, a przynajmniej wszystko na to wskazuje.
Pradawni przed milionami lat rozwinęli się i stworzyli swoją cywilizacje, opanowaujac Ziemiea wkrotce skald słoneczny i okoliczne gwiazdy. Nade wszystko umiłowali wiedzę i uczynili z niej główny powód swojego istnienia. Wiedza pozwalała im napędzać społeczeństwo i wiedza przyczyniła się do powstania wielkiego pęknięcia ideologicznego w społeczeństwie Pradawnych.
Pradawni rozpoczęli kolonizacje galaktyki i stwierdzili, że fenomen życia, zwłaszcza myślącego, jest niezmiernie rzadki. Ziemia nie była wyjątkowa, ale Pradawni-tak. Ta samotność zaciążyła na ich światopoglądzie i kulturze, prowadząc do rozwoju dwóch ideologii. W myśl pierwszej rozwój życia na planetach, w tym Ziemi, wcześniej czy później doprowadzi do stworzenia kolejnych gatunków myślących. Rolą Pierwszych, Pradawnych, jest usunąć się wtedy w cień, aby nie doprowadzić nawet niechcący do ich zagłady. Doświadczenia z ekspansji na terenie Ziemi, a potem galaktyki nauczyły Pradawnych, że silniejszy gatunek często niszczy słabsze, uniemożliwając im rozwój poprzez swoją dominacje. A uznawali za imperatyw chronienie życia i jego rozwoju gdziekolwiek to możliwe. Uznawali, że ingerencje w stan rzeczy nalezy ograniczyć a potem wyeleminować gdy tylko stanie się to możliwe, by nie szkodzic innym gatunkom. Powód był prosty-pradawni byli ostatnim ogniwem ewolucji i aby nie zmiażdżyć nowych kiełków życia, musieli usunąć się w cień.
Prawdopodobieństwo ewolucji nowych gautnków, w tym myślących, nie naapawało tej grupy Pradawnych przesadnym optymizmem. Owszem, uważano że to kusząca perspektywa, ale również uważano, ze to bardzo niebezpieczne. Uznano, że aby Pradawni mogli przetrwać, będą musieli zawsze być o poziom wyżej od innych ras, o krok dalej. Tylko w ten sposób będą mogli bronić się przed nieuchronną ektsterminacją-albo siebie albo innych, nawet mimowolna. A więc zasada była prosta: nie mieszac się, nie interweniować, badać, pozwolić na wolny, własny rozwój. Jednocześnie uznano, że należy zachować wieczystą dominacje, aby samemu nie zostać zniszczonym. Esencją postępowania wobec życia i jeog licnzych form winna być nauka i ostrożne poznanie pozbawione uprzedzeń, chłodna kalkulacja i rozum. Tylko poprzez badanie układu można poznać jego cel i sposób działania-zabronione było nadmiernie przy nim eksperymentowanie.
Takie było stanowisko grupy, zwanej Alteranami, czyli alternatywa dla drugiej opcji, która poprzedzała tą doktrynę. Druga, pierwotna grupa, byli Ori.
Ori wyszli z tych samych założeń o ewolucji, dominacji gatunków. Jednak w przeciwieństwie do swoich późniejszych przeciwników uważali, że ich gatunek, będąc pierwszym, ma zupełnie inne powinności. Winien stac się drabiną, rusztowaniem, katapultą dla następnych ras. Obowiązkiem Pradawnych nie jet tylko szanowanie życia i unikanie jego niszczenia, obowiązkiem jest jego krzewienie i pomoc w każdej formie. Pochodne od tej koncepcji są idee „wielu braci”, czyli ponad gatunkowego społeczeństwa, zjednoczonego nadrzędnym celem szerzenia życia w każdej formie. Jak potem zobaczymy pewne elementy tej ideologii przeszły miliony lat potem do Alteran, którzy ze względu na swoją mentalność, odrzucali istnienie dogmatów i prawd niezbywalnych, dlatego byli w stanie dokonać rewizji swojego postępowania.
Jeśli sprowadzić Alteran i Ori do najprostszych porównań, tedy Alteranie to naukowcy i leseferyści, a Ori to keynesiści i idealiści-dogmatycy. Jedni chcą pozwolić życiu na swobodny rozwój, drudzy uważają, ze ich obowiązkiem jest życie krzewić, wspierać i na nie wpływać, by rozwijało sie jak najlepiej i najszybciej. Alteranie taka myśl uznają za niemoralną, Ori zaś-za nakaz, obowiązek. Choć z czasem pozycja Alteran nieco zmiękła i zaakceptowali oni pewien stopień interwencji, jak również w czasie swojego pobytu w Pegazie implementowali ziemski model życia gdzie tylko sie dało, po ascendajci jednak zmienili sowje podejście, uznając, że to, co było dozwolone poziom niżej nie jest dozwolone im. Z szacunku dla innych form życia nie mogą się wtrącać.
Cywilizacja Pradawnych rozwijała się, a polaryzacja społeczeństwa postępowała. Początkowo tylko filozoficzne idee, po tysiącach pokoleń drogi Ori i Alteran stały się bardzo zróżnicowane i wpływowe, wykraczające poza czysto naukowe dysputy, wchodzące w sens egzystencji jako takiej. Gdy kolonizowano galaktykę i wynaleziono pierwsze Wrota, Ori wysłali w wszechświat dwa okręty, jeden w celu implantacji życia, a drugi w celu jeog badania, instalujący jednocześnie nowe systmey Wrót na napotkanych planetach. Alteranie wsparli idee po wielu dyskusjach.
Choć tarcia zdarzały się wcześniej, do tej pory społeczeństwo Pradawnych pozostawało w jakiej-takiej zgodzie. Wojny nie przypominały ludzkiej krwawej łaźni i były bardzo cywilizowane w swojej formie. Wkrótce wszelkie rodzaje zorganizowanego konfliktu stały się pieśnią przeszłości. Do czasu jednak.
Pradawni intensywnie rozwijali wszystkie gałęzie nauki, jednocześnie przyśpieszając swoją własną ewolucję w ten sposób. Wiedzieli dokładnie, co robią-znali teorie wpływu kreowanego środowiska na jego twórców i nauczyli się powoli sterować tym procesem, tak by tworzone ułatwienia wspomagały ich naturalną ewolucje, przyśpieszały, ale nie zmieniały w drastyczny sposób. Teoretycznie przewidziano już wtedy możliwość ascendacji, ale idea była jeszcze w powijakach, a zrozumienie procesu-absolutnie poza zasięgiem. Jedna z gałęzi nauki, którą rozwijano, była cybernetyka, sztuczna intleigencja.
Pradawnych fascynowało tworzenie elektronicznych form życia, samoświadomych i dysponujących wolną wolą. Jednak ich fascynacja doprowadziła do tego, że powstał praktycznie nowy gatunek istot myślących, sztucznych, pozbawionych ciał myślących programów. Zrozumienie, że oto w tym samym środowisku żyje druga rasa istot myślących spowodowała wielką próbę całego społeczeństwa Pradawnych. Wybuchł konflikt między Ori a Alteranami o to, jak należy zareagować na nową sytuacje. Wkrótce okazało się że różnice poglądów i plany odnośnie AI są zbyt duże, polaryzacja zaszła za daleko. Wybuchła pierwsza od setek pokoleń wojna, nie z sztuczną inteligencją, ale o sztuczną inteligencje, o jej dalszy los. Alteranie byli zdecydowani wymazać AI w obawie przed zaburzeniem ich własnego rozwoju, ewentualnie skłonni byli ją odseparować i zatrzymać jej rozwój. Ori pragnęli zrobienia miejsca dla nowej formy życia i przyznawali jej te same prawa, co sobie. To wtedy ukształtowały się podstawy filozofii ewolucyjnej Alteran, pokutujące do dzisiaj.
Wbrew początkowemu układowi sił, zwyciężyli Alteranie. Przesiedlili nowo stworzoną rasę na osobna planetę i utrzymywali z nią dobre stosunki. Z Ori natomiast poróżnili się tak bardzo, że dalsza koegzystencja była niemożliwa. Ori, po przegranej wojnie i klęsce ideologicznej, dołożyli do swojej teorii ewolucji kolejny rozdział. Uznali, że nie tylko rozwój ciał wpływa na powstanie nowej rasy, również selektywny dobór kulturowy, dobór myśli może doprowadzić do powstania nowego gatunku-odrębnego nie cieleśnie, lecz duchowo, przez to determinującego jego dalszy fizyczny rozwój. Ori obwołali się osobną rasą i by nie wchodzić w niszczący konflikt z dominującym gatunkiem ideologicznym zdecydowali się opuścić najpierw Ziemię, a potem w ogóle Drogę Mleczną.
Tymczasem rasa powstała w wyniku rozwoju technologii Alteran spokojnie rozwijała się na oddanej im planecie. Pradawni-potem już tylko Alteranie-utrzymywali kontakt z tą społecznością (przesiedlnia dokonali Ori). Alteranie przysposobili sobie częściowo idee współpracy, koegzystencji między gatunkami od Ori, dlatego nie widzieli w tym niczego szkodliwego. Cywilizacja AI która wtedy powstała, to planeta znana z odcinka 4 sezonu „Entity”.
Fabularna furtka do ponownego odkrycia tego faktu jest prosta jak drut: replikatory. Po zniszczeniu Asuras jedynymi replikatorami ciągle żyjącymi będą buntownicy, szukający sposobu na ascendację. Brak sukcesów w tej dziedzinie tłumaczą sobie oni brakiem pierwiastka mistycznego, duszy. By ją zdobyć, ruszą do swoich przodków, istot z "Entity". Jeśli replikatory to forma idealna, to istoty z "Entity" są idealna treścią. Połączenie replikatora z oprogramowaniem da jednostkę zdolną do ascendacji. Tak więc w moim zamyśle buntownicy wybraliby się do Drogi Mlecznej. Ostateczna z nimi rozprawa miałaby miejsce właśnie tam-przy okazji można zrobić ładny crossover.
Efekt konfliktu i powstania nowej rasy na technologie Pradawnych również był widoczny-zrezygnowano całkowicie z prób budowy podobnych układów samo myślących, opierając się na przemyślnych systemach, potrafiących wykonywać tą samą rolę bez odwoływania się do AI-zupełnie bezwolnie, automatycznie. Dopiero podczas konfliktu z Wraith złamano tą zasadę, tworząc Replikatory.
Ludzie
Ludzie byli teoretycznie przewidziani jeszcze przed eksodusem Ori, jako możliwość degeneracji gatunku lub jego odtworzenia przez naturę. To to odkrycie spowodowało powstanie teorii ewolucjonistycznych. Alteranie zadecydowali, że w momencie gdy teoria zamieni się w praktykę, opuszczą Ziemię, by zrobić miejsce dla nowego gatunku. W ten sposób utrzymają zasadę nieinterwencji i utrzymania wyższego poziomu. Ludzie byli też jedną z różnic, która dzieliła Alteran i Ori. Ori pragnęli sztucznie przyśpieszyć ewolucje ludzi, doprowadzając do ich powstania i pomóc im w rozwoju, podczas gdy Alteranie wyznawali zasadę „żyj i pozwól żyć”, zostawiając resztę przypadkowi. W każdym razie w momencie rozstania się Pradawnych Ori odlecieli do innej galaktyki. W czasie tego lotu podjęli decyzje o stworzeniu rodzaju ludzkiego w punkcie przybycia i pomocy w jego rozwoju.
Plaga.
Ale polaryzacja społeczeństwa na Ori i Alteran nie jest końcem historii. Brakuje jeszcze jednego ogniwa, które zadecydowało o losie całego gatunku. To była Plaga, ponoć ostatni akt wojny. Choć Alteranie zwyciężyli i praktycznie doprowadzili do wygnania Ori, to jednak ci ostatni dopuścili się zbrodni, która ustawiła obydwa odłamy Pradawnych na zawsze po przeciwnych stronach barykady.
Powody, dla którego stworzono plagę nie są do końca jasne. Nie jest też do końca pewne, kto ją stworzył ani kiedy dokładnie. Powszechnie wierzy się, i na to wskazują dowody, że plaga wybuchła z powodu Ori którzy opuszczając galaktykę, zawistnie rozsiali zarazki na planetach konkurentów. Jednak nie jest jasne, dlaczego Plaga atakowała oprócz samych Alrteran także wszelkie inne formy życia, zaraz po tym jak wykończyła Pradawnych. Selektywność Plagi była zagadką-atakowała najpierw najwyżej uorganizowane formy życia, potem przerzucała się do coraz niższych i mniej skomplikowanych, a wreszcie tępiła całe istniejące życie. Nie miała stałych form przenoszenia, potrafiła równie dobrze przeskoczyć przez dotyk, drogę kropelkową, w formie wirusów lub jeszcze inaczej. Plaga była zdolna do przepisania swojej zabójczej wirusowej informacji na różne nośniki i dostosowywała się niczym myślący organizm. Jej żniwo było ogromne-wkrótce życie na planetach Pradawnych przestało istnieć, a oni sami stanęli na granicy wymarcia. Kwarantanny były bezowocne, wirus zwsze w końcu znajdował metodę przejścia dalej. Jedyną prawidłowością, którą zaobserwowano, była zasada prymatu. Zasada prymatu była różnie usprawiedliwiana, ogólnie jednak polegała ona na tym, że w momencie opuszczenia danej planety przez Pradawnych, Plaga przestawała być aktywna i wkrótce opuszczała dane miejsce. Czasami doprowadzała jeszcze do załamania ekosystemu, lub wytępienia większości pozostałych gatunków, zawsze jednak w końcu wygasała samoistnie. Mechanizm ten szeroko opisywano, ale nigdy do końca nie odpowiedziano na pytanie, dlaczego tak się działo. W każdym razie w odpowiedzi na to odkrycie Pradawni zaczęli masowo opuszczać zakażone planety. Wkrótce walka z chorobą przyniosła połowiczny sukces-udało się uwięzić ją w ciałach zarażonych. Stawali się nosicielami, ale nie musieli zarażać, jeśli cały czas utrzymywali swój system immunologiczny i psioniczny w pogotowiu. Zarażeni mieli jednak wyrok śmierci na sobie, to było pewne. Zatrzymanie Plagi w organizmach Alteran pozwoliło im jednak na odcięcie się od niej i skuteczną kwarantannę. By nie dopuścić do dalszego przetrzebienia rasy, Alteranie zdecydowali się opuścić Drogę Mleczną. Wszyscy, którzy byli zdrowi, udali się na nowo zbudowane miasto-statek nazwany Atlantis i odlecieli w kierunku galaktyki Pegaza, zostawiając za sobą postapokalpityczną rozsypkę i zakażonych braci i siostry.
W tym momencie rozchodzą się drogi Alteran z Pegaza i Alteran z Drogi Mlecznej. Dla rozróżnienia tych drugich nazwę Resztą.
Alteranie postanowili w nowej galaktyce zacząć wszystko od nowa, zbudować swoją cywilizację jeszcze raz. Przeszli ideologiczną zmianę-uznano, że Plaga była winą Pradawnych, zaburzyła ona w nienaturalny sposób bieg historii. Uznano, że przez Plage wiele ras nigdy się nie narodzi, w tym ta jedna, która była stuprocentowo pewna, że się ukaże-rodzaj ludzki. Zdecydowano się go zrekonstruować w nowej galaktyce, tak by mogł się odrodzić w dogodnym dla siebie momencie.
Ale jak to bywa-gdy już raz zrobi się wyjątek, łatwiej o kolejne. Alteranie zrekonstruowali Ziemie w Pegazie i cały jej ekosystem najdokładniej jak potrafili, pozwalając rozwijać się tamtejszym gatunkom tak, jak chciała tego natura. Jednak zaobserwowano że nieliczne zmiany w początkowym układzie zaowocowały zmianą efektów w dosy znaczny sposób, sprawiając, że człowiek nie miał szans się pojawić. Interweniowano więc i sztucznie zaimplementowano człowieka.
Nie minęło wiele czasu, gdy zdecydowano się na kolejną interwencje, potem jeszcze jedną i kolejną… Po kilku pokoleniach porzucono częściowo dawną ideologie i postanowiono stworzyć życie w Pegazie, który Alteranie mylnie uznali za pozbawiony życia. Uznano, że należy założyć w wielu miejscach jednocześnie kolonie ludzi. Zaczęła się złota era interwencjonizmu i eksperymentów Alteran na rozwoju gatunków, która wpłynie znacząco na rozwój ich myśli i doprowadzi do zmian ideologicznych.
Tymczasem w Drodze Mlecznej resztki życia dogorywały. Plaga co prawda zatrzymała się w kilku miejscach, ale poczyniła zbyt ogromne spustoszenia, by życie mogło przetrwać w większej części galaktyki. Umierający przedstawiciele Reszty ostatkiem sił skoncentrowali się na odwróceniu tego procesu. Stworzyli Dakara Device i zniszczyli Plagę, by następnie odtworzyć życie w galaktyce, tam gdzie było przedtem. Wkrótce potem umarli w izolacji. Niewiele z tego okresu pozostało po nich-oprócz Dakara Device probowali zmienić swój los na inne sposoby, na przykład dzięki zmienianiu czasu ("Window of opportunity"). Ale wszystkie inne metody zawiodły.
Plaga natomiast zniknęła w wyniku ich poświęcenia. Gdzie nie gdzie, jak na przykład po lodami Antarktydy (odc. „Frozen”) przetrwały zabójcze bakcyle, ale w osłabionej formie. Zagadką pozostało tak naprawdę, kto ją stworzył. Ori choć mieli motyw-zemstę-nie pasowali do końca do profilu sprawcy, gdyż idea Plagi niszczącej po kolei wszystkie formy życia była po prostu przeciwieństwem ich przekonań. Jednak pewne poszlaki wskazywały, że buntowniczy odłam Ori mógł tego dokonać, stwierdzając, że model życia, który stworzyli wspiera Alteran i jest wrogi projektowi, któremu patronują Ori. Dlatego więc, by uniemożliwić mu zniszczenie ustroju Ori w myśl zasad ewolucyjnych, zdecydowali się na atak prewencyjny i definitywny. Ori także pracowali nad wieloma technologiami które były potrzebne do stworzenia Plagi a w czasie konfliktu wsławili się podobnymi metodami, więc wydawało się oczywiste, że to ich sprawka tym bardziej że Plaga wybuchła tuż po ich zniknięciu. Jednak do dzisiaj kwestia twórców Plagi pozostaje zgadką-jeśli rzeczywiście została stworzona.
Rozwój innych ras Drogi Mlecznej
Pozostałości z okresu, gdy Pradawni skolonizowali galaktykę, a potem uciekli przed Plaga, przetrwały. To ekosystemy, które ocalały z pożogi i były w stanie podnieść się z zniszczeń. Podobne do ziemskiego (terraforming Pradawnych), zubożone i zmienione przez Plagę, wydały swoje własne owoce. Nie oznacza to, że w
Drodze Mlecznej nie było form życia odbiegających od modelu Ziemskiego-na pewno by się znalazły. Jednak dominacja Pradawnych i ich terraforming spowodowały, że życie wywodzące się od ziemskiego było dominujące. Z powodu Plagi powstały nowe układy wyjściowe i ewolucja zrobiła swoje.
Wiele planet natomiast jest bliźniaczkami Ziemi-choć w skali galaktycznej to kropla w morzu. To efekt odtworzenia życia przez Dakara Device. Terraforming prowadzili też potem na masową skalę goa’uld, ostatecznie potwierdzając dominację form życia typu ziemskiego. Z powodu istnienia systemu Wrót jak i też potem dominacji goa’uld powstały nowe gatunki, stare się przemieszczały. Obecnie Droga Mleczna tętni życiem, nie tylko ludzkim i jest bogata w różne cywilizacje i rasy, takie jak Nox.
Pegaz, Ori, ludzie
Alteranie tymczasem odbudowali się, zaludnili Pegaza i prowadzili wielki, gigantycznych rozmiarów eksperyment socjologiczny w setkach miejsc jednocześnie. Byli niczym bogowie i tak się zachowywali, decydując o rozwoju ludzi na tysiącach planet. Rozkochali się w interwencji i swojej roli, choć wielu z nich pozostało „twardogłowymi” i potępiało takie praktyki. Alteranie zmienili swoja ideologie nieco, uznając że maja prawo do szerzenia życia takiego, jakie znają tam gdzie to możliwe i nie przeszkadzające innym formom. Uznali, że są w jakiś sposób winni to rodzajowi ludzkiemu-wierzyli bowiem że Droga Mleczna to pustynia pozbawiona życia, nie wracali tam, a kontakt z Resztą był zabroniony w obawie przed przerzutem Plagi w nowe miejsce. Alteranie stwierdzili, że mogą i chcą pomóc ludziom w osiągnięcu wielkości. Stąd ich przyjazny stosunek do tego gatunku. Traktowali ich jak rodzice swoje dzieci, co w pewien sposób było prawdą.
Ori tymczasem obrali nieco inną metodę interwencji-tak jak Alteranie w Pegazie „zasadzili” życie i ludzi, ale bardzo aktywnie mu „pomagali” starając się wpływać na rozwój na każdym szczeblu, bez ustanku eksperymentując. Alteranie generalnie wyznawali zasadę, że po implantacji życia zostawiają je samemu sobie, tak samo jak ludzi. Traktowali siebie jako kustoszy, strażników wielkiego przedsięwzięcia które miało działać samo. Ori tymczasem zabawiali się w panów życia i śmierci.
W miarę upływu czasu obie frakcje częściowo odeszły do swoich początkowych ideologii-jedni mniej, drudzy więcej. Ori co najmniej raz odwiedzili Drogę Mleczną po wyginięciu Reszty, gdy ich ideologia przeszła już ogromne przeobrażenia. Jednak ich nieostrożność w poszukiwaniu pozostałości po rywalach a także szczątków ich własnych społeczności spowodowały, że natknęli się na pozostałości Plagi, która skonsumowała ekipę wypadową.
Kontakty między Ori i Alteranami przed Plaga a także w trakcie niej były jeszcze w sumie żywe dzięki systemowi Wrót. Jednak gdy Ori zostali oskarżeni o roznoszenie Palgi, a ich główna fala migracyjna dotarła do wybranej galaktyki, kontakty się urwały. Ori odcięli się do Alteran, obawiając się zarażenia.
Ori w swojej galaktyce zaczęli szerzyć życie takie, jakie znali wraz z gatunkiem ludzkim w pakiecie standardowym. Przy czym poczynali sobie znacznie śmielej niż Alteranie, decydując się na dalekie interwencje i bezpośrednie mieszanie się w sprawy niższych kultur z pozycji wyższości. Powstało wiele teorii dowodzących, jaka metoda sterowania ludźmi jest lepsza tak, aby osiągnęli porządną formę cywilizacyjno-ewolucyjną. Powszechnie uznawano, że najlepsze jest udawanie istot nadprzyrodzonych, co wyposażonym w potężną naukę Ori nie sprawiało problemów.
Mniej więcej w podobnym czasie co miliony lat świetlnych dalej Alteranie, Ori rozpoczęli drogę ku ascendacji. W tym czasie odkryli też coś przełomowego, co wywróciło ich światopogląd do góry nogami. Otóż okazało się, że wspólne korzenie ludzi i Pradawnych owocują w podobnym potencjale psi. A ten potencjał uznano za decydujący w kwestii ascendacji. Ori nauczyli się wykorzystywać ludzki potencjał psi do wspomagania swojego, by przybliżyć się do wyższego poziomu egzystencji. Uznano to za wspaniała współzależność, prawo natury i sterowanej ewolucji-Ori uznali się za faktycznych przewodników ludzi w drodze przez ewolucję. Stworzono ideologię wsparcia, tandemu-Ori torowali drogę ludziom, pomagali im, sterowali ich rozwojem tak by ci osiągnęli wielkość. W zamian za to ludzie oddawali swój potencjał psi, zezwalając Ori na wejście na coraz to wyższe plany egzystencji. Ta idea wyeliminowała odwieczny dylemat gatunku dominującego i jego możliwych rywali, zagrożeń związanych z wygryzieniem jednych przez drugich. Od tej pory miała być to symbioza, ludzie i Ori mieli siebie nawzajem potrzebować, by ewoluować. Była to swoista synteza pierwotnych ideologii Ori i Alteran, rozwiązanie dylematu i odpowiedzi na konflikt, który doprowadził od rozdzielenia się dwóch frakcji. Przynajmniej tak to widzieli Ori-jako ostateczne rozwiązanie filozoficznego problemu, który trapił ich rasę od milionów lat. To był przełom.
To mniej więcej w tym okresie Ori zrobili wypad do Drogi Mlecznej.
Tymczasem Alteranie doszli do przeciwnych wniosków. Rozwinęli pojęcia tolerancji, współzależności, szacunku dla odmienności. Alteranie ze względu na swoje podejście do rozwoju ascendacją zajęli się dosyć późno, podczas gdy Ori badania w tym kierunku robił już od dawna. Jednak obydwie frakcje w podobnym czasie dokonały ascendacji i rozwoju swoich nowych możliwości. Nie miało znaczenia to, kto był pierwszy-w momencie gdy obie frakcje na nowo się odkryły, miały podobny potencjał. Ori byli dokładnym przeciwieństwem Alteran-ci ponownie sięgnęli do źródeł i odrzucili jakiekolwiek próby interwencji w „plany niższe” uznając że w momencie gdy jakiś gatunek przejdzie ascendację, oni muszą odsunąć się jeszcze dalej, by nie wpływać negatywnie na jego rozwój, co doświadczenia z Pegaza udowodniły ostatecznie. Ori tymczasem wierzyli w swoją współzależność i tandem ewolucyjny. Jedni drugich nie tolerowali-nie tylko ze względu na historię, ale i na to, że ich ideologie stały w oczywistej sprzeczności i groziły nie tylko ich wizji świata-co dla takich istot było do przełknięcia-ale całej egzystencji innych form życia jak i też możliwości dalszego rozwoju. A to dla Pradawnych świętości nie do zignorowania.
Alteranie wykorzystali swoje nowe zdolności i ukryli fakt, że w Drodze Mlecznej i Pegazie ludzie przetrwali. Rozpoczęli z Ori grę w balansowanie sił, kosmologiczne szachy na planszach rozmiarów galaktyk.
Ori czerpali swoją siłę od istot na niższym planie, opracowali skomplikowany system gromadzenia energii i wysyłania jej na plan ascendacyjny dzięki czarnym dziurom umiejscowionym w środku galaktyk spiralnych. Pradawni tymczasem swoją siłę czerpali z innego źródła-ascendowali później niż Ori, ale od razu weszli na wysoki poziom, nie wykluczone że wyższy niż Ori w tym samym czasie.
Szarzy
Jest jeszcze trzecia strona konfliktu. To wyrzutki z obydwu społeczeństw-niektórzy wywodzą się z Renegatów Alteran. Ogólnie jednak to frakcja zdominowana przez byłych Alteran, którzy mieli dość jałowego sporu i podchodów oraz kategorycznego zakazu interwencji, mimo iż byłoby to słuszne i usprawiedliwione w ich oczach. Chcieli działać. By jednak nie narazić się Alteranom, zdecydowali się przejść do niższego poziomu egzystencji, stając się pół-ascendatami. Szarym był między innymi Merlin, który jednak posunął się dalej i zrezygnował całkowicie z formy ascendata i przeniósł się do naszego planu egzystencji, by skonstruować broń mogącą znisczyć Ori. Szarzy bowiem mimo wszystko nadal podlegają zakazom Alteran-po prostu ominęli cześć z nich, ale nadal mają skrępowane możliwości. Nie chcieli jednak rezygnować z ascendacji kompletnie, wiedząc, że mogą już nie wrócić. Wśród Szarych są też nieliczni Ori, którzy odwrócili się od swojej ideologii, doszli do przeciwnych wniosków niż reszta swojego społeczeństwa i musiała uciekać. Gdyby zachowali ten sam poziom egzystencji, Ori by ich po prostu zmiażdżyli. Uciekli więc nieco "niżej", aby stać się przedmiotem praw Alteran i przez to uniemożliwić działanie Ori-gdyby ci spróbowali otwarcie ich zaatakować, Alteranie przystąpiliby do wojny, której żadna z stron nie mogłaby wygrać.
Szarych jest jednak niewiele, a ich stan powoduje, że nie mogą przechylić szali konfliktu na którąś z stron. Praktycznie co Szary, to inne podejście do kwestii Alteranie-Ori. Ogromna większość jest przeciwko tym drugim. Ori mają też swoich lojalnych Szarych, którzy zostali wysłani, by zniszczyć sprzymierzającą się przeciwko im resztę. Agentów jest jednak niewielu, gdyż ich stworzenie wymaga specjalnych okoliczności. Poza tym szeregi Szarych nie zwiększają się właściwie w ogóle, odkąd Alteranie uznali podobne metody za łamanie reguł-w tej kwestii porozumieli się z Ori. Dlatego frakcja Szarych ma mniej-więcej ciągle ten sam skład i może się on tylko zmniejszać.
Ciekawie wpisuje się w ten układ sił Oma i jej poczynania. Desala starała się pomóc w ascendacji innym, zdolnym do tego istotom nie tylko z czysto humanitarnych pobudek. Widziała w tym również metodę na przesunięcie balansu na stronę Alteran. Ale cholera wie, co ją pokusiło do ascendowania Anubisa i o co w tym chodziło-czuć tu rękę Ori.
Entropia
Szarzy maja dosyć ograniczone pole manewru, odkąd Alteranie nałożyli swoje nowe regulacje na ich stan egzystencji. Rozproszyli się i zajęli własnymi sprawami, starając się przesunąć granice poznania na swój własny rachunek, krzyżując plany często zarówno knującym Ori jak i obojętnym Alteranom, antagonizując obydwie frakcje przeciwko sobie. Jednak to oni są na tropie prawdy o Pladze. Są przekonani, że choroba która niemal znisczyła życie w Drodze Mlecznej i ich samych, nie była dziełem Orich ani Alteran, ale trzeciej strony, której z tylko sobie znanych przyczyn zależało na wyeliminowaniu życia z Drogi Mlecznej.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 17.06.2008 - |22:24|
Winchell Chung
#119
Napisano 19.05.2008 - |23:37|
No, no Sakramentos niezłe wejście zrobiłeś dla Furlingów.
#120
Napisano 20.05.2008 - |06:42|
Est modus in rebus
Horacy
Prawda ma charakter bezwzględny.
Kartezjusz
Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.
C.S. Lewis
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja








