Ufff, udało się dodać wpis do pamiętniczka przed finałem
Dwunastu odcinek zaiste wybitny - dialogi, akcja, dramat, realizm, bezkompromisowość, to właśnie esencja Breaking Bad. A z konkretów kamień milowy w budowaniu postaci głównego bohatera, Walt to teraz kozak z krwi i kości, hamulce zupełnie puściły nie tylko w samochodzie

. Niniejszym przemianę uważam za kompletną. Ok, to nie pierwsza duszyczka na jego sumieniu ale strzał w głowę z zimną krwią to jednak novum.
Kiedy już minie końcowy szok pojawia się jedno proste, zasadnicze pytanie: dlaczego? Dlaczego Walt ryzykuje to co najważniejsze, czyli bezpieczeństwo rodziny dla byłego, a nie przepraszam, już nie byłego, ćpuna, któremu nie ufa (relacje w laboratorium) i dla którego najwyższą wartością jest siano? (nie kupuję że niby przyświecała mu troska o wykorzystywane dzieciaki, to była zemsta za zabitego kumpla i nic więcej). Niezrozumiałe.....dałby im się pozabijać i problem Pinkmana z głowy, a w ten sposób tylko nawarzył sobie niemałego piwa które w przyszłym odcinku będzie musiał wypić, a widzieliśmy jak Gus załatwia swoje sprawy, cicho i profesjonalnie. Tym bardziej dziwi jego postępowanie, ale tylko do momentu gdy uświadomimy sobie że pierwszoplanowa postać nie ma prawa zginąć jeśli na horyzoncie nie widać zmiennika (aczkolwiek przełamanie tej reguły przez BB byłoby posunięciem mocno in plus).
Dywagacje odnośnie przyszłości zakończyłbym nawiązaniem do dwóch scen: pierwsza to ta z książką o Escobarze, przyszło mi wtedy do głowy że tak się ta opowieść zakończy, tzn. z Waltem jako "szefem wszystkich szefów", upadek z samej góry będzie najboleśniejszy, a prowadzić do szczytu będzie druga, wspominana tu już scena z podaniem noża i wymownym odwróceniem się plecami, myślę że to może być wskazówka na finał, zgadzam się co do kolejności w łańcuchu pokarmowym, Gus to nieunikniona przekąska dla coraz grubszej ryby, apetyt rośnie wraz z ilością zer (zauważyliście jak mu omal szkła nie zaparowały na wieść o kilkunastu bańkach do zgarnięcia?

). Oczywiście należy ostrożnie podchodzić do interpretacji tego typu zdarzeń żeby nie obudzić się z ręką w nocniku jak to było w przypadku "największego fenomenu telewizyjnego ostatnich lat"

(od huku po przebiciu balonu wielu nadal bolą uszy), ale ufam scenarzystom że wiedzą dokąd zmierzają i nie błądzą po omacku.