Przyznam, że zakończenie tej 3-odcinkowej trylogii podobało mi się znacznie bardziej niż początek i rozwinięcie. Przede wszystkim bliższe zapoznanie z nowymi wrogami - ogniści Ori są bardzo klimatyczni, a biorąc pod uwagę że to ascendenci i "źli bracia" naszych Pradawnych to może być bardzo ciekawie. Szalenie mi się podobały scenki w komnacie tego głównego kapłana (Doci jeśli dobrze zapamiętałem) - on sam, piekielna ognista brama i wstąpienie jedno z Ori w niego - te świecące oczka niby przypominające Goa'uldów, ale jednak tutaj to świecenie było inne, takie ognisto-piekielne

W ogóle o ile wężyki to były po prostu istoty wykorzystujące swoją przewagę technologiczną, o tyle Ori są już raczej mistyczni. Mieszkanko też mają ładne - ten pałac z zewnątrz prezentował się znakomicie. Podobał mi się też cały ten klimat religijnego nawiedzenia i fanatyzmu - na zupełnie innym poziomie niż u Goa'uldów, co wnosi powiew świeżości do serialu, mimo podobieństwa w tendencji do udawania bogów u obu ras.
Minusy hmm... niezupełnie zrozumiałem, dlaczego ten kapłan w SGC spłonął. Jakoś cała sprawa Jaffa nie bardzo mi się wpasowuje w to wszystko i wolałbym aby się na niej zbytnio nie skupiano jako na wątku, który jest dla mnie mniej interesujący. Aha no i pojawienie się na koniec Jacka - nie mam nic przeciw pod warunkiem że z sensem, a tu widać, że wciśnięto go wyraźnie na siłę, nie wiedzieć po co.
Ogólnie otwarte wątki niosą ze sobą spory potencjał i wiele ciekawych rozwiązań, oby nie zostało to zmarnowane. A odcinkowi daję 9/10