Nowy rozdział 
Jack i Donna zatrzymali się przed średniej wielkości dwupiętrowym domkiem z czerwonym dachem i pięknym zielonym trawnikiem. Donna zaparkowała Ferrari na podjeździe, który prowadził wprost do garażu i wyłączyła silnik. Mężczyzna wyszedł z samochodu i rozglądnął się dokoła. Światła w domu świeciły się, mimo iż na dworze było jeszcze jasno.
- Myślisz, że Sam się spodoba?- zapytał.
- Spodoba? Jack! Cholera kupiłeś jej dom, co ma jej się tutaj nie spodobać?- odparła zaskoczona pytaniem przyjaciela Donna i chwyciła go pod ramię.- Chodź do środka, zobaczysz co zdążyliśmy zrobić przez jeden dzień.
Jack i Donna weszli do domu, gdy tylko otworzyli drzwi, przywitał ich odgłos wiertarki oraz kilku krzątających się robotników. Kobieta poprowadziła go do ogromnego salonu, który był jednym z kompletnie wykończonych pomieszczeń.
- Wow, nie żartowałaś z tym „wygląda wspaniale”.- odparł zachwycony Jack rozglądając się dookoła.
Salon był pomalowany w kolorze zielonego jabłuszka, co świetnie kontrastowało z śliwkowymi ornamentami. Na ziemi położone były ciemne panele, przykryte przy dużej sofie w kolorze śliwkowym, zielonym, pluszowym dywanem. Na przeciwko sofy, na ścianie wisiała czterdziestu-dwu calowa „plazmówka”, a pod nią znajdowała się szafka w tym samym kolorze co ciemnobrązowy stolik i barek, który umiejscowiony był tuż pod pół ścianką, oddzielającą salon od jadalni.
Donna uśmiechnęła się podchodząc do szklanych drzwi prowadzących na taras. Spojrzała przez okno.
- W ogrodzie posadzisz trochę kwiatków, odmalujesz basen i możesz imprezować do rana.- Jack posłał jej mordercze spojrzenie, po czym skierował się do kuchni, przechodząc przez jadalnię, która była jej częścią.
- Jest żółta. Świetnie!- odparł przejeżdżając ręką po jasno-orzechowym blacie. - Donna podążyła za nim i oparła się o futrynę drzwi obserwując przyjaciela.
- Co cię napadło, aby sobie zrobić żółtą kuchnię. Wiesz Jack, mogłeś spokojnie wybrać jeden z projektów, które zaproponowała ci dekoratorka. Ten beżowy był...
- Sam zawsze marzyła o żółtej kuchni.- przerwał jej.
- Co miłość czyni z człowiekiem.- odburknęła pod nosem z ironią. Nigdy nie sadziła, że jakaś była drugo-dowodząca i naukowiec zdobędzie serce jej przyjaciela. Szczególnie naukowiec, przy niechęci Jacka do jajogłowych. To ona miała być na jej miejscu. To ona, Donna Devonolory miała być panią O’Neill i uszczęśliwiać Jacka. Zawsze sądziła, że tak będzie, szczególnie kiedy Jack i Sara się rozwiedli. A teraz jej marzenia o przystojnym pułkowniku odbierała mu jakaś pani żołnierz, której przypadkowo zrobił dziecko. No ale niestety jej przyjaciel nie był zainteresowany żadną inna kobietą, miał klapki na oczach.„Oh Jack, dlaczego chcesz być z nią, kiedy mógłbyś mieć mnie?” Kobieta spojrzał na niego, a następnie ciężko westchnęła. „ No cóż, wygląda na to, ze na zawsze będę tylko twoją przyjaciółka i agentka nieruchomości.” - Chodź pokażę ci resztę domu.
Donna kiwnęła w stronę Jacka i wślizgnęła swoją rękę pod jego ramię. Ruszyli przedpokojem w kierunku schodów, gdy natknęli się na robotników wchodzących z panelami do pokoju znajdującego się naprzeciwko kuchni.
- Pokój gościny nie jest jeszcze gotowy?- zapytał.
- Nie. Łazienka na tym piętrze również. Będą podłączać ci kabinę prysznicową.- odparła Donna zatrzymując się i przepuszczając kolejnych robotników, którzy właśnie weszli do mieszkania z basenem prysznicowym. Kobieta uśmiechnęła się podążając za Jackiem.
Mężczyzna wszedł po schodach i znalazł się w kolejnym przedpokoju, który tym razem prowadził do trzech sypialni. O’Neill przeszedł pokój do końca i stanął po miedzy dwoma drzwiami. Jednymi po jego prawej, a drugimi po lewej stronie. Te po prawej stronie były lekko uchylone, wiec mężczyzna zajrzał do środka, by zaspokoić swoją ciekawość. Jednak nie zobaczył dużo, gdyż duży, przewiewny pokój był praktycznie w stanie surowym.
- Położyli tylko gładź i zrobili całą łazienkę.- odparł cichy głos przez jego ramię. Jack odwrócił się i ujrzał Donnę. – Potem będziesz mógł z nim zrobić, co tylko zechcesz.
- A ten drugi?- zapytał podchodząc do drzwi znajdujących się naprzeciwko.
- Tak samo.- odparła. Jack puścił klamkę, którą wcześniej trzymał i obracając się na pięcie włożył ręce do kieszeni.
- Świetnie.- „Wygląda na to, że do końca tygodnia będziemy mogli się wprowadzić.” Powiedział do siebie nadal zastanawiając się jak zareaguje Sam. „Będzie zadowolona? Szczęśliwa? Zła, że jej nie powiedziałem? Mam nadzieję, że się ucieszy. Nie pragnąłbym niczego bardziej, niż jej i naszych dzieci mieszkających ze mną. Oczywiście, jeśli zgodzi się i pozwoli mi być ojcem nie tylko dla Emilly. To maleństwo, bezbronne maleństwo, którego się spodziewa także potrzebuje ojca, a ja mam zamiar nim zostać. Mimo, iż nie płynie w nim moja krew, ja już kocham jej jak swoje.”
Jack podszedł do ostatnich drzwi na tym piętrze, znajdujących się naprzeciwko schodów. Sięgnął ręką do klamki, otwierając drzwi na oścież. Wszedł wolnym krokiem do środka, stając miedzy robotnikami, którzy rozmawiali z otyłą kobietą. Donna stanęła obok niego delikatnie muskając swoimi palcami jego biceps. Gdy tylko robotnicy odeszli, jego przyjaciółka dokonała prezentacji. Po wymianie kilku uwag i spostrzeżeń na temat mieszkania Gina Davis poprowadziła Jacka do swojego kącika pracy, który ustawiła sobie przy oknie i włączyła laptop.
- Zechce pan zerknąć na kilka moich pomysłów dotyczących sypialni, panie O’Neill?
- Jasne.- uśmiechnął się mężczyzna.- Uwielbiam zerkać! I mów mi Jack.
Sam włączyła Emilly bajkę i skierowała się do kuchni po coś do zjedzenia. Ostatnio czuła, że mogłaby jeść za trójkę, co zresztą nie był niczym nowym dla kobiety w ciąży. Podeszła do lodówki i wyciągnęła wiaderko lodów czekoladowych, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. „ O to pewnie pizza.” Uśmiechnęła się i odłożyła lody z powrotem do lodówki, szczelnie ją zamykając. Sam odwróciła się i podążyła do przedpokoju. Przekręciła kluczyk, otwierając zamek, a następnie otworzyła drzwi. Przed nią jednak nie stał dostawca pizzy, tylko jej ojciec.
-Tata?- zdziwiła się.
- Cześć Sam. Nie cieszysz się na mój widok?- zapytał emerytowany generał.
- Ależ oczywiście, że się cieszę. Wejdź.- odparła odsuwając się. Jacob wszedł do środka, a jego córka zamknęła za nim drzwi. – Emilly ogląda bajkę w swoim pokoju, ale zapewne się ucieszy, że przyjechałeś.
- George powiedział mi, że to pilne. Podobno chcesz porozmawiać.- odparł siadając na sofie w salonie. Kobieta wróciła do kuchni po coś do picia, a następnie usiadła w obok ojca.
- Tak tato, chodzi o mnie i Peta. Wniosłam pozew o rozwód.- zaczęła próbując zachować spokój.
- Słucham!?- odarł zszokowany wiadomością.
Sam westchnęła, a następnie opowiedziała mu o ciąży, reakcji Peta i wszystkim co wydarzył się w ostatnim czasie. Z każdym słowem wypowiedzianym z jej ust, szczęka Jacoba opadała jeszcze niżej. Nie mógł uwierzyć, że coś tak okropnego mogło spotkać jego ukochaną dziewczynkę. Wiedział, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i złożyć Shanahanowi wizytę. Gdy Samantha skończyła, Jacob trzymał ją w swoich ramionach i głaskał po włosach, jakby znowu była jego malutką córeczką. Kobieta pociągnęła nosem odrywając się od ojca. Smutno uśmiechnęła się w jego kierunku, dziękując mu za pocieszenie i jego obecność, następnie z zawstydzeniem spojrzał w dół. Tok’ra od razu wyczuł, że to nie wszystko.
- Sam, skarbie?
- Tato muszę ci powiedzieć coś jeszcze. Ja… urywałam to przed tobą, przeprasza, ale nie wiedziałam jak ci powiedzieć. Bałam się twojej reakcji.
- Hej Sam spójrz na mnie.- mężczyzna chwyci ją za podbródek, zmuszając by spojrzał mu w oczy. Kiedy to zrobiła, odgarnął jej włosy za uszy i uśmiechnął się.- Cokolwiek to jest, pomogę ci. Przejdziemy przez to razem. Jesteś moją córką, Sammy i bardzo cię kocham. Weź głęboki oddech i wyrzuć to z siebie.
- Chodzi o Emilly. Ona… o boże…- westchnęła i wbiła wzrok w ziemię, następnie ponownie nabrała powietrza w płuca i spojrzała na swojego zmartwionego ojca. – Pułkownik O’Neill jest jej ojcem. Ale to nie tak jak…
- Ja wiem Sam, już od jakiegoś czasu.- przerwał jej Tok’ra wstając i podchodząc do akwarium. Spojrzał na rybki i delikatnie postukał w szybkę, następnie odwrócił się w stronę córki.
- Ale…? Jak?- zapytała zdziwiona
- Oh Sam wystarczy tylko spojrzeć w jej oczy i pobyć z nią pięć minut. Nie jest ani w najmniejszym stopniu podobna do Peta, to wykapany Jack.- Jacob uśmiechnął się.
-Jesteś zły, prawda?
- Nie, po prostu nie rozumiem tego. Sam jesteś córką generała, byłaś oficerem. Dobrze znasz regulamin Sił Powietrznych i co grozi za jego złamanie. Dlaczego więc go złamaliście? Czy Jack cię do tego zmusił, bo jeśli tak to przyrzekam, że dorwę…
- Nie tato, nic z tych rzeczy. Po prostu… oh-huh… możesz winić miejscowy trunek z P3X 958. Nie zrobiliśmy tego umyślnie, po prostu stało się. Nie byliśmy tego świadomi, gdy rano się obudziliśmy, pułkownik stwierdził, że nie możemy zepsuć naszej przyjaźni, ani zlekceważyć kariery, więc postanowiliśmy o tym nikomu nie wspominać oraz nigdy więcej do tego nie wracać. A potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży i zanim zdążyłam mu powiedzieć, pułkownik został schwytany i uwięziony przez Ba’ala.- wytłumaczyła, a jej ojciec podszedł do niej i objął.- Resztę już znasz. Całą aferę z dowództwem, zaręczyny, ślub. Tato nie chciałam tego, ale widziałam jaki byłeś zadowolony, kiedy zaręczyłam się z Petem. Poślubiłam go, aby Emilly była bezpieczna, aby miała ojca.
- Sam gdybym tylko wiedział dlaczego to zrobiłaś, nigdy bym ci na to nie pozwolił. Selmakowi się nie podobał, zresztą ja także mu nie ufałem, ale postanowiłem cieszyć się twoim szczęściem. Przepraszam Sam, gdybym wiedział, nie pozwoliłbym ci na to.- Jacob wypuścił córkę z uścisku i otarł jej łzy, które gdzieś w trakcie ich rozmowy zaczęły spływać po jej policzkach.- Ale nie myśl, że sobie nie porozmawiam z Jackiem! Zrobię to zaraz jak zabiję tego dupka, z którym wyswatał cię twój brat!
- Tato proszę! On naprawdę się stara. I prawdę powiedziawszy jest wspaniałym ojcem, Emilly go uwielbia.
- To gdzie teraz jest?- zapytał unosząc brew.
Sam opuściła głowę w dół, nie wiedząc co odpowiedzieć ojcu. Jack był teraz na randce z Donną, nie powiedział jej dokładnie gdzie wychodzi. Zresztą dlaczego by miał, nie byli małżeństwem, czy parą. Przypadkowo ze sobą mieszkali i to tylko tymczasowo, gdyż dobrze wiedziała, że w Colorado Springs, w domu Daniela, przy niej, trzyma go tylko Emilly. Poza tym Jack nie należał do niej, tylko do seksownej brunetki z czerwonym Ferrari. „Pewnie teraz leży w jej ramionach. Ma do tego prawo. To jego życie, a ja w nim nie widnieję. Jestem tylko matką jego córki.” Pomyślała i szybko skarciła się za te myśli. „Oh na miłość boską jestem zazdrosna o jakąś brunetkę, z która się spotyka i sypia. O nie Sam nie idź tam, to niebezpieczne! Jack ma swoje własne życie, a ja mam swoje. Muszę się z tym wreszcie pogodzić!”
- Sam?
- Nie wiem gdzie poszedł, nie powiedział mi. – opuściła głowę w dół.- Tato on ma prawo do własnego życia, nie mogę mu zabronić spotykać się z innymi. Nie jesteśmy parą.
- Słucham? Jack kogoś ma? A ty siedzisz w domu, z dzieckiem!? Poczekaj jak ja tylko go dorwę… Zabiję drania.
- Tato proszę cię! On ma prawo do szczęścia. Nie chcę być dla niego ciężarem.
- A co ze twoim szczęściem? Nie uważasz, że masz do niego prawo? Sam wiem, że go kochasz. I to nie trwa od kilku miesięcy, tylko lat. Nie zaprzeczaj, wiesz, że to prawda.- odparł unosząc palec w górę, gdy Samantha chciała otworzyć usta. Jednak wiedziała, że nie ma co zaprzeczać. Prawda była taka, że kochała Jacka i ich córeczkę ponad wszystko. Zdawała sobie z tego sprawę, że jej uczucie staje się coraz bardziej widoczne gołym okiem, ale nie potrafiła ta po prostu stłumić w sobie emocji. Czekała pięć lat na jego powrót, praktycznie całe swoje życie, jakie spędziła w SGC, aby ją zauważył w innym stopniu, niż żołnierza, mimo iż było to zabronione. Nie mogła dłużej udawać. Nie mogła, nie umiała i co najważniejsze nie chciała!
TBC