Skocz do zawartości

Zdjęcie

W oczekiwaniu na lepsze jutro...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
128 odpowiedzi w tym temacie

#81 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 14.06.2011 - |21:10|

dlaczego wszyscy myśleliście, że ona z FBI lub CIA jest? bardziej przypuszczałam, że pomyślicie, że to jakaś laska, co chce go uwieść, była dziewczyna lub ktoś podobny :) Co do Pete'a to czy natknie się na Jacka czy nie, zobaczymy jak wszytko potoczy się w mojej wyobraźni, na razie mam 3 możliwe alternatywy
no i muszę jeszcze się zająć planem Jacka B) zaczęłam już prace nad rozdziałem 19 :)

chciałam tylko podziękować, za wszystkie miłe słowa i komentarze, które sprawiają, że mam dla kogo pisać
  • 1

#82 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 14.06.2011 - |21:32|

Bo wszyscy chcemy, żeby żyli długo i szczęśliwie! :lol:
Czy Jacob zalicza się do gości spoza planety?
Pozdrawiam.
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#83 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 14.06.2011 - |21:47|

Ja myślałam że to jego dziewczyna sprzed zaginięcia. A jeżeli by to było prawdą to chyba
ktoś by zginął :D
  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#84 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 14.06.2011 - |22:02|

Ja myślałam że to jego dziewczyna sprzed zaginięcia. A jeżeli by to było prawdą to chyba
ktoś by zginął :D



o nie... jeśli tak by było to sama oddałabym się w ręce obecnego Władcy Systemu czy Widm :P
prawda jest taka, że Jack przed zaginięciem nie miał nikogo, nawet jeśli powiedział Sam, że kogoś ma to nie było prawda, miało to na celu zapewnienie jej szczęśliwego życia i długiej kariery...
co nie znaczy, że Donna nie będzie próbować ... ;)
  • 2

#85 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 15.06.2011 - |17:09|

Madi, za ile będzie nowa część? Nie mogę się już doczekać planu Jacka ^^.
  • 1
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#86 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 15.06.2011 - |17:37|

dałam sobie terminy... rozdział na tydzień, ostatni opublikowany był 12.06 czyli do przyszłego poniedziałku, góra wtorku powinnam coś wrzucić,
rozdział 19, a na razie jego solidny początek jest gotowy na brudno ( na zabiegi nie mogę zabrać laptopa i jestem skazana na kartki i długopis :P ) więc teraz muszę go przepisać i dopisać resztę, ale najważniejsze jest to, że wiem, co chce tam zamieścić :P
spokojnie jeszcze poznasz misterny plan Jacka, no może nie w tym rozdziale, ale w następnym ( 20 ) już na pewno, teraz rozdział skupia się na Sam i Jack oraz Emilly
pozdrawiam
  • 2

#87 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 16.06.2011 - |12:49|

Sam wtuliła się plecami w ciepłą postać, która zajmowała drugą połowę jej łóżka. Uśmiechnięta przewróciła się na drugi bok. Promienie słoneczne dochodzące zza dużego okna zaczęły drażnić jej powieki. Kobieta schowała głowę między poduszki, wciągając przez nos ich zmysłowy zapach. „Pachną tak… męsko. Pachną pułkownikiem O’Neillem.” Pomyślała. Na jej twarzy zagościł promienny uśmiech. Przeturlała się po łóżku, by wtulić się w ciepłą posturę ukochanego. Przesunęła swoje dłonie po jego ciele, zaborczo go obejmując. „Jack.” Westchnęła. „Chwila. Jak to się stało, że pułkownik O’Neill śpi w moim łóżku !?” Sam przewróciła się na plecy i powoli zaczęła otwierać oczy. Gdy przyzwyczaiła się do dziennego światła, spojrzała w bok, spodziewając się zastać śpiącego obok niej Jacka, odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że łóżko jest puste, a tajemniczą postacią, którą obejmowała przez większość nocy, okazała się zwinięta w rulon kołdra. Nie żeby miała coś przeciwko dzieleniu łóżka z Jackiem, lecz po prostu nie była na to jeszcze gotowa. Dopiero co dowiedziała się, że żyje. Uczyła się mieszkać z nim pod jednym dachem, wychowywać razem córkę. Poza tym Jack kogoś miał i musiała się liczyć z jego uczuciami, pomimo tego, że kochała go całym sercem. „Ok. Nie spaliśmy razem, chyba.” Sam wzięła głęboki oddech, podbierając ciało na łokciach i rozglądając się. Nie był to ten sam pokój, w którym kładła się przez kilka ostatnich nocy. „Więc co na miłość boską robie w jego łóżku!?” W tym samym czasie drzwi uchyliły się i do pokoju wszedł Jack O’Neill. W rękach trzymał tacę, na której, jak się domyśliła Samantha znajdowało się śniadanie. Jack uśmiechnął się w kierunku leżącej wśród pierzy Sam, gdy zorientował się, że już nie śpi.

- Dzień dobry. Mam nadzieję, że spało ci się lepiej w moim łóżku, niż w fotelu.- odparł stawiając tacę na szafce nocnej i siadając na skraju łóżka.
- To tak się tutaj znalazłam.- wyszeptała tak cicho, że Jack ledwo wychwycił jej słowa.
- Tak, no cóż Emilly zajęła całe twoje, znaczy wasze łóżko, więc przyniosłem cię tutaj.- odparł bawiąc się dłońmi, z którymi nie bardzo wiedział co zrobić. Sam zaczerwieniła się, nabrała powietrza w płuca, jednak zanim zdążyła zadać mu pytanie, Jack jakby przeczuwając co ją trapi spojrzał jej w oczy, mówiąc.- Spałem w pokoju Daniela. Kto by pomyślał, że posiada pościel w piramidy.- uśmiechnął się szeroko, na co Sam także wykrzywiła usta w delikatny uśmiech.- Przyniosłem ci śniadanie…

Zanim dokończył swoją wypowiedź, w drzwiach stanęła Emilly w różowej sukience. Weszła do pokoju i wspięła się na łóżko, zbliżając się na czworaka do swojej matki, pocałowała ją w policzek.

- Hej! Ja nie dostałem buziaka na dzień dobry!- oburzył się Jack, udając poszkodowanego. Emilly zachichotała i przedostała się przez nogi matki, wprost na kolana ojca. Ucałowała go w oba policzki, zarzucając rączki wokół szyi, Jack uśmiechnął się i zabezpieczając córkę przed upadkiem, wstał. Spojrzał na Sam, dając jej do zrozumienia, że ma opróżnić cały talerz, następnie odwrócił się i razem z Emilly w swoich ramionach skierował do drzwi. Gdy tylko się do nich zbliżył, usłyszał swoje imię. Na jego ustach zagościł promienny uśmiech. Jack powoli odwrócił się w kierunku Samanthy.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Jest.- nalegała Sam.- Nie musiałeś tego robić, to przecież…
- Ale chciałem.- przerwał jej.- A teraz jedz. Za niedługo wyruszamy.- z iskierką szczęścia w oczach opuścił pokój zamykając za sobą drzwi.

Kiedy wyszedł, Sam uśmiechnęła się tak promiennie, że blask jej szczęścia spokojnie mógłby rozjaśnić ciemną noc. W jej myślach nadal tkwił obraz uśmiechniętego Jack z ich córeczką na rękach, mówiącego te dwa słowa. Dwa słowa, które sprawiły, że mu zależało. „ Może to nie miłość, ale przynajmniej teraz mam nadzieję, że będziemy mogli zostać co najmniej przyjaciółmi, rodziną, pomimo tamtej kobiety.” Zadowolona sięgnęła po tace, siadając na łóżku. Wzięła do reki mleczną bułeczkę, posmarowała ją masłem, a następnie ugryzła popijając gorącą herbatą.
Po skończonym śniadaniu Sam udała się pod prysznic. Odświeżyła swoje ciało, a po jego wytarciu nałożyła na siebie letnią kwiecistą sukienkę z krótkim rękawem. Spojrzała w swoje lustrzane odbicie i uczesała długie włosy w luźny kok, następnie nałożyła na usta trochę błyszczyku i weszła z łazienki. Chwyciła wcześniej naszykowaną torebkę z kanapy i wślizgnęła swoje stopy w zielone japonki. Gdy była już gotowa kiwnęła głową w stronę Jacka. Wyszli z mieszkania, zamykając jej na klucz i cała trójka, z rozentuzjazmowaną Emilly na czele udała się na parking, do samochodu.

Po pół godziny jazdy w kierunku Denver, Jack zaparkował swój pojazd przed ZOO. Wyszedł z samochodu, okrążył go, a następnie otworzył drzwi ze strony pasażera oferując Sam swoją rękę. Kobieta nieśmiało się uśmiechnęła i chwyciła jego dłoń, wychodząc. Jack spojrzał w jej duże, błękitne oczy trzymając ją dłużej niż powinien i zamknął drzwi.

- No chodźcie!- powiedziała władczym tonem Emilly przerywając ich magiczny moment. Dziewczynka stanęła między nimi, spojrzał swoimi dużymi czekoladowymi oczami na mamusię, a potem na tatusia. Zmarszczyła brwi i chwyciła ich za ręce. Następnie westchnęła ruszając przed siebie, pociągając rodziców za sobą.

Jak tylko doszli do kasy, Jack kupił trzy bilety, po czym przekroczyli bramę ZOO. Sam otwarła mapkę, którą dostała od kasjerki i rozglądnęła się dookoła. Przed nim znajdowała się asfaltowa dróżka, otoczona średniej wielkości ozdobnymi choinkami. Po prawej stronie kolejna dróżka, prowadząca do klatek ptaków. Wokoło spacerowały rodziny z dziećmi oraz osoby starsze, zdarzyło się zauważyć jakąś zakochaną parę, która trzymała się za rękę. Samantha spojrzała na córkę, która kurczowo trzymała Jacka za rękę.

- To gdzie najpierw?
- Krodyle!- wykrzyknęła. Sam i Jack spojrzeli na córeczkę, a następnie na siebie z uśmiechem. Chwycili ją za rączki i poprowadzili w kierunku basenu dla gadów.

W ZOO spędzili cały ranek oraz część popołudnia spacerując wśród zagród dla zwierząt. Emilly przez większość czasu wesoło podskakiwała z pluszową żyrafą, którą wygrał dla niej O’Neill. Natomiast Samantha i Jack spacerowali pod ramię tuż za nią, uważnie obserwując swoja pociechę i nadrabiając ostanie stracone pięć lat z ich życia oraz życia Emilly.

- Zupełnie jak Daniel, kiedy znalazł te swoje kamyczki.- odparł po pewnym czasie Jack, wskazując głową uradowaną córeczkę, która przystanęła przy zagrodzie ze słoniami. Sam uwolniła swoją rękę z uścisku ukochanego wzdychając i podążyła za Jackiem, który już stał przy dziecku. Mężczyzna chwycił ją pod pachami i podnosząc w górę „wziął na barana”.

Droga powrotna do domu upływała im znacznie szybciej. Emilly nuciła ulubioną piosenkę, a Sam z zadowoloną miną podziwiała widoki. Natomiast Jack z uśmiechem na ustach prowadził samochód. „Ten wypad to był bardzo dobry pomysł, teraz położymy Emilly spać i jak się uda, to może spędzę resztę dnia z Sam. Zobaczymy jakiś film, porozmawiamy, zjemy kolację. Moment, która w ogóle jest godzina?” Spojrzał na wyświetlacz swojej komórki, jednak zamiast zegarka, jego uwagę przykuło coś innego. Siedem nieodebranych połączeń od Donny. „ Musi chodzić o coś ważnego, skoro tak się do mnie dobija.” Pomyślał i wybrał jej numer. Po trzech sygnałach odebrała telefon.

- No cześć, dzwoniłaś. Czy coś się stało? Ale jak to zmieniła naszą wizję sypialni !? O nie! Nie ma mowy. Donna zajmij się tym, nie mogę teraz przyjechać, jestem zajęty. Tak, tak to ważne. Nie! Oh na miłość boską Donna! Zajmij się tym, nie za to jej płacimy! I żadnej bieli, nie mam ochoty czuć się jak w szpitalu! Ok. No dobra, ta… postaram się, ale nie obiecuję. Nie. Tak. Dobra, powiedzmy że za…- spojrzał na zegarek Samanthy, kiedy stanął na czerwonym świetle.-… za 10 minut powinienem być na miejscu. Ok, to jesteśmy umówieni. Pa!

Jack rozłączył się i spojrzał na Sam, kobieta jednak wyglądała przez okno, jej mina nie była jednak jedną z tych szczęśliwych. Westchnął, a następnie ruszył, kierując się pod mieszkanie Daniela. Jazda zajęła im jednak więcej niż dziesięć minut z powodu robotów drogowych na głównej ulicy i korku, który przy okazji powstał. Kiedy w końcu udało im się wydostać na boczną drogę prowadzącą pod budynek mieszkaniowy, Jack tylko się uśmiechnął. Wjechał na parking, znalazł wolne miejsce i zaparkował na nim swojego SUVa. Wyłączył silnik, po czym wyciągnął kluczyki ze stacyjki i otworzył drzwi. W tym samym czasie Sam otworzyła tylne drzwi, wypuszczając zadowoloną Emilly, która ściskała swoją żyrafę, z samochodu.

- Musze jeszcze coś załatwić, spotkamy się wieczorem w domu.- powiedział w kierunku Sam, gdy w oddali zauważył czerwone Ferrari. Carter nie mogła zobaczyć Donny. Jego przyjaciółka była nieobliczalna, poza tym Sam mogłaby wyciągnąć omylne wnioski, a tego nie chciał.

Pani doktor chwyciła ich dziecko za rękę i kiwnęła głową w stronę Jacka, usiłując nie dać po sobie poznać, że jest zazdrosna o kobietę, na którą patrzył. Gorącą, bogatą brunetkę w skąpej sukience, opierającej się o luksusowy samochód i machającej do jej ukochanego. „Nie mam przy niej szans!” Westchnęła i udała się w stronę wejścia, cały czas po kryjomu obserwując całą sytuację. Jack włożył ręce do kieszeni i udał się w przeciwnym kierunku.

- Jack! Kochany no nareszcie!- Donna przewróciła oczami spotykając Jacka w połowie drogi i pocałowała go przyjacielsko w wargi.- Już myślałam, że zaginąłeś.
- Co ty do cholery robisz! Oszalałaś? - warknął po cichu mężczyzna, zachowując uśmiech na twarzy, aby nie robić sceny przed mieszkańcami osiedla.
- Jack musimy porozmawiać. Chodzi o projekty, które ci pokazywałam, dekoratorka wnętrz…- Mężczyzna odwrócił się, a kiedy okazało się, że dwie najważniejsze kobiety w jego życiu już dawno weszły do budynku, westchnął z ulgą, próbując skupić się na narzekaniach Donny.- …kompletna tragedia, mówię ci! Kazałam jej zmienić wszystko i trzymać się wytycznych, które dostała, ale szczerze powiedziawszy to co zrobiła z naszym projektem salonem. Boże Jack musisz to zobaczyć, wygląda wspaniale, po prostu nie da się tego opisać!

Jack podążył za Donną do jej samochodu, tymczasem Sam trzymając córeczkę za rękę szła w kierunku windy, próbując powstrzymać łzy. Spędzili taki uroczy poranek, zachowywali się jak normalna rodzina. Emilly była szczęśliwa, a teraz. „O boże przestań Sam! Wiedziałaś, że kogoś ma, pogódź się z tym. On i Donna zamieszkają razem, pobiorą się i pewnie założą rodzinę.”

- Mamusiu? Czy tatuś nie śpi z tobą, bo sypia z tą panią?
- Kochanie dlaczego tak myślisz?- pytanie jej córki zupełnie wybiło ją z rytmu, nawet Emilly była świadoma, że związek jej ojca i matki nie jest taki jaki być powinien. Sam zatrzymała się i spojrzała na córkę.
- Bo to prawda. Nie chce nowej mamy!- dziewczynka przytupnęła nóżką, Sam kucnęła. W oczach dziecka wyraźnie mogła zauważyć łzy, nie wahając się przytuliła dziewczynkę do siebie.
- Kochanie mój związek z twoim ojcem, nie jest taki jak być powinien. Gdy zniknął przed twoim urodzeniem, było ciężko ze względu na naszą pracę, a teraz wrócił i też nie jest nam lekko. Nie jesteśmy taką rodziną jaką powinniśmy być, ale staramy się, aby było ci jak najlepiej, ale musisz wiedzieć, że twój tatuś ma prawo do własnego życia, przyjaźnimy się, ale bardzo cię kochamy. Nie zapominaj o tym. Nawet jeśli tatuś poślubi Donnę to nigdy nie przestanie cię kochać i nie pozwoli, aby ktokolwiek stanął pomiędzy wami.- Oderwały się od siebie, na dźwięk otwieranych drzwi windy. Emilly weszła do środka windy, nie zwracając uwagi na swoją matkę.
- Ja nie chcę, aby tatuś się spotykał z tą panią. Chce aby został z nami!

Sam wstała z podłogi i weszła za Emilly do windy. Ból jaki widział w oczach swojej córeczki rozrywał ją na strzępy, a złamane serce nie pomagało. „ Weź głęboki wdech i nie myśl o tym. To ojciec Emilly, nic poza nią nie będzie cię z nim łączyć. Najważniejsze jest wasze dziecko. Po prostu musisz z nim porozmawiać, nic takiego się nie stanie. Oczywiście powie ci, że za tydzień lub dwa zamieszka z tą Donną, ale musisz być silna. Musisz to zaakceptować. Musisz zająć się Emilly. Kogo ja oszukuje. Nigdy nie pozwolę tej kobiecie zbliżyć się do mojego dziecka i odebrać jej ojca. Moja malutka córeczka już dość wycierpiała, zasługuje na prawdziwą, kochającą rodzinę, a ja nie mogę jej tego zapewnić. Jestem okropną matką.” Nacisnęła przycisk odpowiedniego piętra. Widna zamknęła się i ruszyła w górę.


TBC :P
  • 2

#88 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 16.06.2011 - |17:46|

Boski kawałek. Moment w którym zaczną szczerz rozmawiać
będzie wybuchowy i już nie mogę się go doczekać :D
Czekam na następny fragment/
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#89 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 17.06.2011 - |19:04|

Chyba domyślam się co Jack wyrabia... Szkoda mi Emily, ale mam nadzieje, że wszystko się ułoży dobrze:)
Czekam na cd.
  • 2
Ubi dubium ibi libertas.

#90 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 17.06.2011 - |21:11|

Zgadzam się z Jackiem. Biel jest bardzo niepraktyczna. zwłaszcza przy dwójce małych dzieci.
Jeden pokój będzie pewnie cały różowy...
Pozdrawiam.
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#91 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 18.06.2011 - |11:47|

W końcu wszystko dobrze się ułoży. Ja wolałabym, żeby mieli niebieski pokój lub zielony. Uwielbiam te kolory, a pasują i do dziewczynki i do chłopca :). Nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
Ta część była świetna. Taka uczuciowa. Lubię takie ;). Fajne było to zoo.
Jack pewnie przygotowuje nowe mieszkanie dla Sam i Emily. Może wszyscy razem tam zamieszkają.
100 lat dla Palek21 z okazji jej wczorajszych 24 urodzin!
Wczoraj także moja siostra miała urodziny i nie weszłam na forum. Siedziałam długo w szkole, ale koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Nie mogę się go doczekać. I mam nadzieję, że dostanę się do wymarzonego liceum.
Pozdrawiam - igut214:)

Użytkownik igut214 edytował ten post 18.06.2011 - |11:48|

  • 2
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#92 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 18.06.2011 - |14:44|

Mam kilkuletnią córkę. Możecie mi wierzyć, że róż to jest to co małe dziewczynki kochają najbardziej ;)

Palek21 wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#93 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 18.06.2011 - |17:56|

Jak byłam mała, to nie znosiłam różu. Kochałam za to niebieski i taki też udało mi się wytargować kolor pokoju. Ostatnio pomalowaliśmy go na zielono.
  • 0
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#94 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 21.06.2011 - |19:37|

Nowy rozdział :)



Jack i Donna zatrzymali się przed średniej wielkości dwupiętrowym domkiem z czerwonym dachem i pięknym zielonym trawnikiem. Donna zaparkowała Ferrari na podjeździe, który prowadził wprost do garażu i wyłączyła silnik. Mężczyzna wyszedł z samochodu i rozglądnął się dokoła. Światła w domu świeciły się, mimo iż na dworze było jeszcze jasno.

- Myślisz, że Sam się spodoba?- zapytał.
- Spodoba? Jack! Cholera kupiłeś jej dom, co ma jej się tutaj nie spodobać?- odparła zaskoczona pytaniem przyjaciela Donna i chwyciła go pod ramię.- Chodź do środka, zobaczysz co zdążyliśmy zrobić przez jeden dzień.

Jack i Donna weszli do domu, gdy tylko otworzyli drzwi, przywitał ich odgłos wiertarki oraz kilku krzątających się robotników. Kobieta poprowadziła go do ogromnego salonu, który był jednym z kompletnie wykończonych pomieszczeń.

- Wow, nie żartowałaś z tym „wygląda wspaniale”.- odparł zachwycony Jack rozglądając się dookoła.
Salon był pomalowany w kolorze zielonego jabłuszka, co świetnie kontrastowało z śliwkowymi ornamentami. Na ziemi położone były ciemne panele, przykryte przy dużej sofie w kolorze śliwkowym, zielonym, pluszowym dywanem. Na przeciwko sofy, na ścianie wisiała czterdziestu-dwu calowa „plazmówka”, a pod nią znajdowała się szafka w tym samym kolorze co ciemnobrązowy stolik i barek, który umiejscowiony był tuż pod pół ścianką, oddzielającą salon od jadalni.

Donna uśmiechnęła się podchodząc do szklanych drzwi prowadzących na taras. Spojrzała przez okno.

- W ogrodzie posadzisz trochę kwiatków, odmalujesz basen i możesz imprezować do rana.- Jack posłał jej mordercze spojrzenie, po czym skierował się do kuchni, przechodząc przez jadalnię, która była jej częścią.
- Jest żółta. Świetnie!- odparł przejeżdżając ręką po jasno-orzechowym blacie. - Donna podążyła za nim i oparła się o futrynę drzwi obserwując przyjaciela.
- Co cię napadło, aby sobie zrobić żółtą kuchnię. Wiesz Jack, mogłeś spokojnie wybrać jeden z projektów, które zaproponowała ci dekoratorka. Ten beżowy był...
- Sam zawsze marzyła o żółtej kuchni.- przerwał jej.
- Co miłość czyni z człowiekiem.- odburknęła pod nosem z ironią. Nigdy nie sadziła, że jakaś była drugo-dowodząca i naukowiec zdobędzie serce jej przyjaciela. Szczególnie naukowiec, przy niechęci Jacka do jajogłowych. To ona miała być na jej miejscu. To ona, Donna Devonolory miała być panią O’Neill i uszczęśliwiać Jacka. Zawsze sądziła, że tak będzie, szczególnie kiedy Jack i Sara się rozwiedli. A teraz jej marzenia o przystojnym pułkowniku odbierała mu jakaś pani żołnierz, której przypadkowo zrobił dziecko. No ale niestety jej przyjaciel nie był zainteresowany żadną inna kobietą, miał klapki na oczach.„Oh Jack, dlaczego chcesz być z nią, kiedy mógłbyś mieć mnie?” Kobieta spojrzał na niego, a następnie ciężko westchnęła. „ No cóż, wygląda na to, ze na zawsze będę tylko twoją przyjaciółka i agentka nieruchomości.” - Chodź pokażę ci resztę domu.

Donna kiwnęła w stronę Jacka i wślizgnęła swoją rękę pod jego ramię. Ruszyli przedpokojem w kierunku schodów, gdy natknęli się na robotników wchodzących z panelami do pokoju znajdującego się naprzeciwko kuchni.

- Pokój gościny nie jest jeszcze gotowy?- zapytał.
- Nie. Łazienka na tym piętrze również. Będą podłączać ci kabinę prysznicową.- odparła Donna zatrzymując się i przepuszczając kolejnych robotników, którzy właśnie weszli do mieszkania z basenem prysznicowym. Kobieta uśmiechnęła się podążając za Jackiem.

Mężczyzna wszedł po schodach i znalazł się w kolejnym przedpokoju, który tym razem prowadził do trzech sypialni. O’Neill przeszedł pokój do końca i stanął po miedzy dwoma drzwiami. Jednymi po jego prawej, a drugimi po lewej stronie. Te po prawej stronie były lekko uchylone, wiec mężczyzna zajrzał do środka, by zaspokoić swoją ciekawość. Jednak nie zobaczył dużo, gdyż duży, przewiewny pokój był praktycznie w stanie surowym.

- Położyli tylko gładź i zrobili całą łazienkę.- odparł cichy głos przez jego ramię. Jack odwrócił się i ujrzał Donnę. – Potem będziesz mógł z nim zrobić, co tylko zechcesz.
- A ten drugi?- zapytał podchodząc do drzwi znajdujących się naprzeciwko.
- Tak samo.- odparła. Jack puścił klamkę, którą wcześniej trzymał i obracając się na pięcie włożył ręce do kieszeni.
- Świetnie.- „Wygląda na to, że do końca tygodnia będziemy mogli się wprowadzić.” Powiedział do siebie nadal zastanawiając się jak zareaguje Sam. „Będzie zadowolona? Szczęśliwa? Zła, że jej nie powiedziałem? Mam nadzieję, że się ucieszy. Nie pragnąłbym niczego bardziej, niż jej i naszych dzieci mieszkających ze mną. Oczywiście, jeśli zgodzi się i pozwoli mi być ojcem nie tylko dla Emilly. To maleństwo, bezbronne maleństwo, którego się spodziewa także potrzebuje ojca, a ja mam zamiar nim zostać. Mimo, iż nie płynie w nim moja krew, ja już kocham jej jak swoje.”

Jack podszedł do ostatnich drzwi na tym piętrze, znajdujących się naprzeciwko schodów. Sięgnął ręką do klamki, otwierając drzwi na oścież. Wszedł wolnym krokiem do środka, stając miedzy robotnikami, którzy rozmawiali z otyłą kobietą. Donna stanęła obok niego delikatnie muskając swoimi palcami jego biceps. Gdy tylko robotnicy odeszli, jego przyjaciółka dokonała prezentacji. Po wymianie kilku uwag i spostrzeżeń na temat mieszkania Gina Davis poprowadziła Jacka do swojego kącika pracy, który ustawiła sobie przy oknie i włączyła laptop.

- Zechce pan zerknąć na kilka moich pomysłów dotyczących sypialni, panie O’Neill?
- Jasne.- uśmiechnął się mężczyzna.- Uwielbiam zerkać! I mów mi Jack.

Sam włączyła Emilly bajkę i skierowała się do kuchni po coś do zjedzenia. Ostatnio czuła, że mogłaby jeść za trójkę, co zresztą nie był niczym nowym dla kobiety w ciąży. Podeszła do lodówki i wyciągnęła wiaderko lodów czekoladowych, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. „ O to pewnie pizza.” Uśmiechnęła się i odłożyła lody z powrotem do lodówki, szczelnie ją zamykając. Sam odwróciła się i podążyła do przedpokoju. Przekręciła kluczyk, otwierając zamek, a następnie otworzyła drzwi. Przed nią jednak nie stał dostawca pizzy, tylko jej ojciec.

-Tata?- zdziwiła się.
- Cześć Sam. Nie cieszysz się na mój widok?- zapytał emerytowany generał.
- Ależ oczywiście, że się cieszę. Wejdź.- odparła odsuwając się. Jacob wszedł do środka, a jego córka zamknęła za nim drzwi. – Emilly ogląda bajkę w swoim pokoju, ale zapewne się ucieszy, że przyjechałeś.
- George powiedział mi, że to pilne. Podobno chcesz porozmawiać.- odparł siadając na sofie w salonie. Kobieta wróciła do kuchni po coś do picia, a następnie usiadła w obok ojca.
- Tak tato, chodzi o mnie i Peta. Wniosłam pozew o rozwód.- zaczęła próbując zachować spokój.
- Słucham!?- odarł zszokowany wiadomością.

Sam westchnęła, a następnie opowiedziała mu o ciąży, reakcji Peta i wszystkim co wydarzył się w ostatnim czasie. Z każdym słowem wypowiedzianym z jej ust, szczęka Jacoba opadała jeszcze niżej. Nie mógł uwierzyć, że coś tak okropnego mogło spotkać jego ukochaną dziewczynkę. Wiedział, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i złożyć Shanahanowi wizytę. Gdy Samantha skończyła, Jacob trzymał ją w swoich ramionach i głaskał po włosach, jakby znowu była jego malutką córeczką. Kobieta pociągnęła nosem odrywając się od ojca. Smutno uśmiechnęła się w jego kierunku, dziękując mu za pocieszenie i jego obecność, następnie z zawstydzeniem spojrzał w dół. Tok’ra od razu wyczuł, że to nie wszystko.

- Sam, skarbie?
- Tato muszę ci powiedzieć coś jeszcze. Ja… urywałam to przed tobą, przeprasza, ale nie wiedziałam jak ci powiedzieć. Bałam się twojej reakcji.
- Hej Sam spójrz na mnie.- mężczyzna chwyci ją za podbródek, zmuszając by spojrzał mu w oczy. Kiedy to zrobiła, odgarnął jej włosy za uszy i uśmiechnął się.- Cokolwiek to jest, pomogę ci. Przejdziemy przez to razem. Jesteś moją córką, Sammy i bardzo cię kocham. Weź głęboki oddech i wyrzuć to z siebie.
- Chodzi o Emilly. Ona… o boże…- westchnęła i wbiła wzrok w ziemię, następnie ponownie nabrała powietrza w płuca i spojrzała na swojego zmartwionego ojca. – Pułkownik O’Neill jest jej ojcem. Ale to nie tak jak…
- Ja wiem Sam, już od jakiegoś czasu.- przerwał jej Tok’ra wstając i podchodząc do akwarium. Spojrzał na rybki i delikatnie postukał w szybkę, następnie odwrócił się w stronę córki.
- Ale…? Jak?- zapytała zdziwiona
- Oh Sam wystarczy tylko spojrzeć w jej oczy i pobyć z nią pięć minut. Nie jest ani w najmniejszym stopniu podobna do Peta, to wykapany Jack.- Jacob uśmiechnął się.
-Jesteś zły, prawda?
- Nie, po prostu nie rozumiem tego. Sam jesteś córką generała, byłaś oficerem. Dobrze znasz regulamin Sił Powietrznych i co grozi za jego złamanie. Dlaczego więc go złamaliście? Czy Jack cię do tego zmusił, bo jeśli tak to przyrzekam, że dorwę…
- Nie tato, nic z tych rzeczy. Po prostu… oh-huh… możesz winić miejscowy trunek z P3X 958. Nie zrobiliśmy tego umyślnie, po prostu stało się. Nie byliśmy tego świadomi, gdy rano się obudziliśmy, pułkownik stwierdził, że nie możemy zepsuć naszej przyjaźni, ani zlekceważyć kariery, więc postanowiliśmy o tym nikomu nie wspominać oraz nigdy więcej do tego nie wracać. A potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży i zanim zdążyłam mu powiedzieć, pułkownik został schwytany i uwięziony przez Ba’ala.- wytłumaczyła, a jej ojciec podszedł do niej i objął.- Resztę już znasz. Całą aferę z dowództwem, zaręczyny, ślub. Tato nie chciałam tego, ale widziałam jaki byłeś zadowolony, kiedy zaręczyłam się z Petem. Poślubiłam go, aby Emilly była bezpieczna, aby miała ojca.
- Sam gdybym tylko wiedział dlaczego to zrobiłaś, nigdy bym ci na to nie pozwolił. Selmakowi się nie podobał, zresztą ja także mu nie ufałem, ale postanowiłem cieszyć się twoim szczęściem. Przepraszam Sam, gdybym wiedział, nie pozwoliłbym ci na to.- Jacob wypuścił córkę z uścisku i otarł jej łzy, które gdzieś w trakcie ich rozmowy zaczęły spływać po jej policzkach.- Ale nie myśl, że sobie nie porozmawiam z Jackiem! Zrobię to zaraz jak zabiję tego dupka, z którym wyswatał cię twój brat!
- Tato proszę! On naprawdę się stara. I prawdę powiedziawszy jest wspaniałym ojcem, Emilly go uwielbia.
- To gdzie teraz jest?- zapytał unosząc brew.

Sam opuściła głowę w dół, nie wiedząc co odpowiedzieć ojcu. Jack był teraz na randce z Donną, nie powiedział jej dokładnie gdzie wychodzi. Zresztą dlaczego by miał, nie byli małżeństwem, czy parą. Przypadkowo ze sobą mieszkali i to tylko tymczasowo, gdyż dobrze wiedziała, że w Colorado Springs, w domu Daniela, przy niej, trzyma go tylko Emilly. Poza tym Jack nie należał do niej, tylko do seksownej brunetki z czerwonym Ferrari. „Pewnie teraz leży w jej ramionach. Ma do tego prawo. To jego życie, a ja w nim nie widnieję. Jestem tylko matką jego córki.” Pomyślała i szybko skarciła się za te myśli. „Oh na miłość boską jestem zazdrosna o jakąś brunetkę, z która się spotyka i sypia. O nie Sam nie idź tam, to niebezpieczne! Jack ma swoje własne życie, a ja mam swoje. Muszę się z tym wreszcie pogodzić!”

- Sam?
- Nie wiem gdzie poszedł, nie powiedział mi. – opuściła głowę w dół.- Tato on ma prawo do własnego życia, nie mogę mu zabronić spotykać się z innymi. Nie jesteśmy parą.
- Słucham? Jack kogoś ma? A ty siedzisz w domu, z dzieckiem!? Poczekaj jak ja tylko go dorwę… Zabiję drania.
- Tato proszę cię! On ma prawo do szczęścia. Nie chcę być dla niego ciężarem.
- A co ze twoim szczęściem? Nie uważasz, że masz do niego prawo? Sam wiem, że go kochasz. I to nie trwa od kilku miesięcy, tylko lat. Nie zaprzeczaj, wiesz, że to prawda.- odparł unosząc palec w górę, gdy Samantha chciała otworzyć usta. Jednak wiedziała, że nie ma co zaprzeczać. Prawda była taka, że kochała Jacka i ich córeczkę ponad wszystko. Zdawała sobie z tego sprawę, że jej uczucie staje się coraz bardziej widoczne gołym okiem, ale nie potrafiła ta po prostu stłumić w sobie emocji. Czekała pięć lat na jego powrót, praktycznie całe swoje życie, jakie spędziła w SGC, aby ją zauważył w innym stopniu, niż żołnierza, mimo iż było to zabronione. Nie mogła dłużej udawać. Nie mogła, nie umiała i co najważniejsze nie chciała!

TBC :)
  • 2

#95 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 21.06.2011 - |20:12|

Dziękuje wszystkim za życzenia, przepraszam że dopiero dzisiaj ale jakoś ten temat mi umknął.

Boshe zanim oni się zejdą ja dostanę zawału albo rozstroju nerwowego :o
Świetny kawałek, jak zwykle. Poproszę więcej.
  • 3

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#96 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 21.06.2011 - |22:30|

Kawałek suuuuper.
Domek całkiem, całkiem :) choć jeszcze nie wykończony.
Fajne kolorki ;)
Bardzo lubię postać Jacoba. Trochę go tu brakowało. Na kogo w końcu można liczyć, jeśli nie na tatusia? :D
pozdrawiam.
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#97 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 26.06.2011 - |20:36|

Świetny dom! Jack naprawdę się stara. Nurtuje mnie jedno: kiedy Jack pokażę Sam i Emily ich nowy dom? Ech nie mogę się już doczekać następnej części. Kiedy ją tu zamieścisz? Mam nadzieję, że już niedługo ;).
Pozdrawiam - igut214:)
  • 0
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#98 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 27.06.2011 - |17:45|

Po dwudziestu rozdziałach, głębokich przemyśleniach, a raczej sentymencie do pewnej piosenki, która umilała mi czas przy pisaniu, postanowiłam wprowadzić drobne zmiany. Chyba nikogo to nie zaskoczy, ale należy im się trochę szczęścia, przynajmniej na razie :P :rolleyes:


Jacob wyszedł, gdy na dworze zaczęło już zmierzchać. Udał się powrotem do SGC, gdzie Hammond użyczył mu jednej z kwater dla VIPów. Sam tuż po jego wyjściu położyła Emilly spać, kiedy tylko mała wzięła kąpiel. Następnie sama posprzątała salon i kuchnię, gdy skończyła wzięła do ręki książkę i położyła się na kanapie. „ Muszę naprawdę z tym skończyć! Znowu na niego czekam. Jack ma własne życie, nie mogę się do niego wtrącać.” Otwarłszy książkę, w miejscu, gdzie ostatnio skończyła, zaczęła czytać, ułożywszy się wygodnie na kanapie. Nie długo później pokój ogarnęła ciemność, a ją sen.

Jack wszedł do domu starając się nikogo nie obudzić. Nadzór prac remontowych w jego nowym lokum wymagał więcej czasu niż przypuszczał. I mimo iż nie dał się wyciągnąć Donnie na kolację, to i tak żałował, że nie mógł wrócić wcześniej i spędzić resztę wieczoru z Sam i jego malutką księżniczką. Zamykając drzwi ściągnął buty i udał się do pokoju Emilly. Kiedy wszedł do środka, przystanął przy słodko śpiącej dziewczynce w dużym dwuosobowym łóżku z pluszowymi przyjaciółmi. Jack uśmiechnął się. Była taka mała i niewinna, jego skarb. Jego i Carter. Usiadł na skraju łóżka i pogłaskał córeczkę po jej blond włoskach, a następnie pocałował w czoło. Rozejrzał się po pokoju i poprawił jej kołderkę, kiedy usłyszał krzyk ukochanej. Mężczyzna przejechał dłonią po główce córki i opuścił jej pokój kierując się do salonu, z którego dochodził krzyk Samanthy. Oświecił światło i zauważył, że kobieta rzuca się przez sen na kanapie, cały czas majacząc coś pod nosem. Podbiegł do kanapy stając nad nią. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie może jej obudzić. Mógłby doprowadzić do zawału serca, a tego przecież nie chciał. Zaczekał.

- Nie… nie… proszę… błagam cię, nie rób tego… nie zabijaj go!... Nie proszę… Nie! Nie!... Jack!!!- w tym momencie Sam obudziła się ze łzami w oczach, szybko zwinęła się w kłębek przyciskając do siebie poduszkę i cicho pociągając nosem. Jack pobiegł do kuchni, gdy zdał sobie sprawę, że kobieta go nie zauważyła. Nadal wody do szklanki, po czym wrócił do salonu. Przykucnął przy ukochanej i delikatnie, muskając nagiej skóry jej ramienia, wyszeptał jej imię. Kobieta powoli się odwróciła i spojrzała na pułkownika. Ten podał jej szklankę i usiadł na skraju sofy. Sam podkurczyła nogi i usiadła, ściskając w dłoniach szklankę. Odstawiła ją na mały stoliczek znajdujących się przy sofie, uprzednio jednym łykiem opróżniając jej zawartość. Następnie ukryła twarz w dłoniach szlochając. Jack pochwycił ja w ramiona, wtulając Sam w swoje ciało i delikatnie głaszcząc po włosach.
- Shh… wszystko będzie dobrze. To był tylko zły sen. Jestem przy tobie.- powiedział cichym, pocieszającym głosem, całując jej głowę.- No już, nie płacz. Wszystko będzie dobrze, jesteś ze mną bezpieczna.
- On chciał cię zabić. Zmusił nas, abyśmy na to patrzały. Chciał cię zabić!- odpowiedziała między pociągnięciami nosem.
- Kto skarbie, kto chciał mnie zabić?- zapytał nadal przyciskając ją do swojego ciała.
- Ba’al.- wyszeptała tak cicho, że Jack praktycznie nie wychwycił jej słow. Następnie oderwała się od jego ciała, przykrytego koszulką z morka plamą od jej łez.
- Hej spokojnie. Nikt mnie nie zabił, jestem tu przy tobie i nigdzie się nie wybieram. Shh… no już kochanie, proszę cię, przestań płakać.- Jack pocałował ja w czoło i spojrzał w duże, zapłakane oczy.- To był tyko zły sen. Żaden wężogłowy mnie nie zabije. Nie pozwolę na to.- położył swoje dłonie na jej policzkach i ucałował czoło. Sam zamknęła oczy i westchnęła, gdy Jack ponownie ją przytulił. Jego bliskość, ciepło dawało jej poczucie bezpieczeństwa, jakiego przez ostatnie pięć jej brakowało.
- Nie chcę cię znowu stracić. Emilly cię potrzebuje.
- Nie stracisz Sam, nie stracisz. Nie zostawię ciebie. Nie zostawię ciebie, Emilly i tego maleństwa. Nie zostawię was, kochanie.- położył soją prawą rękę na jej brzuchu i pocałował w czoło, następnie chwycił za dłonie. Zarzucił je sobie wokół szyi. Następnie wsunął jedną ze swoich dłoni pod jej kolana, a drugą oplótł wokół jej pasa, podnosząc ją.- A teraz idziemy do łóżka. Musisz odpocząć. Nie chcemy przecież, aby Juniorowi coś się stało, prawda?

Nie odpowiedziała, zamiast tego wtuliła swoja głowę w jego klatkę piersiową z nieśmiałym uśmiechem na ustach. Jack zaniósł ja do swojej sypialni. Otworzył drzwi do pokoju i delikatnie umiejscawiając pocałunek na czole ukochanej, wszedł do środka. Podszedł do łóżka i powoli ją na nim położył. Następnie oświecił małą lampę znajdującą się na szafce nocnej i odwrócił się spoglądając na Sam, która zdążyła się już wygodnie ułożyć do snu. Jack nie pewny co robić dalej, zaczął bawić się dłońmi, siadając na krańcu materaca. Nie mógł przecież ściągnąć z siebie koszulki i tak po prostu położyć się za nią, przytulając do swojego ciała i szepcząc do ucha jak bardzo ją kocha. Nie, to byłoby nieodpowiednie. Po tylu latach chowania uczuć względem niej, po tylu latach przyjaźni. Mimo, iż mieli razem córkę, ona nadal była mężatką. „Nawet jeśli Pete jest skończonym dupkiem i ma zamiar go zostawić. Jakby to wyglądało. Poza tym jak ona Samantha Carter mogłaby chcieć jego, Jacka O’Neilla, starego, wysłużonego żołnierza z niezbyt ciekawą przeszłością i bez żadnych szans na świetlaną przyszłość? Jack jesteś skończonym idiotą, jeśli myślisz, że jej na tobie zależy w inny sposób niż przyjacielski. Jesteś ojcem jej córki i tylko dlatego pozwala ci się do siebie zbliżyć. Musimy zachować przynajmniej jakąś namiastkę prawdziwej rodziny, dla dobra Emilly.” Westchnął. „Może lepiej będzie jak wyjdę. I 5to jak najszybciej zanim zrobię lub powiem coś, czego będę potem żałować.”

- Ta… to ja…- odparł kierując swój wzrok na drzwi. Nie zdążył dokończyć zdania, gdy poczuł ciepłą dłoń, delikatnie ściskająca jego przedramię. O’Neill przeniósł swój wzrok na ukochaną i spojrzał w jej duże niebieskie oczy, pełne tęsknoty i nadziei.
- Zostań ze mną.- jego serce zaczęło bić mocniej. „To musiało mu się chyba śnić. Samantha Carter, doktor teoretycznej astrofizyki, najpiękniejsza kobieta w całej galaktyce, nie mogła przecież właśnie zaprosić go do swojego łóżka. Hm… teoretycznie to było jego łóżko, ale nie ważne. Nie mogła. To nie mogło być prawdziwe. Albo ktoś go wkręcał, albo to mu się po prostu śni i zaraz się obudzi gdzieś w tanim hotelu z okropnym kacem.” Jack zamrugał gapiąc się na Sam z lekko uchyloną szczęką. Następnie opuścił wzrok i uszczypnął się w rękę. Nic się nie zmieniło. Nie znalazł się nagle w tanim hotelu z kacem, ani nigdzie indziej. Cały czas był w tym samym miejscu, z tą samą miną, przy tej samej kobiecie. – Jack?- zapytała niepewnie Samantha.
- Hm…?- odparł rozglądając się za ukrytą kamerą po pokoju.
- Co… co ty robisz?- zapytała siadając na łóżku i przybliżając się do ukochanego. Jack przestał się rozglądać i spojrzał na kobietę przygryzając dolną wargę.
-Upewniam się, czy to jest realne. Czy ty naprawdę przed chwilą powiedziałaś…
- Tak Jack, chce abyś ze mną został.- uśmiechnęła się widząc jego zmieszanie połączone z niepewnością i nieśmiałością!? Sam puściła jego przedramię, które całe czas trzymała i położyła oby dwie dłonie na jego policzkach.- I jest to tak samo realne, jak to.- odparła i nachyliła się w kierunku jego ust.


TBC :lol:
  • 2

#99 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 27.06.2011 - |20:39|

Mniam!!! :P
No i to jest coś, co tygryski lubią najbardziej!!!
Też uważam, że należy im się trochę szczęścia. Ale pewnie szykujesz już dla nich jakąś nową Burzę?
Pozdrawiam.
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#100 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 27.06.2011 - |20:44|

No nareszcie :D mam nadzieję że już nic gorszego od Donny i Peta ich nie spotka.
Swoją drogą ciekawa jestem co się stanie z panem policjantem?
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych