Morgana’s Successor ***Dziedziczka Morgany
#81
Napisano 07.06.2011 - |23:58|
#82
Napisano 08.06.2011 - |11:24|
Pozdrawiam
Ps. Myślałam, że już zapomniałaś o tym fiku.
#83
Napisano 08.06.2011 - |11:46|
Ps. Myślałam, że już zapomniałaś o tym fiku.
nie tylko ty
w sumie nie robi mi to różnicy, czy będzie to SG-1 czy SGA
#84
Napisano 08.06.2011 - |13:15|
#85
Napisano 08.06.2011 - |13:41|
pozdrawiam i czekam na kolejne części
#86
Napisano 08.06.2011 - |21:10|
Ale SGA też może się przyjemnie czytać.
Hmm. Sesja, ważna rzecz. Pamiętam, że robiłam wszystko, żeby tylko nie siadać do książek. To był jedyny okres w moim życiu, kiedy dobrze myło mi się okna. Dzisiaj tego nienawidzę.
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#87
Napisano 13.06.2011 - |20:32|
Pozdrawiam - igut214:)
#88
Napisano 18.06.2011 - |16:28|
Magazyn
Dziewczyna nie dowierzała własnym oczom. W tej oto chwili czytała jak gdyby żywcem spisane trwające właśnie wydarzenia na Atlantis, z tą różnicą, że akcja zapisu działa się kilka tysięcy lat temu, kiedy miasto zamieszkiwali jego dawni mieszkańcy, Starożytni. Magda wiedziała, że historia lubi się powtarzać, ale nie liczyła na tak wierne odwzorowanie. Każde słowo, każda linijka coraz bardziej wciągały Polkę, aż w pewnej chwili teraźniejsze wydarzenia ustąpiły pola przeszłości. Narrator, który był najprawdopodobniej jednym z kronikarzy Atlantis zaczął rozmijać się z rzeczywistością. Wydarzenia, które opisywał nie miały w żadnej mierze odzwierciedlenia w rzeczywistości, mało tego, mówił o zdarzeniach, o których Morgana nie wspomniała ani słowem.
Studentka czytała dalej, czuła że opowieść zmierza ku końcowi. Chwilę później skończyła czytać tekst i poderwała się z krzesła. Wiedziała już, że nie w fotelu należy szukać pomocy, lecz należy podejść znacznie bliżej wroga, powtarzając historię sprzed kilku tysięcy lat, omijając tylko jeden jej fragment. Wybiegła z magazynu i tak szybko jak mogła wspięła się po schodach rozglądając się za Jack’iem lub dr Weir. Musiała ich jak najszybciej poinformować o swoim odkryciu.
Biegnąc, zastanawiała się gdzie może ich znaleźć. O ile podejrzewała, że O’Neill może być wszędzie w tej chwili, o tyle przywódczyni ekspedycji powinna być w sterówce Wrót. Nie namyślając się długo, Magda skierowała swoje kroki w tamtą stronę. Minęła zakręt i uderzyła w kogoś. Zanim zdążyła się zorientować co się stało, barczysty mężczyzna o długich, ciemnych dredach chwycił ją mocno za ramię.
- Myślałem, że O’Neill posadził cię na fotelu… - zagadał mężczyzna, ale dziewczyna nie mogła sobie początkowo przypomnieć sobie jego imienia. Dopiero po chwili sobie przypomniała, że ten osiłek nazywa się Ronon.
- Jak widać nie udało mu się. Muszę go pilnie znaleźć. Gdzie on jest?
- W powietrzu – powiedział spokojnie Satedańczyk, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
- Ahaaa… a Elizabeth?
- W kontrolce Wrót.
- OK. To ja spadam – Magda chciała ruszyć dalej, ale Ronon dalej ją mocno trzymał – Puść mnie!
- Nie ma mowy. O’neill kazał, że jak tylko ktokolwiek cię znajdzie, mamy cię zaprowadzić na fotel. Tylko tak mamy szansę.
-Nie! Nie tędy droga, jest… - zanim zdążyła dokończyć, Ronon szarpnął ją, a następnie siłą zaprowadził ją do transportera.
Wcisnął kilka guzików i drzwi zamknęły się tuż przed ich nosami. Kiedy ponownie się otworzyły, znajdowali się już w sali, w której znajdował się fotel.
Pomieszczenie, w którym się znaleźli wcale nie miało skromnych rozmiarów. Wysokie na co najmniej trzy metry ściany w kolorze mlecznej czekolady robiły niemałe wrażenie, na osobie, która weszła tu po raz pierwszy. Po drugiej stronie sali znajdowało się ogromne okno, sięgające aż do sufitu, zza którego dobiegały ich odgłosy toczącej się bitwy. Pośrodku pomieszczenie stał samotny fotel, który z daleka wydawał się wykuty w litej skale. Kiedy podeszło się bliżej można było zauważyć na nim lazurowe elementy.
- Ronon NIE!!! Jest inne rozwiązanie, zrozum, ja nie mogę usiąść na tym fotelu! – Polka desperacko próbowała się uwolnić z żelaznego uścisku, ale Setedańczyk był zbyt silny.
- Nie rzucaj się tak! To nie boli. Sheppard i McKey tyle razy siedzieli na nim i nic im się nie stało – Ronon próbował ją uspokoić, choć jego wysiłki odnosiły marne rezultaty. W dodatku coraz bardziej irytowało go zachowanie dziewczyny.
- Oni mają inny gen! Z moim genotypem nie wolno na tym fotelu… - zanim dziewczyna się zorientowała mężczyzna posadził ją na dużym szarym fotelu, stojącym pośrodku pomieszczenia - … siedzieć.
- Widzisz nic się nie dzieje – zauważył bezczelnie obcy – Włącz go.
Magda z niepokojem obserwowała krzesło. Spostrzeżenia Ronona były trafne, nic podejrzanego nie miało miejsca. Fotel wyglądał tak samo, jak chwilę przedtem. Studentka spojrzała na Ronona z mieszanymi uczuciami. Nie rozumiała, dlaczego nic się nie dzieje przecież jej prababka by jej nie okłamała. Chyba. Z drugiej strony naprawdę nic się nie wydarzyło.
- Nie gap się tak! Włącz to cholerstwo!
W tym momencie rozległ się brzdęk tłuczonego szkła. Jeden z pocisków wystrzelnych przez Wraith trafił prosto w okno pomieszczenia. Ronon odruchowo padł na podłogę, a Magda opadła na oparcie, które zsunęło się w dół, uruchamiając urządzenie. Lazurowe elementy zaczęły świecić i w tym momencie stało się to, czego dziewczyna się obawiała. Z ramion i z dolnej części fotela nagle wysunęły się stalowe paski, które w mgnieniu oka opasały nadgarstki i kostki Polki, skutecznie ją unieruchamiając. Sekundę później dziewczyna poczuła dziwne pieczenie w ręce i nogach.
- Au – pisnęła.
- Nic ci nie jest? Nie dostałaś żadnym odłamkiem? – w tej chwili podbiegł do niej Ronon, który w między czasie zdołał się pozbierać.
- Nie dostałam, ale… - wskazała ruchem głowy wskazała na swoje uwięzione kończyny.
- Jakim c…u…d…e…m… – wystękał Setedańczyk, siłując się metalowymi paskami.
- Ronon zostaw to. To nic nie da. Zawołaj Carsona i kogokolwiek z genem Starożytnych…
- Mu… szę… - mężczyzna nadal bezskutecznie naprężał mięśnie próbując uwolnić dziewczynę.
- Ronon, to technologia Starożytnych! Siłą tu nic nie pomożesz! To ustrojstwo mnie nie puści dopóki nie stracę przytomności!
- Co?! Skąd to wiesz?
- Z biblioteki! Nie mam czasu na wyjaśnienia zawołaj tu Carsona i kogoś z genem!
- Ale… - mężczyzna puścił pasek, który próbował rozerwać i zmieszaną miną popatrzył na dziewczynę.
- Ronon, jak chcesz mi pomóc to zrób to, o co cię proszę!
- Carson jesteś potrzebny w sali z fotelem! Weź sprzęt! – Ronon szybko wywołał głównego lekarza przez interkom.
Użytkownik Megi edytował ten post 18.06.2011 - |16:30|
#89
Napisano 18.06.2011 - |18:01|
Pozdrawiam - igut214:)
P.S.
Coś długo cię nie było. Pewnie te sesje są męczące. Ja jeszcze nie muszę ich przeżywać (na całe szczęście). Cieszę się, że się kończą i może dzięki temu będziesz miała więcej czasu, żeby wpadać na forum
#90
Napisano 18.06.2011 - |20:48|
#91
Napisano 18.06.2011 - |21:06|
pozdrawiam
#92
Napisano 18.06.2011 - |22:24|
PS. SPoko ja tu wpadam, tyle że jako gość i czytam Wasze ficki... suuuuuper. A w Utracie to czasami miałam ochotę walnąć wszystkich po równo czasami, totalna komedia omyłek
#93
Napisano 19.06.2011 - |13:48|
Wiedziałam że Ronon jest nierozgarnięty, ale żeby aż tak
Powodzenia na obronie
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#94
Napisano 26.06.2011 - |20:59|
Pozdrawiam - igut214:)
P.S.
A dużo tych efektów sobie poużywałam
#95
Napisano 29.06.2011 - |13:42|
Ach, jeszcze tylko jutro zaniosę dokumenty i oficjalnie będę już uczennicą klasy biol-chem z fizyką i astronomią w liceum nr VIII w Krakowie! HAHAHA! W końcu jak się miało w sumie 161 punktów, to miałam dość duże szanse na dostanie się. I mi się udało! Strasznie się cieszę
P.S.
Nie wiedziałam, gdzie podzielić się tą wspaniałą wiadomością. Teraz mam pełne wakacje i moje procesy twórcze na pewno będą lepiej działać. Mam nadzieję, że wkrótce w bardzo krótkim czasie wrzucę coś do The Darkness i Ika Lunius Eris
Pozdrawiam - igut214:)
Użytkownik igut214 edytował ten post 29.06.2011 - |13:47|
#96
Napisano 29.06.2011 - |14:20|
#97
Napisano 29.06.2011 - |16:06|
#98
Napisano 29.06.2011 - |21:34|
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#99
Napisano 30.06.2011 - |18:35|
Ambulatorium, godzinę wcześniej
Drzwi szpitala na Atlantis rozwarły się na oścież, powodując małe zamieszanie wśród pacjentów. W mgnieniu oka w pomieszczeniu pojawił się w nich oddział ratowniczy z dr Keller na czele, wiozący płk Sheppard’a. Sekundę później doskoczył do nich dr Beckett, a Jennifer natychmiast zaczęła zdawać mu raport na temat stanu zdrowia ciężko rannego pilota:
- Dwa złamane żebra, otwarte złamanie kostki, zwichnięta prawa ręka w stawie łokciowym, silny wstrząs mózgu, poza tym ogólne potłuczenia. Nie ma co, muszę go natychmiast zabrać na stół operacyjny.
- Przed chwilą zwolniłem salę. Możesz od razu zaczynać – stwierdził rzeczowo Carson, spoglądając z troską na przyjaciela.
- Mogło być gorzej. Chłopaki, sala wolna! Zaczynamy! – krzyknęła dr Keller do podwładnych i chwilę później zniknęła za drzwiami sali operacyjnej.
- Ten to zawsze ma szczęście w nieszczęściu – skomentował cicho Carson, a następnie zajął się pacjentami leżącymi w głównej sali ambulatorium.
Z każdą kolejną minutą do szpitala zwożono kolejnych rannych obrońców miasta, których przyjmował dr Beckett, a następnie do lżej rannych przydzielał któregoś z pozostałych lekarzy do prowadzenia dalszego leczenia. Kiedy któryś z mieszkańców miasta odniósł poważniejsze obrażenia, zajmował się nim osobiście. W ten sposób upłynęło mężczyźnie dobre kilkadziesiąt minut. Od czasu do czasu ukradkiem spoglądał na drzwi sali, spodziewając się w każdej chwili informacji na temat Johna. Jednakże drzwi pozostawały cały czas zamknięte.
- Może Jennifer ma kłopoty… - przemknęło mu przez myśl.
W tym momencie jeden z pocisków Widm uderzył niedaleko szpitala. Rozległ się ogromny huk i zatrzęsło całym ambulatorium. Carson chwycił się odruchowo szafki, a z bloku operacyjnego usłyszał przerażony pisk kobiety.
- Keller! – krzyknął i niczym gepard rzucił się w stronę bloku operacyjnego.
To co zobaczył, gdy wszedł do środka przyprawiło go o dreszcze. Część szafek leżała przewrócona na podłodze, razem z roztrzaskanymi lekami. Personel dopiero zaczynał wstawać, masując obolałe głowy. Najgorzej oberwała sama dr Keller, która leżała nieprzytomna obok jednej z szafek przy ścianie. Podczas upadku chwyciła jej odruchowo, chcąc się przytrzymać. Niestety szafka miała kółka i pod naporem ciała kobiety odjechała w stronę ściany, pociągając panią doktor za sobą.
Tymczasem z respiratora, do którego podłączony był pułkownik słychać było charakterystyczny, złowieszczy przeciągły sygnał. Dr Beckett w mgnieniu oka chwycił za sprzęt i rozpoczął reanimację.
- Dawaj, John, dawaj – szeptał, gdy po raz pierwszy podniósł defiblirator - Perez, zajmij się Keller! – wydał polecenie, kątem oka zauważając jednego z młodszych lekarzy, który zdążył już wstać.
Następnie spojrzał na EKG, nie było praktycznie żadnej reakcji. Cienka zielona linia dalej pokazywała jedynie minimalne drgania, pozostałości po impulsie elektrycznym. Mężczyzna ponownie naładował urządzenie, tym razem trochę większą mocą. Przyłożył je do klatki piersiowej pacjenta i nacisnął przycisk. Ciało Johna gwałtownie podskoczyło. Tym razem dźwięk respiratora się zmienił, teraz były to wyraźne, regularne piknięcia. Wykres również się zmienił, teraz na ekranie linia zaczęła się giąć o wiele mocniej, wskazując że serce ponownie zaczęło pracować. Doktor Beckett odetchnął z ulgą. W tym momencie zza pleców usłyszał głos młodego Portugalczyka:
- Szefie, dr Keller żyje, jest tylko nieprzytomna, wygląda mi to na lekki wstrząs.
- Rozumiem. Zabierz ją stąd, ja będę kontynuował.
- Robi się – odpowiedział Latynos i wyniósł kobietę na zewnątrz.
- Metrov, Bones, Chan, na czym skończyliście? – zwrócił się do pozostałych lekarzy, którzy w międzyczasie zdążyli dojść do siebie.
- Dr Jennifer prawie skończyła, zostało jedynie nastawienie prawej kostki – odpowiedział Chińczyk.
Kwadrans później Carson otworzył drzwi bloku, rozprostowując ręce, tuż obok przejechało łóżko z płk Sheppardem. Tymczasem z mieszczącej się naprzeciwko dyżurki wyszła mu na spotkanie dr Keller. Kobieta miała fachowo zabandażowaną głowę.
- W porządku? – spytał mężczyzna.
- Tak, chyba tak – odpowiedziała, uśmiechając się nieśmiało.
W tym momencie z interkomu dobiegł głos Ronona:
- Carson, jesteś potrzebny w sali z fotelem! Weź sprzęt!
- Co się stało? – spytał, biegnąc szybko do gabinetu bo niezbędne narzędzia.
- Fotel się zbuntował! Magda mówi, że wie co się stało. Kazała wezwać ciebie i kogoś z genem – w tym momencie do interkomu dobiegł jakiś głos w tle – Carson, ona mówi, że to dziadostwo ją puści, ją tylko wtedy gdy będzie na wpół żywa z wyczerpania!
- Już biegnę – odpowiedział, wypadając z pokoju i wyłączając swój mikrofon – Jennifer, dasz radę?
- Muszę – przytaknęła rudowłosa kobieta.
- Nie no, normalnie z deszczu pod rynnę – rzucił szybko Carson, wskakując niemalże do transportera i wciskając odpowiednie guziki.
Dziewczyny gratki!
Użytkownik Megi edytował ten post 30.06.2011 - |18:38|
#100
Napisano 30.06.2011 - |19:59|
Pozdrawiam - igut214:)
P.S.
Dzięki wszystkim za gratulacje
Użytkownik igut214 edytował ten post 30.06.2011 - |19:59|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja







